sobota, 29 sierpnia 2015

Przywiązanie - Rozdział 14.

Rozdział 14.
Zacisnąłem oczy i niepewnie zadzwoniłem dzwonkiem…
Nic.
Światła paliły się, więc był w środku. Ponowiłem próbę, ale dalej zero reakcji. Nacisnąłem klamkę. Otwarte. Wszedłem rozglądając się.
Czy się bałem? Tak. Dlaczego wróciłem? Nie wiem.
Usłyszałem jakiś krzyk z sypialni więc tam się udałem. Smuga światła wpadała na korytarz przez szparę w drzwiach. Zajrzałem do środka gotów w każdej chwili uciekać. Jednak to co zobaczyłem odebrało mi zdolność poruszania się, a nawet oddychania. Jacek klęczał nagi na łóżku szybko poruszając biodrami, natomiast tyłem do niego był jakiś blondyn z kolorowymi pasemkami. Jęczał głośno i po chwili doszedł wraz z adwokatem, który opadł na, prawdopodobnie, młodszego. Tamten odwrócił się i zobaczył mnie. W tamtym momencie odzyskałem władzę w nogach i jak najszybciej zbiegłem po schodach na dół. Usiadłem na podłodze i podwinąłem nogi pod brodę.
To jakiś żart?! Chce żebym wrócił, a sam zadowala się jakimś dzieciakiem? (na moje oko nie miał więcej jak 20 lat)
Po chwili poczułem na ramieniu czyjąś rękę. Chciałem żeby należała ona do Jacka, ale była za drobna. Uniosłem twarz napotykając tą należącą do blondyna.
 - Dobrze się czujesz? – Uśmiechnął się życzliwie.
 - Kim jesteś? – z trudem spytałem.
 - Damian – wyciągnął dłoń.
 - Aleksander – uścisnąłem ją.
 - Tamten facet mnie wynajął… rozumiesz co mam na myśli? – Kiwnąłem głową. – Kim on jest dla ciebie? – Usiadł obok.
Oparłem głowę o jego ramię i westchnąłem.
 - Byłym. Chciał żebym do niego wrócił, a jak w końcu się zdecydowałem to zastałem TO.
 - Uciekaj.
Spojrzałem na niego pytającym wzrokiem.
 - Znam ten typ ludzi. Uderzył cię kiedyś? Nie wyglądasz na takiego, który umiałby się obronić – zilustrował mnie uważnie. – Pośpiesz się póki jest w łazience.
Wstał i dopiero wtedy zauważyłem, że jest w samych bokserkach. Wyciągnął do mnie rękę i pomógł wstać.
 - Dobrze ci radzę – powiedział na odchodnym i skierował się na górę, pewnie po swoje rzeczy.
 - Nie ty jedyny – powiedziałem bardziej do siebie, niż jego.
Oparłem się o ścianę i spojrzałem na bagaż. Wystarczyło tylko cicho wyjść, zanim przyjdzie Jacek i… i mój plan poszedł w zapomnienie, kiedy pojawił się prawnik. Podszedł i oparł się jedna ręką o ścianę obok, a drugą unosząc moją twarz za podbródek.
 - Jednak  wróciłeś.
Odwróciłem wzrok i na tyle na ile pozwalała mi dłoń starszego, kiwnąłem głową.
 - Jesteś zły? – Przysunął się bliżej. – Zrozum, jestem jeszcze młody i taki długi celibat mi nie służy. Zresztą to tylko męska dziwka, nic więcej. Rozumiesz? – Musnął moje usta swoimi, by później bardziej zachłannie pogłębić pocałunek.
Od tak intensywnego doznania nogi prawie się pode mną ugięły. Ulokowałem swoje ręce na jego szyi nie pozostając biernym.
Uchyliłem powieki i zobaczyłem Damiana opartego o framugę drzwi ze skrzyżowanymi na piersi ramionami, kiwającego głową. Westchnął i poszedł w stronę wyjścia.
 - Alek? – spytał wymownie zerkają na walizkę.
Mój znowu chłopak odsunął się i zmierzył morderczym wzrokiem blondyna.
 - Eh… Pamiętaj co ci powiedziałem. – Wyraźnie niezadowolony wyszedł.
 - O co chodzi? – Jacek patrzył na mnie wzrokiem jakbym zrobił coś złego.
 - Że jak coś to mogę do niego dzwonić, mi policzy o połowę taniej – warknąłem. – O co ty mnie znowu podejrzewasz?! A może faktycznie powinienem wrócić do mieszkania u Roberta albo chociaż do hotelu…? – zacząłem się zastanawiać na głos.
W ostatniej chwili powstrzymał się od wymierzenia mi policzka.
 - Uważaj na to co mówisz – syknął.
Postanowiłem trochę poudawać…
 - Skoro dalej masz zamiar mnie bić - podszedłem w stronę bagaży – to faktycznie nic tu po…
Przerwał mi ucisk na ramieniu. Odwróciłem się, a starszy znowu połączył nasze usta w pocałunku. Resztką wolnej woli nie oddawałem go. Niezadowolony odsunął się.
 - To nie tak – pogłaskał mnie po policzku – Wiesz, że jestem zazdrosny. Kocham cię.
Kocham cie. Dwa słowa, które dają innym nadzieję, radość. Oznaczają miłość. Prawda? NIE! To są dwa słowa, które oznaczają pożądanie, kłamstwo, dają ból tym, którzy wierzą w poprzednią definicję tego zdania. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz