Rozdział
18.
Następnego
dnia po powrocie z uczelni zastałem Pawła w spodniach od garnituru oraz
koszuli. Poprawiał włosy w lustrze, ale jak tylko zobaczył mnie w odbiciu,
podszedł i przywitał czułym pocałunkiem.
- Szykuj się, zaraz wychodzimy.
Zamrugałem
szybko, nie do końca rozumiejąc, co się dzieje.
- Do teatru – uściślił.
Wtedy to
już całkiem zdębiałem.
- Co? Jak? Gdzie? Kiedy? Dlaczego?
Zaśmiał się
i uciszył mnie kolejnym całusem.
- Mówiłeś, że chcesz iść, więc zabieram cię na
spektakl.
Miałem
spytać, czy mówi serio, ale uznałem, iż to nie będzie potrzebne i udałem się do
sypialni, żeby poszukać czegoś co w miarę się nada. Niepewny swojego wyboru,
ale z braku jakiejkolwiek alternatywy, nie miałem wyjścia. Wróciłem do salonu.
Nigdzie nie widziałem Pawła, lecz sam się znalazł, przytulając mnie od tyłu.
- Kurwa, ty robisz wszystko, żebym nie mógł
się skupić na niczym innym, jak na tobie?
- A ty, żebym spalił się ze wstydu. Chodź.
- Mhm… - zamruczał do mojego ucha.
W końcu się
odsunął i pociągnął za rękę w kierunku wyjścia. Założyliśmy grube kurtki i
gotowi wyszliśmy. Akurat zaczął padać śnieg. Szczęśliwy zacząłem kręcić się w
kółko z głową uniesioną ku chmurom, rodzicom tych pięknych gwiazdek. Z mojego
gardła wydobył się śmiech, który został przerwany, przez uderzenie śnieżką w
plecy.
- Ej!
- Nie zachowuj się jak dziecko, idziemy?
Pokazałem mu język, ale posłusznie wsiadłem do
jego samochodu, który idealnie swoim kolorem komponował się ze śniegiem. Po
chwili zastanowienia obróciłem się w jego stronę.
- Może się przejdziemy? Przecież to nie jest
daleko.
- Skąd wiesz, gdzie chcę cię zabrać?
- Bo w tym mieście jest tylko jeden teatr.
Proszę!
Prychnął,
ale nie ruszył. Patrzył przed siebie, opierając ręce na kierownicy.
- Jesteś dziwny – stwierdził.
Normalnie
to by po mnie spłynęło, potraktowałbym jako żart, lecz jakoś w tamtym momencie
uraziło mnie. Odwróciłem głowę w stronę okna i obserwowałem spadające płatki.
Ciekawe czy one też mają jakieś problemy… Czy też
kochają, tęsknią, płaczą, śmieją się. Czy mają uczucia.
- Przepraszam – cicho powiedziałem. –
Jedziemy? Jeszcze się spóźnimy. Wiem, że tobie byłoby to na rękę, ale…
Mój wywód
został przerwany, przez rękę blondyna, leżącą na moim ramieniu. Obrócił mnie
przodem do siebie i przytulił.
- Nie.
- Co nie?
- Nie przepraszaj, nie masz za co. Nie
jedziemy, tylko idziemy. Nie spóźnimy się, bo jeszcze mamy dużo czasu, chciałem
najpierw pojechać z tobą coś zjeść, ale jeśli chcesz możemy to zrobić po
spektaklu. Nie, nie byłoby mi to na rękę, bo chcę się tam wybrać. Kocham cię.
Westchnąłem
i mocniej wtuliłem się w niego.
- Nie musisz robić tego dla mnie jeśli…
- Czego nie zrozumiałeś? Chodź.
Odsunąłem
się i skinąłem głową.
Ruszyliśmy
w stronę dużego, starego budynku. Trasa na nogach trwała jakieś piętnaście
minut.
Szedłem
obok niego, podskakując. Już zapomniałem o sytuacji przed paru minut i z
radością obserwowałem otaczający mnie świat. Ach, można by się zakochać. Chyba
zaczynałem rozumieć, dlaczego Walentynki obchodzi się zimą.
- Zimno – stwierdził niezadowolony
współlokator.
- Trzeba było się cieplej ubrać. Jak dla mnie
to ta pora roku może trwać wiecznie. Lubię wszystkie, ale zimą jest tak
pięknie, biało; śnieg zakrywa to co niedoskonałe, tworząc piękne pejzaże, a
szron tworzy wzory na szybach. Zimą są święta Bożego Narodzenia oraz Walentynki.
Jest jakoś tak spokojniej. Do tego ja się urodziłem w lutym. Ale choćby nie
wiem co i tak najbardziej kocham te małe tańczące gwiazdeczki, które tak lubię
podziwiać i zazdroszczę im spokoju, urody, tego jak tańczą z wiatrem… Em…
Rozgadałem się trochę. Przepraszam.
Potarmosił
moje włosy, a następnie przeniósł rękę na moje ramiona.
- Za co? To było… Nie wiem jakich słów mógłbym
użyć, żeby w pełni oddać to co myślę, ale na pewno nie masz za co, bo to było
wyjątkowe.
Uśmiechnąłem
się i bardziej wtuliłem w blondyna.
Szczęśliwy
wszedłem do teatru, przypominając sobie jak kiedyś chodziłem tam z panem
Zenkiem. Ledwo kilka miesięcy później znowu tu przyszedłem z tym, że z jego wnukiem.
Nagle coś
mnie oświeciło – to randka???
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz