piątek, 1 lipca 2016

Testament - Rozdział 8.

Rozdział 8.
Parę dni później…
Ostatnio zacząłem się coraz gorzej czuć, kręciło mi się w głowie, brak apetytu… Nic sobie z tego nie robiłem, bo co? Dalej trwałem w tej swojej marnej egzystencji i odliczałem w kalendarzu w telefonie dni ile pozostało do wyjechania Pawła. Kiedy powoli przyzwyczajałem się do jego obecności…
 - Masz ochotę na szybki numerek? – spytał, stając bardzo blisko za mną, tak że dotykał moich pleców swoim torsem.
…wszystko wracało do pierwotnego stanu.
 - Odpieprz się!
Zaśmiał się i odszedł.
Jęknąłem w duchu na myśl, że muszę znosić jego żarty jeszcze przez trzy tygodnie.
Zaburczało mi w brzuchu, ale wiedziałem, iż nie ma szans, żebym zjadł jakąś kolację, więc jedynie zrobiłem sobie herbaty.
Z kubkiem stałem przy oknie i oglądałem spadające płatki śniegu. Kończyły swój taniec z wiatrem jako partnerem, lądując na ulicach, samochodach, parapetach, drzewach, ludziach… Nikt nie zwraca na to najmniejszej uwagi tylko pędzi przed siebie, goni za tym co w jednej chwili może zniknąć, jak ta zimowa kołderka nazywana przez wszystkich śniegiem…
Zerknąłem na stary nakręcany zegar, stojący przy ścianie niedaleko brązowego fotela. Była 2000. Dopiłem gorący płyn, zostawiając sobie jeszcze jeden łyk. Specjalnie po to, żeby mieć czym popić tabletki nasenne. Poszedłem do łazienki i połknąłem je. Wiedziałem, że i tak musiałbym zrobić to w nocy.
Powlokłem nogami do pokoju. Leżałem na łóżku, a po moich policzkach płynęły łzy, jednak ja nie mogłem zasnąć. Po dwóch godzinach męczarni wziąłem jeszcze jedną i dopiero wtedy zmorzył mnie sen.

~*~
Uchyliłem powieki, a mój wzrok od razu powędrował na okno. Słońce świeciło wysoko na niebie, a ja zaskoczony zerknąłem na telefon. 1011. Musiałem spojrzeć jeszcze raz, żeby upewnić się, że to prawda.
 - Wow… - tylko tyle udało mi się powiedzieć.
Wstałem i ruszyłem w stronę kuchni, lecz nagle zakręciło mi się w głowie i musiałem przytrzyma się framugi drzwi.
  -Ha, ha! Co ci?
Jeszcze jego tu brakowało…
Pozbierałem resztki godności i wyprostowałem się. Zrobiłem jeszcze dwa kroki przed siebie, ale zaraz poczułem jak żołądek mi się skręca i szybko pobiegłem do łazienki. Otworzyłem klapę toalety i wylądowałem z głową nad nią. Niestety miałem pusty żołądek, więc zwymiotowałem jedynie żółtymi sokami.
 - Ej… Co ci? – spytał współlokator.
Splunąłem, żeby pozbyć się resztek z moich ust i podniosłem na niego wzrok.
 - Nie twój zasrany interes.
Spuściłem wodę i wstałem z zamiarem pójścia do kuchni, ale znowu zakręciło mi się w głowie i upadłbym gdyby nie ramiona Pawła.
 - Puść, poradzę sobie.
 - Właśnie widzę – mruknął.
Wziął mnie na ręce (mimo moich protestów), a chwilę później już leżałem na łóżku… w pokoju gościnnym. Zapadłem się na wielkich poduchach, co wywołało śmiech blondyna.
 - Muszę iść na uczelnię – słabo stwierdziłem.
 - Zapomnij. Zostajesz w domu.
 - Ale…
 - Nie – uciął dyskusję i wyszedł.
On… On się o mnie martwił…?
 - Zaraz wracam! – dobiegł mnie jego głos oraz dźwięk zamykanych drzwi.
Leżałem z zamkniętymi oczami na arcywygodnym materacu, poduszkach, pod ciepłą pierzynką. Czułem, że tutaj mógłbym zasnąć bez tych tabletek, które zresztą przestawały mi wystarczać.
Pół godziny później pojawił się w pokoju Paweł z  talerzem kanapek z szynką, majonezem i ogórkiem oraz kubkiem herbaty. Zaraz doniósł paczkę biszkoptów.
Patrzyłem na niego zaskoczony. Przeniosłem niepewny wzrok na chleb.
 - Nie otruję cię. Jedz.
Ostrożnie spróbowałem śniadanie, a kiedy okazało sie bardzo dobre, zjadłem do końca. Tak dawno nie miałem nic w ustach, tylko sporadycznie coś co mi wpadło pod rękę.
 - Chcesz ciastko? – spytał.
 - Jesteś za miły. Nie przyzwyczaiłem się do takiego ciebie.
 - A ja nie przyzwyczaiłem się do troszczenia o kogoś. Chcesz?
Skinąłem głową. Jak zacząłem jeść, tak skończyłem na pięciu ostatnich, bo już nie miałem gdzie tego zmieścić.
 - Ha! Taki głodny? – spytał, siadając na łóżku.
 - Od paru dni nic nie jadłem, więc… - urwałem, zdając sobie sprawę co powiedziałem. – Em…
Nic na to nie odpowiedział, ale przyglądał mi się zmartwiony.
 - Dlaczego co noc wstajesz i zamykasz się na chwilę w łazience?
 - Skąd… - zdałem sobie sprawę, że się przyznałem.
Głupek.
 - Słyszałem. Co jest?
Wzruszyłem ramionami. 
 - Trudno jest mi pogodzić się ze śmiercią pana Zenka, o czym doskonale wiesz. Świadomość, że śpię w jego pokoju… Nie mogę zasnąć i co noc chodzę po tabletki nasenne.
 - Ile?
 - Dwie, ale tej nocy musiałem wziąć jeszcze jedną.
 - I nic nie jesz? – upewnił się.
 - Yy… No czasami coś tam…
 - Chcesz wykitować?!
Przewróciłem oczami.
 - Nie mam apetytu. Doszedłem do siebie w miarę, a kilka dni późnij musiałem się przeprowadzić tutaj i spać w jego sypialni.
Przyglądał mi się przez chwilę w milczeniu. Jego wzrok świdrował mnie i chciałem się przed nim ukryć.
 - Dlaczego?
Spojrzałem na niego jak na idiotę. Przewrócił oczami z ciężkim westchnieniem.
 - Dlaczego musiałeś się przeprowadzić.
Zacząłem bawić się dłońmi, które nagle wydały mi się bardzo interesujące.
 - No? – ponaglił.
 - Em… Kiedy miałem szesnaście lat… dzięki koledze z wymiany odkryłem, że nie dlatego nie interesują mnie dziewczyny, gdyż jestem jeszcze za młody, tylko… jestem gejem. W najlepszych stosunkach byłem z twoim dziadkiem, więc to jemu pierwszemu się do tego przyznałem. Kiedy już oswoiłem się z tą myślą, powiedziałem rodzicom… To było straszne. Dopiero po miesiącu mama wyciągnęła do mnie rękę. Ojciec dużo później. Myślałem, że szczerze, ale… Kiedy dowiedział się, że odziedziczyłem połowę mieszkania po panu Zenku, wyrzucił mnie z mieszkania, bo, cytuję: nie zamierzam dłużej utrzymywać syna pedała.
Próbowałem się ogarnąć, jednak… Zagryzłem wargę, a broda niebezpiecznie mi zadrżała. Ne wytrzymałem, kiedy współlokator położył rękę na moim ramieniu. Zacząłem płakać. Poczułem, jak materac ugina się i ramiona oplatające mnie ciasno. Wtuliłem twarz w jego bluzkę, nie zastanawiając się w tamtym momencie, czy mnie wyśmieje. Leżeliśmy tak w ciszy. W końcu łzy przestały przeprowadzać się z moich oczu na bluzkę blondyna.
 - Nie płacz. Wolałbyś, żeby cię przez całe życie okłamywał?
Westchnąłem i podniosłem na niego wzrok.
 - Nie wiem.
Później nie wracaliśmy do tego tematu, natomiast zrobiliśmy sobie maraton filmowy na jego laptopie, który był w szufladzie w półce, na wyciągnięcie ręki. Szybko okazało się, że mamy podobny gust.
Leżałem oparty o jego pierś, a blondyn objął mnie ręką, ale to wydawało się być takie naturalne…
Niestety było mi tak wygodnie, przyjemni, że zasnąłem. Bez pomocy tabletek, czy czegokolwiek, tylko ukołysany równomiernym biciem jego serca…


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz