czwartek, 28 lipca 2016

Testament - Rozdział 18.

Rozdział 18.
Następnego dnia po powrocie z uczelni zastałem Pawła w spodniach od garnituru oraz koszuli. Poprawiał włosy w lustrze, ale jak tylko zobaczył mnie w odbiciu, podszedł i przywitał czułym pocałunkiem.
 - Szykuj się, zaraz wychodzimy.
Zamrugałem szybko, nie do końca rozumiejąc, co się dzieje.
 - Do teatru – uściślił.
Wtedy to już całkiem zdębiałem.
 - Co? Jak? Gdzie? Kiedy? Dlaczego?
Zaśmiał się i uciszył mnie kolejnym całusem.
 - Mówiłeś, że chcesz iść, więc zabieram cię na spektakl.
Miałem spytać, czy mówi serio, ale uznałem, iż to nie będzie potrzebne i udałem się do sypialni, żeby poszukać czegoś co w miarę się nada. Niepewny swojego wyboru, ale z braku jakiejkolwiek alternatywy, nie miałem wyjścia. Wróciłem do salonu. Nigdzie nie widziałem Pawła, lecz sam się znalazł, przytulając mnie od tyłu.
 - Kurwa, ty robisz wszystko, żebym nie mógł się skupić na niczym innym, jak na tobie?
 - A ty, żebym spalił się ze wstydu. Chodź.
 - Mhm… - zamruczał do mojego ucha.
W końcu się odsunął i pociągnął za rękę w kierunku wyjścia. Założyliśmy grube kurtki i gotowi wyszliśmy. Akurat zaczął padać śnieg. Szczęśliwy zacząłem kręcić się w kółko z głową uniesioną ku chmurom, rodzicom tych pięknych gwiazdek. Z mojego gardła wydobył się śmiech, który został przerwany, przez uderzenie śnieżką w plecy.
 - Ej!
 - Nie zachowuj się jak dziecko, idziemy?
 Pokazałem mu język, ale posłusznie wsiadłem do jego samochodu, który idealnie swoim kolorem komponował się ze śniegiem. Po chwili zastanowienia obróciłem się w jego stronę.
 - Może się przejdziemy? Przecież to nie jest daleko.
 - Skąd wiesz, gdzie chcę cię zabrać?
 - Bo w tym mieście jest tylko jeden teatr. Proszę!
Prychnął, ale nie ruszył. Patrzył przed siebie, opierając ręce na kierownicy.
 - Jesteś dziwny – stwierdził.
Normalnie to by po mnie spłynęło, potraktowałbym jako żart, lecz jakoś w tamtym momencie uraziło mnie. Odwróciłem głowę w stronę okna i obserwowałem spadające płatki.
Ciekawe czy one też mają jakieś problemy… Czy też kochają, tęsknią, płaczą, śmieją się. Czy mają uczucia.
 - Przepraszam – cicho powiedziałem. – Jedziemy? Jeszcze się spóźnimy. Wiem, że tobie byłoby to na rękę, ale…
Mój wywód został przerwany, przez rękę blondyna, leżącą na moim ramieniu. Obrócił mnie przodem do siebie i przytulił.
 - Nie.
 - Co nie?
 - Nie przepraszaj, nie masz za co. Nie jedziemy, tylko idziemy. Nie spóźnimy się, bo jeszcze mamy dużo czasu, chciałem najpierw pojechać z tobą coś zjeść, ale jeśli chcesz możemy to zrobić po spektaklu. Nie, nie byłoby mi to na rękę, bo chcę się tam wybrać. Kocham cię.
Westchnąłem i mocniej wtuliłem się w niego.
 - Nie musisz robić tego dla mnie jeśli…
 - Czego nie zrozumiałeś? Chodź.
Odsunąłem się i skinąłem głową.
Ruszyliśmy w stronę dużego, starego budynku. Trasa na nogach trwała jakieś piętnaście minut.
Szedłem obok niego, podskakując. Już zapomniałem o sytuacji przed paru minut i z radością obserwowałem otaczający mnie świat. Ach, można by się zakochać. Chyba zaczynałem rozumieć, dlaczego Walentynki obchodzi się zimą.
 - Zimno – stwierdził niezadowolony współlokator.
 - Trzeba było się cieplej ubrać. Jak dla mnie to ta pora roku może trwać wiecznie. Lubię wszystkie, ale zimą jest tak pięknie, biało; śnieg zakrywa to co niedoskonałe, tworząc piękne pejzaże, a szron tworzy wzory na szybach. Zimą są święta Bożego Narodzenia oraz Walentynki. Jest jakoś tak spokojniej. Do tego ja się urodziłem w lutym. Ale choćby nie wiem co i tak najbardziej kocham te małe tańczące gwiazdeczki, które tak lubię podziwiać i zazdroszczę im spokoju, urody, tego jak tańczą z wiatrem… Em… Rozgadałem się trochę. Przepraszam.
Potarmosił moje włosy, a następnie przeniósł rękę na moje ramiona.
 - Za co? To było… Nie wiem jakich słów mógłbym użyć, żeby w pełni oddać to co myślę, ale na pewno nie masz za co, bo to było wyjątkowe.
Uśmiechnąłem się i bardziej wtuliłem w blondyna.
Szczęśliwy wszedłem do teatru, przypominając sobie jak kiedyś chodziłem tam z panem Zenkiem. Ledwo kilka miesięcy później znowu tu przyszedłem z tym, że z jego wnukiem.
Nagle coś mnie oświeciło – to randka???



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz