Rozdział
13.
Obudziłem
się jeszcze przed wschodem słońca. Szurając nogami, poszedłem do kuchni.
Przygotowałem sobie kakao i wypiłem brązową ciecz, patrząc przez okno. Robiło
cię ciepło i śnieg zaczął topnieć. Był środek zimy, ale co z tego?
W drodze do
łazienki zjadłem kruche ciastko. Szybki prysznic nie pomógł, nadal czułem się
fatalnie. Co najgorsze, musiałem w końcu pójść do mieszkania pana Zenka po
swoje rzeczy.
Skubałem
ciasteczka, prawie leżąc na stole, kiedy weszła moja mama.
- Cześć! – przywitała się.
Mruknąłem
pod nosem hej i dalej maltretowałem
swoje śniadanie.
- Nie przejmuj się ojcem. – Pogłaskała mnie po
głowie.
- Nie przejmuję.
Usiadła
naprzeciwko i wlepiła swoje oczy w moje marne jestestwo.
- Chodzi o tego wnuka pana Zenka?
Podniosłem
na nią zaskoczony wzrok.
- Co? Nie, dlaczego? – skłamałem.
- Andrzejku, syneczku, mnie nie oszukasz.
Jęknąłem
załamany i oparłem czoło o stół.
- O co poszło? – nie odpuszczała.
- Czemu muszę być tym pieprzonym prawiczkiem?!
- Och… Jesteś?
Spojrzałem
na nią nieprzytomnie.
- No… Też sądziłaś, że puszczam się na prawo i
lewo? – spytałem urażony.
- To nie tak! Po prostu w tym wieku… no sam
wiesz.
Nawet
delikatnie się uśmiechnąłem.
- Tak.
- I o to poszło? … Jesteście razem???
Spojrzałem
na nią zaskoczony.
Jak może wysuwać tak pochopne wnioski?! Ja i Paweł?
Pff… Absurd.
- Nie? On jest wkurzającym bogatym typem,
który uważa, że wszystko mu wolno, bo tak! Jak w ogóle mogłaś pomyśleć, iż
mogłoby coś nas łączyć?! Już się nie mogę doczekać, aż wjedzie i nigdy więcej
nie będę narażony na spotkanie go! Myśli, że jest taki super?! Grubo się myli!
Żałuję, że musiałem go spotkać i mieszkać z nim przez te wszystkie dni!
Nienawidzę go! – wypluwałem potok słów, nie do końca myśląc.
- Kochasz go? – spytała spokojnie.
Zatkało
mnie. Gapiłem się na nią, jakby właśnie powiedziała, że jestem niebieski.
- Słucham…?
Uśmiechnęła
się tylko i wstała. Po namyśle jednak, zanim wyszła odwróciła się i położyła
rękę na mojej głowie.
- Zastanów się nad tym pytaniem.
Gapiłem się
na nią jak odchodzi, nie rozumiejąc co się właśnie stało.
Kiedy już
zjadłem, przygotowałem się (nie mentalnie, bo to było niemożliwe) do wyjścia w
wiadomym celu.
- Zaraz wracam! – krzyknąłem i zbiegłem po schodach.
To pytanie
krążyło w mojej głowie, nie chcąc sobie iść. Raz wydawało się być absurdalne,
raz realne… Nie wiedziałem, co mam o tym sądzić, ale im bardziej starałem się
wyprzeć to ze świadomości, tym głębiej się zagnieżdżało, jakby żywiło się moją niechęcią,
do odpowiedzi.
Przed
blokiem stałem już trzy minuty później. Nie wiedziałem, czy mam tam iść, czy
nie, ale uznałem, że w końcu muszę, bo nie miałem jak się przebrać, gdyż
zostawiłem tam ubrania… razem z telefonem, komputerem, książkami i wszystkim co
posiadałem. Mimo wielkiej niechęci wszedłem do klatki, lecz zaraz usłyszałem
kroki i głos Pawła. Mówił coś po angielsku, kłócił się. Nim się zastanowiłem,
zbiegłem do piwnicy i odczekałem, aż wyjdzie. Kiedy tylko usłyszałem jak
zamykają się drzwi, odetchnąłem z ulgą. Wbiegłem na górę i zabrałem
najpotrzebniejsze rzeczy, a po resztę postanowiłem się wrócić później.
Mocowałem
się z kluczem i zamkiem, chcąc wreszcie zamknąć te cholerne drzwi zanim pojawi
się pewien irytujący blondyn, gdy usłyszałem swoje imię. Podskoczyłem
zaskoczony i przerażony, ale odetchnąłem z ulgą, widząc sąsiadkę, panią Basię.
- Dzień dobry! – przywitałem się.
- Znowu się pan przeprowadza? – spytała.
- Tak… Długa historia. – Spojrzałem na jej
siatki z zakupami i żal mi się zrobiło staruszki. – Może pomogę? – wyciągnąłem
rękę w kierunku reklamówki.
- Nie trzeba. Wy młodzi to ciągle się
śpieszycie… Poradzę sobie. Doszłam, aż tutaj to i do mieszkania wejdę.
Uśmiechnąłem
się i skinąłem głową.
- Jak pani woli. Życzę miłego dnia i
do widzenia!
- Tobie również.
Narzuciłem
plecak na ramię i zbiegłem, mając nadzieję, że Paweł jeszcze nie wraca. Na
szczęście moje modły zostały wysłuchane i wróciłem bezpiecznie powrotem do
domu, bez niespodziewanych przygód.
Przebrałem
się, gdyż w ubraniu (głównie bieliźnie) z poprzedniego dnia czułem się brudny i
wreszcie odetchnąłem… czując ból w piersi. Moje serce waliło, nie mogąc
pogodzić się z otaczającym okrucieństwem świata. Właśnie w takich momentach
najbardziej brakowało mi pana Zenka…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz