piątek, 26 lutego 2016

Wakacyjny romans - Rozdział 6.

Rozdział 6.
Zamówiłem spaghetti bolognese, a mój znajomy arrabiata. Spróbowałem swojej i przez chwilę analizowałem w skupieniu jej smak.
 - Ta jest… - zastanawiałem się jak określić tą różnicę. – Jakby bardziej przyprawiona… Dobra.
Odetchnął z ulgą, na co się zaśmiałem.
 - Kamień z serca. Chcesz spróbować? – wskazał widelcem na swoją.
Kiwnąłem głową, a zaraz później miałem przed twarzą trochę makaronu z sosem. Poddałem moje kubki smakowe testowi.
 - Czy ja wyczuwam papryczkę chili?
 - Mhm… Smakuje?
 - Tak. Bardzo. – Uśmiechnąłem się.
Zjedliśmy obiad i znowu poszliśmy się przejść. O dziwo prawie cały dzień byłem na nogach, a nie bolały mnie. Dobrze mi się z nim rozmawiało i milczało. 
Bardzo szybko nadszedł wieczór.
 - Chyba muszę już wracać… - stwierdziłem.
Wyraźnie był niezadowolony z tych słów, z resztą nie tylko on. W końcu spojrzał na mnie szczerząc się od ucha do ucha.
 - Musisz? Bo jak nie to chętnie ci coś pokarzę.
 - Jeszcze?
Spoważniał i sprawiał wrażenie urażonego.
 - Jeśli aż tak nudzi cię moje towarzystwo to możesz iść, nie zmuszam cię.
Zdziwiłem się.
 - Nie! Bardzo dobrze się bawiłem! Nie pieprz głupot, czy wyglądałem na niezadowolonego?
 - Bez łaski.
 - Głuchy?! – Walnąłem go w głowę. – Przecież mówię, że było super!
Uśmiechnął się specyficznie, jakby coś planował i pociągnął mnie za rękę w jemu znanym kierunku. Po chwili nachylił się – dalej nie puszczając mojej dłoni – i szepnął mi do ucha:
 - Podoba mi się twój charakterek.
Odwróciłem twarz, żeby nie zauważył uśmiechu wpełzającego na moją twarz.
Po chwili dotarliśmy na wzniesienie ogrodzone takim jak gdyby płotkiem. Z niego można było wyraźnie widzieć plażę.
 - Za niedługo będzie zachód – poinformował mnie.
Uniosłem brew do góry i skupiłem się na kuli ognia, powoli kierującej się ku wodzie. Szczerze mówiąc to dawno nie widziałem tego pięknego zjawiska. Oparłem się o barierkę i czekałem. Marcello zrobił o samo z tym, że obok, po mojej prawej. Obserwowałem jak Słońce chowa się pod kurtyną wody. Westchnąłem urzeczony tym jakże normalnym, ale pięknym widokiem. Zerknąłem na kolegę. Zamiast obserwować morze, przyglądał się mi. Zaraz powróciłem wzrokiem do ostatnich promyków, które jeszcze machały do nas na pożegnanie.
Wystarczyło, że zaszło Słońce, a zrobiło się dużo chłodniej co odczułem na swoim ciele.
 - Zimno ci? – spytał widząc jak zadrżałem, kiedy zawiał lekki wiatr.
 - Troszkę. Może… - nie dokończyłem, gdyż zostałem opatulony jego szerokimi i silnymi ramionami, od tyłu. Czułem jego gorąco, bijące równomiernie serce, oddech.
 - Cieplej?
 - Dużo – stwierdziłem.
Poczułem delikatny pocałunek na karku i znowu jego głowa powróciła na moje ramię. Kąciki moich ust automatycznie powędrowały do góry.
 - Dlaczego z nim zerwałeś? – nagle spytał.
Westchnąłem.
 - Mam pecha do facetów. Pierwszy po paru tygodniach zdradził mnie ze swoją byłą. Tak, był biseksualny. Z drugim się rozstałem, gdy okazało się, że ciągle mnie oszukiwał. Nie miał nikogo na boku, ale wszystko co mówił było kłamstwem. Wmawiał mi, że ma wspaniałą, kochającą się rodzinę, natomiast tak naprawdę to był z domu dziecka. Nie pracował w wielkiej firmie, a był bezrobotny. Nie mieszkał w wielkiej willi, a w starej kamienicy. Nie jestem materialistą, nie chodziło mi o jego stan majątkowy, lecz o ciągłe kłamstwa. Nie wiedziałem kiedy mówił prawdę, kiedy nie. Mimo to go kochałem i to był mój najdłuższy związek, trwał, aż rok… No i dochodzimy do mojego ostatniego związku. Wróciłem wcześniej niż planowałem z pracy nakrywam go w sypialni z jakimś innym facetem. Serio jestem, aż taki nudny?
 - Nie! Po prostu nie trafiłeś na nikogo odpowiedniego. Swoją drogą to ile ty masz lat, skoro byłeś już w tylu związkach?
 - Wiesz jakby je wziąć razem do kupy to nawet dwa lata by się tego nie uzbierało… A mam dwadzieścia sześć lat.
 - Ja dwadzieścia osiem.
Przez dłuższą chwilę staliśmy tak, milcząc.
 - Musisz już iść? – bardziej stwierdzi, aniżeli spytał.
 - Niestety…
 - To cię może odprowadzić?
 - Jestem za.
Odsuną się, pozbawiając mnie dostępu do tego ciepła, ale zaraz objął ramieniem przyciągając bliżej. Podałem mu nazwę hotelu i ruszyliśmy z powrotem. Zbyt szybko dostrzegłem nasz cel na horyzoncie. Nie chciałem się z nim jeszcze żegnać.
 - Już. – Westchnąłem.
 - Mhm…
Zatrzymaliśmy się przed wejściem, mimo to żaden z nas nie chciał pierwszy zrobić krok w drugą stronę.
 - Darek.
 - Marcello – powiedzieliśmy imiona drugiej osoby w tym samym czasie. Pozwolił mi mówić pierwszemu. – Em… Pomyślałem…
 - Chodź. Jeszcze nie odprowadziłem cię do końca. – Puścił oczko i pociągnął mnie do środka.
 - Masz rację – stwierdziłem z uśmiechem błąkającym się po moich ustach.
Wsiedliśmy do winy i wybrałem piętro na które miała nas zawieść. Wyraźnie czułem jak mało miejsca mieliśmy. W końcu nie wytrzymaliśmy. Nawet nie jestem pewny który pierwszy się rzucił na drugiego. Staliśmy na jej środku całując się jak wygłodniali i spragnieni dwa samce, choć jakby tak się nad tym zastanowić, to taka była prawda. Staliśmy blisko, nie mogąc oderwać od siebie warg i dłoni. W końcu odsunąłem się na niewielką odległość, kiedy się zatrzymała. Nie myśląc wiele pociągnąłem go za bluzkę w stronę mojego pokoju. Otworzyłem go i szybko zaciągnąłem tam znajomego. Pchnąłem wyższego na ścianę, zamykając drzwi. Znowu rozpoczęła się walka języków o dominację, a dłoni o to żeby odkryć jak najwięcej z ciała tego drugiego. Już dawno czegoś takiego nie czułem. Chwycił moje pośladki, a ja szybko podskoczyłem i oplotłem go nogami w pasie. Zamienił nas miejscami, wtedy to on mnie opierając o ścianę. Przeniósł się pocałunkami na moje policzki, szczękę, szyję…
 - Sypialnia? – spytałem.
Ten nic nie odpowiedział, tylko zaniósł na łóżko. Usiadłem na materacu i pociągnąłem go bliżej siebie. Nasze usta nie mogły długo wytrzymać bez tych drugich, więc szybko się spotkały. Ręce również nie mogły spokojnie znaleźć sobie miejsca, badając każdy skrawek skóry kochanka. Szybko pozbyliśmy się górnej odzieży. Wylądowałem na miękkich poduszkach, a brunet zamienił dłonie na zwoje wargi, które powodowały, że się rozpływałem. Palce szybko rozpięły mi spodnie i powoli zaczął ściągać materiał, a następnie bieliznę. Nie chciałem tylko brać, ale również dawać, zwłaszcza przy takim facecie… Popchnąłem go, zamieniając nasze miejsca.
 - Nie za ciasno? – wyszeptałem mu do ucha, przejeżdżając dłonią po jego rozporku, który wyglądał jakby zaraz miał pęknąć.
Nie czekając na odpowiedź pozbawiłem go szybko reszty ubrań. Uniosłem brew do góry z uśmiechem na ustach, widząc jak dobrze został obdarzony przez naturę. Ta czerwona główka wyglądała bardzo kusząco, jak mógłbym się oprzeć? Zlizałem cieknący z dziurki płyn i zerknąłem na obserwującego to bruneta. Tego spojrzenia nie da się w żaden sposób zapomnieć.
Zacząłem go niemiłosiernie powoli połykać, a ręce zajęły się dwoma kuleczkami. Docisnąłem członek do podniebienia językiem i cofnąłem głowę, by zaraz powtórzyć ruch tylko szybciej. Jego westchnienia były muzyką dla moich uszu. Nagle poczułem jego wielką dłoń na mojej głowie. Zaczął pieprzyć moje usta, na co ja z ochotą przystałem. Nie trzeba było dużo żeby doszedł. Wszystko posłusznie połknąłem i zlizałem to co mi się nie udało.
 - Smaczny – stwierdziłem, oblizując się.
Nim się zorientowałem zamienił nasze miejsca. Zaczął całować linię mojej szczęki, dłońmi sunąc ku wiadomemu miejscu.
 - Masz coś do nawilżenia? – spytał.
 - Nie planowałem tego. Sprawdź, czy jest coś co się nada.
Odsunął się i sięgnął do półki stojącej blisko łóżka. Uniósł brew do góry, widząc coś w szufladzie, nie zdradzając mi co.
 - Mam nadzieję, że się przyda – wyglądał jakby czytał, a chwilę później pokazał mi tubkę z przyklejoną do niej kartką, na której widniało zdanie napisane pismem…
 - Gabryśka… Gdybym to wcześniej znalazł to bym się na nią wściekł, a tak to ratuje mi życie.
 - Ha, ha!
Wylał odrobinę na palce.
 - Odwróć się.
Posłusznie spełniłem jego polecenie. Czułem jak mnie rozciągał, a ja z trudem to znosiłem. Nie chodzi mi o to, że coś źle robił, ale byłem na niego nakręcony, iż chciałem go w sobie natychmiast! Z ulgą przyjąłem kiedy skończył. Odwróciłem głowę, żeby sobie na niego jeszcze trochę popatrzeć. Ujrzałem jak zakładał prezerwatywę.
 - O to też mnie zaopatrzyła?
 - I to różne rozmiary. – Puścił mi oczko.
 - Eh… Marcello, ja wolę bez. Jeśli o to chodzi to jestem zdrowy, szczerze mówiąc przebadałem się na wszelki wypadek, po rozstaniu z niewiernym chłopakiem – poinformowałem go zgodnie z prawdą.
Odrzucił ją na bok i nachylił się do mojego ucha.
 - To kolejna rzecz, która nas łączy – powiedział kąsając je lekko.
Poklepał mnie lekko po pośladku i w końcu poczułem to cudowne rozciąganie. Świadomość co się później stanie dodatkowo mnie nakręcała. Włoch był cudownym kochankiem. Czułem całym sobą jego mocne, zdecydowane pchnięcia, równocześnie całującego mój kark.
Nagle wyszedł, ale nim zdążyłem zaprotestować, obrócił mnie na plecy. Uniósł moje biodra i wszedł po raz kolejny. Z chęcią przystałem na to, zwłaszcza, że mogłem go przyciągnąć do kolejnego pocałunku. Nie potrafiłem się obyć bez jego cudownych warg.
Zwalniał, przyspieszał, a ja z trudem to wytrzymywałem. Jeszcze nigdy nie czułem się z żadnym facetem tak jak z nim.
W końcu czując jego rękę na moim członku, dodatkowo mnie pobudzającą, nie wytrzymałem i wystrzeliłem na jego umięśniony brzuch. Chwilkę później brunet dołączył do mnie.
Leżałem czując jego ciężar na sobie, ale nie przeszkadzał on, wręcz przeciwnie. Kiedy sturlał się na bok, przyciągnął mnie do siebie obróconego plecami do niego i pocałował z kark.
 - Dobranoc.
Chwilę później słyszałem jak oddech mu się wyrównuje. Ukołysany tym również zasnąłem w objęciach tego niesamowitego faceta.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz