Rozdział 14.
Zacisnąłem oczy i niepewnie
zadzwoniłem dzwonkiem…
Nic.
Światła paliły się, więc był w środku.
Ponowiłem próbę, ale dalej zero reakcji. Nacisnąłem klamkę. Otwarte. Wszedłem
rozglądając się.
Czy się bałem? Tak. Dlaczego
wróciłem? Nie wiem.
Usłyszałem jakiś krzyk z sypialni
więc tam się udałem. Smuga światła wpadała na korytarz przez szparę w drzwiach.
Zajrzałem do środka gotów w każdej chwili uciekać. Jednak to co zobaczyłem
odebrało mi zdolność poruszania się, a nawet oddychania. Jacek klęczał nagi na
łóżku szybko poruszając biodrami, natomiast tyłem do niego był jakiś blondyn z kolorowymi pasemkami. Jęczał głośno i po chwili doszedł wraz z adwokatem, który opadł na,
prawdopodobnie, młodszego. Tamten odwrócił się i zobaczył mnie. W tamtym
momencie odzyskałem władzę w nogach i jak najszybciej zbiegłem po schodach na
dół. Usiadłem na podłodze i podwinąłem nogi pod brodę.
To jakiś żart?! Chce żebym wrócił, a sam zadowala się jakimś dzieciakiem?
(na moje oko nie
miał więcej jak 20 lat)
Po chwili poczułem na ramieniu czyjąś
rękę. Chciałem żeby należała ona do Jacka, ale była za drobna. Uniosłem twarz
napotykając tą należącą do blondyna.
- Dobrze się czujesz? – Uśmiechnął się
życzliwie.
- Kim jesteś? – z trudem spytałem.
- Damian – wyciągnął dłoń.
- Aleksander – uścisnąłem ją.
- Tamten facet mnie wynajął… rozumiesz co mam
na myśli? – Kiwnąłem głową. – Kim on jest dla ciebie? – Usiadł obok.
Oparłem głowę o jego ramię i
westchnąłem.
- Byłym. Chciał żebym do niego wrócił, a jak w
końcu się zdecydowałem to zastałem TO.
- Uciekaj.
Spojrzałem na niego pytającym
wzrokiem.
- Znam ten typ ludzi. Uderzył cię kiedyś? Nie
wyglądasz na takiego, który umiałby się obronić – zilustrował mnie uważnie. –
Pośpiesz się póki jest w łazience.
Wstał i dopiero wtedy zauważyłem, że
jest w samych bokserkach. Wyciągnął do mnie rękę i pomógł wstać.
- Dobrze ci radzę – powiedział na odchodnym i
skierował się na górę, pewnie po swoje rzeczy.
- Nie ty jedyny – powiedziałem bardziej do
siebie, niż jego.
Oparłem się o ścianę i spojrzałem na
bagaż. Wystarczyło tylko cicho wyjść,
zanim przyjdzie Jacek i… i mój plan poszedł w zapomnienie, kiedy pojawił
się prawnik. Podszedł i oparł się jedna ręką o ścianę obok, a drugą unosząc
moją twarz za podbródek.
- Jednak
wróciłeś.
Odwróciłem wzrok i na tyle na ile
pozwalała mi dłoń starszego, kiwnąłem głową.
- Jesteś zły? – Przysunął się bliżej. – Zrozum,
jestem jeszcze młody i taki długi celibat mi nie służy. Zresztą to tylko męska
dziwka, nic więcej. Rozumiesz? – Musnął moje usta swoimi, by później bardziej
zachłannie pogłębić pocałunek.
Od tak intensywnego doznania nogi
prawie się pode mną ugięły. Ulokowałem swoje ręce na jego szyi nie pozostając
biernym.
Uchyliłem powieki i zobaczyłem
Damiana opartego o framugę drzwi ze skrzyżowanymi na piersi ramionami,
kiwającego głową. Westchnął i poszedł w stronę wyjścia.
- Alek? – spytał wymownie zerkają na walizkę.
Mój znowu chłopak odsunął się i
zmierzył morderczym wzrokiem blondyna.
- Eh… Pamiętaj co ci powiedziałem. – Wyraźnie
niezadowolony wyszedł.
- O co chodzi? – Jacek patrzył na mnie
wzrokiem jakbym zrobił coś złego.
- Że jak coś to mogę do niego dzwonić, mi
policzy o połowę taniej – warknąłem. – O co ty mnie znowu podejrzewasz?! A może
faktycznie powinienem wrócić do mieszkania u Roberta albo chociaż do hotelu…?
– zacząłem się zastanawiać na głos.
W ostatniej chwili powstrzymał się od
wymierzenia mi policzka.
- Uważaj na to co mówisz – syknął.
Postanowiłem trochę poudawać…
- Skoro dalej masz zamiar mnie bić -
podszedłem w stronę bagaży – to faktycznie nic tu po…
Przerwał mi ucisk na ramieniu.
Odwróciłem się, a starszy znowu połączył nasze usta w pocałunku. Resztką wolnej
woli nie oddawałem go. Niezadowolony odsunął się.
- To nie tak – pogłaskał mnie po policzku –
Wiesz, że jestem zazdrosny. Kocham cię.
Kocham cie.
Dwa słowa, które dają innym nadzieję, radość. Oznaczają miłość. Prawda? NIE! To
są dwa słowa, które oznaczają pożądanie, kłamstwo, dają ból tym, którzy wierzą
w poprzednią definicję tego zdania.