czwartek, 7 lipca 2016

Testament - Rozdział 13.

Rozdział 13.
Obudziłem się jeszcze przed wschodem słońca. Szurając nogami, poszedłem do kuchni. Przygotowałem sobie kakao i wypiłem brązową ciecz, patrząc przez okno. Robiło cię ciepło i śnieg zaczął topnieć. Był środek zimy, ale co z tego?
W drodze do łazienki zjadłem kruche ciastko. Szybki prysznic nie pomógł, nadal czułem się fatalnie. Co najgorsze, musiałem w końcu pójść do mieszkania pana Zenka po swoje rzeczy.
Skubałem ciasteczka, prawie leżąc na stole, kiedy weszła moja mama.
 - Cześć! – przywitała się.
Mruknąłem pod nosem hej i dalej maltretowałem swoje śniadanie.
 - Nie przejmuj się ojcem. – Pogłaskała mnie po głowie.
 - Nie przejmuję.
Usiadła naprzeciwko i wlepiła swoje oczy w moje marne jestestwo.
 - Chodzi o tego wnuka pana Zenka?
Podniosłem na nią zaskoczony wzrok.
 - Co? Nie, dlaczego? – skłamałem.
 - Andrzejku, syneczku, mnie nie oszukasz.
Jęknąłem załamany i oparłem czoło o stół.
 - O co poszło? – nie odpuszczała.
 - Czemu muszę być tym pieprzonym prawiczkiem?!
 - Och… Jesteś?
Spojrzałem na nią nieprzytomnie.
 - No… Też sądziłaś, że puszczam się na prawo i lewo? – spytałem urażony.
 - To nie tak! Po prostu w tym wieku… no sam wiesz.
Nawet delikatnie się uśmiechnąłem.
 - Tak.
 - I o to poszło? … Jesteście razem???
Spojrzałem na nią zaskoczony.
Jak może wysuwać tak pochopne wnioski?! Ja i Paweł? Pff… Absurd. 
 - Nie? On jest wkurzającym bogatym typem, który uważa, że wszystko mu wolno, bo tak! Jak w ogóle mogłaś pomyśleć, iż mogłoby coś nas łączyć?! Już się nie mogę doczekać, aż wjedzie i nigdy więcej nie będę narażony na spotkanie go! Myśli, że jest taki super?! Grubo się myli! Żałuję, że musiałem go spotkać i mieszkać z nim przez te wszystkie dni! Nienawidzę go! – wypluwałem potok słów, nie do końca myśląc.
 - Kochasz go? – spytała spokojnie.
Zatkało mnie. Gapiłem się na nią, jakby właśnie powiedziała, że jestem niebieski.
 - Słucham…?
Uśmiechnęła się tylko i wstała. Po namyśle jednak, zanim wyszła odwróciła się i położyła rękę na mojej głowie.
 - Zastanów się nad tym pytaniem.
Gapiłem się na nią jak odchodzi, nie rozumiejąc co się właśnie stało.
Kiedy już zjadłem, przygotowałem się (nie mentalnie, bo to było niemożliwe) do wyjścia w wiadomym celu.
 - Zaraz wracam! – krzyknąłem i zbiegłem po schodach.
To pytanie krążyło w mojej głowie, nie chcąc sobie iść. Raz wydawało się być absurdalne, raz realne… Nie wiedziałem, co mam o tym sądzić, ale im bardziej starałem się wyprzeć to ze świadomości, tym głębiej się zagnieżdżało, jakby żywiło się moją niechęcią, do odpowiedzi.
Przed blokiem stałem już trzy minuty później. Nie wiedziałem, czy mam tam iść, czy nie, ale uznałem, że w końcu muszę, bo nie miałem jak się przebrać, gdyż zostawiłem tam ubrania… razem z telefonem, komputerem, książkami i wszystkim co posiadałem. Mimo wielkiej niechęci wszedłem do klatki, lecz zaraz usłyszałem kroki i głos Pawła. Mówił coś po angielsku, kłócił się. Nim się zastanowiłem, zbiegłem do piwnicy i odczekałem, aż wyjdzie. Kiedy tylko usłyszałem jak zamykają się drzwi, odetchnąłem z ulgą. Wbiegłem na górę i zabrałem najpotrzebniejsze rzeczy, a po resztę postanowiłem się wrócić później.
Mocowałem się z kluczem i zamkiem, chcąc wreszcie zamknąć te cholerne drzwi zanim pojawi się pewien irytujący blondyn, gdy usłyszałem swoje imię. Podskoczyłem zaskoczony i przerażony, ale odetchnąłem z ulgą, widząc sąsiadkę, panią Basię.
 - Dzień dobry! – przywitałem się.
 - Znowu się pan przeprowadza? – spytała.
 - Tak… Długa historia. – Spojrzałem na jej siatki z zakupami i żal mi się zrobiło staruszki. – Może pomogę? – wyciągnąłem rękę w kierunku reklamówki.
 - Nie trzeba. Wy młodzi to ciągle się śpieszycie… Poradzę sobie. Doszłam, aż tutaj to i do mieszkania wejdę.
Uśmiechnąłem się i skinąłem głową.
 - Jak pani woli. Życzę miłego dnia i do widzenia!
 - Tobie również.
Narzuciłem plecak na ramię i zbiegłem, mając nadzieję, że Paweł jeszcze nie wraca. Na szczęście moje modły zostały wysłuchane i wróciłem bezpiecznie powrotem do domu, bez niespodziewanych przygód.
Przebrałem się, gdyż w ubraniu (głównie bieliźnie) z poprzedniego dnia czułem się brudny i wreszcie odetchnąłem… czując ból w piersi. Moje serce waliło, nie mogąc pogodzić się z otaczającym okrucieństwem świata. Właśnie w takich momentach najbardziej brakowało mi pana Zenka…


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz