piątek, 21 sierpnia 2015

Przywiązanie - Rozdział 8.



Rozdział 8.
Obudził mnie jakiś ruch na łóżku. Przeciągnąłem się i odwróciłem w tamtą stronę. To Jacek już piany położył się obok. Westchnąłem. Odsunąłem się na drugi koniec, jak najdalej od tego zapachu. Jednak ukochany postanowił nie spać. Przysunął się bliżej i pociągnął mnie mocno za ramię, przez co musiałem się obrócić na plecy. Chuchając nade mną odrażającym oddechem, nachylił się. 
Jestem na siebie wściekły, że od razu nie zrozumiałem co on kombinuje.
 - Nie będziemy teraz spać jak grzeczne dzieci – wydyszał i wszedł na mnie.
Otworzyłem szeroko oczy.
 - Nie mam ochoty. – Próbowałem się wyszarpać.
 - A ja tak. – Zaczął rozpinać moją koszulę.
 - Zostaw! – krzyczałem.
Wierciłem się i biłem pięściami na oślep. Niestety złapał mnie za nie i przytrzymał nad głową.
 - Ile mam czekać? – warknął.
Brutalnie pocałował, za co odpłaciłem się ugryzieniem w język. Odsunął się i wolną ręką wytarł krew z kącika ust. Później poczułem mocny cios w szczękę. Nawet się nie martwił, czy ludzie zauważą. Jeszcze raz szarpnąłem niestety na daremne. Jacek był bardziej umięśniony, starszy o dziesięć lat i doświadczony w biciu.
Oberwałem w żebra i wtedy się uspokoiłem. Nie miałem wyjścia, bo rzez chwilkę zabrakło mi powietrza. Zdarł ze mnie koszulę i dorwał się do paska.
 - Proszę! – postanowiłem użyć innego sposobu.
Oczywiście to nic nie dało.
Śmiejąc się pod nosem zszedł z moich nóg i ściągnął spodnie, wraz z bielizną. Zaczął się rozbierać. Postanowiłem wykorzystać chwilę nieuwagi ukochanego i uciec. Niestety ledwo zszedłem z łóżka zostałem na nie powalony i przygnieciony.
 - Nigdzie nie idziesz – wysyczał.
Dawno się tak nie bałem. Wiedziałem, że Jacek nie należał do delikatnych kochanków, zwłaszcza po alkoholu. Zacisnąłem powieki by nie pokazać łez napływających do moich oczu.
Znowu wstał i wnioskując po szeleście, zaczął się rozbierać. Nagi położył się obok. Przerażony skuliłem się, ale zacisnął pięść na moich włosach i przyciągnął mnie do siebie. Syknąłem z bólu. Praktycznie na nim leżałem. Z obrzydzeniem poczułem na swoim brzuchu jego coraz to bardziej sterczącą męskość. Nie puszczając znowu zaczął całować, lecz kiedy wdarł się do środka językiem nie miałem siły cokolwiek mu zrobić, wiedząc, że za nieposłuszeństwo oberwę.
Nic nie robiłem. Byłem jak szmaciana lalka.
Po chwili popchnął mnie do tyłu. Musiałem na nim usiąść żeby nie stracić równowagi.
 - Pokaż co potrafisz – uśmiechnął się wrednie i sugestywnie przeciągnął ręką po całej długości swojego członka.
Przełknąłem gule w gardle i niepewnie zastąpiłem jego dłoń moją. Westchnął zniecierpliwiony.
 - Nie tak. – Pociągnął mnie za włosy i przybliżył go swojego podbrzusza. – Tak.  
 - Ale… - nie zdążyłem nic więcej powiedzieć, bo wepchnął mi go do gardła.
Zakrztusiłem się i z trudem powstrzymałem się od odruchu wymiotnego. Pomyślałem, że może jak będzie zadowolony to da mi spokój więc robiłem to jak najlepiej. Po niedługim czasie poczułem, że zaraz dojdzie. Byłem z siebie dumny, bo doszedłem do wniosku, że po orgazmie, może będzie tak zmęczony, że uda mi się uciec. Niestety chwycił mnie za włosy i zaczął najzwyczajniej w świecie pieprzyć moje usta. Kiedy doszedł, ani trochę nie poluźnił ucisku. Jakiś czas tak leżał i nawet przypuszczałem, że zasnął, lecz zaraz podniósł się i położył mnie na brzuchu. Myślałem, że zaraz zwymiotuję. Wyplułem resztki spermy. Usłyszałem ciche pyknięcie.
Przynajmniej nie na sucho…
Oczywiście bez przygotowania zanurzył się przy akompaniamencie krzyku wypełnionego bólem. Nie czekając, aż się przyzwyczaję, zaczął się ruszać. Nie było w tym nic przyjemnego. Ten facet był obrzydliwy, a zwłaszcza w połączeniu z alkoholem. Do tego myślałem, że mi tyłek rozerwie. Zaciskając zęby i pięści z trudem wytrzymywałem to. Chyba wolałem zemdleć. Przynajmniej cierpiałbym tylko przez następne dni, a te minuty bym sobie oszczędził. Mój chłopak bynajmniej tego nie robił. W końcu z głośnym westchnieniem doszedł kolejny raz.  Przeturlał się na bok i w mgnieniu oka zasnął.
Ja natomiast cały obolały nie byłem w stanie się ruszyć, jedynie łez już nie hamowałem. Skurcze w żołądku nie pozwalały mi spokojnie leżeć i ledwo przesunąłem głowę za krawędź, a zwymiotowałem. Brzydziłem się siebie za to. Jednak szybko znienawidziłem prawnika.
Po jakiejś godzinie doszedłem do siebie na tyle, że mogłem wstać. Z trudem założyłem bokserki, pierwsze lepsze spodnie i bluzkę. Wyciągnąłem z szafy walizkę i wrzuciłem tam wszystkie moje ubrania oraz rzeczy, które znajdowały się w sypialni. Wyszedłem na korytarz z bagażem i wziąłem wielką torbę. Tam dałem resztę. Laptop, słuchawki, ładowarkę, telefon, książki itd.
Wyrwałem kartkę z notatnika mojego już byłego.

Skończyła się moja cierpliwość.
To koniec. Nie szukaj mnie.
Alek.

Położyłem wiadomość na stole i wyszedłem, uprzednio zamykając drzwi i wrzuciłem klucze do skrzynki pocztowej. Ostatni raz się obejrzałem i ledwo dowlokłem do ulicy. Wezwałem taksówkę, która zawiozła mnie do jedynego miejsca, gdzie mogłem się udać – mieszkanie Roberta. Wysiadłem, dałem kierowcy pieniądze. Dowlokłem się do bloku i wszedłem na klatkę. Skierowałem swoje kroki, ciągnąc za sobą walizkę i na niej położoną torbę, pod pierwsze drzwi. Na szczęśćcie mieszkał na parterze. Skąd wiem? Kiedyś mi mówił swój adres.
Nacisnąłem dzwonek i oparłem się o ścianę. Nic. Ponowiłem próbę. Na korytarz wylała się smuga światła i wychyliła głowa lekarza.
 - Cześć! – Nie wiem jakim cudem stałem na nogach. – Mogę?
Odsunął się i wpuścił mnie do środka.
 - A-Alek? Co ci się stało…? – Odebrał moje bagaże.
 - Ja już do niego nie wrócę…
Kolana się pode mną ugięły i gdyby nie ramiona Roberta wylądowałbym na podłodze.
 - Oczywiście! Zostań tu tak długo jak tylko będziesz chciał.
 - Dziękuję… - wyszeptałem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz