Rozdział 2.
Następnego
dnia zrobiłem tak jak mi przyjaciółka kazała. Taksówką podjechałem pod klub,
wsiadłem do samochodu i ruszyłem pod mój blok. Wbiegłem po schodach na czwarte
piętro – od kiedy zacięła mi się winda nie ufam już im – i wszedłem do mieszkania.
Zacząłem szukać swojego ex. Znalazłem go w sypialni. Spał choć była 1100!
Miałem ochotę samemu go spakować i wywalić, ale uznałem, że ten pomysł nie
spodobałby się Gabryśce, więc nalałem do kubka zimnej wody i wróciłem do
Borysa, żeby wylać mu ją na głowę. Natychmiast się obudził.
- Popierdoliło cię?! A swoją drogą, to się
zastanów, czy nie chcesz jednak do mnie wrócić i…
- Pakuj się i wypad stąd – powiedziałem
spokojnie i wyszedłem do kuchni żeby zacząć przygotowywać sobie obiad.
- Słucham?! – Zaraz się pojawił obok. –
Powiedziałeś, że to ty się wyprowadzasz!
- Zmieniłem zdanie. – Wzruszyłem ramionami,
sprawdzając ile mam makaronu.
- O nie, nie! Ja tu zostaję!
- Niestety muszę cię wyprowadzić z błędu. Otóż
to ty się wynosisz z tego mieszkania, za które, pragnę zauważyć, to ja płacę.
Ty jak dotąd nie znalazłeś pracy.
- Chyba cie pojebało! I gdzie ja pójdę? Pod
most?
Najwyraźniej
próbował wziąć mnie na litość, ale o dziwo nie ruszyło mnie to.
- Do swojego kochanka?
- Którego? – Widząc moja zaskoczoną minę,
zaśmiał się. – Co myślałeś? Nudny jesteś jak flaki z olejem to musiałem sobie
jakoś radzić. Nawet dupy nie możesz dać dobrze, czy obciągnąć! Myślałem, że
zasnę w trakcie.
Zacisnąłem
dłonie na blacie, ale na szczęście zebrałem resztki opanowania i odwróciłem się
do niego z uśmiechem politowania.
- Jakbym miał co to może, lecz takie
małe coś… Sam rozumiesz, to jest trudniejsze. Nawet nie chcę wspominać o
analnym… Jak to człowiek z miłości się poświęca. – Westchnąłem.
- Coś ty powiedział?!
- Na co brałeś swoich kochanków? Bo na pewno
nie na to – wskazałem na jego bokserki, zresztą nic więcej na sobie nie miał. –
Na samą myśl o tym kanarku, mój – podniosłem palec wskazujący, by zaraz go
opuścić w dół.
Zacisnął
zęby i zły wyszedł. Parsknąłem śmiechem. Nie wiedziałem, że denerwowanie go
sprawi mi taką przyjemność.
Nastawiłem
makaron i postanowiłem sprawdzić jak tam idzie pakowanie się mojemu byłemu.
Wrzucał zły do walizki swoje ubrania.
- Widzę, że jednak zmieniłeś zdanie. Tylko się
ubierz. Może i jest gorąco, ale żeby w samych bokserkach… Zwłaszcza, że nie
masz się czym pochwalić…
- Nie wkurwiaj mnie – wysyczał przez zęby.
Uniosłem
obie ręce i wróciłem do kuchni. Zacząłem kroć pomidory na sos do spaghetti. Po
dłuższej chwili zobaczyłem Błażeja wychodzącego z sypialni.
- Trzymaj – rzucił mi klucze. – Jeszcze
pożałujesz tego! Zobaczysz, nikt nie wytrzyma z tobą dłużej niż ja.
- Tak się składa, że żyłem w dłuższym związku,
więc coś ci nie wyszło…
Warknął i
wyszedł. Napisał mi jeszcze później, że wróci po resztę rzeczy.
Godzinę
później usłyszałem dzwonek do drzwi. Poszedłem otworzyć pewny, iż to mój ex,
jednak nie zdziwiłem się widząc Gabrysie, wszak ona często przychodziła do mnie
z niezapowiedzianymi wizytami.
- Cześć! Mm… Co tak pachnie? – spytała.
- Właśnie skończyłem robić obiad, więc
zapraszam.
Nałożyłem
na dwa talerze makaron, sos, a na wierzch posypałem startym serem.
- Bon Appetit!
- Dzięki! – Nawinęła na widelec odrobinę
makaronu i spróbowała. – Normalnie orgazm dla mojego podniebienia! Dlaczego nie
jesteś kucharzem tylko grafikiem?
- Ha, ha! A tak właściwie to po co przyszłaś?
- Chciałam sprawdzić jak sobie radzisz z
Błażejem.
- To się spóźniłaś. Wyszedł godzinę temu, choć
jeszcze wróci po resztę swoich rzeczy. Nie wiem kiedy, lecz muszę, bo już mi
oddał klucze.
Dokończyła
danie i przyjrzała mi się uważnie.
- Zgodził się? Tak po prostu?
- No nie od razu, ale po małej wymianie zdań…
- Ha! To do ciebie nie podobne, co mu
powiedziałeś? – jeszcze bardziej ją zainteresowałem.
- Nic szczególnego… - Uśmiechnąłem się przypominając
sobie jego minę.
- Ej! No mów! Bo ci to z gardła siłą wydrę!
Zaśmiałem
się.
Wziąłem
nasze talerze oraz widelce i zacząłem zmywać.
- Ciekawe jak. Poza tym to było tylko kilka
uwag dotyczących pewnej części ciała mężczyzny, na której najwyraźniej ma jakiś
kompleks.
- Ja cie kiedyś zabiję! Takie napięcie i zero
szczegółów!
- I tak mnie kochasz. A ty jak długo
zamierzasz być sama?
Oparła się
o blat obok mnie z założonymi rękami na piersi.
- Wystarczą mi twoje nieudane związki. Wolę
cieszyć się wolnością, na starość pomyślę o facecie.
- I na starość nie będziesz mogła mieć dzieci.
Wytarłem
ręce i sięgnąłem do lodówki po białe wino. Przyjaciółka podała kieliszki, a ja
nalałem.
- Wiesz, że za nimi nie przepadam.
- Delikatnie powiedziawszy…
Resztę
południa spędziliśmy na świętowaniu mojego powrotu do statusu singiel. Udawałem radość, choć czułem,
że to tylko cisza przed burzą i zaraz będę bliski depresji…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz