Rozdział
17.
Ubrałem
się, jakoś ogarnąłem i na trzęsących się nogach poszedłem do kuchni, gdzie
liczyłem spotkać Pawła. Rozejrzałem się po pomieszczeniu, ale nikogo tam nie
było. Już miałem wyruszyć na poszukiwania, kiedy współlokator oplótł mnie
rękoma. Podskoczyłem zaskoczony, a ucisk powiększył się.
- Nie bój się mnie – powiedział z wyrzutem.
Prychnąłem
i cudem odwróciłem się. Jego przystojna twarz była tak blisko… Nie byłem zdolny
do samodzielnego myślenia, znieruchomiałem. Ten się uśmiechnął i położył głowę
na moim ramieniu.
- Obiecujesz, że nie wrócisz tam? Wiem, wiem,
to bardzo samolubne z mojej strony, ale zostało tak mało czasu, za dużo
zmarnowaliśmy na kłótnie… Proszę.
Z
westchnieniem objąłem go w pasie. Również chciałem spędzić z nim więcej czasu,
nawet jeśli to ledwo niecały tydzień.
- Za ile wyjeżdżasz?
- Pięć dni.
Ta liczba
była jakby zimną strzałą przebijającą me serce. Za mało.
- Dobrze – z trudem powiedziałem. To nie
dlatego, że nie miałem na to ochoty, po prostu nie mogłem pogodzić się z tym.
Odsunął
moją twarz i położył na moim lewym policzku dłoń, a chwilę później stałem jak
zaczarowany całując się z nim. Czas się zatrzymał. Żałowałem tylko, że nie
naprawdę. W końcu się wyprostował.
- To co masz ochotę zjeść?
Wzruszyłem
ramionami.
- Cokolwiek.
- OK.
Patrzyłem
jak przygotowuje kanapki, podśpiewując pod nosem. Zjedliśmy je wspólnie,
oglądając film przygodowy. Było miło. Tak… inaczej.
~*~
Zasnęliśmy
około 400 a obuliśmy już o 800. W zasadzie to ja zostałem
obudzony, kiedy zaczął mnie całować. Zaskoczony szybko oprzytomniałem, ale
widząc, że to Paweł, znowu zmrużyłem powieki i przyciągnąłem bliżej, nie
pozostając biernym.
- Dzień dobry, kochanie – przywitał się z
wielkim uśmiechem. – Wyspany?
- Mm… - zamruczałem. – Nadal trudno jest mi
się przyzwyczaić do takiego ciebie.
- Och, no wiesz? Potrafię być miły, ale tylko
dla wyjątkowych osób.
Przewróciłem
oczami.
Osiadłem,
opierając się o poduszki.
- Co tak wcześnie? Zawsze śpisz do… - urwałem,
przyglądając się mu. – Nawet zdążyłeś już wcześniej wstać, ubrać się…
- …i zejść do sklepu po świeże bułeczki –
dokończył za mnie.
- Och…
Zaskoczony
dostrzegłem przygotowane śniadanie, leżące na poduszce obok mojej.
- Dzięki…
- Smacznego. Masz dzisiaj czas?
Spojrzałem
na niego z bułką w połowie drogi do ust. Ugryzłem, połknąłem i dopiero
podpowiedziałem:
- Nie. Zakładam, że już jakoś zorganizowałeś
nam dzień?
- Co powiesz na kino?
Zawahałem
się przez chwilę.
- Teatr?
- Powiedziałem…
- Nie jestem głuchy – wtrąciłem się. – A ja
proponuję coś innego.
- Nuudy.
Prychnąłem
i w milczeniu kontynuowałem jedzenie.
- Przecież to już przeżytek! – bronił swojego
zdania. – Może jeszcze zaczniesz słuchać muzyki z patefonu?
- Już słucham. Płyty winylowe są w szafie w
sypialni pana Zenka, a patefon jest… - Zastanawiałem się przez chwilę, aż w
końcu mnie oświeciło. – W piwnicy! Nie miał, gdzie go dać, więc postanowił na
razie znieść na dół, a w razie czego pomagałem mu z wnoszeniem.
Gapił się
na mnie jak na idiotę. Westchnął ciężko i wyszedł z pokoju.
Nie
pojmowałem co się wydarzyło. Zastanawiałem się, czy przypadkiem go do siebie
nie zraziłem! Nie chciałem go stracić, nie kiedy zaczynałem coś do niego czuć.
Cholera…
Jednak
zaraz wrócił z kartonowym pudełkiem. Postawił go na podłodze i zaczął wyciągać…
opakowania z płytami.
- Faktycznie… - powiedział jakby do siebie. –
Przecież to przeżytek! Teraz jest wszystko w Internecie! A nawet jeśli nie to
można kupić bardziej nowoczesne, a nie duże czarne koła.
Prychnąłem
i wziąłem swoje ubrania z poprzedniego dnia i udałem się do łazienki, żeby się
odświeżyć. Usłyszałem głośne westchnienie i pukanie do drzwi.
- No sorry. Nie chciałem cię obrazić, czy coś…
Obwiązałem
biodra ręcznikiem i wyjrzałem, nie mogąc powstrzymać śmiechu.
- Masz szczęście, że nie jestem zły, po prostu
chciałem już wstawać, a nie cały dzień w łóżku leżeć. Z takimi przeprosinami to
mogę się o nie obrazić.
Prychnął,
utkwiwszy wzrok na mnie. Oblizał prawie niezauważalne usta i zilustrował mnie wzrokiem.
- Mógłbyś chociaż skupić się na tym co mówię –
powiedziałem, czując jak policzki paliły mnie żywym ogniem.
Wycofałem
się do łazienki.
Gotowy
wyszedłem i pierwsze co to poszedłem do salonu, licząc, że go tam spotkam. Nie
pomyliłem się. Siedział na sofie i… czyścił patefon.
- Co…?
- O już jesteś. – Podniósł na mnie wzrok i
wskazał na pudło mówiąc: - podaj jakąś płytę, zobaczymy co jest w tym takiego
fajnego.
- Och… Jasne. Jaką chcesz?
Wzruszył
ramionami.
Przez
chwilę się zastanowiłem i w końcu wybrałem ulubioną – zespołu KISS. Podałem mu
ją, a on zaczął oglądać z każdej strony. Westchnąłem lekko rozbawiony i sam
włączyłem. Uśmiechnąłem się słysząc, że nadal działa jak należy. Zacząłem
klaskać rękoma o nogi w rytm piosenki. Dopiero jak się skończyła, przypomniałem
sobie o Pawle. Przeniosłem na niego wzrok, a ten…
- Czy ty ciągle musisz się na mnie gapić? –
spytałem.
Uśmiechnął
się szeroko i skinął głową. Przysunął się pocałował mnie, kładąc dłoń na moim
prawym policzku, a do tego napierając tak mocno, że musiałem się położyć na
dywanie (wcześniej na nim siedziałem po turecku).
- Nie da się oderwać od ciebie wzroku –
wyszeptał.
Serce
waliło mi jak szalone i czułem, iż zaraz będzie ze mną źle. Nie mogłem się w
nim zakochać. To była zakazana miłość, on wyjeżdżał, w wielu kwestiach byliśmy
zupełnie różni… To się nie mogło udać, ale jak przemówić sercu do rozsądku?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz