One shot
Wybrałem się z małą siostrzenicą do
sklepu z zabawkami. Nic nie poradzę na to, że te słodkie oczka namówią mnie do
prawie wszystkiego.
Trzymając wujka za rękę, podskakiwała
prowadząc do półek z lalkami. Westchnąłem i modliłem się w duchu, żeby nowa zdobycz małej nie była za droga. Czułem
się obserwowany, ale zignorowałem to szybko.
Po jakiś trzydziestu, a może
dziesięciu minutach przekonywania Zuzi, że znudzi jej się za parę dni, a ja
stracę całe sto złoty doszliśmy do porozumienia – wybierze inną pod warunkiem –
lody z bitą śmietaną i polewą czekoladową.
W końcu wybrała o prawie połowę
tańszą. Zadowolony z obrotu sprawy poszedłem w kierunku kasy. Nawet nie
patrzyłem na faceta, który sprzedawał tego dnia. Zapłaciłem i wyszliśmy z
klimatyzowanego pomieszczenia na trzydziestostopniowy upał. Weszliśmy do
najbliższej lodziarni i zamówiliśmy dwa duże pucharki lodów. Z okna był widok
na pobliski plac zabaw i sklep, z którego wyszliśmy. Dalej to uczucie, że
jestem obserwowany nie opuszczało mnie. Rozejrzałem się, ale żadnego
potencjalnego psychopaty nie widziałem; tylko jakaś staruszka z zapewne
wnuczką.
Jednak najgorszy w tym wszystkim był
fakt, iż to nie był pierwszy raz. To wrażenie pojawiało się zawsze w okolicach
ulicy Wolności, czyli tej, na której właśnie byłem…
~*~
Parę dni później…
Siostra, Kaśka, namówiła mnie, żebym
to ja poszedł znowu do tego sklepu, bo Zuzia idzie na jakąś imprezę urodzinową
i mamy kupić prezent.
Dlaczego ja?!
Jednak cała złość minęła kiedy
zobaczyłem tą słodką dziewczynkę z radością ciągnącą mnie do jej ulubionego
miejsca. Pobiegła w stronę zabawek, a mi pozostało chodzenie między regałami i
szukaniem małej, rudej sześciolatki w różowej sukience. Westchnąłem i
rozpocząłem podróż między stosem miśków, samochodzików i lalek. Po przeczesaniu
całego pomieszczenia zacząłem się martwić. Zacząłem szukać od nowa.
Wreszcie ją zobaczyłem. Stała w towarzystwie jakiegoś faceta śmiejąc się i coś
mu mówiąc. Zdenerwowany poszedłem do tej dwójki. Stanąłem za dziewczynka z
założonymi rękami, słuchając jak opowiada temu gościowi… O MNIE! Mężczyzna od
razu mnie zobaczył i spoważniał w mgnieniu oka.
- …jest super! Musisz go poznać! – mówiła żywo
gestykulując rękami cała podekscytowana - To najlepszy wujek na świecie! Może
trochę niezdarny i samotny, ale…
- Cieszę się, że tak o mnie sądzisz –
wtrąciłem się.
- Krzysiek…? – Odwróciła się zmieszana.
- Szukam cię po całym sklepie, a ty
opowiadasz jakiemuś obcemu panowi…
- Filip nie jest obcy. – Opuściła głowę. –
Przepraszam…
Westchnąłem i wziąłem ja na ręce.
- Uh… Albo najadłaś się za dużo lodów, albo ja
jestem już taki stary. – Zaczęła chichotać. – Pewnie jeszcze nic nie wybrałaś? Chcesz
iść do… Oli? – kiwnęła głową – bez prezentu? Nie mam całego dnia.
- To moja wina, trochę się rozgadaliśmy z małą
i nawet nie pomyślałem, że pan może ją szukać… - wtrącił się mężczyzna, z który
Zuzia tak zacięcie rozmawiała.
Zmierzyłem go spojrzeniem. Wyglądał
trochę nie typowo. Kolorowe trampki, potargane szorty, biały T-shirt z wielkim
nadrukiem, brązowe włosy z blond końcówkami, a’la artystyczny nieład (ze
wskazaniem na nieład), na których
były doczepione uszy misia – charakterystyczny dodatek sprzedawców w tym
sklepie. Po chwili dostrzegłem srebrny kolczyk w brwi chowający się za grzywką oraz niewielki tunel w lewym uchu i tatuaż wystający spod bluzki, znajdujący się
prawdopodobnie na piersi.
- Pracuje pan w takim miejscu z TAKIM wyglądem?
- To nawet przyciąga małe dzieci – wyszczerzył
się.
- Zapewne – mruknąłem i położyłem Zuzie na
podłogę. – Idziemy coś wybrać?
- TAK! – Znowu pobiegła nie czekając na mnie.
Westchnąłem zrezygnowany i już miałem
podążyć za nią, kiedy poczułem uścisk na moim ramieniu. To Filip je trzymał.
Uniosłem brew pytająco.
- Pana siostrzenica trochę mi o panu
poopowiadała. Wydajesz się być fajny. Może się spotkamy?
- Wątpię – odpowiedziałem trochę niezbyt
uprzejmie i poszedłem w stronę… nawet nie wiem jak to COŚ nazwać.
- Nie poddaję się tak łatwo! – krzyknął za
mną.
Machnąłem ręką i podbiegłem do Zuzi,
która akurat wynurzyła się spomiędzy
półek.
~*~
Tydzień później…
Znowu robiłem za niańkę tej małej
gaduły. Poszliśmy na plac zabaw na ulicy Wolności. Zastanawiałem się, co ją tak
ciągnie w tamte rejony. Niepokojące było najbardziej to, że ciągle pojawiając
się tam czułem się obserwowany.
- Krzysiek, a dlaczego nie masz żony? – ni z
tego, ni z owego zapytała siostrzenica.
- Bo… - nerwowo podrapałem się po głowie – bo
na razie… bo na razie nie spotkałem odpowiedniej kobiety. - Odpowiedziałem wymijająco.
Miałem powiedzieć, że jestem gejem? Zaraz by wygadała reszcie rodziny! Lepiej nie ryzykować. Chwila…
Miałem powiedzieć, że jestem gejem? Zaraz by wygadała reszcie rodziny! Lepiej nie ryzykować. Chwila…
- Dlaczego pytasz? – Spojrzałem na nią
podejrzliwie. – Mama kazała?
- Nie. – Opuściła głowę.
- Kto?
- Nie ważne… - Szybko wstała i pobiegła w
kierunku zjeżdżalni.
- Dzieci – mruknąłem i włożyłem słuchawki na
uszy tonąc w moim małym raju – muzyce.
Ostatni raz się rozejrzałem, ale
znowu nie zobaczyłem nikogo podejrzanego zwracającego na mnie uwagę. Ot, taki
niewidzialny duch.
~*~
Miesiąc później…
Możecie mnie uznać za jakiegoś
paranoika, czy jeszcze kogoś gorszego, ale za każdym razem, poza niedzielami,
przychodząc na niewielką ulicę Wolności czułem na sobie wzrok oczu
niezidentyfikowanej osoby. Wrażenie to powiększało się, kiedy tylko zbliżałem
się do sklepu z zabawkami. Zastanawiałem się nawet czasami, czy to nie ten
Filip tak mnie obserwuje, lecz ta możliwość, z niewiadomych przyczyn, wydawała
mi się absurdalna.
- Krzysiek, o czym tak myślisz? – spytała
Zuzia, idąc ze mną za rękę w wiadomym kierunku.
Co ją tak tam ciągnęło? Nie wiem. Na
moje nieszczęście to był również papierniczy. Mała pilnie potrzebowała nowych
kredek i bloku.
Jak zwykle przywitał mnie szeroki
uśmiech dziwaka. Na tyle tygodni
zdecydowanie za często tam przychodziłem, a winić za to musiałem jedynie
siostrę i słodkie oczka jej córki (no przecież lepiej zwalić wszystko na
innych, prawda?). Dla odmiany, tym razem, podszedł do mnie.
- Znowu? – zaśmiał się.
- Ciesz się, bo mój portfel zdecydowanie nie
lubi jej uroczych minek. – Westchnąłem. – Muszę nauczyć się odmawiać…
- Ha, ha, ha! Tak, zdecydowanie ma w sobie to coś…
- Krzysiek, Krzysiek! A mogę jeszcze…
- O nie! Nie tym razem. – Odwróciłem wzrok i
założyłem ręce na piersi. – Kto musi za to płacić? JA!
- Plose… - Pociągła mnie za rąbek bluzki.
- Co z tego będę miał? – postanowiłem przejąć
jej taktykę.
- Ej!
- A ty możesz? – Zrobiła obrażona minę. – No
właśnie. Kiedyś.
Westchnęła i poszła po potrzebne rzeczy. Odetchnąłem z ulgą. Udało się!!! Miałem ochotę skakać ze
szczęścia.
- Brawo - uśmiechnął się.
Jedynie odpowiedziałem na jego gest
tym samym.
- Na pewno nie chcesz się spotkać? – spytał.
- Za każdym razem będziesz o to pytać?
- Zaintrygowałeś mnie – wyszczerzył się
jeszcze bardziej. – No nie daj się prosić. Wiem, że jesteś singlem, a po
obserwacji i opowieści małej, przynajmniej Bi.
Prychnąłem.
- To dlatego pytała? – Nerwowe podrapanie się
z tyłu głowy uznałem za potwierdzenie. – Eh… Zrozum, że moja rodzinka nie jest
tolerancyjna, więc się nie chcę angażować w żadne związki.
- Do końca życia? Stary, pomyśl o sobie.
- Ej! Ile masz lat?
- Jestem od ciebie o rok młodszy.
- To też wyciągnąłeś od niej??? Matko…
Prześladowca – zaśmiałem się.
- TWÓJ prześladowca jeśli dasz szansę. – Wyciągnął
telefon. – Chociaż niezobowiązujące lody…? Ekhem… Takie do lizania i jedzenia…
Eee… Takie śmietankowe… Yyy… Sorbety no!
Wybuchnąłem śmiechem. Złapałem się za
bolący brzuch i próbowałem się uspokoić zanim przyjdzie...
- Właśnie! – Poszedłem w kierunku regału z
kredkami. – Zuzia! Co tak długo?
Zza półki wychyliła się ruda
czupryna. Pokręciłem głową kiedy zobaczyłem na jej głowie koronę.
- Na pewno nie mogę?
- Jezu! Co wyście się umówili przeciwko mnie?
– Wzniosłem ręce ku niebu. – N-A-S-T-Ę-P-N-Y-M R-A-Z-E-M – przeliterowałem.
Opuściła głowę i poszła odłożyć
świecidełko. Ja w tym czasie wróciłem do Filipa. Oparłem się o ladę czekając na
małą.
- Więc? – usłyszałem głos zaraz przy moim
uchu.
- Ach! – aż podskoczyłem. – Nie strasz! – Zrobił minę aniołka na co prychnąłem. - Bylebym nie żałował…
Wyrwałem mu telefon i wystukałem swój
numer na klawiaturze. Ten tylko się wyszczerzył.
W tym samym momencie przyszła Zuzia.
Zapłaciłem i pożegnałem się. Wyszedłem nie bardzo wiedząc, czy dobrze zrobiłem.
Już raz się zaangażowałem, a później tylko cierpiałem, bo bałem się powiedzieć
rodzinie o swojej orientacji. Jeszcze gorsze było to, że Filip przyciągał mnie
do siebie jak magnez.
~*~
Trzy dni później…
Zaraz następnego dnia do mnie
zadzwonił i umówiliśmy się na sobotę, bo wtedy wcześniej kończył pracę.
Niepewny czego mam się po nim
spodziewać, przyszedłem na umówione miejsce.
O dziwo nie czułem się obserwowany.
Przyjąłem to z wielką ulgą.
- O czym myślisz? – wyrwał mnie z zamyślenia
głos za moimi plecami.
Szybko się odwróciłem i zobaczyłem
Filipa pochylającego się i szeroko do mnie uśmiechającego.
- O niczym – machnąłem ręką. – Siadaj –
wskazałem miejsce przed sobą.
- OK… Coś zamówiłeś? – Zerknął do karty z
różnymi propozycjami deserów lodowych.
- Czekałem na ciebie. Wybieram morze truskawkowe, a ty?
Zamyślił się.
- Chyba sam coś skomponuję. Idę zamówić.
Poszedł do lady, a ja zająłem się
obserwowaniem… bruneto blondyna? Eh… W każdym bądź razie odkryłem, że jest
nawet dobrze zbudowany.
Wrócił z zamówionymi lodami i zajął
się jedzeniem swojej porcji i opowiadaniem o... wszystkim.
- Chcesz? – nałożył trochę deseru na łyżeczkę
i podsunął mi przed twarz.
Nieznacznie się skrzywiłem. Jeszcze karmić mnie będzie?! Jednak ten
pomarańczowy kolor tak kusił, że się nie powstrzymałem i zjadłem porcję.
- Dobre.
- Wiem – uśmiechnął się.
Później przyszła kolej na mnie –
pytał chyba o wszystko! O dziwo nie miałem problemów opowiadać mu o sobie.
Fajnie nam się rozmawiało, lecz
zbliżał się wieczór.
- Wiesz co, ja już się będę zbierać. Mam do
obejrzenia projekt kumpla. Cześć! – wstałem.
- Projekt? Właśnie! Nie wiem gdzie pracujesz!
Wywróciłem oczami. Jednak nie o wszystko…
- Architekt.
- Super! I mieszkasz w bloku?
- Ale ładnie urządzonym – zaznaczyłem. – Do
zobaczenia.
- Na pewno – wyszczerzył się. – Mogę cię
odprowadzić?
Westchnąłem, lecz ucieszyłem się.
Kiwnąłem głową, a chłopak szybko podążył za mną. Szliśmy w ciszy. Nie przeszkadzała
mi ona. Taka mała odmiana… W końcu niezadowolony zobaczyłem moje osiedle.
- Już prawie jesteśmy – poinformowałem
młodszego.
- Szkoda… Jeszcze się zobaczymy? – zapytał z
taka nadzieją w głosie, że choć bałem się, to przytaknąłem.
- Jeśli chcesz…
- Jasne! Krzysiek… - niepewnie zaczął –
wątpię, ale… masz kogoś?
- Nie! – powiedziałem, chyba trochę za szybko.
- To dobrze – uśmiechnął się szeroko i objął
mnie ramieniem.
Chwyciłem jego rękę w dwa palce i
zdjąłem z siebie, na co tamten zaczął się śmiać.
Na pożegnanie (jakżeby inaczej)
przytulił mnie.
Niezadowolony zauważyłem, że coraz
bardziej go lubię.
~*~
Parę tygodni później…
Spotykaliśmy się, w miarę możliwości,
jak najczęściej. Świetnie się dogadywaliśmy, ale ja obawiałem się tej
znajomości. Czułem, iż coraz bardziej go lubię i się przywiązuję.
Właśnie na niego czekałem w naszej lodziarni. To nie tak, że się spóźniał; był bardzo
punktualny; po prostu przychodziłem za wcześnie.
- Za dużo myślisz – uśmiechnął się siadając
przede mną.
- Sorry. Tak w ogóle to cześć!
- Ta… - podrapał się zdenerwowany z tyłu głowy. – Cześć!
Zaśmiałem się.
Jak zwykle rozmawialiśmy bez przerwy albo tylko patrzyliśmy na siebie w milczeniu. Każdy sposób spędzania z nim
czasu mi odpowiadał. Jednak tym razem było trochę inaczej – chłopak był jakiś
zamyślony.
- Filip, wszystko w porządku? – zmartwiłem
się.
- Tak. Zastanawiam się nad czymś… Zostaniesz
moim chłopakiem? – spytał z nadzieja w głosie.
- A-ale… - Tego właśnie się obawiałem. –
Zrozum, ja się boję reakcji rodziny i niewiele osób wie o moim homoseksualizmie
– ostatnie słowo powiedziałem jak najciszej. – Nie moglibyśmy być parą
oficjalnie.
Westchnął. Nic nie powiedział tylko
patrzył przez okno koło, którego siedzieliśmy.
- Przepraszam – opuściłem głowę. Było mi
głupio, bo najchętniej to bym się zgodził od razu, bez zastanowienia.
Zerknął na mnie.
- A jeśli… jeśli nikt poza nami się o tym nie
dowie? BARDZO cię lubię i może się poświęcę – jego kąciki ust poszły delikatnie
do góry.
- To jest dziecinne. – Podniosłem wzrok na
młodszego. Na jego twarzy malowało się coś co powodowało, że czułem, iż mogę mu
zaufać. – Eh… Żeby nie było, że nie ostrzegałem. – Kiwnął głową. – Zgoda.
Wyszczerzył się i pochylił żeby mnie
pocałować. Szybko się odsunąłem.
- Ekhem… Sorry, zagalopowałem się.
Przytaknąłem, za co oberwałem w nogę
pod stołem.
~*~
Dwa miesiące później…
Może i uznacie, że to dużo za
wcześnie (sam bym tak powiedział innej osobie), ale po miesiącu Filip się do
mnie przeprowadził. To były najlepsze dni w moim życiu. Ciągle (kiedy nie był w
pracy) miałem przy sobie tego zawsze uśmiechniętego (nie wiem jak to robił)
chłopaka. MOJEGO chłopaka.
- Znowu odleciałeś? – Usiadł mi na kolanach.
- Kiedy wróciłeś???
- Ha, ha, ha! Przed chwilką. – Cmoknął mnie. – W
twoim przypadku, myślenie szkodzi. Co ci chodzi po główce?
- Ty. – Również go pocałowałem.
- Masz jakieś plany na ten wieczór? – Przejechał palcem, przez bluzkę, po moim torsie.
- Nie, ale widzę, że ty tak – uśmiechnąłem
się.
- Mhm… - Wpił się zachłannie w moje usta.
Ten był inny od poprzednich. Bardziej… namiętny.
Uniósł się trochę i wplótł palce w
moje włosy. Napierał tak mocno, że musiałem się pochylić do tyłu. Na szczęście
siedziałem na łóżku, więc upadłem na miękki materac. Zjechał wargami na moją
szyję. Domyśliłem się o co mu chodzi i szybko zamieniłem nasze położenie.
Zawisnąłem nad nim.
- Jesteś pewny?
Tak, jeszcze tego nie robiliśmy razem. Mieszkaliśmy razem, ale kończyło się na
całowaniu się i przytulaniu.
- O co chodzi? – Oblizał perwersyjnie usta.
- Nie za wcześnie?
- Po miesiącu się do ciebie przeprowadziłem, a
na sex za wcześnie? Nie podobam ci się? – spytał wyraźnie zawiedziony. - Nie
pociągam cię i nie chcesz ZE MNĄ? Gdybym był umięśnionym, wysokim,
niebieskookim brunetem to od razu byś się na mnie rzucił?
Otworzyłem szeroko oczy. Zdenerwował
mnie tym, ale postanowiłem szybko wyprowadzić go z błędu. Pochyliłem się i
pocałowałem młodszego. Pociągnąłem do góry i, kiedy siedział, zdjąłem
bluzkę. Popchnąłem chłopaka z powrotem na łóżko. Przejechałem dłonią po jego
nagim torsie. Zaraz to samo zrobiłem językiem.
- Nie jesteś jakimś chuderlakiem…
Zilustrowałem go wzrokiem.
- Gdybyś był wyższy to bym miał problem z
dostaniem do twoich ust…
Znowu połączyłem nasze wargi.
Odsunąłem się na parę centymetrów patrząc mu w oczy.
- Szare… Wolę takie, aniżeli niebieskie. Błękitne
są nawet trochę straszne.
Uśmiechnął się wyraźnie rozbawiony.
Pocałowałem go wplatając palce w jego włosy. Po chwili podniosłem się odrobinkę.
- Jesteś pod tym względem uniwersalny. – Uniósł
brew do góry. – Brunet, ale jak ktoś woli blondynów to również nie może
narzekać. Do tego twoje ciało ozdabia duży smok…
Językiem zacząłem zaznaczać linie
tatuażu, który był na prawie całej lewej stronie torsu, zaczynając od ogona
znajdującego się przy pępku, a kończąc na pysku, otwierającym się na sutku.
Zassałem się na różowym punkciku, dzięki czemu usłyszałem ciche mruknięcie.
Uśmiechnąłem się i uniosłem do siadu, tyle, że na jego nogach.
- Ciekawe, czy jeszcze czymś możesz się
pochwalić… - Sugestywnie zerknąłem na, już za ciasne, spodnie. – Zaraz się
przekonamy…
Ulokowałem swoje usta na jego by
zaraz ścieżką z pocałunków zbliżyć się do spodni. Nie odsuwając się chociażby na centymetr
od skóry chłopaka, spojrzałem na niego. Zobaczyłem zamglony wzrok wpatrzony we
mnie. Uśmiechnąłem się i ostatni raz cmoknąłem brzuch młodszego. Podniosłem się
zacząłem rozpinać mu spodnie. Guzik, suwak… Podniósł biodra, a ja ściągnąłem
resztę ubrania. Chwyciłem jego przyrodzenie i przejechałem ręką po całej jego
długości, kończąc na czubku, który zacząłem masować kciukiem.
- Tak jak myślałem…
Zostawiłem w spokoju jego, nie tak
małego, przyjaciela i powróciłem do jego ust. Podniósł kolano co chwilę je
zginając i prostując.
- Mm…
- Chyba trzeba coś zdjąć. – Nie czekając na
odpowiedź, popchnął mnie do siadu i zdjął bluzkę.
Sprawnie rozpiął pasek i spodnie. Pozbyłem się ich, później bieliznę i wróciłem do chłopaka. Wpił mi się w usta i objął rekami i nogami przyciągając jeszcze bliżej. Zassał się na moim języku.
Uniosłem brew, ale nic nie powiedziałem (pomińmy, że nie miałem jak). W sumie
to było nawet przyjemne uczucie. Obrócił nas, tak, że tera to on był górą.
Zilustrował mnie wzrokiem.
- Trenowałeś kiedyś coś?
- Pływałem, a co?
- Jesteś tak zbudowany – uśmiechnął się.
Przyssał się do mojej szyi.
Pijawka.
Pozostawił na moim ciele jeszcze
kilka malinek i chwyciłem go obracając na brzuch obok mnie. Usiadłem na jego
nogach.
- Jesteś pewny? – postanowiłem się trochę
podroczyć.
- Pieprz mnie! – warknął.
- Do usług. – Zasalutowałem.
Podsunąłem palce pod jego twarz.
Oczywiście się zassał na nich. Przełknąłem głośno ślinę patrząc na ten widok.
Uśmiechnął się. Rozciągnąłem go i jednym pchnięciem wszedłem do środka. Wygiął
się w łuk. Pogłaskałem jego wewnętrzną stronę ud i kiedy poczułem, że jest
rozluźniony, szybko zacząłem się poruszać przy akompaniamencie jęków młodszego.
Ręką zacząłem go jeszcze bardziej pobudzać, a raczej chciałem, bo wystarczył
jeden dotyk i doszedł w mojej dłoni. Po kilku pchnięciach dołączyłem do
chłopaka. Położyłem się obok i przysunąłem chłopaka bliżej siebie.
- Nigdy nie mów, że mi się nie podobasz –
wyszeptałem.
Poruszył się aby wygodniej się ułożyć
i połaskotał mnie swoimi włosami.
- Ale jakie efekty… Chyba muszę częściej tak…
- Następnym razem wygonie cię z sypialni –
przerwałem.
- Zrobiłbyś to?
- Jak nie przestaniesz wygadywać takich
głupot…? TAK!
Zaśmiał się i zasnął. Chciałem pójść
się umyć, lecz nie miałem serca go budzić. Zamiast tego dołączyłem do młodszego
do krainy snów.
~*~
Miesiąc później…
Mieszkaliśmy ze sobą w zadziwiającej
zgodzie. Jedynym problemem był fakt, że musieliśmy się ukrywać ze swoim
związkiem, lecz nie robił z tego większej afery. Nie to żebyśmy chcieli się
obściskiwać na ławce w parku, bo to niezależnie od rodzaju pary jest… nie na
miejscu, ale nawet przytulić mnie nie mógł.
Tego dnia przyszedł bardzo
zdenerwowany.
- Co się stało? – spytałem, gdy trzasnął
drzwiami na przywitanie.
- Nic! Tylko zastanawiam, czy mam chłopaka!
- O-o czym ty mówisz…?
- Co to jest za związek?! Nie mogę iść z tobą
za rękę, muszę uważać na to co mówię, bo co?! Bo ktoś może zauważyć i
powiedzieć twojej rodzinie!
- Filip… - Próbowałem go pogłaskać po
policzku, ale odtrącił moją rękę. – Wiedziałeś na co się godzisz.
- Decyduj! Ja albo ciągłe ukrywanie się.
- Co ty…?
Nie zdążyłem dokończyć. Wyszedł.
Patrzyłem na zamknięte drzwi w szoku. Nie wiele się zastanawiając, wybiegłem za
nim. Dogoniłem chłopaka przed sąsiednim blokiem.
- Czekaj! – Przytuliłem go od tyłu.
- Uważaj, bo ktoś zobaczy – prychnął.
- Kocham cię.
Szybko się odwrócił. Szczerze mówiąc pierwszy raz mu to powiedziałem.
- Ja ciebie też. – Zaskoczenie zastąpił
uśmiechem.
- Masz rację. Przepraszam. – Objąłem chłopaka. –
Powiem prawdę.
- Cieszę się. O! Masz okazję.
- CO? – Odsunąłem się.
Faktycznie – zza rogu wyszła moja
matka. Przełknąłem głośno ślinę i zerknąłem niepewnie na młodszego. Ten widok
dodał mi odwagi. Westchnąłem i razem poszliśmy w kierunku mieszkania, do
którego udawała się teraz kobieta.
- Czekaj! – zawołałem za nią, kiedy wchodziła
na pierwsze piętro.
Przypomniałem sobie, że nawet nie
zamknąłem za sobą drzwi.
Odwróciła się i posłusznie stanęła.
- Dzień dobry, mamo – podałem jej rękę.
Szybko pobiegłem je zamknąć.
- Witaj! A to kto? – wskazała na chłopaka.
- Filip Czajka – Ukłonił się. – Zapraszam do
mieszkania, tam wszystko wyjaśnimy.
Przyjrzała mu się uważnie, weszła po
tych kilku stopniach i udała się w moją stronę. Wpuściłem ich pierwszych.
Uścisnąłem jego dłoń, krzywo się uśmiechając.
- Dasz radę – wyszeptał.
Kiwnąłem głową podążając za matką
kierującą się do salonu. Zdjęła płaszcz i usiadła na fotelu. Odebrałem go i
powiesiłem na haczyku w korytarzu.
- Ja pana znam – odezwała się kobieta. – Moja
sąsiadka mi opowiadała o panu. Ba! Widziałam nawet kiedyś pana jak się pan…
- Może mi pani mówić po mieniu – uśmiechnął
się.
- Pff… Na czym to ja skończyłam…? Ach tak!
Wiec, pan się obściskiwał na klatce z FACETEM! I to nie tak dawno temu. Synek
ty lepiej uważaj na niego. Kto wie co takiemu odbije…
- Kiedy to było? – nie dawało mi to spokoju.
- Bo ja wiem…? Jakieś… kilka miesięcy temu.
- Najwcześniej pół roku – wtrącił się młodszy.
- Sorry – podrapałem się zdenerwowany z tyłu
głowy.
Głupio mi było, że tak wyskoczyłem z
tym.
- Ja ci mówię, pilnuj się – wskazała na
Filipa. – Ela ostatnio mi mówiła, że jej wnuczek jest tym… gejem – z obrzydzeniem
wypowiedziała ostatnie słowo. – Nie ufam mu. Z resztą zobacz jak on wygląda!
- Zamknij się – nie wytrzymywałem. Nie wiem
jakim cudem powiedziałem to tak spokojnie.
- Jak ty się…
- JA? Mamo! Nie mów tak o moim chłopaku!
- K-kim? Żartujesz? Nie zrobisz mi tego! Co
sobie ludzie o nas pomyślą? Jezusie kochany, co teraz?
Młodszy objął mnie od tyłu.
- Bóg ci nie pomoże – wywróciłem oczami.
- Wychodzę! Nie wasz się o tym mówić
komukolwiek innemu! – Poprawiła swoją czapeczkę.
Filip poszedł w stronę wieszaków i
kulturalnie podał jej płaszcz. Wyrwała go i szubko założyła.
- Do widzenia… mamo – uśmiechnął się
sztucznie.
Prychnęła i wyszła.
Westchnąłem i przytuliłem chłopaka.
- Ty przynajmniej masz rodzeństwo, a tu tylko
na mnie przypada cała złość rodziny.
- A Kasia? – odsunął się, ale ciągle ręce miał
zawieszone na mojej szyi.
- To moja przyjaciółka, ale zawsze traktowałem
ją jak starszą siostrę. Z czasem zaczęła bardziej przypominać swoich rodziców,
no i moją matkę. Eh… chociaż ojciec jest w miarę normalny… - Po chwili spytałem: - Naprawdę mógłbyś… odejść?
- Nie. – Cmoknął mnie. – Musiałem coś wymyśleć,
żebyś w końcu przestał się ukrywać.
- A jakbym, mimo to, starał się przekonać
ciebie, że to nie jest najlepszy pomysł?
- To znalazłbym inny sposób – wzruszył
ramionami. – Właśnie! Jesteś zaproszony na kolacje do moich rodziców. Chcą cie
wreszcie poznać.
- Kto tam jeszcze będzie?
- Siostra Beata z mężem Piotrkiem, bracia
Nikodem oraz Edek z żoną Iloną, no i dzieciaki.
- Rodzinne spotkanie? – skrzywiłem się.
- Chcą cie w końcu poznać.
- Wiem… Kiedy?
- W niedzielę. – Pocałował mnie, dobrze wiedząc
jak przekonać.
KONIEC
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz