środa, 27 lipca 2016

Testament - Rozdział 17.

Rozdział 17.
Ubrałem się, jakoś ogarnąłem i na trzęsących się nogach poszedłem do kuchni, gdzie liczyłem spotkać Pawła. Rozejrzałem się po pomieszczeniu, ale nikogo tam nie było. Już miałem wyruszyć na poszukiwania, kiedy współlokator oplótł mnie rękoma. Podskoczyłem zaskoczony, a ucisk powiększył się.
 - Nie bój się mnie – powiedział z wyrzutem.
Prychnąłem i cudem odwróciłem się. Jego przystojna twarz była tak blisko… Nie byłem zdolny do samodzielnego myślenia, znieruchomiałem. Ten się uśmiechnął i położył głowę na moim ramieniu.
 - Obiecujesz, że nie wrócisz tam? Wiem, wiem, to bardzo samolubne z mojej strony, ale zostało tak mało czasu, za dużo zmarnowaliśmy na kłótnie… Proszę.
Z westchnieniem objąłem go w pasie. Również chciałem spędzić z nim więcej czasu, nawet jeśli to ledwo niecały tydzień.
 - Za ile wyjeżdżasz?
 - Pięć dni.
Ta liczba była jakby zimną strzałą przebijającą me serce. Za mało.
 - Dobrze – z trudem powiedziałem. To nie dlatego, że nie miałem na to ochoty, po prostu nie mogłem pogodzić się z tym.
Odsunął moją twarz i położył na moim lewym policzku dłoń, a chwilę później stałem jak zaczarowany całując się z nim. Czas się zatrzymał. Żałowałem tylko, że nie naprawdę. W końcu się wyprostował.
 - To co masz ochotę zjeść?
Wzruszyłem ramionami.
 - Cokolwiek.
 - OK.
Patrzyłem jak przygotowuje kanapki, podśpiewując pod nosem. Zjedliśmy je wspólnie, oglądając film przygodowy. Było miło. Tak… inaczej.

~*~
Zasnęliśmy około 400 a obuliśmy już o 800. W zasadzie to ja zostałem obudzony, kiedy zaczął mnie całować. Zaskoczony szybko oprzytomniałem, ale widząc, że to Paweł, znowu zmrużyłem powieki i przyciągnąłem bliżej, nie pozostając biernym.
 - Dzień dobry, kochanie – przywitał się z wielkim uśmiechem. – Wyspany?
 - Mm… - zamruczałem. – Nadal trudno jest mi się przyzwyczaić do takiego ciebie.
 - Och, no wiesz? Potrafię być miły, ale tylko dla wyjątkowych osób.
Przewróciłem oczami.
Osiadłem, opierając się o poduszki.
 - Co tak wcześnie? Zawsze śpisz do… - urwałem, przyglądając się mu. – Nawet zdążyłeś już wcześniej wstać, ubrać się…
 - …i zejść do sklepu po świeże bułeczki – dokończył za mnie.
 - Och…
Zaskoczony dostrzegłem przygotowane śniadanie, leżące na poduszce obok mojej.
 - Dzięki…
 - Smacznego. Masz dzisiaj czas?
Spojrzałem na niego z bułką w połowie drogi do ust. Ugryzłem, połknąłem i dopiero podpowiedziałem:
 - Nie. Zakładam, że już jakoś zorganizowałeś nam dzień?
 - Co powiesz na kino?
Zawahałem się przez chwilę.
 - Teatr?
 - Powiedziałem…
 - Nie jestem głuchy – wtrąciłem się. – A ja proponuję coś innego.
 - Nuudy.
Prychnąłem i w milczeniu kontynuowałem jedzenie.
 - Przecież to już przeżytek! – bronił swojego zdania. – Może jeszcze zaczniesz słuchać muzyki z patefonu? 
 - Już słucham. Płyty winylowe są w szafie w sypialni pana Zenka, a patefon jest… - Zastanawiałem się przez chwilę, aż w końcu mnie oświeciło. – W piwnicy! Nie miał, gdzie go dać, więc postanowił na razie znieść na dół, a w razie czego pomagałem mu z wnoszeniem.
Gapił się na mnie jak na idiotę. Westchnął ciężko i wyszedł z pokoju.
Nie pojmowałem co się wydarzyło. Zastanawiałem się, czy przypadkiem go do siebie nie zraziłem! Nie chciałem go stracić, nie kiedy zaczynałem coś do niego czuć.
Cholera…
Jednak zaraz wrócił z kartonowym pudełkiem. Postawił go na podłodze i zaczął wyciągać… opakowania z płytami.
 - Faktycznie… - powiedział jakby do siebie. – Przecież to przeżytek! Teraz jest wszystko w Internecie! A nawet jeśli nie to można kupić bardziej nowoczesne, a nie duże czarne koła.
Prychnąłem i wziąłem swoje ubrania z poprzedniego dnia i udałem się do łazienki, żeby się odświeżyć. Usłyszałem głośne westchnienie i pukanie do drzwi.
 - No sorry. Nie chciałem cię obrazić, czy coś…
Obwiązałem biodra ręcznikiem i wyjrzałem, nie mogąc powstrzymać śmiechu.
 - Masz szczęście, że nie jestem zły, po prostu chciałem już wstawać, a nie cały dzień w łóżku leżeć. Z takimi przeprosinami to mogę się o nie obrazić.
Prychnął, utkwiwszy wzrok na mnie. Oblizał prawie niezauważalne usta i zilustrował mnie wzrokiem.
 - Mógłbyś chociaż skupić się na tym co mówię – powiedziałem, czując jak policzki paliły mnie żywym ogniem.
Wycofałem się do łazienki.
Gotowy wyszedłem i pierwsze co to poszedłem do salonu, licząc, że go tam spotkam. Nie pomyliłem się. Siedział na sofie i… czyścił patefon.
 - Co…?
 - O już jesteś. – Podniósł na mnie wzrok i wskazał na pudło mówiąc: - podaj jakąś płytę, zobaczymy co jest w tym takiego fajnego.
 - Och… Jasne. Jaką chcesz?
Wzruszył ramionami.
Przez chwilę się zastanowiłem i w końcu wybrałem ulubioną – zespołu KISS. Podałem mu ją, a on zaczął oglądać z każdej strony. Westchnąłem lekko rozbawiony i sam włączyłem. Uśmiechnąłem się słysząc, że nadal działa jak należy. Zacząłem klaskać rękoma o nogi w rytm piosenki. Dopiero jak się skończyła, przypomniałem sobie o Pawle. Przeniosłem na niego wzrok, a ten…
 - Czy ty ciągle musisz się na mnie gapić? – spytałem.
Uśmiechnął się szeroko i skinął głową. Przysunął się pocałował mnie, kładąc dłoń na moim prawym policzku, a do tego napierając tak mocno, że musiałem się położyć na dywanie (wcześniej na nim siedziałem po turecku).
 - Nie da się oderwać od ciebie wzroku – wyszeptał.
Serce waliło mi jak szalone i czułem, iż zaraz będzie ze mną źle. Nie mogłem się w nim zakochać. To była zakazana miłość, on wyjeżdżał, w wielu kwestiach byliśmy zupełnie różni… To się nie mogło udać, ale jak przemówić sercu do rozsądku?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz