piątek, 1 lipca 2016

Testament - Rozdział 7.

Rozdział 7.
Parę dni później…
Niby mieszkaliśmy razem pod jednym dachem, ale jak tylko mogłem to spędzałem jak najwięcej czasu poza mieszkaniem. Chodziłem do znajomych, biblioteki, nad jezioro, do parku. Tylko nie do rodzinnego domu. Unikałem tamtej okolicy jak ognia. Żałowałem, że parę lat temu przeprowadziliśmy się na osiedle, na którym mieszkał pan Zenek, ale cóż miałem zrobić? Przecież nie mogłem przewidzieć, iż będę gejem, a ojciec mnie za to znienawidzi i przy pierwszej lepszej okazji wywali z mieszkania.
Usiadłem przy fortepianie i zacząłem grać. To działało odprężająco.
Od śmierci staruszka szło mi gorzej na studiach. Okazało się, że to dzięki niemu tak dobrze się uczyłem – opowiadał wszystko bardzo szczegółowo i interesująco, tak że od razu wszystko przyswajałem. Od kiedy nie mógł już tego robić to nadal nie szło mi najgorzej, lecz o wiele trudniejsze się to wszytko wydawało, za razem zabierając więcej czasu. Przynajmniej nie miałem kiedy myśleć o zmarłym przyjacielu, czy wkurzającym współlokatorze. Jeśli chodzi o ojca to jakoś szybko zaakceptowałem jego stosunek do mnie. Chyba tak naprawdę wiedziałem o tym, lecz  nie chciałem przyjąć tego do świadomości.
 - Robię obiad za chwilę, masz na coś ochotę? – spytałem na moment przerywając grę.
Mimo wszystko musiałem go znosić jeszcze przez prawie miesiąc, więc starałem się załagodzić nasze stosunki…
 - Nie jadam domowych obiadków. Później pójdę do restauracji.
…lecz on zawsze dolewał oliwy o ognia.
 - Jasne…
Moje palce znowu zaczęły skakać po klawiszach, lecz zaraz znowu musiałem przerwać
 - Nie wolałbyś lepiej spożytkować wolnego czasu? – spytał zdziwiony.
Prychnąłem.
 - Lubię grać, a poza tym to tylko chwilowa odskocznia, bo zaraz muszę wracać do nauki.
Ten nie wiadomo kiedy pojawił się przy mnie, nachylając się do mojego ucha.
 - W sypialni również można się odprężyć. Znaj moje dobre serce, pomogę ci w tym – wyszeptał. – No chociaż przy fortepianie może być. Ciekawe co wdaje lepsze dźwięki… ty czy instrument.
Odepchnąłem go.
 - Co ty sobie wyobrażasz?! Zapomnij!
Zaśmiał się i wyszedł.
 - Idiota – mruknąłem pod nosem.
Może i był przystojny… nawet bardzo, czego zresztą nie ukrywał, panosząc się po mieszkaniu, czasami nawet w samym ręczniku, bo zapomniał wziąć ubrań, nie wspominając o tym, że w ogóle nie zakłada bluzki do spania. Jakby tego było mało to niezależnie od ubioru, czy pory dnia, cały czas wyglądał atrakcyjnie. Ale nie zmienia to faktu, iż nie chciałem przeżyć swojego pierwszego razu z niekochającym, a nawet nienawidzącym mnie i wzajemnie, facetem. Tak, jeszcze nie spałem z żadnym mężczyzną. W sumie to dlatego rozstałem się z moim pierwszym i jak dotąd jedynym chłopakiem.
Powróciłem do nauki i nawet nie wiem, kiedy nadszedł wieczór. Nie mogłem znieść myśli, że będę musiał iść spać do sypialni pana Zenka. Nadal z trudem znosiłem przebywanie w tamtym pomieszczeniu. Czasami się zastanawiałem, czy nie pójść spać na kanapę, ale ona była wygodna tylko do siedzenia.
Przetarłem zmęczony skronie i postanowiłem sobie zrobić przerwę, a najlepiej to skończyć już tamtego dnia przyswajanie wiedzy.
Nagle usłyszałem otwieranie drzwi. Wyszedłem do przedpokoju do Pawła.
 - Cześć, mam pytanie… - zacząłem. – Nie możesz jednak zamienić się ze mną sypialnią?
Uśmiechnął się i oparł nonszalancko o ścianę.
 - Jeśli chcesz to możesz się przenieść do mojej.
 - Serio? – zdziwiłem się, ale również uradowałem.
 - Moje łóżko jest na tyle duże – podszedł i pogłaskał mnie po policzku – zmieścimy się obaj. Zwłaszcza, że nie przewiduję zbytniej odległości jednego z nas względem drugiego… - Przeniósł dłoń na moje biodro. – Wręcz przeciwnie.
Odepchnąłem go i uderzyłem w twarz. Z liścia, ale na tyle mocno, że jego twarz odleciała na bok.
 - W życiu!
Ten się złapał za szczękę i uśmiechnął dziwnie.
 - Lubię twój charakterek.
Wyszedłem wkurwiony nie na żarty, do sypialni. Usłyszałem cichy śmiech, a później kroki. Na szczęście udał się do pomieszczenia obok – kuchni. Wziąłem piżamę i poszedłem do łazienki. Prysznic, umyłem zęby, przebrałem się i cichaczem poszedłem do pokoju. Położyłem się i wtuliłem w wielkie poduszki z Indii, swoją drogą ulubionego państwa pana Zenka.
Choć się starałem to minęła godzina, dwie, a ja nadal nie mogłem zasnąć. Poszedłem do łazienki, gdzie była apteczka, od paru dni również zaopatrzona w leki nasenne. Wziąłem dwie tabletki. Patrzyłem na nie i zastanawiałem się, czy brać na pusty żołądek, ale coś czułem, że nic bym w siebie nie wcisnął. Połknąłem je, popijając wodą z kranu. Wróciłem do sypialni, a kilka minut później odszedłem w słodki niebyt snu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz