Rozdział 16.
Po
obudzeniu się, poczułem spokój, błogość… i rękę oplatającą moje ramiona.
Spojrzałem szybko na właściciela owej kończyny. Smacznie sobie spał. Zaraz
przed oczami stanęły mi chwile sprzed mojego zaśnięcia. Kiedy tylko
przypomniałem sobie ojca… Zacząłem płakać, bardziej wtulając się w Pawła. Ten
cicho zamruczał i zaczął przeczesywać leniwie moje włosy. Nie chciałem go
martwić, więc starałem się zrobić wszystko, żeby tylko nie zauważył moich łez.
- Wyspany? – spytał.
- Mhm… - Starałem się uspokoić i w końcu
mogłem kontynuować: - Chyba muszę cię zatrudnić w roli mojego usypiacza –
zażartowałem.
- Jestem, aż tak nudny? – starał się zachować
powagę.
- Okropnie. Która godzina? – głos mi się pod
koniec załamał, ale miałem nadzieję, że niczego nie dostrzegł.
Usłyszałem
ziew i poczułem jak wyciąga rękę.
- Dochodzi 2200. Trochę sobie
pospaliśmy. Powinniśmy wykorzystać jakoś tą… sorry, nie ważne.
Poczułem
się winny, bo mimo wszystko to była część charakteru Pawła i choć wkurzająca to
nie wyobrażałem sobie go takiego cały czas.
- Nie jestem jajkiem.
Poczułem na
sobie jego wzrok.
- An…
- Ja chyba jeszcze trochę pośpię – przerwałem
mu.
- Andrzej! – krzyknął.
Dalej nie
podnosiłem głowy i postanowiłem spróbować go olać z nadzieją, że się odwali.
Jednak skutek był przeciwny.
- Co się dzieje? Hej, spójrz na mnie. –
Położył dłoń na mojej głowie i pogłaskał mnie.
- Nadal miły ty to dla mnie coś nowego,
dziwnego – stwierdziłem zgodnie z prawdą.
Westchnął i
usiadł po turecku. Szybko wtuliłem twarz w poduszkę, która wciąż była ciepła i
pachniała nim.
Jesteś nienormalny…
Nie
ruszyłem się nawet, jak siłą próbował mnie podnieść, głównie dlatego, że wciąż
nie mogłem opanować płaczu.
- Idź stąd! – No to na pewno nie pójdzie… - Znaczy… Pić mi się chce, zrobiłbyś mi
coś? – spytałem przymilnie w poduszkę.
- Nie płacz.
Cały się
spiąłem.
Niemożliwe, żeby… A co jeśli na przykład zamoczyłem mu
bluzkę, czy coś? Nadal udawać, czy odpuścić?
- A jednak? – spytał.
Przyciągnął
mnie blisko i ujął moją twarz dłońmi. Wytarł łzy kciukiem i uśmiechnął się
smutno.
- Co się dzieje?
- Skąd wiedziałeś? – spytałem. Może i głupio,
ale chciałem wiedzieć.
Wzruszył
ramionami i przytulił mnie.
- Zgadywałem, a że twoje ciało zareagowało tak
a nie inaczej na moje pytanie…
- Czyli to ja się wydałem? Super… Dobrze
wiedzieć.
Zaśmiał się
cicho i odsunął mnie od siebie na niewielką odległość. Na taką, żebym był nadal
bardzo blisko, ale mógł mieć wgląd na moją twarz. Położył dłoń na moim policzku
i przechylił delikatnie głowę. Przysunął się, a moje serce stanęło, jak i cały
świat, czas, wszystko. Sprawcą tego był pocałunek złożony na moich ustach.
Czuły, delikatny… Prąd przepłynął moim kręgosłupem, blokując dojście
jakichkolwiek innych bodźców, które nie były związane z blondynem oplatającym
mnie w pasie jedną ręką, a druga przeczesywała moje krótkie włosy.
Jego wargi
smakowały słodko, były miękkie i, kurwa, tak niesamowicie całowały. Miałem
jednego chłopaka, ale to się w żaden sposób nie umywało się do tego co czułem z
Pawłem.
Polizał
moją dolną wargę i chwycił ją lekko zębami. Niepewnie przeniosłem dłonie na
jego szyję i otwarłem usta. Poczułem jak się uśmiecha i jego język wkrada się
do środka. Mimowolnie westchnąłem, przybliżając się jeszcze bardziej.
Dlaczego on
nie mógł nie umieć całować, dlaczego on nie mógł być brzydki, dlaczego on nie
mógł przestać, dlaczego on musiał mnie tak kręcić, dlaczego właśnie ja? Kolejne
pytania dlaczego krążyły w mojej
głowie.
Poczułem
jak jedna z jego rąk powoli unosi mój czarny sweterek i wsuwa się pod niego.
Leniwie głaskała moją bladą skórę, ale mi było czegoś wyraźnie mało. Tylko nie
byłem w stanie zrobić coś innego niż odpowiadanie na pocałunek tym samym. Podniecenie
zaistniałą sytuacją kumulowało się w moich spodniach, ale co miałem na to
począć?
Najgorszą
rzeczą w tamtym momencie jaka mógł zrobić Paweł było odsunięcie się ode mnie.
- Dobra, wstajemy. Jesteś głodny?
- Em… Ja… Tak, trochę – wydukałem czerwony.
Blondyn
zaśmiał się i poczochrał moje włosy. Skierował swoje kroki w kierunku drzwi i
już przy nich ostatni raz się odwrócił. Zmarszczył zaskoczony brwi, przenosząc
wzrok na moją twarz. Uśmiechnął się podejrzanie, podchodząc bliżej. W końcu był
tak blisko, że musiałem się odsunąć i siłą rzeczy wylądowałem z powrotem na
poduszkach, ale jego to nie zraziło, zawisł nade mną i przysunął się do mojego
ucha.
- Jeśli chcesz, żebym ci w czymś pomógł to
zawsze możesz poprosić.
Zamrugałem
szybko, czując jak moje ciało osiąga temperaturę wrzenia.
- Em… Dobrze, dziękuję.
- A czy… -
jedną dłoń ulokował na moim udzie, a drugą nadal się opierał się obok
mojej głowy – teraz jej nie potrzebujesz?
Zadrżałem
na dźwięk tego seksownego głosu, wypełniającego moją głowę po brzegi.
Przełknąłem z trudem ślinę, modląc się w duchu, żeby w końcu się odsunął, bo ja
już ledwo wytrzymywałem.
- Co…? Nie… Dlaczego?
Przesunął
dłoń z mojej nogi wyżej, na biodro. Wstrzymałem oddech, czekając co chce
zrobić. Uśmiech nie schodził z jego twarzy, kiedy przesunął ją na wypukłość.
- Nie… - jedyne co zdołałem wykrztusić.
- Spokojnie. Nic ci nie zrobię, tylko trochę
ulżę… - Oblizał usta i przybliżył się do moich ust, tak że mówiąc ocierał się o
nie. – Mogę?
Zamknąłem
oczy i delikatnie skinąłem głową.
Nie
widziałem co robi, ale czułem jak odsuwa się. Przez chwilę nic się nie działo i
przestraszyłem się, że zrezygnował. Uchyliłem jedną powiekę. Ujrzałem Pawła,
pochylającego się nade mną na wysokości mojego zamka od spodni. Był bardzo
blisko, może trzy centymetry? Otwarłem też drugie i zaskoczony, a zarazem podniecony
patrzyłem na to. Zaschło mi w gardle, ale udało mi się wydobyć jakikolwiek
odgłos:
- No… Dlaczego nic nie robisz?
- Czekam.
Nim
zdążyłem spytać, na co, rozpiął guzik i zębami rozsunął suwak. Choćbym chciał
to nie potrafiłem odwrócić wzroku. Chwycił za materiał i sugestywnie nim
pociągnął. Uniosłem biodra do góry, a on zdjął je ze mnie, wraz z bokserkami…
właściwie to tylko do kolan. Moja męskość sterczała, prosząc o uwagę. Znowu nic
nie robił.
- Długo zamierzasz się nade mną pastwić? Jak
nie to nie, sam sobie poradzę – zagroziłem.
Z
uśmieszkiem pociągnął mnie za kostki na skraj łóżka. Trącił językiem główkę, a
ja w ostatniej chwili zdążyłem zagryźć wargę. Przejechał po całej długości
członka swoim wilgotnym narządem, cały czas patrząc mi w oczy. Uda same mi się
rozszerzyły, a ja podniosłem się do siadu. Współlokator zamknął usta na końcu i
niemiłosiernie powoli połykał go coraz głębiej, głębiej… Aż do końca.
Zacisnąłem pięści i zawinąłem palce u stup z trudem powstrzymując jęk. Zassał
policzki i zaczął poruszać głową w przód i w tył. Kiedy byłem już blisko,
wypuścił go. Spojrzałem na niego zdębiały. Położył dłoń na moim policzku i
wybawił z niewoli moją dolną wargę, a następnie mocno pocałował. Za cos takiego
to wiele bym mu wybaczył…
Równie
szybko się odsunął co wywołało niechęć z mojej strony. No jak tak można?!
- Nie powstrzymuj ich. Chcę wiedzieć jak ci
dobrze.
Spaliłem
solidnego buraka i odwróciłem wzrok.
Ten się
tylko zaśmiał i kontynuował. Odrzuciłem głowę do tyłu, zagryzając rękę.
- Jesteś niemożliwy – stwierdził, znowu
przerywając.
Postanowił
jednak nie męczyć już mnie dłużej i pozwolić mi skończyć. Kiedy orgazm ogarnął
moje ciało, nie potrafiłem już się powstrzymać. Blondyn z uśmiechem się oblizał
i cmoknął mnie w usta.
- A teraz późna kolacja, choć ja już dostałem
mleczko.
Jęknąłem
załamany, chowając twarz w dłoniach.
Zaśmiał się
i podniósł moją twarz by znowu pocałować, a następnie się ulotnił.
Dopiero po
chwili dotarło do mnie co się właśnie wydarzyło i co najważniejsze – Z KIM!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz