piątek, 29 lipca 2016

Testament - Rozdział 20.

Rozdział 20.
 - Gdzie idziemy?
 - Jeszcze chwila.
 - Jejku…
 - No spokojnie, zaraz będziemy na miejscu.
Jęknąłem niezadowolony i nadal wyglądałem przez okno taksówki, chcąc rozszyfrować cóż za niespodziankę przygotował Paweł. W końcu zatrzymał się przed… restauracją Le Etoile. Najdroższą w mieście, a może i powiacie.
 - Paweł… To przypadek, nie? – wskazałem na oświetlony, biały budynek.
 - Nie – odpowiedział i wysiadł.
Nie pozostało mi nic innego, jak zrobić dokładnie to samo. Razem weszliśmy do środka. Blondyn podał nazwisko i zostaliśmy zaprowadzeni do naszego stolika. Zostały nam wręczone karty, ale ja nigdy nie byłem w takim miejscu, co za tym idzie nie miałem pojęcia co się kryje za tymi dziwnymi nazwami. Zdałem się na niebieskookiego. Kiedy już złożyliśmy (złożył) zamówienia i dostaliśmy nasze danie oraz wino odważyłem się odezwać.
 - Złożyłeś rezerwację? Przecież w takim miejscu na pewno trzeba długo czekać na wolny termin.
Uśmiechnął się szeroko i puścił mi oczko.
 - Udało mi się załatwić miejsce parę dni temu. W sumie to następnego dnia, po twoim powrocie. Wyszedłem wcześniej rano do sklepu i jakoś tak wędrowałem, aż dotarłem tutaj. Odrobina czaru oraz szczęścia i tak oto tutaj jesteśmy.
Nie wierzyłam własnym uszom, oczom. Może dla mnie wszystko było zbyt dostojne, wykwintne, nie czułem się komfortowo (choć obecność Pawła pomagała), ale ze świadomością, że specjalnie dla mnie to przygotował dodawała mi skrzydeł.
 - W porządku? Wydajesz się być trochę nerwowy.
 - Tak, tak. Dziwnie się czuję w takim miejscu, nie jestem przyzwyczajony, ale jest OK.
 - Przepraszam. Jeśli…
 - Naprawdę jest wszystko w porządku.
Westchnął i uśmiechnął się lekko rozbawiony.
  - Czy ty zawsze musisz mi przerywać?
Lekko się zaczerwieniłem i skupiłem na - jak dla mnie zbyt małym jak na taką cenę, ale co ja się tam znam – daniu.
Jeszcze długo siedzieliśmy, rozmawiając. Jakość w ogóle nie przeszkadzała mi obecność innych, choć normalnie to by dla mnie było zbyt tłoczno. Skupiony byłem tylko na Pawle, a resztę w tamtym momencie miałem gdzieś.
Później zadzwonił po taksówkę i wróciliśmy do domu. Współlokator poszedł do sypialni się przebrać, tylko że mi się zapomniało, wszedłem do środka. Pewnie trochę od tego wina (nie byłem przyzwyczajony do alkoholu, piłem wcześniej może z dwa razy), trochę z uczucia, trochę z faktu iż nadal mimo swoich lat byłem prawiczkiem… Jakoś się to skumulowało i choć powinienem wyjść to stałem i gapiłem się na jego nagie plecy, resztkami wolnej woli nie rzuciwszy się na niego. Przełknąłem ślinę, próbując przekazać swoim nogom, że muszę wyjść, ale one jakby żyły własnym życiem.
 - Hm? – Odwrócił się, chyba czując moją obecność. – Co ty tu robisz? Stało się coś? Jesteś czerwony, masz gorączkę? – spytał, przykładając zimną dłoń do mojego czoła.
 - N-nie, ja nie… Ja… - za wszelką cenę starałem się sklecić sensowne zdanie, ale na chęciach się skończyło.
 - Co jest? – nie ustępował, natomiast ja zacząłem w myślach przeklinać swoją głupotę. – Siadaj – wskazał na łóżko.
Posłusznie zrobiłem co kazał, ale wolałem na nim leżeć nagi z Pawłem, który… STOP! Ogarnij się!
Odetchnąłem i załamany zacząłem wymyślać wymówkę, byleby tylko wyjść. Kucnął pomiędzy moimi nogami, zaglądając głęboko w moje oczy.
 - Powiesz mi w końcu co takiego…
Znowu mu przewałem. Tylko że tym razem inaczej – nie słowami, a ustami. Całowałem go mocno, namiętnie jakby jutra miało nie być, przy okazji popychając go lekko, ale na tyle mocno, żeby się przewrócił, ciągnąc mnie za sobą. Wylądowałem na nim dalej łapczywie domagając się więcej. Nagle nasze miejsca zostały zamienione, a pocałunek przerwany. Patrzyłem na jego przystojną twarz, znajdującą się kilkanaście-kilkadziesiąt centymetrów nad moją.
 - Stop. Nie wiem co w ciebie wstąpiło, ale jeszcze trochę i dojdzie do czegoś, czego rano będziesz mógł żałować.
 - Pieprzyć to – odparłem i przyciągnąłem bliżej, nie biorąc pod uwagę odmowy.
Ten jednak wstał. Jednak nim zdążyłem zaprotestować, wylądowałem na materacu, przyciśnięty przez Pawła. Całował, odbierając mi resztki tlenu, przy okazji odpinając koszulę. Kiedy ostatni guziczek został rozpięty, pociągnął mnie za kołnierz, do góry i kiedy już usiadłem, zsunął powoli z moich ramion. Odrzucił ją gdzieś na bok, a usta zaczęły wędrówkę po moim rozgrzanym do czerwoności ciele. Rozpływałem się i ledwo siedziałem, trzymając się jego szyi. Czułem się jak w raju. Nawet jeśli do końca nie potrafiłem rozpoznać, gdzie właśnie znalazł się jego język, wargi, ciągle było mi mało. Opadłem z powrotem na łóżko, a spodnie po chwili podzieliły los koszuli. Bielizna również. Wszystko co w tamtym momencie czułem gromadziło się w jednym miejscu i boleśnie prosiło o ulgę w słodkiej torturze.
Nagle blondyn wstał. Rozebrał się, widząc jak bacznie go obserwuję, a mi zaschło w gardle na ten widok.
 - Chwilka – powiedziawszy to skierował się ku drzwiom.
 - Chyba cię pojebało.
Zaśmiał się i uniósł dłoń do góry sygnalizując, żebym zaczekał.
Opadłem na poduszki z ciężkim westchnieniem. Paweł coś długo nie wracał, a może to mi się tak wydawało. W każdym bądź razie podniecenie nie chciało dać mi o sobie zapomnieć, natomiast ja nie chciałem dłużej czekać. Oparłem się na łokciach i bez udziału własnej woli sunąłem ręką w stronę mojego przyrodzenia. Musnąłem je delikatnie palcami, a w końcu chwyciłem pewniej i zacząłem poruszać dłonią. Nigdy wcześniej czegoś takiego sam nie robiłem, ale zawsze musi być ten pierwszy raz. Zwłaszcza, że PEWNA OSOBA sobie poszła. Nie musiałem długo czekać, a pojawił się w drzwiach.
 - Kurwa – powiedział zachrypniętym głosem patrząc na mnie.
 - Co tak długo? Gdzie byłeś?
 - Szukałem czegoś do nawilżenia, ale choć brzmi to fantastycznie, to nic nie znalazłem. Mogłem się wcześniej zaopatrzyć, lecz jakoś tak wyszło… Em… Trudno poradzimy sobie – mówiąc to, podszedł jak tygrys i wszedł na łóżko. – Odwróć się.
Spełniłem jego prośbę podekscytowany. Nie miałem pojęcia co mnie czeka, więc…
Pisnąłem cicho, kiedy poczułem coś śliskiego i wilgotnego w okolicach odbytu. Dodatkowo jedna ręka znalazła się na moim członku, a druga jeździła po udzie. Dopiero po chwili połączyłem fakty.
 - Co…?
Odwróciłem głowę, nie rozumiejąc. Nic więcej nie potrafiłem powiedzieć, kiedy zrozumiałem, że moją dziurkę pieścił jego język. Nasze spojrzenia się spotkały, a mną w tej samej chwili owładnął orgazm. Tego było za dużo. Odetchnąłem, ale Paweł nie zmierzał kończyć, dalej pieprząc mnie swoim długim narządem, bawiąc się moim przyrodzeniem, ale dla odmiany nagle język zastąpił palec, drugi, trzeci… Przygotowywał mnie niemiłosiernie długo, korzystając przy okazji z mojej spermy. Mój mózg nie nadążał, wyłączył się. Jedyne co to erekcja nie dawała o sobie zapomnieć, rosnąc z każdą sekundą. W końcu zlitował się nade mną i ukląkł, ustawiając się odpowiednio. Poczułem jak we mnie wchodzi, a ból był… no po porostu był. Nie umierałem, a z czasem szybko się przyzwyczaiłem.
 - W porządku, kochanie?
 - Będzie jak się zaczniesz ruszać.
Zaśmiał się i pochylił blisko mojej twarzy. Odwróciłem zaskoczony głowę, a usta w mgnieniu okaz zostały zaatakowane przez te należące do Pawła. Poczułem jak ostrożnie wysuwa się i znowu wraca. Było tak wolno, że aż bolało. Nie fizycznie, tylko chciałem więcej, szybciej. Westchnąłem, kiedy przyśpieszył. Nagle po moim ciele rozlała się fala kolejnej przyjemności i tak ciągle, wraz z trafianiem w pewne magiczne miejsce, wysyłające mnie do raju. Jeden mój jęk mieszał się z drugim. Jego ręka wróciła na mojego członka, dostosowując ruch do pchnięć. Zadrżałem i nie mogąc się dłużej powstrzymać doszedłem. Paweł dołączył do mnie jakieś dziesięć sekund później.
Zmęczony wtuliłem się w szeroką pierś współlokatora, który ułożył się obok. Szybko zasnąłem z uśmiechem na ustach.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz