Rozdział 7.
Parę dni
później…
Niby
mieszkaliśmy razem pod jednym dachem, ale jak tylko mogłem to spędzałem jak
najwięcej czasu poza mieszkaniem. Chodziłem do znajomych, biblioteki, nad
jezioro, do parku. Tylko nie do rodzinnego domu. Unikałem tamtej okolicy jak
ognia. Żałowałem, że parę lat temu przeprowadziliśmy się na osiedle, na którym
mieszkał pan Zenek, ale cóż miałem zrobić? Przecież nie mogłem przewidzieć, iż
będę gejem, a ojciec mnie za to znienawidzi i przy pierwszej lepszej okazji
wywali z mieszkania.
Usiadłem
przy fortepianie i zacząłem grać. To działało odprężająco.
Od śmierci
staruszka szło mi gorzej na studiach. Okazało się, że to dzięki niemu tak
dobrze się uczyłem – opowiadał wszystko bardzo szczegółowo i interesująco, tak
że od razu wszystko przyswajałem. Od kiedy nie mógł już tego robić to nadal nie
szło mi najgorzej, lecz o wiele trudniejsze się to wszytko wydawało, za razem
zabierając więcej czasu. Przynajmniej nie miałem kiedy myśleć o zmarłym
przyjacielu, czy wkurzającym współlokatorze. Jeśli chodzi o ojca to jakoś szybko
zaakceptowałem jego stosunek do mnie. Chyba tak naprawdę wiedziałem o tym,
lecz nie chciałem przyjąć tego do
świadomości.
- Robię obiad za chwilę, masz na coś ochotę? –
spytałem na moment przerywając grę.
Mimo
wszystko musiałem go znosić jeszcze przez prawie miesiąc, więc starałem się
załagodzić nasze stosunki…
- Nie jadam domowych obiadków. Później pójdę
do restauracji.
…lecz on
zawsze dolewał oliwy o ognia.
- Jasne…
Moje palce
znowu zaczęły skakać po klawiszach, lecz zaraz znowu musiałem przerwać
- Nie wolałbyś lepiej spożytkować wolnego
czasu? – spytał zdziwiony.
Prychnąłem.
- Lubię grać, a poza tym to tylko chwilowa
odskocznia, bo zaraz muszę wracać do nauki.
Ten
nie wiadomo kiedy pojawił się przy mnie, nachylając się do mojego ucha.
- W sypialni również można się odprężyć. Znaj
moje dobre serce, pomogę ci w tym – wyszeptał. – No chociaż przy fortepianie
może być. Ciekawe co wdaje lepsze dźwięki… ty czy instrument.
Odepchnąłem
go.
- Co ty sobie wyobrażasz?! Zapomnij!
Zaśmiał się
i wyszedł.
- Idiota – mruknąłem pod nosem.
Może i był
przystojny… nawet bardzo, czego zresztą nie ukrywał, panosząc się po
mieszkaniu, czasami nawet w samym ręczniku, bo zapomniał wziąć ubrań, nie wspominając o tym, że w ogóle nie
zakłada bluzki do spania. Jakby tego było mało to niezależnie od ubioru, czy
pory dnia, cały czas wyglądał atrakcyjnie. Ale nie zmienia to faktu, iż nie
chciałem przeżyć swojego pierwszego razu z niekochającym, a nawet nienawidzącym
mnie i wzajemnie, facetem. Tak, jeszcze nie spałem z żadnym mężczyzną. W sumie
to dlatego rozstałem się z moim pierwszym i jak dotąd jedynym chłopakiem.
Powróciłem
do nauki i nawet nie wiem, kiedy nadszedł wieczór. Nie mogłem znieść myśli, że
będę musiał iść spać do sypialni pana Zenka. Nadal z trudem znosiłem
przebywanie w tamtym pomieszczeniu. Czasami się zastanawiałem, czy nie pójść
spać na kanapę, ale ona była wygodna tylko do siedzenia.
Przetarłem
zmęczony skronie i postanowiłem sobie zrobić przerwę, a najlepiej to skończyć
już tamtego dnia przyswajanie wiedzy.
Nagle
usłyszałem otwieranie drzwi. Wyszedłem do przedpokoju do Pawła.
- Cześć, mam pytanie… - zacząłem. – Nie możesz
jednak zamienić się ze mną sypialnią?
Uśmiechnął
się i oparł nonszalancko o ścianę.
- Jeśli chcesz to możesz się przenieść do
mojej.
- Serio? – zdziwiłem się, ale również uradowałem.
- Moje łóżko jest na tyle duże – podszedł i
pogłaskał mnie po policzku – zmieścimy się obaj. Zwłaszcza, że nie przewiduję
zbytniej odległości jednego z nas względem drugiego… - Przeniósł dłoń na moje
biodro. – Wręcz przeciwnie.
Odepchnąłem
go i uderzyłem w twarz. Z liścia, ale na tyle mocno, że jego twarz odleciała na
bok.
- W życiu!
Ten się
złapał za szczękę i uśmiechnął dziwnie.
- Lubię twój charakterek.
Wyszedłem
wkurwiony nie na żarty, do sypialni. Usłyszałem cichy śmiech, a później kroki.
Na szczęście udał się do pomieszczenia obok – kuchni. Wziąłem piżamę i
poszedłem do łazienki. Prysznic, umyłem zęby, przebrałem się i cichaczem
poszedłem do pokoju. Położyłem się i wtuliłem w wielkie poduszki z Indii, swoją
drogą ulubionego państwa pana Zenka.
Choć się
starałem to minęła godzina, dwie, a ja nadal nie mogłem zasnąć. Poszedłem do
łazienki, gdzie była apteczka, od paru dni również zaopatrzona w leki nasenne.
Wziąłem dwie tabletki. Patrzyłem na nie i zastanawiałem się, czy brać na pusty
żołądek, ale coś czułem, że nic bym w siebie nie wcisnął. Połknąłem je,
popijając wodą z kranu. Wróciłem do sypialni, a kilka minut później odszedłem w
słodki niebyt snu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz