środa, 24 lutego 2016

Wakacyjny romans - Rozdział 1.

Rozdział 1.
Wreszcie wróciłem z pracy.
Miałem zostać dłużej, bo pracowaliśmy nad trudnym i poważnym projektem, ale na szczęście wyrobiliśmy się na tyle szybko, że mogłem wrócić w miarę szybko – w porównaniu do zakładanego czasu – do domu. Nic nie wspominałem mojemu, niezadowolonemu z tego chłopakowi. Postanowiłem zrobić mu niespodziankę.
Cicho otworzyłem drzwi mieszkania. Odłożyłem teczkę na bok i ruszyłem do naszej sypialni. I tak było późno, więc zakładałem, że już tam leży ze swoim laptopem i szuka dalej ofert pracy, której od kilku miesięcy nie mógł znaleźć.
Zajrzałem, żeby sprawdzić, czy jest tak jak myślałem, a może już śpi, jednak ledwo spojrzałem, a wmurowało mnie.
Zdecydowanie nie liczyłem spotkać go, owszem leżącego w naszej sypialni, ale z jakimś innym facetem! Do tego uprawiających sex! Tak byli tym zaaprobowani, że nawet mnie nie zauważyli.
Kochałem go o on zrobił mi coś takiego…
Nim zdążyłem jakkolwiek zareagować, orgazm wstrząsnął obcym, a chwilkę później moim chłopakiem… byłym chłopakiem.
 - Błażej…? CO TO MA ZNACZYĆ?! – wydarłem się na niego, kiedy się ocknąłem.
 - C-co??? – mężczyzna szybko się odwrócił w moją stronę. – Darek??? Przecież miałeś być w pracy i…
 - I to cię upoważnia do czegoś takiego?! – Czułem, jak gorące, wręcz parzące moją skórę łzy płyną po policzkach. – Dlaczego?
 - Ej, kotku, to ten twój facio? – wtrącił się kochanek mojego ex. – No nawet całkiem, całkiem. Chyba bym się nie obraził, jakbyście się zgodzili na mały trójkącik.
 - Oj zamknij się – uciszył go. – Skarbie, to nie tak ja myślisz… Porozmawiajmy!
 - Nie chcę cię znać – wysyczałem przez zęby. – Jutro przychodzę po swoje rzeczy, wyprowadzam się.
 - Gdzie? Nie rób niczego zbyt pochopnie!
Odwróciłem się z zamiarem wyjścia, ale Błażej chwycił mnie za rękę, uniemożliwiając to. Wyrwałem mu ją.
 - Zostaw! Nie mamy o czym rozmawiać. Zdradziłeś mnie!
Przetarł twarz dłonią.
 - To tylko sex. To się nie liczy, wróć. Potrzebuję cię!
Przez chwilę się zawahałem. Uczucie od tak nie minęło, cały czas go kochałem, ale wiedziałem, że nie warto dawać komuś drugiej szansy, bo ludzie na ogół z niej nie korzystają.
 - Ej! Ja wciąż tu jestem! Rozumiem, chcesz żebyście byli razem, ale nie ignoruj mnie! – znowu się wtrącił nieznajomy.
 - Jak się nazywasz? – zwróciłem się do niego.
 - Hubert Lasota, a co?
 - Więc Hubercie… Weź go sobie – wskazałem na stojącego obok mnie, nagiego mężczyznę – mi dajcie święty spokój!
 - Kochanie…
 - Zostaw! – przerwałem swojemu byłemu.
Wziąłem portfel, telefon, klucze od domu oraz samochodu i wybiegłem. Wsiadłem do swojego BMW, na które długo zbierałem i dzięki premiom oraz pomocy rodziców wziąłem sobie na raty. Czasami warto harować do późna, żeby mieć wymarzoną brykę.
Walnąłem z otwartej dłoni w kierownicę dla rozładowania emocji. W końcu ruszyłem do mojego ulubionego klubu. Wysiadłem, napisałem SMS’a przyjaciółce, bo z reguły nie piję sam, a przy okazji mogłem się jej wygadać, żeby przyjechała.
Po wypiciu drugiego piwa, zobaczyłem ją.
Średniej długości, blond włosy spięła w kok, a oczy podkreśliła czarną kredką. Ubrała się może i jak na dyskotekę, ale to jedynie podkreślało jej krągłe kształty i nie mam na myśli miejsc gdzie powinny być. Wolałem jej tego nie przypominać, nie w momencie kiedy była mi potrzebna. 
Kiwnęła do barmana, żeby podał jeszcze jeden bursztynowy trunek. Za jednym razem wypiła pół naczynia i oparła się o ladę. 
 - No, to teraz opowiadaj, co się stało – zwróciła się do mnie.
 - Co jest ze mną nie tak?
 - Mam wymieniać? – odpowiedziała pytaniem na pytanie. Widząc mój niezadowolony wzrok spoważniała. – Błażej coś zrobił?
 - Bingo! – Dopiłem do końca kolejny chmielowy napój. – Jakby to powiedzieć…? Wróciłem wcześniej niż planowałem z roboty, a tu zastaję go w naszej sypialni z jakimś innym gościem.
 - Zdradził cię?
 - Jak mu wsadzał chuja do dupy to chyba tak, nie? Jestem serio aż taki beznadziejny, że moje związki nie mogą przetrwać więcej niż rok, a tamten to tylko dlatego tak długo, że się łudziłem, iż mnie nie okłamuje, dobrze znając prawdę.
 - Po prostu nie trafiłeś na odpowiedniego faceta.
 - A może to ja jestem nieodpowiedni?
 - Pieprzysz. Co zrobiłeś?
Wzruszyłem ramionami.
 - Zerwałem z nim i zapowiedziałem, że jutro przyjadę po swoje rzeczy.
 - Czy ciebie do końca popierdoliło! – wydarła się, zwracając na siebie uwagę kilku osób. – Co się gapicie?! – Jak na zawołanie wszyscy odwrócili wzrok. – A wracając do ciebie – popukała mnie palcem w pierś – mój drogi panie, to masz zamiar się wyprowadzić z waszego mieszkania, choć to on cię zdradził?! Może i wynajmowane, ale jednak mieszkaliście tam razem. To jego powinieneś wywalić na zbity pysk, a nie ustępować mu pole! Dzisiaj możesz u mnie przenocować, lecz jutro masz tam pójść i go wyrzucić, czy tego chce czy nie!
 - Boże, litości… - Schowałem twarz w dłoniach. – Kobieto, nie rządź się tak, OK.? Mój facet, moje mieszkanie, mój problem!
 - A ja później będę musiała przyjąć cię pod swój dach.
 - Czyli to nie jest takie bezinteresowne? No wiesz co? Okropna jesteś. Nie dziwię ci się, że se żadnego faceta nie znalazłaś. Jaki by z tobą wytrzymał?
 - A ty jakoś wytrzymujesz.
 - Bo się przyczepiłaś jak rzep psiego ogona, od podstawówki!
 - Och nie rób scen! Co ty byś bez tego rzepa począł? Dopiję to piwo i jedziemy. Wezwę taksówkę, bo nie zamierzam znowu płacić mandatu za parę promili we krwi! Przecież jedno piwo to nic, a ci się czepiają, jakby nie wiem co się stało! Czuję się dobrze!
 - A ja nie… - Westchnąłem.
 - Chodź do mnie, później podjedziesz po samochód, a następnie wywalić tego dupka.
Zapłaciłem i wyszedłem za Gabi, nie chcąc jej jeszcze bardziej denerwować.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz