czwartek, 25 lutego 2016

Wakacyjny romans - Rozdział 5.

Rozdział 5.
Następnego dnia z rana uciekłem z pokoju, żeby uniknąć przyjaciółki, uprzednio pisząc jej mniej więcej o tym, bo jeszcze by do mnie wydzwaniała i nie dawała spokojnie żyć. Lubiłem ją, kochałem jak siostrę, ale bywała naprawdę uciążliwa.
Postanowiłem się przejść po mieście.  
Pierwsze kroki skierowałem do pobliskiej restauracji, gdzie zamówiłem cornetto i cappuccino. Lekkie śniadanie, a jakie pożywne.
Popijałem kawę, oglądając otoczenie siedząc na zewnątrz, kiedy podszedł do mnie wysoki, umięśniony facet z brązowymi, długimi prawie do ramion włosami, okalającymi przystojną twarz z ciemnymi prawie czarnymi oczami. Dawno nie widziałem takiego faceta. Przeważnie wolałem mężczyzn z przystrzyżoną fryzurą, ale jemu ta tylko dodawała drapieżności.
 - Ciao. Io sono Marcello. – Z wielkim uśmiechem podał mi rękę.
 - Em… Do you speak English?
 - Och… Yes! Can I…? – wskazał na krzesło przy moim stoliczku. – Marcello – przedstawił się jeszcze raz.
 - I’m Darek.
Przez chwilę się mi uważnie przyglądał, przez co zacząłem się zastanawiać czy czegoś nie zrobiłem nie tak. 
 - Pochodzisz z Polski? – spytał z fajnym akcentem.
 - Tak. Nie wiedziałem, że to jest taki popularny we Włoszech język – odparłem zaskoczony.
 - Ha, ha! No nie do końca, ale mój brat poślubił Polkę. Przeprowadziła się do nas, ale przy okazji również nauczyła moją rodzinę tego pięknego, ale trudnego języka. Najwyraźniej bardzo się przydał.
 - Fakt. Ja tu przyjechałem na wakacje z przyjaciółką.
 - Przyjaciółką? Tylko, czy coś więcej?
 - Zapewniam, że tylko. Mieszkasz tu? – postanowiłem zmienić temat na niego.
Rozsiadł się wygodniej.
 - Prowadzę restaurację, ale mój rodzinny dom jest oddalony stąd godzinę drogi samochodem. Często tu przyjeżdżam, lecz nie na stałe, wolę bardziej spokojną okolicę.
 - Tą? – spytałem mając na myśli lokal.
 - Co? Aa! Nie, nie, inną, Może przejdziemy się tam później, chociażby na obiad? Moja więc ja stawiam.
 - Nie trzeba, zapłacę. Będę miał porównanie, bo sam lubię gotować włoską kuchnię to zobaczę jak bardzo różni się to od prawdziwej.
 - Kucharz?  
 - Grafik, choć Gabi, ta moja przyjaciółka, uważa, że się marnuję  takim niby talentem. Ja uważam, iż po tylu latach spędzonych na przyrządzaniu takich dań można mieć wprawę, a nie zaraz talent.
 - Chętnie się przekonam jak smakują.
Uśmiechnąłem się tylko. Nagle zdałem sobie sprawę, że znowu przeszliśmy na temat o mnie.
Dopiłem kawę i wstałem.
 - Dziękuję za miłe towarzystwo, ale… - urwałem kiedy przytrzymał mnie za rękę.
 - A to towarzystwo musi cię opuszczać? W końcu zaprosiłem cię na obiad, a że jeszcze dużo czasu, to może byśmy się gdzieś przeszli?
Przez bardzo krótką chwilę się zastanowiłem.
 - Zgoda. Nie znam miasta to może mnie oprowadzisz?
Z uśmiechem wstał i wskazał drogę przed sobą.
 - A więc chodźmy.
Długo wędrowaliśmy ulicami, a nowy znajomy pokazywał mi obiekty warte zainteresowania i opowiadał o nich, w między czasie rozmawiając o mnie i o nim. Dobrze mi było w jego towarzystwie. W końcu odmiana od Gabryśki, która chciała tylko się bawić i znaleźć dla nas jakiś facetów. Może i ona tak się zachowywała po rozstaniach, ale niech mnie do tego nie zmusza!
 - O czym myślisz? – spytał.
 - Hm? Oj przepraszam, mówiłeś coś?
 - Ha, ha! Nie istotne, choć oddałbym każde pieniądze za twoje myśli… czy jakoś tak.
Westchnąłem.
 - Myślę o tej swojej przyjaciółce i o tym, że cieszę się, iż wyszedłem wcześniej bez niej z hotelu. Jest wspaniała, ale ja nie mam nastroju na imprezy, a ta jakby tego nie rozumiała i uważała, że to jest najlepszy sposób jak ktoś jest zdołowany…
Zatrzymaliśmy się przy budce z lodami. Kupił nam nie zważając na moje protesty, gdyż sam chciałem zapłacić. Usiedliśmy na ławeczce z deserem. Ujął moją wolną dłoń i pogłaskał jej wierzch kciukiem.
 - To teraz mi powiesz co się stało.
Zamrugałem szybko, zaskoczony.
 - Wiesz po rozstaniu z kimś kogo się kocha, jakoś odchodzi chęć na jakiekolwiek zabawy…
 - Chłopak cię rzucił, czy ty jego?
 - Ja jego. Swoją drogą skąd wiesz, że jestem gejem?
Uśmiechnął się szeroko.
 - Ja to czuję. Inaczej bym nie podszedł, narobił sobie nadziei, a później okazałoby się, iż to jakiś hetero.
 - Hm… Liczysz na coś? – spytałem, natomiast moja głowa pchała myśli w jednym kierunku. Nic nie poradzę, że ten facet mnie kręcił.
 - Na miłe towarzystwo? – Pocałował wewnętrzną stronę mojej dłoni patrząc mi w oczy.
Zaskoczył mnie tym, ale nie powiem, że to nie było przyjemne.
Po dłuższej chwili poszliśmy do jego restauracji.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz