sobota, 8 sierpnia 2015

Sklep z zabawkami - One shot.



One shot
Wybrałem się z małą siostrzenicą do sklepu z zabawkami. Nic nie poradzę na to, że te słodkie oczka namówią mnie do prawie wszystkiego.
Trzymając wujka za rękę, podskakiwała prowadząc do półek z lalkami. Westchnąłem i modliłem się w duchu, żeby nowa zdobycz małej nie była za droga. Czułem się obserwowany, ale zignorowałem to szybko.
Po jakiś trzydziestu, a może dziesięciu minutach przekonywania Zuzi, że znudzi jej się za parę dni, a ja stracę całe sto złoty doszliśmy do porozumienia – wybierze inną pod warunkiem – lody z bitą śmietaną i polewą czekoladową.
W końcu wybrała o prawie połowę tańszą. Zadowolony z obrotu sprawy poszedłem w kierunku kasy. Nawet nie patrzyłem na faceta, który sprzedawał tego dnia. Zapłaciłem i wyszliśmy z klimatyzowanego pomieszczenia na trzydziestostopniowy upał. Weszliśmy do najbliższej lodziarni i zamówiliśmy dwa duże pucharki lodów. Z okna był widok na pobliski plac zabaw i sklep, z którego wyszliśmy. Dalej to uczucie, że jestem obserwowany nie opuszczało mnie. Rozejrzałem się, ale żadnego potencjalnego psychopaty nie widziałem; tylko jakaś staruszka z zapewne wnuczką.
Jednak najgorszy w tym wszystkim był fakt, iż to nie był pierwszy raz. To wrażenie pojawiało się zawsze w okolicach ulicy Wolności, czyli tej, na której właśnie byłem…

~*~

Parę dni później…
Siostra, Kaśka, namówiła mnie, żebym to ja poszedł znowu do tego sklepu, bo Zuzia idzie na jakąś imprezę urodzinową i mamy kupić prezent.
Dlaczego ja?!
Jednak cała złość minęła kiedy zobaczyłem tą słodką dziewczynkę z radością ciągnącą mnie do jej ulubionego miejsca. Pobiegła w stronę zabawek, a mi pozostało chodzenie między regałami i szukaniem małej, rudej sześciolatki w różowej sukience. Westchnąłem i rozpocząłem podróż między stosem miśków, samochodzików i lalek. Po przeczesaniu całego pomieszczenia zacząłem się martwić. Zacząłem szukać od nowa. Wreszcie ją zobaczyłem. Stała w towarzystwie jakiegoś faceta śmiejąc się i coś mu mówiąc. Zdenerwowany poszedłem do tej dwójki. Stanąłem za dziewczynka z założonymi rękami, słuchając jak opowiada temu gościowi… O MNIE! Mężczyzna od razu mnie zobaczył i spoważniał w mgnieniu oka.
 - …jest super! Musisz go poznać! – mówiła żywo gestykulując rękami cała podekscytowana - To najlepszy wujek na świecie! Może trochę niezdarny i samotny, ale…
 - Cieszę się, że tak o mnie sądzisz – wtrąciłem się.
 - Krzysiek…? – Odwróciła się zmieszana.
 - Szukam cię po całym sklepie, a ty opowiadasz jakiemuś obcemu panowi…
 - Filip nie jest obcy. – Opuściła głowę. – Przepraszam…
Westchnąłem i wziąłem ja na ręce.
 - Uh… Albo najadłaś się za dużo lodów, albo ja jestem już taki stary. – Zaczęła chichotać. – Pewnie jeszcze nic nie wybrałaś? Chcesz iść do… Oli? – kiwnęła głową – bez prezentu? Nie mam całego dnia.
 - To moja wina, trochę się rozgadaliśmy z małą i nawet nie pomyślałem, że pan może ją szukać… - wtrącił się mężczyzna, z który Zuzia tak zacięcie rozmawiała.
Zmierzyłem go spojrzeniem. Wyglądał trochę nie typowo. Kolorowe trampki, potargane szorty, biały T-shirt z wielkim nadrukiem, brązowe włosy z blond końcówkami, a’la artystyczny nieład (ze wskazaniem na nieład), na których były doczepione uszy misia – charakterystyczny dodatek sprzedawców w tym sklepie. Po chwili dostrzegłem srebrny kolczyk w brwi chowający się za grzywką oraz niewielki tunel w lewym uchu i tatuaż wystający spod bluzki, znajdujący się prawdopodobnie na piersi.
 - Pracuje pan w takim miejscu z TAKIM wyglądem?
 - To nawet przyciąga małe dzieci – wyszczerzył się.
 - Zapewne – mruknąłem i położyłem Zuzie na podłogę. – Idziemy coś wybrać?
 - TAK! – Znowu pobiegła nie czekając na mnie.
Westchnąłem zrezygnowany i już miałem podążyć za nią, kiedy poczułem uścisk na moim ramieniu. To Filip je trzymał. Uniosłem brew pytająco.
 - Pana siostrzenica trochę mi o panu poopowiadała. Wydajesz się być fajny. Może się spotkamy?
 - Wątpię – odpowiedziałem trochę niezbyt uprzejmie i poszedłem w stronę… nawet nie wiem jak to COŚ nazwać.
 - Nie poddaję się tak łatwo! – krzyknął za mną.
Machnąłem ręką i podbiegłem do Zuzi, która akurat wynurzyła się spomiędzy półek.

~*~

Tydzień później…
Znowu robiłem za niańkę tej małej gaduły. Poszliśmy na plac zabaw na ulicy Wolności. Zastanawiałem się, co ją tak ciągnie w tamte rejony. Niepokojące było najbardziej to, że ciągle pojawiając się tam czułem się obserwowany.
 - Krzysiek, a dlaczego nie masz żony? – ni z tego, ni z owego zapytała siostrzenica.
 - Bo… - nerwowo podrapałem się po głowie – bo na razie… bo na razie nie spotkałem odpowiedniej kobiety. - Odpowiedziałem wymijająco. 
Miałem powiedzieć, że jestem gejem? Zaraz by wygadała reszcie rodziny! Lepiej nie ryzykować. Chwila…
 - Dlaczego pytasz? – Spojrzałem na nią podejrzliwie. – Mama kazała?
 - Nie. – Opuściła głowę.
 - Kto?
 - Nie ważne… - Szybko wstała i pobiegła w kierunku zjeżdżalni.
 - Dzieci – mruknąłem i włożyłem słuchawki na uszy tonąc w moim małym raju – muzyce.
Ostatni raz się rozejrzałem, ale znowu nie zobaczyłem nikogo podejrzanego zwracającego na mnie uwagę. Ot, taki niewidzialny duch.

~*~

Miesiąc później…
Możecie mnie uznać za jakiegoś paranoika, czy jeszcze kogoś gorszego, ale za każdym razem, poza niedzielami, przychodząc na niewielką ulicę Wolności czułem na sobie wzrok oczu niezidentyfikowanej osoby. Wrażenie to powiększało się, kiedy tylko zbliżałem się do sklepu z zabawkami. Zastanawiałem się nawet czasami, czy to nie ten Filip tak mnie obserwuje, lecz ta możliwość, z niewiadomych przyczyn, wydawała mi się absurdalna.
 - Krzysiek, o czym tak myślisz? – spytała Zuzia, idąc ze mną za rękę w wiadomym kierunku.
Co ją tak tam ciągnęło? Nie wiem. Na moje nieszczęście to był również papierniczy. Mała pilnie potrzebowała nowych kredek i bloku.
Jak zwykle przywitał mnie szeroki uśmiech dziwaka. Na tyle tygodni zdecydowanie za często tam przychodziłem, a winić za to musiałem jedynie siostrę i słodkie oczka jej córki (no przecież lepiej zwalić wszystko na innych, prawda?). Dla odmiany, tym razem, podszedł do mnie.
 - Znowu? – zaśmiał się.
 - Ciesz się, bo mój portfel zdecydowanie nie lubi jej  uroczych minek. – Westchnąłem. – Muszę nauczyć się odmawiać…
 - Ha, ha, ha! Tak, zdecydowanie ma w sobie to coś
 - Krzysiek, Krzysiek! A mogę jeszcze…
 - O nie! Nie tym razem. – Odwróciłem wzrok i założyłem ręce na piersi. – Kto musi za to płacić? JA!
 - Plose… - Pociągła mnie za rąbek bluzki.
 - Co z tego będę miał? – postanowiłem przejąć jej taktykę.
 - Ej!
 - A ty możesz? – Zrobiła obrażona minę. – No właśnie. Kiedyś.
Westchnęła i poszła po potrzebne rzeczy. Odetchnąłem z ulgą. Udało się!!! Miałem ochotę skakać ze szczęścia.
 - Brawo - uśmiechnął się.
Jedynie odpowiedziałem na jego gest tym samym.
 - Na pewno nie chcesz się spotkać? – spytał.
 - Za każdym razem będziesz o to pytać?
 - Zaintrygowałeś mnie – wyszczerzył się jeszcze bardziej. – No nie daj się prosić. Wiem, że jesteś singlem, a po obserwacji i opowieści małej, przynajmniej Bi.
Prychnąłem.
 - To dlatego pytała? – Nerwowe podrapanie się z tyłu głowy uznałem za potwierdzenie. – Eh… Zrozum, że moja rodzinka nie jest tolerancyjna, więc się nie chcę angażować w żadne związki.
 - Do końca życia? Stary, pomyśl o sobie.
 - Ej! Ile masz lat?
 - Jestem od ciebie o rok młodszy.
 - To też wyciągnąłeś od niej??? Matko… Prześladowca – zaśmiałem się.
 - TWÓJ prześladowca jeśli dasz szansę. – Wyciągnął telefon. – Chociaż niezobowiązujące lody…? Ekhem… Takie do lizania i jedzenia… Eee… Takie śmietankowe… Yyy… Sorbety no!
Wybuchnąłem śmiechem. Złapałem się za bolący brzuch i próbowałem się uspokoić zanim przyjdzie...
 - Właśnie! – Poszedłem w kierunku regału z kredkami. – Zuzia! Co tak długo?
Zza półki wychyliła się ruda czupryna. Pokręciłem głową kiedy zobaczyłem na jej głowie koronę.
 - Na pewno nie mogę?
 - Jezu! Co wyście się umówili przeciwko mnie? – Wzniosłem ręce ku niebu. – N-A-S-T-Ę-P-N-Y-M R-A-Z-E-M – przeliterowałem.
Opuściła głowę i poszła odłożyć świecidełko. Ja w tym czasie wróciłem do Filipa. Oparłem się o ladę czekając na małą.
 - Więc? – usłyszałem głos zaraz przy moim uchu.
 - Ach! – aż podskoczyłem. – Nie strasz! – Zrobił minę aniołka na co prychnąłem. - Bylebym nie żałował…
Wyrwałem mu telefon i wystukałem swój numer na klawiaturze. Ten tylko się wyszczerzył.
W tym samym momencie przyszła Zuzia. Zapłaciłem i pożegnałem się. Wyszedłem nie bardzo wiedząc, czy dobrze zrobiłem. Już raz się zaangażowałem, a później tylko cierpiałem, bo bałem się powiedzieć rodzinie o swojej orientacji. Jeszcze gorsze było to, że Filip przyciągał mnie do siebie jak magnez.

~*~

Trzy dni później…
Zaraz następnego dnia do mnie zadzwonił i umówiliśmy się na sobotę, bo wtedy wcześniej kończył pracę.
Niepewny czego mam się po nim spodziewać, przyszedłem na umówione miejsce.
O dziwo nie czułem się obserwowany. Przyjąłem to z wielką ulgą.
 - O czym myślisz? – wyrwał mnie z zamyślenia głos za moimi plecami.
Szybko się odwróciłem i zobaczyłem Filipa pochylającego się i szeroko do mnie uśmiechającego.
 - O niczym – machnąłem ręką. – Siadaj – wskazałem miejsce przed sobą.
 - OK… Coś zamówiłeś? – Zerknął do karty z różnymi propozycjami deserów lodowych.
 - Czekałem na ciebie. Wybieram morze truskawkowe, a ty?
Zamyślił się.
 - Chyba sam coś skomponuję. Idę zamówić.
Poszedł do lady, a ja zająłem się obserwowaniem… bruneto blondyna? Eh… W każdym bądź razie odkryłem, że jest nawet dobrze zbudowany.
Wrócił z zamówionymi lodami i zajął się jedzeniem swojej porcji i opowiadaniem o... wszystkim.
 - Chcesz? – nałożył trochę deseru na łyżeczkę i podsunął mi przed twarz.
Nieznacznie się skrzywiłem. Jeszcze karmić mnie będzie?! Jednak ten pomarańczowy kolor tak kusił, że się nie powstrzymałem i zjadłem porcję.
 - Dobre.
 - Wiem – uśmiechnął się.
Później przyszła kolej na mnie – pytał chyba o wszystko! O dziwo nie miałem problemów opowiadać mu o sobie.
Fajnie nam się rozmawiało, lecz zbliżał się wieczór.
 - Wiesz co, ja już się będę zbierać. Mam do obejrzenia projekt kumpla. Cześć! – wstałem.
 - Projekt? Właśnie! Nie wiem gdzie pracujesz!
Wywróciłem oczami. Jednak nie o wszystko
 - Architekt.
 - Super! I mieszkasz w bloku?
 - Ale ładnie urządzonym – zaznaczyłem. – Do zobaczenia.
 - Na pewno – wyszczerzył się. – Mogę cię odprowadzić?
Westchnąłem, lecz ucieszyłem się. Kiwnąłem głową, a chłopak szybko podążył za mną. Szliśmy w ciszy. Nie przeszkadzała mi ona. Taka mała odmiana… W końcu niezadowolony zobaczyłem moje osiedle.
 - Już prawie jesteśmy – poinformowałem młodszego.
 - Szkoda… Jeszcze się zobaczymy? – zapytał z taka nadzieją w głosie, że choć bałem się, to przytaknąłem.
 - Jeśli chcesz…
 - Jasne! Krzysiek… - niepewnie zaczął – wątpię, ale… masz kogoś?
 - Nie! – powiedziałem, chyba trochę za szybko.
 - To dobrze – uśmiechnął się szeroko i objął mnie ramieniem.
Chwyciłem jego rękę w dwa palce i zdjąłem z siebie, na co tamten zaczął się śmiać.
Na pożegnanie (jakżeby inaczej) przytulił mnie.
Niezadowolony zauważyłem, że coraz bardziej go lubię.

~*~

Parę tygodni później…
Spotykaliśmy się, w miarę możliwości, jak najczęściej. Świetnie się dogadywaliśmy, ale ja obawiałem się tej znajomości. Czułem, iż coraz bardziej go lubię i się przywiązuję.
Właśnie na niego czekałem w naszej lodziarni.  To nie tak, że się spóźniał; był bardzo punktualny; po prostu przychodziłem za wcześnie.
 - Za dużo myślisz – uśmiechnął się siadając przede mną.
 - Sorry. Tak w ogóle to cześć!
 - Ta… - podrapał się zdenerwowany z tyłu głowy. – Cześć!
Zaśmiałem się.
Jak zwykle rozmawialiśmy bez przerwy albo tylko patrzyliśmy na siebie w milczeniu. Każdy sposób spędzania z nim czasu mi odpowiadał. Jednak tym razem było trochę inaczej – chłopak był jakiś zamyślony.
 - Filip, wszystko w porządku? – zmartwiłem się.
 - Tak. Zastanawiam się nad czymś… Zostaniesz moim chłopakiem? – spytał z nadzieja w głosie.
 - A-ale… - Tego właśnie się obawiałem. – Zrozum, ja się boję reakcji rodziny i niewiele osób wie o moim homoseksualizmie – ostatnie słowo powiedziałem jak najciszej. – Nie moglibyśmy być parą oficjalnie.
Westchnął. Nic nie powiedział tylko patrzył przez okno koło, którego siedzieliśmy. 
 - Przepraszam – opuściłem głowę. Było mi głupio, bo najchętniej to bym się zgodził od razu, bez zastanowienia.
Zerknął na mnie.
 - A jeśli… jeśli nikt poza nami się o tym nie dowie? BARDZO cię lubię i może się poświęcę – jego kąciki ust poszły delikatnie do góry.
 - To jest dziecinne. – Podniosłem wzrok na młodszego. Na jego twarzy malowało się coś co powodowało, że czułem, iż mogę mu zaufać. – Eh… Żeby nie było, że nie ostrzegałem. – Kiwnął głową. – Zgoda.
Wyszczerzył się i pochylił żeby mnie pocałować. Szybko się odsunąłem.
 - Ekhem… Sorry, zagalopowałem się.
Przytaknąłem, za co oberwałem w nogę pod stołem.

~*~

Dwa miesiące później…
Może i uznacie, że to dużo za wcześnie (sam bym tak powiedział innej osobie), ale po miesiącu Filip się do mnie przeprowadził. To były najlepsze dni w moim życiu. Ciągle (kiedy nie był w pracy) miałem przy sobie tego zawsze uśmiechniętego (nie wiem jak to robił) chłopaka. MOJEGO chłopaka.
 - Znowu odleciałeś? – Usiadł mi na kolanach.
 - Kiedy wróciłeś???
 - Ha, ha, ha! Przed chwilką. – Cmoknął mnie. – W twoim przypadku, myślenie szkodzi. Co ci chodzi po główce?
 - Ty. – Również go pocałowałem.
 - Masz jakieś plany na ten wieczór? – Przejechał palcem, przez bluzkę, po moim torsie.
 - Nie, ale widzę, że ty tak – uśmiechnąłem się.
 - Mhm… - Wpił się zachłannie w moje usta.
Ten był inny od poprzednich. Bardziej… namiętny.
Uniósł się trochę i wplótł palce w moje włosy. Napierał tak mocno, że musiałem się pochylić do tyłu. Na szczęście siedziałem na łóżku, więc upadłem na miękki materac. Zjechał wargami na moją szyję. Domyśliłem się o co mu chodzi i szybko zamieniłem nasze położenie. Zawisnąłem nad nim.
 - Jesteś pewny?
Tak, jeszcze tego nie robiliśmy razem. Mieszkaliśmy razem, ale kończyło się na całowaniu się i przytulaniu.
 - O co chodzi? – Oblizał perwersyjnie usta.
 - Nie za wcześnie?
 - Po miesiącu się do ciebie przeprowadziłem, a na sex za wcześnie? Nie podobam ci się? – spytał wyraźnie zawiedziony. - Nie pociągam cię i nie chcesz ZE MNĄ? Gdybym był umięśnionym, wysokim, niebieskookim brunetem to od razu byś się na mnie rzucił?
Otworzyłem szeroko oczy. Zdenerwował mnie tym, ale postanowiłem szybko wyprowadzić go z błędu. Pochyliłem się i pocałowałem młodszego. Pociągnąłem do góry i, kiedy siedział, zdjąłem bluzkę. Popchnąłem chłopaka z powrotem na łóżko. Przejechałem dłonią po jego nagim torsie. Zaraz to samo zrobiłem językiem.
 - Nie jesteś jakimś chuderlakiem…
Zilustrowałem go wzrokiem.
 - Gdybyś był wyższy to bym miał problem z dostaniem do twoich ust…
Znowu połączyłem nasze wargi. Odsunąłem się na parę centymetrów patrząc mu w oczy.
 - Szare… Wolę takie, aniżeli niebieskie. Błękitne są nawet trochę straszne.
Uśmiechnął się wyraźnie rozbawiony. Pocałowałem go wplatając palce w jego włosy. Po chwili podniosłem się odrobinkę.
 - Jesteś pod tym względem uniwersalny. – Uniósł brew do góry. – Brunet, ale jak ktoś woli blondynów to również nie może narzekać. Do tego twoje ciało ozdabia duży smok…
Językiem zacząłem zaznaczać linie tatuażu, który był na prawie całej lewej stronie torsu, zaczynając od ogona znajdującego się przy pępku, a kończąc na pysku, otwierającym się na sutku. Zassałem się na różowym punkciku, dzięki czemu usłyszałem ciche mruknięcie. Uśmiechnąłem się i uniosłem do siadu, tyle, że na jego nogach.
 - Ciekawe, czy jeszcze czymś możesz się pochwalić… - Sugestywnie zerknąłem na, już za ciasne, spodnie. – Zaraz się przekonamy…
Ulokowałem swoje usta na jego by zaraz ścieżką z pocałunków zbliżyć się do spodni. Nie odsuwając się chociażby na centymetr od skóry chłopaka, spojrzałem na niego. Zobaczyłem zamglony wzrok wpatrzony we mnie. Uśmiechnąłem się i ostatni raz cmoknąłem brzuch młodszego. Podniosłem się zacząłem rozpinać mu spodnie. Guzik, suwak… Podniósł biodra, a ja ściągnąłem resztę ubrania. Chwyciłem jego przyrodzenie i przejechałem ręką po całej jego długości, kończąc na czubku, który zacząłem masować kciukiem.
 - Tak jak myślałem…
Zostawiłem w spokoju jego, nie tak małego, przyjaciela i powróciłem do jego ust. Podniósł kolano co chwilę je zginając i prostując.
 - Mm…
 - Chyba trzeba coś zdjąć. – Nie czekając na odpowiedź, popchnął mnie do siadu i zdjął bluzkę.
Sprawnie rozpiął pasek i spodnie. Pozbyłem się ich, później bieliznę i wróciłem do chłopaka. Wpił mi się w usta i objął rekami i nogami przyciągając jeszcze bliżej. Zassał się na moim języku. Uniosłem brew, ale nic nie powiedziałem (pomińmy, że nie miałem jak). W sumie to było nawet przyjemne uczucie. Obrócił nas, tak, że tera to on był górą. Zilustrował mnie wzrokiem.
 - Trenowałeś kiedyś coś?
 - Pływałem, a co?
 - Jesteś tak zbudowany – uśmiechnął się.
Przyssał się do mojej szyi.
Pijawka.
Pozostawił na moim ciele jeszcze kilka malinek i chwyciłem go obracając na brzuch obok mnie. Usiadłem na jego nogach.
 - Jesteś pewny? – postanowiłem się trochę podroczyć.
 - Pieprz mnie! – warknął.
 - Do usług. – Zasalutowałem.
Podsunąłem palce pod jego twarz. Oczywiście się zassał na nich. Przełknąłem głośno ślinę patrząc na ten widok. Uśmiechnął się. Rozciągnąłem go i jednym pchnięciem wszedłem do środka. Wygiął się w łuk. Pogłaskałem jego wewnętrzną stronę ud i kiedy poczułem, że jest rozluźniony, szybko zacząłem się poruszać przy akompaniamencie jęków młodszego. Ręką zacząłem go jeszcze bardziej pobudzać, a raczej chciałem, bo wystarczył jeden dotyk i doszedł w mojej dłoni. Po kilku pchnięciach dołączyłem do chłopaka. Położyłem się obok i przysunąłem chłopaka bliżej siebie.
 - Nigdy nie mów, że mi się nie podobasz – wyszeptałem.
Poruszył się aby wygodniej się ułożyć i połaskotał mnie swoimi włosami.
 - Ale jakie efekty… Chyba muszę częściej tak…
 - Następnym razem wygonie cię z sypialni – przerwałem.
 - Zrobiłbyś to?
 - Jak nie przestaniesz wygadywać takich głupot…? TAK!
Zaśmiał się i zasnął. Chciałem pójść się umyć, lecz nie miałem serca go budzić. Zamiast tego dołączyłem do młodszego do krainy snów.

~*~

Miesiąc później…
Mieszkaliśmy ze sobą w zadziwiającej zgodzie. Jedynym problemem był fakt, że musieliśmy się ukrywać ze swoim związkiem, lecz nie robił z tego większej afery. Nie to żebyśmy chcieli się obściskiwać na ławce w parku, bo to niezależnie od rodzaju pary jest… nie na miejscu, ale nawet przytulić mnie nie mógł.
Tego dnia przyszedł bardzo zdenerwowany.
 - Co się stało? – spytałem, gdy trzasnął drzwiami na przywitanie.
 - Nic! Tylko zastanawiam, czy mam chłopaka!
 - O-o czym ty mówisz…?
 - Co to jest za związek?! Nie mogę iść z tobą za rękę, muszę uważać na to co mówię, bo co?! Bo ktoś może zauważyć i powiedzieć twojej rodzinie!
 - Filip… - Próbowałem go pogłaskać po policzku, ale odtrącił moją rękę. – Wiedziałeś na co się godzisz.
 - Decyduj! Ja albo ciągłe ukrywanie się.
 - Co ty…?
Nie zdążyłem dokończyć. Wyszedł. Patrzyłem na zamknięte drzwi w szoku. Nie wiele się zastanawiając, wybiegłem za nim. Dogoniłem chłopaka przed sąsiednim blokiem.
 - Czekaj! – Przytuliłem go od tyłu.
 - Uważaj, bo ktoś zobaczy – prychnął.
 - Kocham cię.
Szybko się odwrócił. Szczerze mówiąc pierwszy raz mu to powiedziałem.
 - Ja ciebie też. – Zaskoczenie zastąpił uśmiechem.
 - Masz rację. Przepraszam. – Objąłem chłopaka. – Powiem prawdę.
 - Cieszę się. O! Masz okazję.
 - CO? – Odsunąłem się.
Faktycznie – zza rogu wyszła moja matka. Przełknąłem głośno ślinę i zerknąłem niepewnie na młodszego. Ten widok dodał mi odwagi. Westchnąłem i razem poszliśmy w kierunku mieszkania, do którego udawała się teraz kobieta.
 - Czekaj! – zawołałem za nią, kiedy wchodziła na pierwsze piętro.
Przypomniałem sobie, że nawet nie zamknąłem za sobą drzwi.
Odwróciła się i posłusznie stanęła.
 - Dzień dobry, mamo – podałem jej rękę.
Szybko pobiegłem je zamknąć.
 - Witaj! A to kto? – wskazała na chłopaka.
 - Filip Czajka – Ukłonił się. – Zapraszam do mieszkania, tam wszystko wyjaśnimy.
Przyjrzała mu się uważnie, weszła po tych kilku stopniach i udała się w moją stronę. Wpuściłem ich pierwszych. Uścisnąłem jego dłoń, krzywo się uśmiechając.
 - Dasz radę – wyszeptał.
Kiwnąłem głową podążając za matką kierującą się do salonu. Zdjęła płaszcz i usiadła na fotelu. Odebrałem go i powiesiłem na haczyku w korytarzu.
 - Ja pana znam – odezwała się kobieta. – Moja sąsiadka mi opowiadała o panu. Ba! Widziałam nawet kiedyś pana jak się pan…
 - Może mi pani mówić po mieniu – uśmiechnął się.
 - Pff… Na czym to ja skończyłam…? Ach tak! Wiec, pan się obściskiwał na klatce z FACETEM! I to nie tak dawno temu. Synek ty lepiej uważaj na niego. Kto wie co takiemu odbije…
 - Kiedy to było? – nie dawało mi to spokoju.
 - Bo ja wiem…? Jakieś… kilka miesięcy temu.
 - Najwcześniej pół roku – wtrącił się młodszy.
 - Sorry – podrapałem się zdenerwowany z tyłu głowy.
Głupio mi było, że tak wyskoczyłem z tym.
 - Ja ci mówię, pilnuj się – wskazała na Filipa. – Ela ostatnio mi mówiła, że jej wnuczek jest tym… gejem – z obrzydzeniem wypowiedziała ostatnie słowo. – Nie ufam mu. Z resztą zobacz jak on wygląda!
 - Zamknij się – nie wytrzymywałem. Nie wiem jakim cudem powiedziałem to tak spokojnie.
 - Jak ty się…
 - JA? Mamo! Nie mów tak o moim chłopaku!
 - K-kim? Żartujesz? Nie zrobisz mi tego! Co sobie ludzie o nas pomyślą? Jezusie kochany, co teraz?
Młodszy objął mnie od tyłu.
 - Bóg ci nie pomoże – wywróciłem oczami.
 - Wychodzę! Nie wasz się o tym mówić komukolwiek innemu! – Poprawiła swoją czapeczkę.
Filip poszedł w stronę wieszaków i kulturalnie podał jej płaszcz. Wyrwała go i szubko założyła.
 - Do widzenia… mamo – uśmiechnął się sztucznie.
Prychnęła i wyszła.
Westchnąłem i przytuliłem chłopaka.
 - Ty przynajmniej masz rodzeństwo, a tu tylko na mnie przypada cała złość rodziny.
 - A Kasia? – odsunął się, ale ciągle ręce miał zawieszone na mojej szyi.
 - To moja przyjaciółka, ale zawsze traktowałem ją jak starszą siostrę. Z czasem zaczęła bardziej przypominać swoich rodziców, no i moją matkę. Eh… chociaż ojciec jest w miarę normalny… - Po chwili spytałem: - Naprawdę mógłbyś… odejść?
 - Nie. – Cmoknął mnie. – Musiałem coś wymyśleć, żebyś w końcu przestał się ukrywać.
 - A jakbym, mimo to, starał się przekonać ciebie, że to nie jest najlepszy pomysł?
 - To znalazłbym inny sposób – wzruszył ramionami. – Właśnie! Jesteś zaproszony na kolacje do moich rodziców. Chcą cie wreszcie poznać.
 - Kto tam jeszcze będzie?
 - Siostra Beata z mężem Piotrkiem, bracia Nikodem oraz Edek z żoną Iloną, no i dzieciaki.
 - Rodzinne spotkanie? – skrzywiłem się.
 - Chcą cie w końcu poznać.
 - Wiem… Kiedy?
 - W niedzielę. – Pocałował mnie, dobrze wiedząc jak przekonać.

KONIEC

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz