Epilog.
Miesiąc
później…
Wyruszyłem
z ukochanym spod mojego bloku.
Obiecał
spełnić swoją obietnicę, choć tak naprawdę nie wiedziałem jaką. Tak czy siak
jechałem podekscytowany i zaintrygowany.
Po chwili
dotarliśmy pod cmentarz. Zsiedliśmy z motoru, a brunet podszedł do kobiety
sprzedającej znicze i kupił duży, czerwony. Coraz mniej mi się to zaczynało
podobać…
- Adrian…
- Chodź. – Uśmiechnął się, ale tak jakoś smutno…
- Mam nadzieję, że mnie nie znienawidzisz.
Ujął moją
dłoń i zaprowadził w niewiadomym mi kierunku. W końcu zatrzymał się przed
jednym z nagrobków i zapalił na nim nowy znicz. Czułem się nieswojo, chciałem
uciekać.
Na początku
chłopak milczał, aż w końcu odwrócił się do mnie.
- Pamiętasz jak kilka miesięcy temu dałem ci
tą czapkę z przyszytą do niej peruką? Wspominałem, że należała do siostry.
Chciałeś ją poznać…
Nic więcej
nie dodał, a we mnie lęk się tylko powiększył. W końcu odważyłem się zerknąć na
złote litery na marmurze.
Agata Myszka? Przecież tak nazywała się…
- Ona nie żyje??? Jak to??? Przecież… Jak? Dlaczego?
Położył mi
rękę na ramieniu. Przez dłuższą chwilę patrzył tylko przed siebie, by w końcu
odwrócić się w moją stronę i mocno mnie przytulić.
- To się stało siedem lat temu – zaczął, dalej
mnie nie puszczając. – Byłem jeszcze małym dzieciakiem, zapatrzonym w siostrę
jak w obrazek. Pewnego dnia dowiedziałem się, że źle się poczuła i trafiła do
szpitala. Okazało się, iż miała białaczkę… Wszyscy w rodzinie byliśmy przerażeni,
tylko ona sobie z tego i nas żartowała. Była pewna, że wyzdrowieje, a my tylko niepotrzebnie
histeryzujemy… Poruszyło ją dopiero kiedy zaczęły jej wypadać włosy. Kochała
je. Były długie, miękkie, zadbane, a tu nagle wraz z każdym pociągnięciem
szczotki traciła je. Wtedy postanowiła kupić ze swoich zaoszczędzonych
pieniędzy, wymarzoną perukę. Żeby mieć pewność, że nikt nie dostrzeże ich nieprawdziwości
doszyła czapkę. Zawsze wszystko sobie sama szyła albo przerabiała zakupione ciuchy.
Jak zażegnała problem, była pewna, że wszystko już będzie dobrze. Dalej śmiała
się, projektowała, a kiedy przychodziłem do niej z płaczem i kazałem jej obiecać,
iż przeżyje pokazywała mi swój nadgarstek, na którym jak ci już wspominałem
miała zrobiony tatuaż. Nie wiele przed wykryciem choroby poszła do salonu, akurat
na swoją osiemnastkę sobie zrobiła. Mówiła, że podobno człowiek utożsamia się z
nimi, a ona miała immortal*. Do tego
motylek podobno oznaczający życie, zmartwychwstanie, nieśmiertelność. Niestety
to nie wystarczyło. Pewnego dnia przyszedłem do niej pochwalić się dobrą oceną
z angielskiego, którego tak zawzięcie mnie uczyła, lecz nie było jej na Sali.
Myślałem, że zabrali ją na badania, ale… Chwilę później dowiedziałem się, że
umarła kilka godzin wcześniej…
Nie
wiedziałem co powiedzieć, jak zareagować. Przytuliłem go tylko mocniej i dałem się
wypłakać, kiedy poczułem, łzy na mojej bluzce.
- Przepraszam – kontynuował – że ci nie
powiedziałem więcej o właścicielce peruki, ale bałem się, iż nie zechcesz po
zmarłej osobie.
Dalej nie
byłem w stanie wykrztusić sensownego zdania, więc uznałem, że milczenie będzie lepszym
rozwiązaniem.
W końcu się
otrząsnął. Wyprostował się i wskazał na znicz.
- Kiedyś, jak się gorzej poczuła, to
zażartowała, żebym w razie jej śmierci kupował na przekór kostusze czerwone, a
nie białe. Umarła na białaczkę, więc… Niestety to się sprawdziło.
- Dlaczego nic mi nie powiedziałeś, nawet
zanim zachorowałem?
- Nie wiem. Pewnie kiedyś tak, ale wtedy nie
chciałem o tym rozmawiać. Z nikim. Po jej śmierci zamknąłem się w sobie, nie
chciałem żadnych psychologów, tylko sam przesiadywałem przy jej grobie,
rozmawiałem, nawet jeśli nie odpowiadała, czytałem jej ulubione powieści,
puszczałem muzykę. Jak już się otrząsnąłem z szoku to dalej chciałem udawać, że
to się nie wydarzyło, tak było prościej. Niby odwiedzam ją często, ale nie jako…
trupa, a żywą osobę, która na chwilę poszła spać, natomiast ja nie chcę jej
budzić…
- Przykro mi… - zdobyłem się na te słowa.
Wiem, że w takiej sytuacji nic nie warte, lecz nic innego nie przychodziło mi
do głowy.
- Kiedy dowiedziałem się, iż kolejna osoba, na
której mi bardzo zależy jest chora na ta samą osobę… Przynajmniej ty przeżyłeś.
- Tak… Chciałbym podziękować tamtej osobie,
lecz doktor Lazar powiedział, że nie może mi zdradzić kto jest dawcą. Jak
myślisz jak mógłbym się dowiedzieć?
Przez
chwilkę się zastanawiał.
- To, to tak zaprzątało twoją główkę? –
spytał.
- No… Przecież on lub ona uratowała mi życie!
- Eh… Kiedy dowiedziałem się o chorobie
kochanej siostrzyczki od razu chciałem się przebadać, ale w jej jak i w twoim
przypadku nikt z rodziny nie mógł być dawcą. Dopiero jakaś daleka ciotka, ale
było już za późno… Za późno do niej dotarliśmy, z późno przyszły wyniki… W tych
szpitalach to maja niezły burdel, bo w twoim przypadku też długo trwało zanim
odkryli, że jest zgodność. Właściciel twojego szpiku był już dawno w bazie
danych. Od prawie siedmiu lat…
- A tobie powiedział?! No jak on… - Nagle do
mnie dotarło co on powiedział. – Adrian…? Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że
byłeś wtedy po moim przeszczepie, jak przyszedłeś taki zmęczony, bo… Ty? –
zadałem krótkie pytanie.
- Tak. Przepraszam, że o tym też nie powiedziałem,
ale uznałem, iż tak będzie lepiej, lecz skoro to takie dla ciebie ważne…
Odwróciłem go do przodem do siebie i szybko pocałowałem. Po chwili znowu, z tym, że dłużej.
- Dziękuję – wyszeptałem.
Uśmiechnął się
i pogłaskał mnie po policzku.
- Nie płacz.
Zdziwiłem
się i dopiero po chwili zdałem sobie sprawę ze swoich łez.
- To teraz jesteśmy ze sobą połączeni na
zawsze. – Puściłem oczko.
- Zawsze. – Przytulił mnie.
Chciałem
być z nim już do końca, życia i byłem pewny, że tak będzie.
KONIEC!
*Immortal (eng.) - nieśmiertelność
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz