Rozdział 12.
Tydzień później…
Zdanie sprzed tygodnia nie dawało mi
spokoju. O niczym innym nie myślałem. Jego zachowanie nie wskazywało na nic
takiego. Nie wiedziałem co o tym sądzić. Czasami wmawiałem sobie, że tylko
sobie to wyobraziłem, ale gdzieś w głębi mózgu coś mi mówiło, iż dobrze
słyszałem. W końcu wpadłem na pomysł, aby się
przekonać. Z jednej strony to on wcale nie musiał być homo, ani Bi.
Słowa kocham cie na dobre zagościły w moim umyśle i postanowiłem
przekonać się za wszelką cenę, co on do mnie czuje. Był jednak jeden problem –
jak? Przecież nie mogłem podejść do niego i spytać: Cześć! Tak się zastanawiam… czy ty tydzień temu wyznałeś mi miłość?
… Dobra, mogłem, ale nie miałem zamiaru czegoś takiego robić. Poza tym jak
miałem zareagować, gdyby powiedział tak.
Po czasie rozmyślań doszedłem do
wniosku, że później będę sobie zaprzątać głowę drugim problemem, a jak
najszybciej trzeba zająć się pierwszym.
Z drugiej strony… nagle naszła mnie
myśl, że to wyszło mi na dobre – nie zwracałem uwagi na Jacka, który pojawił
się jeszcze dwa razy.
Przeglądałem sobie jego kolekcję płyt
DVD i nawiedził mnie pomysł.
- Robert! – krzyknąłem z salonu.
- Co? – Wszedł wycierając włosy ręcznikiem.
- Lubisz filmy romantyczne?
- Tak. Są tam też horrory i obyczajowe, a co?
- Może byśmy sobie jakiś obejrzeli dzisiaj? – Zacząłem oglądać jakieś opakowanie.
- Czemu nie? – Wzruszył ramionami i przewiesił
sobie przez szyję materiał. – Chyba jeszcze mam kukurydzę, to zrobimy popcorn i
zrobimy sobie seans.
- Zgoda! – Wyszczerzyłem się.
Po godzinie wszystko było gotowe.
To znaczy czerwona miska pełna przekąski, butelka coli i dwa kubki; jeden zielony w
czarne groszki, a drugi niebieski z brązowym misiem. Rozsiedliśmy się na sofie
przed telewizorem i puściliśmy pierwszy film.
Był o jakiejś parze, która nie mogła
być razem, bo ich rodziny były skłócone. Od razu na myśl przyszło mi Romeo i Julia.
Pod koniec udawałem, że chce mi się
spać i oparłem się o jego ramię. Przymknąłem oczy, lecz po chwili zerknąłem na
niego i zauważyłem jak się uśmiecha. Nie minęło pięć minut, a zjechałem głową
na klatkę piersiową. Serce mocno mu waliło, natomiast mi zaczęło robić się gorąco i
bynajmniej nie chodziło o temperaturę na dworze, ani w mieszkaniu.
Niewiele później pojawiły się napisy
końcowe. Poczułem na policzku jego dłoń. Przejechał kciukiem po mojej dolnej
wardze i zaraz zabrał rękę.
- Śpisz? – wyszeptał, a mnie przeszedł
dreszcz.
- Mm… - udawałem, że się budzę. – Przepraszam. – Przetarłem oczy i odskoczyłem, gdy zrozumiałem, jak nisko była moja twarz. –
Sorry. – Podrapałem się po karku zdenerwowany.
- Ha, ha, ha! Nie ma sprawy. To co teraz? – Wstał i podszedł do płyt odłożonych na dziś.
- Co chcesz. – Naprawdę było mi głupio.
- To… pierwsze z brzegu. – Włożył do
odtwarzacza.
Usiadł obok i za pomocą pilota
włączył. Poczułem na sobie jego wzrok.
- Nic się nie stało. – Uścisnął mi dłoń.
Kiwnąłem głową. Nie byłem przekonany,
ale cóż miałem zrobić. Pewnie ubzdurałem sobie to, ale nic nie mogłem
poradzić.
Postanowiłem skupić się na filmie.
Tym razem komedii romantycznej. Jakaś kobieta wykorzystywała dwóch
facetów, czy coś. Była nawet zabawna, ale trudna do zrozumienia.
- Biedny Ben – po chwili usłyszałem Roberta. –
Jak można tak bawić się czyimiś uczuciami.
- Ta… - Miałem ochotę zapaść się pod ziemię.
Dlaczego? To proste – ja właśnie po
części się tak zachowywałem! Przecież jeśli on naprawdę się we mnie zakochał to
mogłem złamać mu serce gdybym wcielił w życie swój plan do końca!
Głupek, głupek, głupek!
- Coś nie tak? – zainteresował się.
- Nie… - skłamałem. – Zamyśliłem się.
- Znowu – zauważył, ale nie wyglądało to jakby
miał jakieś pretensje.
- Cóż… Dlaczego ona ucieka? – postanowiłem zmienić
temat.
- Nie jestem pewny… - Oboje zaczęliśmy się śmiać.
Widać nie byłem odosobniony w powolnym przyswajaniu tego dzieła. - Ale wydaje
mi się, że zobaczyła Michaela rozmawiającego z Benem i nie chciała żeby ją
zobaczyli, bo by się wydało…? NIE WIEM! – Wyrzucił ręce do góry w geście
poddania się.
- Ha, ha, ha! Nie przejmuj się – trzymaliśmy
obaj bolące brzuchy – to nie jest łatwa komedia. Zabawna, ale nie łatwa.
- Oj tak – przyznał mi rację.
Później skupiliśmy się na telewizorze
próbując coś zrozumieć. Nawet przestałem myśleć przez chwilę o tym, że Robert
mnie KOCHA!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz