sobota, 27 lutego 2016

Wakacyjny romans - Rozdział 8.

Rozdział 8.
W końcu umówiliśmy się w tej samej restauracji, gdzie się poznaliśmy. Siedziałem i czekałem na niego, ale się nie pojawiał. Minęło pięć minut, dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści, godzina… W końcu nie wytrzymałem i po półtorej poszedłem z powrotem do hotelu.
Nawet nie miałem jego numeru telefonu, żeby się skontaktować z nim i spytać, dlaczego się nie pojawił, bądź wygarnąć mu, że takich rzeczy się nie robi. Jakby tego było mało to naprawdę chciałem się z nim spotkać. Polubiłem go, a ten tak po prostu mnie olał. Mógł się chociaż nie umawiać, jak znudziłem mu się i chodziło tylko o sex!
Wściekły rzuciłem pierwszą lepszą rzeczą o ścianę, która okazała się być zegarkiem na rękę. Wstałem i założyłem go, choć nie nosiłem ich często, ale musiałem coś zrobić. Cokolwiek!
 - Nie wyładowuj się na przedmiotach. Mogą ci się jeszcze przydać – odezwała się Gabi.
 - Jak długo tu jesteś? – spytałem głucho.
 - Oj nie myśl o nim! Masz jeszcze nie całe dwa tygodnie i zamierzasz je poświęcić na jakiś tam wakacyjny romans? Za bardzo przywiązujesz się do ludzi. Dobry był chociaż w łóżku?
 - Zajebisty. – Westchnąłem. – To musiał się ze mną umawiać?! A nie. Kazał obiecać, że przyjdę, natomiast sam mnie olał! Pieprzyć facetów! – Walnąłem z pięści w poduszkę.
Przyjaciółka tylko się zaśmiała i przysiadła obok, kładąc głowę na moim ramieniu.
 - Sam nim jesteś – przypomniała. – Nie myśl o tym palancie, przecież nie obiecaliście sobie wielkiej miłości i w ogóle.
 - Wiem! Tylko czemu mnie tak wystawił?! Nie chce mu się spędzać ze mną więcej czasu to niech się nie umawia! I czemu to musi być najprzystojniejszy facet na świecie, a jakby tego było mało to dodatkowo świetnie się dogadywaliśmy! Normalnie pierdolony ideał!
 - Najwyraźniej nie taki znowu ideał. Chodź, zabawimy się gdzieś i zapomnisz o nim.
Odepchnąłem ją dalej, bo bałem się, że zaraz bym jej coś zrobił.
 - Czy tak trudno zrozumieć, iż to nie dla mnie?! On przynajmniej potrafił pocieszyć, a ty…
 - A ja cię nie przelecę, żebyś zapomniał.
 - Musiałbyś mnie zgwałcić, żeby ci się udało do mnie dobrać. Nie rozumiesz… Zapomniałem o Błażeju i innych moich byłych, zanim wylądowaliśmy łóżku, a rano po raz drugi tym razem w wannie, jasne?! Chcę być sam, OK.?
 - Nie? Przepraszam, no! Poza tym wiem, że nie chcesz, tyko tak mówisz. To w takim razie pójdziemy gdzie tylko wybierzesz. Now!
Uśmiechnąłem się krzywo i niezbyt przekonany powlokłem się za nią na zewnątrz.
Za bardzo wszystko przeżywałem, ale po prostu taki już byłem. Gdyby tylko sex z nim byłby taki super to może jeszcze, lecz on w całości zasługiwał na miano mojego ideału. Niby nie powinienem tak się przywiązywać po dwudziestu czterech godzinach spędzonych z tym boskim Włochem, a jednak…
Gośka bardzo starała się umilić mi czas, ciągle wymyślała nowe atrakcje, gadała o miejscach, które mijaliśmy, a za razem, choć ona nie wiedziała, ja już poprzedniego dnia zwiedziłem i usłyszałem co nieco. Ciągle jej przerywałem, by dodać coś od siebie, a ona tylko się dziwiła, że tyle wiem. Doceniałem jej wysiłek, bo nigdy, aż tak się nie starała tylko zabierała do klubu, czy tak jak wtedy, wymyślała jakieś atrakcje, choć na tak odległe wakacje to jeszcze nigdy mnie nie namówiła.
Zastanawiałem się czy to dobrze, że wyjechałem, spotkałem go, może lepiej byłoby zostać i użalać się nad rozstaniem z Błażejem, ale nie mogłem znaleźć odpowiedzi.
Wielokrotnie się zawieszałem, a mój wielorybek (to przesada, ale lubiłem ją tak nazywać pieszczotliwie, choć ona nie zdawała sobie z tego sprawy, bo jakby się dowiedziała…)  cierpliwie to znosił.
Miałem wyrzuty sumienia, gdyż przeze mnie ta wycieczka się nie udała. Postanowiłem jakoś to naprawić.
 - A może faktycznie pójdziemy na plażę, a wieczorem do klubu? – spytałem.
Zamiast radości ujrzałem szok.
 - Serio…? Przecież mówiłeś…
 - Walić to. Jesteśmy we Włoszech! Powinniśmy się bawić, a nie użalać. Przynajmniej przestałam myśleć o moich ex, a do tego przeżyłem najcudowniejszy sex w moim życiu i tego się trzymajmy. Idziemy do hotelu, przebieramy się w kąpielówki i wracamy się opalać, pływać?
Chyba coś mi się nie udało jej przekonać do moich czystych intencji, ale grunt, że w końcu chociaż ona szczerze się śmiała. Uznałem, iż dla jej dobra będę udawać wyluzowanego i radosnego. Tyle jej zawdzięczałem, nie tylko nerwów, więc wtedy przyszła pora na odwdzięczenie się, nawet jeśli przyjaciółka o tym do końca nie wiedziała.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz