środa, 6 lipca 2016

Testament - Rozdział 12.

Rozdział 12.
Niepewnie stałem przed drzwiami mieszkania, w którym mieszkałem tyle lat… Westchnąłem i cicho zapukałem. Nic.
Bałem się reakcji ojca, tego co powiedział mamie, ale… przydusiłem dzwonek, zbierając na to resztki odwagi. Na korytarz wylała się smuga światła, a za nią pojawiła się rodzicielka.
 - Cześć! – Nieśmiało jej pomachałem.
 - Andrzej…? Syneczku, co ty tutaj robisz???
 - Em… Jakby mieszkam? Nie mam siły na tłumaczenie się, mogę jutro?
 - T-tak! Jasne, wchodź. – Potwierdziła swoje słowa odsuwając się.
Podreptałem za nią do kuchni i usiadłem przy stole. No cóż, dostrzegłem na nim tabliczkę czekolady. Mama usiadła naprzeciwko i obserwowała, jak pochłaniam słodycz w mgnieniu oka.
 - Nie wytrzymam. Co się stało?
 - Co powiedział ojciec? – spytałem.
Zdziwiła się, ale spokojnie odpowiedziała:
 - Byłeś zmęczony, wszystko przypominało ci pana Zenka, więc postanowiłeś wyjechać na czas bliżej nieokreślony.
 - Och, naprawdę?
 - A nie?
Nagle usłyszeliśmy kroki.
 - Z kim rozmawiasz kochanie? - rozległ się męski głos.
Tatuś spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
 - Już wróciłeś? – spytał z przerażeniem w oczach.
 - Tak.
 - Jak się cieszę – powiedział fałszywie.
Miałem zły humor i nie zamierzałem się z nikim kłócić, ale nie wytrzymałem…
 - Nie wyrzucisz mnie, prawda? – starałem się zabrzmieć, jak najbardziej niewinnie.
 - O czym ty mówisz syneczku? – wtrąciła się mama.
 - Właśnie – syknął staruszek.
 - No jak to? Przecież kazałeś mi się wynosić, skoro otrzymałem połowę mieszkania w spadku, bo cytuję: nie będę utrzymywał syna pedała.
 - CO??? Konrad, masz mi tu wszystko wyjaśnić!
Ojczulek spojrzał przerażony na swoją żonę.
 - To nie tak jak myślisz kotku. – Nawet się uśmiechnąłem na te słowa, ale wracając… - Chyba mu nie uwierzysz? Tyle go nie było, a teraz wraca i chce zepsuć nasz związek, bo ma żal o moją początkową nietolerancję.
 - Wow… Powinieneś pisać scenariusze do melodramatów – stwierdziłem ironicznie.
 - Zamknij się cioto! – warknął, dopiero po chwili uświadamiając sobie, że się pogrążył.
Moja mama wstała i nic nie mówiąc, wyszła. Zapadła głucha cisza.
Gdzieś po kwadransie pojawiła się znowu, z tym że najwyraźniej nie w nastroju.
 - Torby są za drzwiami. Klucze już sobie wzięłam, a pozew rozwodowy dostaniesz… podam adres twoich rodziców, bo nie wiem, gdzie się zatrzymasz.
Zaskoczenie wymalowanie na twarzy jej męża było tak wyraźne, jak zdjęcia w jakości full HD.
 - J-jak to? – jego głos stał się o oktawę wyższy.
 - Wyjdź stąd teraz, bo nie ręczę za siebie.
Otworzył i zamknął usta, najwyraźniej nie wiedząc, co powiedzieć. Po chwili, jednak się pozbierał i podszedł bardzo blisko mojej mamy.
 - Myślisz, że zgodzę się na to? – wysyczał. – Przez takie coś – wskazał, nawet się nie odwracając, na mnie – chcesz się rozstać? Ciekawe ile razy twój kochany synalek dał dupy, hm?
 - Nie obrażaj go!
 - Zamknij się głupia babo!
To były ułamki sekund. Ręka tego człowieka – który przypadkiem był również moim ojcem – w powietrzu oraz ja, doskakujący i przewracający go.
 - Ani się waż ją tknąć! Albo wyjdziesz stąd teraz albo można od razu dzwonić po grabarza! Jeżeli coś zrobisz mojej mamie to obiecuję, że cię dopadnę!
Jeszcze nie wiedziałem tak przerażonego człowieka.
Na czworakach wyszedł na klatkę i zbiegł na dół ze swoimi rzeczami.
 - S-synku… - zaczęła rodzicielka, ale zamilkła i zaczęła płakać.
Przytuliłem ją, sam czując samotną łzę, spływającą po moim policzku. Kiedy się uspokoiła, zrobiła nam chabety i razem usiedliśmy przy stole, patrząc na siebie.
 - Byłeś w mieszkaniu pana Zenka?
Skinąłem głową.
 - To dlaczego wróciłeś? Płakałeś wcześniej i widać było przerażenie, co się stało?
Uśmiechnąłem się smutno.
 - Jego wnuk również odziedziczył pół mieszkania i z oszczędności postanowił zatrzymać się tam na miesiąc. … Powiedzmy, że pokłóciliśmy się… znowu. Tego było już za wiele i przyszedłem tutaj, licząc na dach nad głową. … Nie chcę na ten temat rozmawiać.
Chwyciła mnie za rękę, by dodać otuchy.
 - Dobrze. Idź się połóż do łóżka, bo już późno, a jutro zabierzesz stamtąd swoje rzeczy.
 - Dziękuję.
Zrobiłem jak kazała, ale nie mogłem zasnąć. Ciągle przed oczami miałem Pawła. Nie wytrzymałem i poszedłem do kuchni, gdzie była apteczka, ale nie znalazłem nic na sen. Zawiedziony wróciłem do pokoju.
Ostatni raz jak pamiętam, że patrzyłem na zegarek była 2:48…


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz