wtorek, 4 sierpnia 2015

Życie to nie jest słodkie yaoi - One shot.



One shot
 - Nie zostawiaj mnie! – Rzucił mu się na szyję.
 - Nigdy – jakby na potwierdzenie tych słów pocałował tego drobnego blondynka.
Odetchnąłem z ulgą.
Skończone!
Właśnie napisałem kolejne opowiadanie. Niby Yaoi to, raczej, działka dziewczyn, ale kto lepiej zna uczucia facetów ja nie inny mężczyzna?
Uśmiechnąłem się na myśl, co się będzie działo w kolejnym rozdziale.
Jestem przekomiczny! – Schowałem twarz w dłonie. – Piszę o miłości, a sam mam 32 lata i czekam na księcia z bajki. Jak mam znaleźć sobie chłopaka i się zakochać, kiedy cały dzień przesiaduję przed komputerem, a jedynym kontaktem z innymi jest przychodząca czasami siostra z prośbą, żebym zaopiekował się jej córką albo fanki wypisujące do mnie, jakie to ja mam wspaniałe pomysły i talent. Pff… Po co mi to, skoro nie umiem poderwać żadnego przystojniaka? Ba! Ja nawet nie próbuję. Co, nagle przyjdzie pod moją kawalerkę przystojny, umięśniony, wysoki brunet o niebieskich oczach i będziemy żyć długo i szczęśliwie? Takie rzeczy zdarzają się tylko w romansidłach i baśniach z Happy Endem… które sam piszę…
NOWA WIADOMOŚĆ!
Otworzyłem ją myśląc, że to kolejna fanka. Westchnąłem i zacząłem czytać…

Od Gold_Boy:  Hej! Jestem Paweł. Chciałem ci pogratulować talentu.  Znowu… - Kiedyś zainteresowałem się, co tak zawzięcie czyta moja kuzynka i natrafiłem na twoje opowiadanie ”Czekoladowe serce”. Nie jestem typem romantyka, ale wciągnęło mnie :p Właśnie jestem w trakcie ”Chyba cię kocham”

Nie wiele się pomyliłem…

Do Gold_Boy:  Dzięki :-) To już… 4 opowiadanie.

Od Gold_Boy:  Ta… Tak właściwie to głównym powodem dla, którego do ciebie piszę jest pytanie: Co się stało, że zmieniłeś styl pisania, a właściwie to nastrój? Wcześniej były słodkie, romantyczne, a teraz się trochę bardziej smutne. :-/

Do Gold_Boy:  Tak wyszło.

Serio, aż tak widać?

Od Gold_Boy:  Dziewczyna ci nie daje? A może chłopak? ;p

Do Gold_Boy:  Jestem homo, singlem, coś jeszcze?

Od Gold_Boy:  To czysta troska 0:-)

~*~

Zaczęliśmy ze sobą pisać. Okazał się zabawnym dwudziestoośmiolatkiem. Pracował jako mechanik samochodowy, więc w moim wyobrażeniu, był umięśniony. Z czasem coraz bardziej zaczęło mi zależeć na tej znajomości. Nawet nie wiem, kiedy się zakochałem. Nie widziałem faceta na oczy, równie dobrze mógł być jakimś psychopatą, lecz ja mu wierzyłem. Tylko czegoś mi w tym brakowało…

Do Gold_Boy:  Spotkamy się? 

Od Gold_Boy:  Serio? O.O

Do Gold_Boy:  Czemu nie?

Od Gold_Boy:  Gdzie ty właściwie mieszkasz? (miasto ;-) )

Do Gold_Boy:  Nie domyśliłbym się -.- Dąbrowa Górnicza, a ty?

Od Gold_Boy:  Żartujesz??? Ja też! :D

To jest zbyt idealne…

Od Gold_Boy:  To kiedy/gdzie?  *podekscytowany* :p

Do Gold_Boy:  Ja też. CH ”Pogoria” i ta lodziarnia obok kina?

Zero odpowiedzi.

Do Gold_Boy:  Halo!

Od Gold_Boy:  Myślę kiedy mogę… sobota? 18.00?

Do Gold_Boy:  OK. Jak cię poznam?

Od Gold_Boy:  Ja to ten przystojny :p

Do Gold_Boy:  I skromny ;)

Od Gold_Boy:  Po co mi to? A ty?

Do Gold_Boy:  Co?

Od Gold_Boy:  Wygląd -.-

Do Gold_Boy:  Aaa… Czarne włosy spięte w kucyk i okulary.
 PS. Wiem, ciacho nr 1 ;p

Od Gold_Boy:  To może z ciebie robić kujona albo dodawać uroku… (oby to drugie :p)

Do Gold_Boy:  Co ci zależy?

A może… Nie…

Od Gold_Boy:  Wolałbym. Po prostu wolałbym.

Do Gold_Boy:  Aha

Od Gold_Boy:  Nie pisze się ”aha”! Wtedy druga osoba nie wie co odpowiedzieć.

Do Gold_Boy:  Oj tam, oj tam. Ty coś napisałeś.

Od Gold_Boy:  Bo ja jestem geniuszem.

Do Gold_Boy:  Przystojny, mądry. Ideał! :p

Od Gold_Boy:  Kontynuuj ;D

Do Gold_Boy:  Ha, ha!

~*~

Siedziałem i czekałem na znajomego. Zastanawiałem się, czy wyznać mu co do niego czuję. Wiem może TROCHĘ zachowywałem się jak szczeniak, a mając 32 lata powinienem wydorośleć. Trzeba zaryzykować, bo nigdy nie wiadomo co się stanie póki się nie spróbuje. Z tą myślą starałem się nie zwariować. Wypiłem kolejny łyk kawy i wtedy zobaczyłem go. Wiedziałem, że to On. Czarne, krótkie włosy, średniej wielkości, umięśniony, opalony.
Rozejrzał się. Kiedy mnie zobaczył, uśmiechnął się szeroko i pomachał mi. Podniosłem rękę w geście powitania, a brunet usiadł naprzeciwko.
 - Cześć! Ty jesteś Karol? Od razu cię poznałem – zaśmiał się.
 - Cieszę się. I jak wyglądam? Gorzej, lepiej, aniżeli myślałeś? – Oparłem głowę na ręce udając obojętność, choć tak naprawdę to cały się skręcałem z ciekawości.
Skrzywił się nieznacznie i zilustrował mnie wzrokiem.
 - Hm… Lepiej.
Wtedy to ja wyszczerzyłem się jak głupi.
 - Mam pytanie: jest tyle lodziarni, kawiarni. Dlaczego centrum handlowe?
Czekałem na to pytanie. Sięgnąłem do kieszeni spodni i wyciągnąłem dwa kartoniki. Położyłem je przed chłopakiem.
 - Co to? – Obejrzał je. – Bilety do kina? Na… Na Śmiertelny upadek 2??? Super! Nie wiedziałem, że oglądasz coś takiego.
Nie, ale dla ciebie się poświęcę.
Wzruszyłem ramionami.
 - Zacznie się za 15 minut – wskazałem palcem na godzinę seansu. – Chodź.
Upiłem ostatni łyk czarnego napoju i wstałem. Poszedłem przodem, czując na sobie wzrok młodszego. Zajęliśmy miejsca i wyczekiwaliśmy filmu.
Sensacyjny? Eh… może nie będzie tak źle…
Moją sytuację i ego poprawiał fakt, że bardziej od dużego ekranu interesował go długowłosy chłopak, czyli ja.
 - Paweł… - nie uraczyłem znajomego chociażby jednym spojrzeniem – coś się stało, że ciągle się gapisz w moją stronę?
 - Jest na co – szepnął mi do ucha, a mnie przeszedł dreszcz.
Wywróciłem oczami.
W końcu skupił się na filmie. Tak jak myślałem, był nudny. Za to koledze bardzo się podobało.
Postanowiłem podjechać do parku i tam mu wszystko (znaczy co czuję) powiedzieć.
Wsiedliśmy do samochodu młodszego, bo mój pożyczyła siostra.
Niestety (a może stety) po paru minutach zaczęło lać.
 - Do mnie, do ciebie? - spytał.
 - Co??? – bądź, co bądź, ale to pytanie było zbyt dwuznaczne.
 - Ha, ha, ha! Spokojnie, nie chcę cię zgwałcić. Jakbyś nie zauważył, pada. – Prychnąłem. – No właśnie. Więc wypadałoby się gdzieś schować przed deszczem.
 - Ja mieszkam po drugiej stronie miasta.
 - To już znamy odpowiedź. – Uśmiechnął się.
Oparłem głowę o szybę, obserwując krople deszczu uderzające w okno. Może to i lepiej? Będziemy CHYBA sami.
Zaparkował samochód przed blokiem i szybko pobiegliśmy do klatki. Weszliśmy na pierwsze piętro i chłopak wyciągnął pęk kluczy. Wpuścił mnie do środka i zamknął za nami drzwi.
 - Ale się rozpadało. Woda leje się ze mnie strumieniami – westchnąłem.
Nic nie odpowiedział.
Zdziwiłem się i odwróciłem w jego stronę. Stał i obserwował mnie szeroko otwartymi oczami. Przełknął głośno ślinę.
 - Karol… Zaczynam się zastanawiać nad tym gwałtem…
Wtedy to moje oczy powiększyły się kilkakrotnie.
Chociaż, to może być okazja…
Podszedłem do niego i uśmiechnąłem się.
 - Paweł, Paweł... – Pokiwałem głową. – Taki duży chłopczyk i nie wiesz, że jeśli druga osoba nie ma nic przeciwko to, to jest po prostu sex?
Nie czekając na odpowiedź, pocałowałem go. Od razu zaczął oddawać tą pieszczotę. Oj umiał całować, umiał. Nasze języki długo toczyły wojnę o dominację. Sięgnął to tyłu mojej głowy i rozwiązał kucyk. Mokre włosy opadły na plecy. Młodszy wplótł w nie palce, przyciągając mnie jeszcze bliżej.
Oderwałem się na chwile.
 - Sypialnia?
Kiwnął głową i wciągnął mnie do pomieszczenie obok. Zrzucił z ramion moją, ciężką od wody, marynarkę, znowu łącząc nasze wargi w pocałunku. Badałem dłońmi jego mięśnie przez przyklejoną do ciała bluzkę. On, w tym czasie, dobrał się do guzików koszuli, co chwilkę opuszkami palców zahaczając o skórę. Kiedy pozbyliśmy się górnej części odzieży położyliśmy się łóżku. Zawisł nade mną zlizując pozostałe kropelki wody.
Pomyśleć, że kiedyś nie lubiłem deszczu…
Zaczął krążyć językiem dookoła prawego sutka, żeby później się przyssać do niego.
 - Mm…
Młodszy jedynie się uśmiechnął i torując sobie drogą pocałunkami dorwał się do drugiego. Zniecierpliwiony pociągnąłem go do góry, żeby poczuć jego usta na swoich. Nie protestował. Po chwili usiadł na mnie okrakiem i przyglądał mi się.
 - O co chodzi? – zaniepokoiłem się.
 - Piękny – westchnął i pochylił się znowu łącząc nasze wargi.
Uśmiechnąłem się i z zaangażowaniem zacząłem oddawać pocałunek. Sięgnąłem do rozporka chłopaka i przejechałem ręką po, już wybrzuszonym, miejscu. Przez to ugryzł mnie w wargę. Syknąłem, a młodszy od razu podniósł się.
 - Przepraszam. – Przejechał opuszkami palców po bolącym miejscu.
Rozczulił mnie tym.
Machnąłem ręką pokazując, że nic się nie stało. Zaczął pieścić swoimi ustami i językiem delikatną skórę szyi. Odchyliłem głowę to tyłu dając mu lepszy dostęp i sięgnąłem znowu do jego spodni. Zamruczałem, kiedy przyssał się do jabłka Adama. Rozpiąłem pasek, guzik, suwak. Brunet podniósł się i zdjął resztę swojego ubrania. To samo zrobił z moim. Pochylił się i delikatnie przytrzymał okulary.
 - Mogę?
Uśmiechnąłem się dając mu znać, że tak. Położył je na półce obok. Nie zdążył nic zrobić, a popchnąłem go i teraz to ja byłem górą. Kąciki moich ust powędrowały do góry. Chciał coś powiedzieć, lecz zatkałem mu wargi swoimi. Już miałem zanurzyć w nim swoje palce, aby go przygotować, kiedy poczułem, ze mnie uprzedził.
 - Co…?
 - Chyba nie chcesz się wycofać?
 - Ale… - Dołączył kolejny. – Ale przeważnie jestem… nasze role są zamienione.
 - PRZEWAŻNIE.
 - Eh… tylko kilka razy i jakieś kilkanaście – trzeci – lat temu.
 - Zaufaj mi. – Uśmiechnął się.
Wyciągnął je. Westchnąłem i niepewnie kiwnąłem głową.
 - Skoro tak to lepiej połóż się na brzuchu.
Przełknąłem głośno ślinę i, dalej nie przekonany do tego pomysłu, spełniłem jego prośbę. Uklęknął za mną, chwycił mnie za biodra i pociągnął do tyłu, przez co musiałem się wypiąć. Jednym pchnięcie znalazł się w środku. Krzyknąłem. Nie było w tym, ani krzty, przyjemności.
 - Wszystko OK?
 - Nie – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
 - O… - wyraźnie się zdziwił.
Czego on się spodziewał?!
 - Myślałeś, że wsadzisz swojego wielkiego kutasa do mojego odzwyczajonego tyłka i będzie dobrze?!
 - Ka-Karol…? To ty?
 - Nie, kurwa, święty Mikołaj! – prychnąłem.
 - Myślałem, że jesteś zawsze taki… spokojny, romantyczny…
 - I przez to mam znieczulice dupy? – Odwróciłem głowę. – I nie, nie zawsze taki byłem.
 - Sorry… Faktycznie ciasno – Uśmiechnął się. – Nie zawsze?
Wywróciłem oczami.
 - Naprawdę nie uważam to za dobry moment do opowieści, że jeszcze zaledwie parę lat temu umawiałem się co chwilę z innym facetem, a teraz wydoroślałem i zgłupiałem myśląc, że nic nie robiąc spotkam księcia z bajki… A teraz – poruszyłem biodrami – pokaż co potrafisz.
Kiwnął i wysunął się prawie całkiem, by zaraz szybko znowu pchnąć do przodu. Cofnął trochę i ponowił ruch trafiając idealnie w prostatę. Moje ciało wygięło się w łuk. Przyspieszył tempo. Przez niego odezwała się we mnie wredne ja. Postanowiłem nie dać mu tej satysfakcji (wiem może to trochę dziecinne) i powstrzymywać się resztką wolnej woli i nie dojść za szybko. Warknął niezadowolony. Czułem, że zaraz nie wytrzyma. Uśmiechnąłem się pod nosem. Poczułem jak lepka ciecz wypełnia mnie od środka, czemu towarzyszył krzyk młodszego. W końcu mogłem sobie na to pozwolić i mną również ogarnął orgazm. Upadłem zdyszany na materac, a Paweł na mnie, zaraz jednak zsunął się na miejsce obok. Przysunąłem się i położyłem głowę na jego piersi.
 - A mi się wydawało, że to osoba na dole powinna dojść pierwsza… - zaśmiałem się.
Zrobił grymas niezadowolenia. Uśmiechnąłem się i cmoknąłem go w usta.
Leżeliśmy tak chwilę w ciszy, aż nie wytrzymałem i postanowiłem mu powiedzieć…
 - Paweł… - Uchylił powieki. – Może to i głupie, ale kocham cię.
Poczułem jak się spina, ale milczy. Nie zadowoliła mnie ta odpowiedź. Westchnąłem i postanowiłem dać mu jakieś pięć minut, które przez moją wrodzona ciekawość, zamieniły się w minutkę.
 - A ty, co do mnie czujesz…? – spytałem z obawą.
 - Eh… Karol, przepraszam cię, ale… ale to nie ja będę twoim księciem z bajki. Życie to nie jest słodkie yaoi.
Kiwnąłem tylko głową i zamknąłem oczy nie chcąc patrzeć na to piękne ciało, które nigdy nie będzie moje tak jakbym tego chciał…
Trzeba zaryzykować, bo nigdy nie wiadomo co się stanie póki się nie spróbuje…
Zgłupiałem myśląc, że nic nie robiąc spotkam księcia z bajki…
Może to i głupie, ale kocham cię…
To nie ja będę twoim księciem z bajki…
Życie to nie jest słodkie yaoi…
Przełknąłem ślinę i postanowiłem coś – muszę przestać zachowywać się jak jakiś dzieciak i wziąć życie w swoje ręce. Konkretniej – poszukać swojej miłości, a nie całymi dnami przesiadywać przed komputerem pisząc słodkie opowiadania i marząc, że kiedyś to ja będę ich bohaterem…

KONIEC!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz