wtorek, 12 lipca 2016

Testament - Rozdział 16.

Rozdział 16.
Po obudzeniu się, poczułem spokój, błogość… i rękę oplatającą moje ramiona. Spojrzałem szybko na właściciela owej kończyny. Smacznie sobie spał. Zaraz przed oczami stanęły mi chwile sprzed mojego zaśnięcia. Kiedy tylko przypomniałem sobie ojca… Zacząłem płakać, bardziej wtulając się w Pawła. Ten cicho zamruczał i zaczął przeczesywać leniwie moje włosy. Nie chciałem go martwić, więc starałem się zrobić wszystko, żeby tylko nie zauważył moich łez.
 - Wyspany? – spytał.
 - Mhm… - Starałem się uspokoić i w końcu mogłem kontynuować: - Chyba muszę cię zatrudnić w roli mojego usypiacza – zażartowałem.
 - Jestem, aż tak nudny? – starał się zachować powagę.
 - Okropnie. Która godzina? – głos mi się pod koniec załamał, ale miałem nadzieję, że niczego nie dostrzegł.
Usłyszałem ziew i poczułem jak wyciąga rękę.
 - Dochodzi 2200. Trochę sobie pospaliśmy. Powinniśmy wykorzystać jakoś tą… sorry, nie ważne.
Poczułem się winny, bo mimo wszystko to była część charakteru Pawła i choć wkurzająca to nie wyobrażałem sobie go takiego cały czas.
 - Nie jestem jajkiem.
Poczułem na sobie jego wzrok.
 - An…
 - Ja chyba jeszcze trochę pośpię – przerwałem mu.
 - Andrzej! – krzyknął.
Dalej nie podnosiłem głowy i postanowiłem spróbować go olać z nadzieją, że się odwali. Jednak skutek był przeciwny.
 - Co się dzieje? Hej, spójrz na mnie. – Położył dłoń na mojej głowie i pogłaskał mnie.
 - Nadal miły ty to dla mnie coś nowego, dziwnego – stwierdziłem zgodnie z prawdą.
Westchnął i usiadł po turecku. Szybko wtuliłem twarz w poduszkę, która wciąż była ciepła i pachniała nim.
Jesteś nienormalny…
Nie ruszyłem się nawet, jak siłą próbował mnie podnieść, głównie dlatego, że wciąż nie mogłem opanować płaczu.
 - Idź stąd! – No to na pewno nie pójdzie… - Znaczy… Pić mi się chce, zrobiłbyś mi coś? – spytałem przymilnie w poduszkę.
 - Nie płacz.
Cały się spiąłem.
Niemożliwe, żeby… A co jeśli na przykład zamoczyłem mu bluzkę, czy coś? Nadal udawać, czy odpuścić?
 - A jednak? – spytał.
Przyciągnął mnie blisko i ujął moją twarz dłońmi. Wytarł łzy kciukiem i uśmiechnął się smutno.
 - Co się dzieje?
 - Skąd wiedziałeś? – spytałem. Może i głupio, ale chciałem wiedzieć.
Wzruszył ramionami i przytulił mnie.
 - Zgadywałem, a że twoje ciało zareagowało tak a nie inaczej na moje pytanie…
 - Czyli to ja się wydałem? Super… Dobrze wiedzieć.
Zaśmiał się cicho i odsunął mnie od siebie na niewielką odległość. Na taką, żebym był nadal bardzo blisko, ale mógł mieć wgląd na moją twarz. Położył dłoń na moim policzku i przechylił delikatnie głowę. Przysunął się, a moje serce stanęło, jak i cały świat, czas, wszystko. Sprawcą tego był pocałunek złożony na moich ustach. Czuły, delikatny… Prąd przepłynął moim kręgosłupem, blokując dojście jakichkolwiek innych bodźców, które nie były związane z blondynem oplatającym mnie w pasie jedną ręką, a druga przeczesywała moje krótkie włosy.
Jego wargi smakowały słodko, były miękkie i, kurwa, tak niesamowicie całowały. Miałem jednego chłopaka, ale to się w żaden sposób nie umywało się do tego co czułem z Pawłem.
Polizał moją dolną wargę i chwycił ją lekko zębami. Niepewnie przeniosłem dłonie na jego szyję i otwarłem usta. Poczułem jak się uśmiecha i jego język wkrada się do środka. Mimowolnie westchnąłem, przybliżając się jeszcze bardziej.
Dlaczego on nie mógł nie umieć całować, dlaczego on nie mógł być brzydki, dlaczego on nie mógł przestać, dlaczego on musiał mnie tak kręcić, dlaczego właśnie ja? Kolejne pytania dlaczego krążyły w mojej głowie.
Poczułem jak jedna z jego rąk powoli unosi mój czarny sweterek i wsuwa się pod niego. Leniwie głaskała moją bladą skórę, ale mi było czegoś wyraźnie mało. Tylko nie byłem w stanie zrobić coś innego niż odpowiadanie na pocałunek tym samym. Podniecenie zaistniałą sytuacją kumulowało się w moich spodniach, ale co miałem na to począć?
Najgorszą rzeczą w tamtym momencie jaka mógł zrobić Paweł było odsunięcie się ode mnie.
 - Dobra, wstajemy. Jesteś głodny?
 - Em… Ja… Tak, trochę – wydukałem czerwony.
Blondyn zaśmiał się i poczochrał moje włosy. Skierował swoje kroki w kierunku drzwi i już przy nich ostatni raz się odwrócił. Zmarszczył zaskoczony brwi, przenosząc wzrok na moją twarz. Uśmiechnął się podejrzanie, podchodząc bliżej. W końcu był tak blisko, że musiałem się odsunąć i siłą rzeczy wylądowałem z powrotem na poduszkach, ale jego to nie zraziło, zawisł nade mną i przysunął się do mojego ucha.
 - Jeśli chcesz, żebym ci w czymś pomógł to zawsze możesz poprosić.
Zamrugałem szybko, czując jak moje ciało osiąga temperaturę wrzenia.
 - Em… Dobrze, dziękuję.
 - A czy… -  jedną dłoń ulokował na moim udzie, a drugą nadal się opierał się obok mojej głowy – teraz jej nie potrzebujesz?
Zadrżałem na dźwięk tego seksownego głosu, wypełniającego moją głowę po brzegi. Przełknąłem z trudem ślinę, modląc się w duchu, żeby w końcu się odsunął, bo ja już ledwo wytrzymywałem.
 - Co…? Nie… Dlaczego?
Przesunął dłoń z mojej nogi wyżej, na biodro. Wstrzymałem oddech, czekając co chce zrobić. Uśmiech nie schodził z jego twarzy, kiedy przesunął ją na wypukłość.
 - Nie… - jedyne co zdołałem wykrztusić.
 - Spokojnie. Nic ci nie zrobię, tylko trochę ulżę… - Oblizał usta i przybliżył się do moich ust, tak że mówiąc ocierał się o nie. – Mogę?
Zamknąłem oczy i delikatnie skinąłem głową.
Nie widziałem co robi, ale czułem jak odsuwa się. Przez chwilę nic się nie działo i przestraszyłem się, że zrezygnował. Uchyliłem jedną powiekę. Ujrzałem Pawła, pochylającego się nade mną na wysokości mojego zamka od spodni. Był bardzo blisko, może trzy centymetry? Otwarłem też drugie i zaskoczony, a zarazem podniecony patrzyłem na to. Zaschło mi w gardle, ale udało mi się wydobyć jakikolwiek odgłos:
 - No… Dlaczego nic nie robisz?
 - Czekam.
Nim zdążyłem spytać, na co, rozpiął guzik i zębami rozsunął suwak. Choćbym chciał to nie potrafiłem odwrócić wzroku. Chwycił za materiał i sugestywnie nim pociągnął. Uniosłem biodra do góry, a on zdjął je ze mnie, wraz z bokserkami… właściwie to tylko do kolan. Moja męskość sterczała, prosząc o uwagę. Znowu nic nie robił.
 - Długo zamierzasz się nade mną pastwić? Jak nie to nie, sam sobie poradzę – zagroziłem.
Z uśmieszkiem pociągnął mnie za kostki na skraj łóżka. Trącił językiem główkę, a ja w ostatniej chwili zdążyłem zagryźć wargę. Przejechał po całej długości członka swoim wilgotnym narządem, cały czas patrząc mi w oczy. Uda same mi się rozszerzyły, a ja podniosłem się do siadu. Współlokator zamknął usta na końcu i niemiłosiernie powoli połykał go coraz głębiej, głębiej… Aż do końca. Zacisnąłem pięści i zawinąłem palce u stup z trudem powstrzymując jęk. Zassał policzki i zaczął poruszać głową w przód i w tył. Kiedy byłem już blisko, wypuścił go. Spojrzałem na niego zdębiały. Położył dłoń na moim policzku i wybawił z niewoli moją dolną wargę, a następnie mocno pocałował. Za cos takiego to wiele bym mu wybaczył…
Równie szybko się odsunął co wywołało niechęć z mojej strony. No jak tak można?!
 - Nie powstrzymuj ich. Chcę wiedzieć jak ci dobrze.
Spaliłem solidnego buraka i odwróciłem wzrok.
Ten się tylko zaśmiał i kontynuował. Odrzuciłem głowę do tyłu, zagryzając rękę.
 - Jesteś niemożliwy – stwierdził, znowu przerywając.
Postanowił jednak nie męczyć już mnie dłużej i pozwolić mi skończyć. Kiedy orgazm ogarnął moje ciało, nie potrafiłem już się powstrzymać. Blondyn z uśmiechem się oblizał i cmoknął mnie w usta.
 - A teraz późna kolacja, choć ja już dostałem mleczko.
Jęknąłem załamany, chowając twarz w dłoniach.
Zaśmiał się i podniósł moją twarz by znowu pocałować, a następnie się ulotnił.
Dopiero po chwili dotarło do mnie co się właśnie wydarzyło i co najważniejsze – Z KIM!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz