środa, 24 lutego 2016

Tulipan - EPILOG

Epilog.
Miesiąc później…
Wyruszyłem z ukochanym spod mojego bloku.
Obiecał spełnić swoją obietnicę, choć tak naprawdę nie wiedziałem jaką. Tak czy siak jechałem podekscytowany i zaintrygowany.
Po chwili dotarliśmy pod cmentarz. Zsiedliśmy z motoru, a brunet podszedł do kobiety sprzedającej znicze i kupił duży, czerwony. Coraz mniej mi się to zaczynało podobać…
 - Adrian…
 - Chodź. – Uśmiechnął się, ale tak jakoś smutno… - Mam nadzieję, że mnie nie znienawidzisz.
Ujął moją dłoń i zaprowadził w niewiadomym mi kierunku. W końcu zatrzymał się przed jednym z nagrobków i zapalił na nim nowy znicz. Czułem się nieswojo, chciałem uciekać.
Na początku chłopak milczał, aż w końcu odwrócił się do mnie.
 - Pamiętasz jak kilka miesięcy temu dałem ci tą czapkę z przyszytą do niej peruką? Wspominałem, że należała do siostry. Chciałeś ją poznać…
Nic więcej nie dodał, a we mnie lęk się tylko powiększył. W końcu odważyłem się zerknąć na złote litery na marmurze.
Agata Myszka? Przecież tak nazywała się…
 - Ona nie żyje??? Jak to??? Przecież… Jak? Dlaczego?
Położył mi rękę na ramieniu. Przez dłuższą chwilę patrzył tylko przed siebie, by w końcu odwrócić się w moją stronę i mocno mnie przytulić.
 - To się stało siedem lat temu – zaczął, dalej mnie nie puszczając. – Byłem jeszcze małym dzieciakiem, zapatrzonym w siostrę jak w obrazek. Pewnego dnia dowiedziałem się, że źle się poczuła i trafiła do szpitala. Okazało się, iż miała białaczkę… Wszyscy w rodzinie byliśmy przerażeni, tylko ona sobie z tego i nas żartowała. Była pewna, że wyzdrowieje, a my tylko niepotrzebnie histeryzujemy… Poruszyło ją dopiero kiedy zaczęły jej wypadać włosy. Kochała je. Były długie, miękkie, zadbane, a tu nagle wraz z każdym pociągnięciem szczotki traciła je. Wtedy postanowiła kupić ze swoich zaoszczędzonych pieniędzy, wymarzoną perukę. Żeby mieć pewność, że nikt nie dostrzeże ich nieprawdziwości doszyła czapkę. Zawsze wszystko sobie sama szyła albo przerabiała zakupione ciuchy. Jak zażegnała problem, była pewna, że wszystko już będzie dobrze. Dalej śmiała się, projektowała, a kiedy przychodziłem do niej z płaczem i kazałem jej obiecać, iż przeżyje pokazywała mi swój nadgarstek, na którym jak ci już wspominałem miała zrobiony tatuaż. Nie wiele przed wykryciem choroby poszła do salonu, akurat na swoją osiemnastkę sobie zrobiła. Mówiła, że podobno człowiek utożsamia się z nimi, a ona miała immortal*. Do tego motylek podobno oznaczający życie, zmartwychwstanie, nieśmiertelność. Niestety to nie wystarczyło. Pewnego dnia przyszedłem do niej pochwalić się dobrą oceną z angielskiego, którego tak zawzięcie mnie uczyła, lecz nie było jej na Sali. Myślałem, że zabrali ją na badania, ale… Chwilę później dowiedziałem się, że umarła kilka godzin wcześniej…
Nie wiedziałem co powiedzieć, jak zareagować. Przytuliłem go tylko mocniej i dałem się wypłakać, kiedy poczułem, łzy na mojej bluzce.
 - Przepraszam – kontynuował – że ci nie powiedziałem więcej o właścicielce peruki, ale bałem się, iż nie zechcesz po zmarłej osobie.
Dalej nie byłem w stanie wykrztusić sensownego zdania, więc uznałem, że milczenie będzie lepszym rozwiązaniem.
W końcu się otrząsnął. Wyprostował się i wskazał na znicz.
 - Kiedyś, jak się gorzej poczuła, to zażartowała, żebym w razie jej śmierci kupował na przekór kostusze czerwone, a nie białe. Umarła na białaczkę, więc… Niestety to się sprawdziło.
 - Dlaczego nic mi nie powiedziałeś, nawet zanim zachorowałem?
 - Nie wiem. Pewnie kiedyś tak, ale wtedy nie chciałem o tym rozmawiać. Z nikim. Po jej śmierci zamknąłem się w sobie, nie chciałem żadnych psychologów, tylko sam przesiadywałem przy jej grobie, rozmawiałem, nawet jeśli nie odpowiadała, czytałem jej ulubione powieści, puszczałem muzykę. Jak już się otrząsnąłem z szoku to dalej chciałem udawać, że to się nie wydarzyło, tak było prościej. Niby odwiedzam ją często, ale nie jako… trupa, a żywą osobę, która na chwilę poszła spać, natomiast ja nie chcę jej budzić…
 - Przykro mi… - zdobyłem się na te słowa. Wiem, że w takiej sytuacji nic nie warte, lecz nic innego nie przychodziło mi do głowy.
 - Kiedy dowiedziałem się, iż kolejna osoba, na której mi bardzo zależy jest chora na ta samą osobę… Przynajmniej ty przeżyłeś.
 - Tak… Chciałbym podziękować tamtej osobie, lecz doktor Lazar powiedział, że nie może mi zdradzić kto jest dawcą. Jak myślisz jak mógłbym się dowiedzieć?
Przez chwilkę się zastanawiał.
 - To, to tak zaprzątało twoją główkę? – spytał.
 - No… Przecież on lub ona uratowała mi życie!
 - Eh… Kiedy dowiedziałem się o chorobie kochanej siostrzyczki od razu chciałem się przebadać, ale w jej jak i w twoim przypadku nikt z rodziny nie mógł być dawcą. Dopiero jakaś daleka ciotka, ale było już za późno… Za późno do niej dotarliśmy, z późno przyszły wyniki… W tych szpitalach to maja niezły burdel, bo w twoim przypadku też długo trwało zanim odkryli, że jest zgodność. Właściciel twojego szpiku był już dawno w bazie danych. Od prawie siedmiu lat…
 - A tobie powiedział?! No jak on… - Nagle do mnie dotarło co on powiedział. – Adrian…? Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że byłeś wtedy po moim przeszczepie, jak przyszedłeś taki zmęczony, bo… Ty? – zadałem krótkie pytanie.
 - Tak. Przepraszam, że o tym też nie powiedziałem, ale uznałem, iż tak będzie lepiej, lecz skoro to takie dla ciebie ważne…
Odwróciłem go do przodem do siebie i szybko pocałowałem. Po chwili znowu, z tym, że dłużej.
 - Dziękuję – wyszeptałem.
Uśmiechnął się i pogłaskał mnie po policzku.
 - Nie płacz.
Zdziwiłem się i dopiero po chwili zdałem sobie sprawę ze swoich łez.
 - To teraz jesteśmy ze sobą połączeni na zawsze. – Puściłem oczko.
 - Zawsze. – Przytulił mnie.
Chciałem być z nim już do końca, życia i byłem pewny, że tak będzie.

KONIEC!


*Immortal (eng.) - nieśmiertelność 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz