Rozdział
12.
Niepewnie
stałem przed drzwiami mieszkania, w którym mieszkałem tyle lat… Westchnąłem i
cicho zapukałem. Nic.
Bałem się
reakcji ojca, tego co powiedział mamie, ale… przydusiłem dzwonek, zbierając na
to resztki odwagi. Na korytarz wylała się smuga światła, a za nią pojawiła się
rodzicielka.
- Cześć! – Nieśmiało jej pomachałem.
- Andrzej…? Syneczku, co ty tutaj robisz???
- Em… Jakby mieszkam? Nie mam siły na
tłumaczenie się, mogę jutro?
- T-tak! Jasne, wchodź. – Potwierdziła swoje
słowa odsuwając się.
Podreptałem
za nią do kuchni i usiadłem przy stole. No cóż, dostrzegłem na nim tabliczkę
czekolady. Mama usiadła naprzeciwko i obserwowała, jak pochłaniam słodycz w
mgnieniu oka.
- Nie wytrzymam. Co się stało?
- Co powiedział ojciec? – spytałem.
Zdziwiła
się, ale spokojnie odpowiedziała:
- Byłeś zmęczony, wszystko przypominało ci
pana Zenka, więc postanowiłeś wyjechać na czas bliżej nieokreślony.
- Och, naprawdę?
- A nie?
Nagle
usłyszeliśmy kroki.
- Z kim rozmawiasz kochanie? - rozległ się
męski głos.
Tatuś
spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- Już wróciłeś? – spytał z przerażeniem w
oczach.
- Tak.
- Jak się cieszę – powiedział fałszywie.
Miałem zły
humor i nie zamierzałem się z nikim kłócić, ale nie wytrzymałem…
- Nie wyrzucisz mnie, prawda? – starałem się
zabrzmieć, jak najbardziej niewinnie.
- O czym ty mówisz syneczku? – wtrąciła się
mama.
- Właśnie – syknął staruszek.
- No jak to? Przecież kazałeś mi się wynosić,
skoro otrzymałem połowę mieszkania w spadku, bo cytuję: nie będę utrzymywał syna pedała.
- CO??? Konrad, masz mi tu wszystko wyjaśnić!
Ojczulek
spojrzał przerażony na swoją żonę.
- To nie tak jak myślisz kotku. – Nawet się
uśmiechnąłem na te słowa, ale wracając… - Chyba mu nie uwierzysz? Tyle go nie
było, a teraz wraca i chce zepsuć nasz związek, bo ma żal o moją początkową
nietolerancję.
- Wow… Powinieneś pisać scenariusze do
melodramatów – stwierdziłem ironicznie.
- Zamknij się cioto! – warknął, dopiero po
chwili uświadamiając sobie, że się pogrążył.
Moja mama
wstała i nic nie mówiąc, wyszła. Zapadła głucha cisza.
Gdzieś po
kwadransie pojawiła się znowu, z tym że najwyraźniej nie w nastroju.
- Torby są za drzwiami. Klucze już sobie
wzięłam, a pozew rozwodowy dostaniesz… podam adres twoich rodziców, bo nie
wiem, gdzie się zatrzymasz.
Zaskoczenie
wymalowanie na twarzy jej męża było tak wyraźne, jak zdjęcia w jakości full HD.
- J-jak to? – jego głos stał się o oktawę
wyższy.
- Wyjdź stąd teraz, bo nie ręczę za siebie.
Otworzył i
zamknął usta, najwyraźniej nie wiedząc, co powiedzieć. Po chwili, jednak się
pozbierał i podszedł bardzo blisko mojej mamy.
- Myślisz, że zgodzę się na to? – wysyczał. –
Przez takie coś – wskazał, nawet się nie odwracając, na mnie – chcesz się
rozstać? Ciekawe ile razy twój kochany synalek dał dupy, hm?
- Nie obrażaj go!
- Zamknij się głupia babo!
To były
ułamki sekund. Ręka tego człowieka – który przypadkiem był również moim ojcem –
w powietrzu oraz ja, doskakujący i przewracający go.
- Ani się waż ją tknąć! Albo wyjdziesz stąd
teraz albo można od razu dzwonić po grabarza! Jeżeli coś zrobisz mojej mamie to
obiecuję, że cię dopadnę!
Jeszcze nie
wiedziałem tak przerażonego człowieka.
Na
czworakach wyszedł na klatkę i zbiegł na dół ze swoimi rzeczami.
- S-synku… - zaczęła rodzicielka, ale zamilkła
i zaczęła płakać.
Przytuliłem
ją, sam czując samotną łzę, spływającą po moim policzku. Kiedy się uspokoiła,
zrobiła nam chabety i razem usiedliśmy przy stole, patrząc na siebie.
- Byłeś w mieszkaniu pana Zenka?
Skinąłem
głową.
- To dlaczego wróciłeś? Płakałeś wcześniej i
widać było przerażenie, co się stało?
Uśmiechnąłem
się smutno.
- Jego wnuk również odziedziczył pół
mieszkania i z oszczędności postanowił zatrzymać się tam na miesiąc. …
Powiedzmy, że pokłóciliśmy się… znowu. Tego było już za wiele i przyszedłem
tutaj, licząc na dach nad głową. … Nie chcę na ten temat rozmawiać.
Chwyciła
mnie za rękę, by dodać otuchy.
- Dobrze. Idź się połóż do łóżka, bo już
późno, a jutro zabierzesz stamtąd swoje rzeczy.
- Dziękuję.
Zrobiłem
jak kazała, ale nie mogłem zasnąć. Ciągle przed oczami miałem Pawła. Nie
wytrzymałem i poszedłem do kuchni, gdzie była apteczka, ale nie znalazłem nic
na sen. Zawiedziony wróciłem do pokoju.
Ostatni raz
jak pamiętam, że patrzyłem na zegarek była 2:48…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz