środa, 26 sierpnia 2015

Przywiązanie - Rozdział 12.



Rozdział 12.
Tydzień później…
Zdanie sprzed tygodnia nie dawało mi spokoju. O niczym innym nie myślałem. Jego zachowanie nie wskazywało na nic takiego. Nie wiedziałem co o tym sądzić. Czasami wmawiałem sobie, że tylko sobie to wyobraziłem, ale gdzieś w głębi mózgu coś mi mówiło, iż dobrze słyszałem. W końcu wpadłem na pomysł, aby się przekonać. Z jednej strony to on wcale nie musiał być  homo, ani Bi.
Słowa kocham cie na dobre zagościły w moim umyśle i postanowiłem przekonać się za wszelką cenę, co on do mnie czuje. Był jednak jeden problem – jak? Przecież nie mogłem podejść do niego i spytać: Cześć! Tak się zastanawiam… czy ty tydzień temu wyznałeś mi miłość? … Dobra, mogłem, ale nie miałem zamiaru czegoś takiego robić. Poza tym jak miałem zareagować, gdyby powiedział tak.
Po czasie rozmyślań doszedłem do wniosku, że później będę sobie zaprzątać głowę drugim problemem, a jak najszybciej trzeba zająć się pierwszym.
Z drugiej strony… nagle naszła mnie myśl, że to wyszło mi na dobre – nie zwracałem uwagi na Jacka, który pojawił się jeszcze dwa razy.
Przeglądałem sobie jego kolekcję płyt DVD i nawiedził mnie pomysł.
 - Robert! – krzyknąłem z salonu.
 - Co? – Wszedł wycierając włosy ręcznikiem.
 - Lubisz filmy romantyczne?
 - Tak. Są tam też horrory i obyczajowe, a co?
 - Może byśmy sobie jakiś obejrzeli dzisiaj? – Zacząłem oglądać jakieś opakowanie.
 - Czemu nie? – Wzruszył ramionami i przewiesił sobie przez szyję materiał. – Chyba jeszcze mam kukurydzę, to zrobimy popcorn i zrobimy sobie seans.
 - Zgoda! – Wyszczerzyłem się.
Po godzinie wszystko było gotowe. To znaczy czerwona miska pełna przekąski, butelka coli i dwa kubki; jeden zielony w czarne groszki, a drugi niebieski z brązowym misiem. Rozsiedliśmy się na sofie przed telewizorem i puściliśmy pierwszy film.
Był o jakiejś parze, która nie mogła być razem, bo ich rodziny były skłócone. Od razu na myśl przyszło mi Romeo i Julia.
Pod koniec udawałem, że chce mi się spać i oparłem się o jego ramię. Przymknąłem oczy, lecz po chwili zerknąłem na niego i zauważyłem jak się uśmiecha. Nie minęło pięć minut, a zjechałem głową na klatkę piersiową. Serce mocno mu waliło, natomiast mi zaczęło robić się gorąco i bynajmniej nie chodziło o temperaturę na dworze, ani w mieszkaniu.
Niewiele później pojawiły się napisy końcowe. Poczułem na policzku jego dłoń. Przejechał kciukiem po mojej dolnej wardze i zaraz zabrał rękę.
 - Śpisz? – wyszeptał, a mnie przeszedł dreszcz.
 - Mm… - udawałem, że się budzę. – Przepraszam. – Przetarłem oczy i odskoczyłem, gdy zrozumiałem, jak nisko była moja twarz. – Sorry. – Podrapałem się po karku zdenerwowany.
 - Ha, ha, ha! Nie ma sprawy. To co teraz? – Wstał i podszedł do płyt odłożonych na dziś.
 - Co chcesz. – Naprawdę było mi głupio.
 - To… pierwsze z brzegu. – Włożył do odtwarzacza.
Usiadł obok i za pomocą pilota włączył. Poczułem na sobie jego wzrok.
 - Nic się nie stało. – Uścisnął mi dłoń.
Kiwnąłem głową. Nie byłem przekonany, ale cóż miałem zrobić. Pewnie ubzdurałem sobie to, ale nic nie mogłem poradzić.
Postanowiłem skupić się na filmie. Tym razem komedii romantycznej. Jakaś kobieta wykorzystywała dwóch facetów, czy coś. Była nawet zabawna, ale trudna do zrozumienia.
 - Biedny Ben – po chwili usłyszałem Roberta. – Jak można tak bawić się czyimiś uczuciami.
 - Ta… - Miałem ochotę zapaść się pod ziemię.
Dlaczego? To proste – ja właśnie po części się tak zachowywałem! Przecież jeśli on naprawdę się we mnie zakochał to mogłem złamać mu serce gdybym wcielił w życie swój plan do końca!
Głupek, głupek, głupek!
 - Coś nie tak? – zainteresował się.
 - Nie… - skłamałem. – Zamyśliłem się.
 - Znowu – zauważył, ale nie wyglądało to jakby miał jakieś pretensje.
 - Cóż… Dlaczego ona ucieka? – postanowiłem zmienić temat.
 - Nie jestem pewny… - Oboje zaczęliśmy się śmiać. Widać nie byłem odosobniony w powolnym przyswajaniu tego dzieła. - Ale wydaje mi się, że zobaczyła Michaela rozmawiającego z Benem i nie chciała żeby ją zobaczyli, bo by się wydało…? NIE WIEM! – Wyrzucił ręce do góry w geście poddania się.
 - Ha, ha, ha! Nie przejmuj się – trzymaliśmy obaj bolące brzuchy – to nie jest łatwa komedia. Zabawna, ale nie łatwa.
 - Oj tak – przyznał mi rację.
Później skupiliśmy się na telewizorze próbując coś zrozumieć. Nawet przestałem myśleć przez chwilę o tym, że Robert mnie KOCHA! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz