Rozdział
20.
- Gdzie idziemy?
- Jeszcze chwila.
- Jejku…
- No spokojnie, zaraz będziemy na miejscu.
Jęknąłem
niezadowolony i nadal wyglądałem przez okno taksówki, chcąc rozszyfrować cóż za
niespodziankę przygotował Paweł. W końcu zatrzymał się przed… restauracją Le Etoile. Najdroższą w mieście, a może i
powiacie.
- Paweł… To przypadek, nie? – wskazałem na
oświetlony, biały budynek.
- Nie – odpowiedział i wysiadł.
Nie
pozostało mi nic innego, jak zrobić dokładnie to samo. Razem weszliśmy do środka.
Blondyn podał nazwisko i zostaliśmy zaprowadzeni do naszego stolika. Zostały nam wręczone karty, ale ja nigdy nie byłem
w takim miejscu, co za tym idzie nie miałem pojęcia co się kryje za tymi
dziwnymi nazwami. Zdałem się na niebieskookiego. Kiedy już złożyliśmy (złożył)
zamówienia i dostaliśmy nasze danie oraz wino odważyłem się odezwać.
- Złożyłeś rezerwację? Przecież w takim
miejscu na pewno trzeba długo czekać na wolny termin.
Uśmiechnął
się szeroko i puścił mi oczko.
- Udało mi się załatwić miejsce parę dni temu.
W sumie to następnego dnia, po twoim powrocie. Wyszedłem wcześniej rano do
sklepu i jakoś tak wędrowałem, aż dotarłem tutaj. Odrobina czaru oraz szczęścia
i tak oto tutaj jesteśmy.
Nie
wierzyłam własnym uszom, oczom. Może dla mnie wszystko było zbyt dostojne,
wykwintne, nie czułem się komfortowo (choć obecność Pawła pomagała), ale ze
świadomością, że specjalnie dla mnie to przygotował dodawała mi skrzydeł.
- W porządku? Wydajesz się być trochę nerwowy.
- Tak, tak. Dziwnie się czuję w takim miejscu,
nie jestem przyzwyczajony, ale jest OK.
- Przepraszam. Jeśli…
- Naprawdę jest wszystko w porządku.
Westchnął i
uśmiechnął się lekko rozbawiony.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać?
Lekko się
zaczerwieniłem i skupiłem na - jak dla mnie zbyt małym jak na taką cenę, ale co
ja się tam znam – daniu.
Jeszcze
długo siedzieliśmy, rozmawiając. Jakość w ogóle nie przeszkadzała mi obecność
innych, choć normalnie to by dla mnie było zbyt tłoczno. Skupiony byłem tylko
na Pawle, a resztę w tamtym momencie miałem gdzieś.
Później
zadzwonił po taksówkę i wróciliśmy do domu. Współlokator poszedł do sypialni
się przebrać, tylko że mi się zapomniało, wszedłem do środka. Pewnie trochę od
tego wina (nie byłem przyzwyczajony do alkoholu, piłem wcześniej może z dwa
razy), trochę z uczucia, trochę z faktu iż nadal mimo swoich lat byłem
prawiczkiem… Jakoś się to skumulowało i choć powinienem wyjść to stałem i
gapiłem się na jego nagie plecy, resztkami wolnej woli nie rzuciwszy się na
niego. Przełknąłem ślinę, próbując przekazać swoim nogom, że muszę wyjść, ale
one jakby żyły własnym życiem.
- Hm? – Odwrócił się, chyba czując moją
obecność. – Co ty tu robisz? Stało się coś? Jesteś czerwony, masz gorączkę? –
spytał, przykładając zimną dłoń do mojego czoła.
- N-nie, ja nie… Ja… - za wszelką cenę
starałem się sklecić sensowne zdanie, ale na chęciach się skończyło.
- Co jest? – nie ustępował, natomiast ja
zacząłem w myślach przeklinać swoją głupotę. – Siadaj – wskazał na łóżko.
Posłusznie
zrobiłem co kazał, ale wolałem na nim leżeć nagi z Pawłem, który… STOP! Ogarnij się!
Odetchnąłem
i załamany zacząłem wymyślać wymówkę, byleby tylko wyjść. Kucnął pomiędzy moimi
nogami, zaglądając głęboko w moje oczy.
- Powiesz mi w końcu co takiego…
Znowu mu przewałem.
Tylko że tym razem inaczej – nie słowami, a ustami. Całowałem go mocno,
namiętnie jakby jutra miało nie być, przy okazji popychając go lekko, ale na
tyle mocno, żeby się przewrócił, ciągnąc mnie za sobą. Wylądowałem na nim dalej
łapczywie domagając się więcej. Nagle nasze miejsca zostały zamienione, a
pocałunek przerwany. Patrzyłem na jego przystojną twarz, znajdującą się
kilkanaście-kilkadziesiąt centymetrów nad moją.
- Stop. Nie wiem co w ciebie wstąpiło, ale
jeszcze trochę i dojdzie do czegoś, czego rano będziesz mógł żałować.
- Pieprzyć to – odparłem i przyciągnąłem
bliżej, nie biorąc pod uwagę odmowy.
Ten jednak
wstał. Jednak nim zdążyłem zaprotestować, wylądowałem na materacu, przyciśnięty
przez Pawła. Całował, odbierając mi resztki tlenu, przy okazji odpinając
koszulę. Kiedy ostatni guziczek został rozpięty, pociągnął mnie za kołnierz, do
góry i kiedy już usiadłem, zsunął powoli z moich ramion. Odrzucił ją gdzieś na
bok, a usta zaczęły wędrówkę po moim rozgrzanym do czerwoności ciele. Rozpływałem
się i ledwo siedziałem, trzymając się jego szyi. Czułem się jak w raju. Nawet
jeśli do końca nie potrafiłem rozpoznać, gdzie właśnie znalazł się jego język,
wargi, ciągle było mi mało. Opadłem z powrotem na łóżko, a spodnie po chwili
podzieliły los koszuli. Bielizna również. Wszystko co w tamtym momencie czułem
gromadziło się w jednym miejscu i boleśnie prosiło o ulgę w słodkiej torturze.
Nagle
blondyn wstał. Rozebrał się, widząc jak bacznie go obserwuję, a mi zaschło w
gardle na ten widok.
- Chwilka – powiedziawszy to skierował się ku
drzwiom.
- Chyba cię pojebało.
Zaśmiał się
i uniósł dłoń do góry sygnalizując, żebym zaczekał.
Opadłem na
poduszki z ciężkim westchnieniem. Paweł coś długo nie wracał, a może to mi się
tak wydawało. W każdym bądź razie podniecenie nie chciało dać mi o sobie
zapomnieć, natomiast ja nie chciałem dłużej czekać. Oparłem się na łokciach i
bez udziału własnej woli sunąłem ręką w stronę mojego przyrodzenia. Musnąłem je
delikatnie palcami, a w końcu chwyciłem pewniej i zacząłem poruszać dłonią.
Nigdy wcześniej czegoś takiego sam nie robiłem, ale zawsze musi być ten
pierwszy raz. Zwłaszcza, że PEWNA OSOBA sobie poszła. Nie musiałem długo
czekać, a pojawił się w drzwiach.
- Kurwa – powiedział zachrypniętym głosem
patrząc na mnie.
- Co tak długo? Gdzie byłeś?
- Szukałem czegoś do nawilżenia, ale choć
brzmi to fantastycznie, to nic nie znalazłem. Mogłem się wcześniej zaopatrzyć,
lecz jakoś tak wyszło… Em… Trudno poradzimy sobie – mówiąc to, podszedł jak
tygrys i wszedł na łóżko. – Odwróć się.
Spełniłem
jego prośbę podekscytowany. Nie miałem pojęcia co mnie czeka, więc…
Pisnąłem
cicho, kiedy poczułem coś śliskiego i wilgotnego w okolicach odbytu. Dodatkowo
jedna ręka znalazła się na moim członku, a druga jeździła po udzie. Dopiero po
chwili połączyłem fakty.
- Co…?
Odwróciłem
głowę, nie rozumiejąc. Nic więcej nie potrafiłem powiedzieć, kiedy zrozumiałem,
że moją dziurkę pieścił jego język. Nasze spojrzenia się spotkały, a mną w tej
samej chwili owładnął orgazm. Tego było za dużo. Odetchnąłem, ale Paweł nie
zmierzał kończyć, dalej pieprząc mnie swoim długim narządem, bawiąc się moim
przyrodzeniem, ale dla odmiany nagle język zastąpił palec, drugi, trzeci…
Przygotowywał mnie niemiłosiernie długo, korzystając przy okazji z mojej
spermy. Mój mózg nie nadążał, wyłączył się. Jedyne co to erekcja nie dawała o
sobie zapomnieć, rosnąc z każdą sekundą. W końcu zlitował się nade mną i
ukląkł, ustawiając się odpowiednio. Poczułem jak we mnie wchodzi, a ból był… no
po porostu był. Nie umierałem, a z czasem szybko się przyzwyczaiłem.
- W porządku, kochanie?
- Będzie jak się zaczniesz ruszać.
Zaśmiał się
i pochylił blisko mojej twarzy. Odwróciłem zaskoczony głowę, a usta w mgnieniu
okaz zostały zaatakowane przez te należące do Pawła. Poczułem jak ostrożnie
wysuwa się i znowu wraca. Było tak wolno, że aż bolało. Nie fizycznie, tylko
chciałem więcej, szybciej. Westchnąłem, kiedy przyśpieszył. Nagle po moim ciele
rozlała się fala kolejnej przyjemności i tak ciągle, wraz z trafianiem w pewne
magiczne miejsce, wysyłające mnie do raju. Jeden mój jęk mieszał się z drugim.
Jego ręka wróciła na mojego członka, dostosowując ruch do pchnięć. Zadrżałem i
nie mogąc się dłużej powstrzymać doszedłem. Paweł dołączył do mnie jakieś
dziesięć sekund później.
Zmęczony
wtuliłem się w szeroką pierś współlokatora, który ułożył się obok. Szybko
zasnąłem z uśmiechem na ustach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz