piątek, 21 sierpnia 2015

Przywiązanie - Rozdział 7.



Rozdział 7.
Dwa miesiące później…
Odszedłem od Jacka! Zamieszkałem ze swoim nowym chłopakiem Miłoszem w małym domku z ogródkiem. Był szefem salonu fryzjerskiego, w którym się zatrudniłem. Mamy psa Milkę, labradora. Żyłem jak król! Kochał, dbał, opiekował się mną. Był czuły, zawsze mogłem na niego liczyć. Lubiliśmy to samo, ale bez przesady, coś tam nas różniło, lecz to w nawet najmniejszym stopniu nam nie przeszkadzało. Uważam, że to lepiej. Ojciec (matka nie żyje, umarła na raka) pogodził się z moją orientacją. Czyż to nie jest piękne? Jest!
Wierzycie w to? Tak? Naprawdę? Jesteście tacy naiwni… Tatuś dalej nie chciał mnie znać. Cały czas tkwiłem w tym chorym związku, co weekend bojąc się o swoje zdrowie i życie, a później wystarczała chwila i wybaczałem mu wszystko. Nie poznałem wspaniałego Miłosza, który jak królewicz na białym koniu zabrał mnie od tego potwora.
Potwora, ale kochałem go. A przynajmniej tak myślałem lub wolałem myśleć.
To nie tak, że Jacek był jakiś okropny. Nie! On się taki stawał tylko pod wpływem alkoholu… Tylko? Oj no dobra, dobra. Czasami ponosiło ukochanego nawet jak był trzeźwy, ale nie uderzył mnie, ani nie wyzywał…
Miałem czasami ochotę ryczeć nad swoim życiem. Nie robiłem tego, bo nie chciałem dać mu tej satysfakcji niezależnie, czy łzy zrobiłyby na nim jakiekolwiek wrażenie... 
 - O czym tak myślisz? – Przytulił mnie od tyłu.
 - Tobie. – Wysiliłem się na sztuczny uśmiech.
Nie wiem – naprawdę tego nie dostrzegł, a może nie chciał…
 - Dzisiaj będziemy mieć gości – oświadczył.
 - Naprawdę? – spytałem mało entuzjastycznie.
Chciałem się zamknąć sam ze sobą w ciemnym pokoju i nie wychodzić z niego.
Nie raz nachodziły mnie takie dni. Depresja? Chyba nie…
 - To mój znajomy z żoną. Bądź dla nich miły – wyszeptał i cmoknął w kark.
Poszedł gdzieś. Czy to normalne, że brzydzę się głosu swojego chłopaka?
Skuliłem się. Miałem ochotę znowu zadzwonić do Roberta, zapomnieć o wszystkim.
Tak, utrzymywaliśmy ze sobą kontakt. Wiele razy kiedy miałem gorszy dzień wybierałem jego numer. Innych uspokajają papierosy, alkohol, narkotyki, ćwiczenia. Czy mogę powiedzieć,  iż to jest moje małe uzależnienie?
Koło 1530 Jacek powiedział, żebym się jakoś ładnie ubrał i przygotował wszystko. Oczywiście wszystkim były przekąski i najbardziej znienawidzony przeze mnie płyn. Drżącymi rękami położyłem go na stole, choć najchętniej to bym wylał i… się zabił.
Myśli samobójcze? Coraz lepiej z tobą Alek, coraz lepiej…
Ubrałem się w ciemną koszulę. Idealnie odzwierciedlała mój nastrój i przy okazji zakrywała ciemnofioletowe ślady na całym (poza twarzą) ciele. Tego samego koloru były spodnie.
 Zadzwonił dzwonek. Ukochany powiedział żebym otworzył, a on zaraz przyjdzie. Nałożyłem swój sztuczny uśmiech na twarz i otworzyłem drzwi.
 - Dzień dobry! – zobaczyłem już siwiejącego faceta w szarym garniturze. Obok niego stała tleniona blondynka, choć na moje oko nie była młodsza o więcej niż dziesięć lat. – Jestem Jerzy Kowalik, a to moja żona Weronika – wskazał na kobietę obok.
 - Miło mi. – Wpuściłem ich do środka. – Nazywam się Aleksander Mazur.
Poszliśmy do salonu i usiedliśmy na kanapie. Zaraz dołączył do nas Jacek.
 - Cześć! – Uściskał przyjaciół.
 - No wreszcie! Już myślałem, że nie przyjdziesz. Chociaż towarzystwo mieliśmy bardzo dobre. – Uśmiechnął się do mnie staruszek.
 - Cieszę się… - Adwokat przyjrzał mi się uważnie.
Nie zwracałem uwagi na to co mówili. Siedziałem na końcu kanapy i starałem się utrzymywać kąciki ust w górze nie zależnie od tego, iż miałem ochotę ryczeć.
 - W porządku? – nachyliła się blondynka do mnie.
Nie przytomnym wzrokiem spojrzałem na nią. Zastanawiałem się o co jej chodzi. Po chwili kiwnąłem głową i powróciłem do obserwowania jak kolejne kieliszki wina znikają w zastraszającym tempie.
 - Na pewno? – zmartwiła się.
Naprawdę wyglądam tak strasznie?
 - Po prostu nie lubię jak pije – powiedziałem zgodnie z prawdą.
 - Ja też nie przepadam. – Uśmiechnęła się życzliwie. – Powiedz mu to.
 - Myśli pani, że tego nie robiłem. – Westchnąłem. – Od lat bez zmian.
Nic nie odpowiedziała jedynie uścisnęła moja rękę. Byłem jej wdzięczny za to. Drobny gest, ale może kogoś pocieszyć.
 - A co pani by zrobiła na moim miejscu?
 - Przestań, bo czuję się stara! – zaśmiała się.
 - Dobrze.
 - Użyła jakiegoś środka perswazji. Nie znam tak dobrze Jacka – powiedział to w taki sposób jakby wiedziała, że nie chodzi mi tylko o to.
Kiwnąłem głową.
Na tym nasza rozmowa się zakończyła. Tzn. ona coś jeszcze mówiła, lecz ja nic nie pamiętam z tego. Myślałem, że zaraz zemdleję. Zaczęło mi się kręcić w głowie więc przeprosiłem ich i poszedłem do sypialni.
 - Pomogę ci. – Chwyciła mnie za rękę i poszła ze mną, uprzednio obrzucając mojego chłopaka krytykującym spojrzeniem.
Nie miałem siły się jej sprzeciwiać. Położyłem się na łóżku, a ona siedziała obok i głaskała mnie po głowie. Było tak przyjemnie ciemno. Cicho coś nuciła i dzięki temu szybko zasnąłem. Chyba coś jeszcze wspominała, że Jacek powinien lepiej o mnie dbać, ale nie jestem pewny. Ostatnie co zapamiętałem to delikatny całus w policzek i wyrównujący się materac jakby wstała. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz