Rozdział 5.
Następnego
dnia z rana uciekłem z pokoju, żeby
uniknąć przyjaciółki, uprzednio pisząc jej mniej więcej o tym, bo jeszcze by do
mnie wydzwaniała i nie dawała spokojnie żyć. Lubiłem ją, kochałem jak siostrę,
ale bywała naprawdę uciążliwa.
Postanowiłem
się przejść po mieście.
Pierwsze
kroki skierowałem do pobliskiej restauracji, gdzie zamówiłem cornetto i cappuccino.
Lekkie śniadanie, a jakie pożywne.
Popijałem
kawę, oglądając otoczenie siedząc na zewnątrz, kiedy podszedł do mnie wysoki,
umięśniony facet z brązowymi, długimi prawie do ramion włosami, okalającymi
przystojną twarz z ciemnymi prawie czarnymi oczami. Dawno nie widziałem takiego faceta. Przeważnie wolałem mężczyzn z przystrzyżoną fryzurą, ale
jemu ta tylko dodawała drapieżności.
- Ciao.
Io sono Marcello. – Z wielkim uśmiechem podał mi rękę.
- Em… Do you
speak English?
- Och… Yes! Can I…? – wskazał na krzesło przy
moim stoliczku. – Marcello – przedstawił się jeszcze raz.
- I’m Darek.
Przez chwilę
się mi uważnie przyglądał, przez co zacząłem się zastanawiać czy czegoś nie
zrobiłem nie tak.
- Pochodzisz z Polski? – spytał z fajnym
akcentem.
- Tak. Nie wiedziałem, że to jest taki
popularny we Włoszech język – odparłem zaskoczony.
- Ha, ha! No nie do końca, ale mój brat
poślubił Polkę. Przeprowadziła się do nas, ale przy okazji również nauczyła
moją rodzinę tego pięknego, ale trudnego języka. Najwyraźniej bardzo się przydał.
- Fakt. Ja tu przyjechałem na wakacje z
przyjaciółką.
- Przyjaciółką? Tylko, czy coś więcej?
- Zapewniam, że tylko. Mieszkasz tu? –
postanowiłem zmienić temat na niego.
Rozsiadł się
wygodniej.
- Prowadzę restaurację, ale mój rodzinny
dom jest oddalony stąd godzinę drogi samochodem. Często tu przyjeżdżam, lecz
nie na stałe, wolę bardziej spokojną okolicę.
- Tą? – spytałem mając na myśli lokal.
- Co? Aa! Nie, nie, inną, Może przejdziemy się
tam później, chociażby na obiad? Moja więc ja stawiam.
- Nie trzeba, zapłacę. Będę miał porównanie,
bo sam lubię gotować włoską kuchnię to zobaczę jak bardzo różni się to od
prawdziwej.
- Kucharz?
- Grafik, choć Gabi, ta moja przyjaciółka,
uważa, że się marnuję takim niby
talentem. Ja uważam, iż po tylu latach spędzonych na przyrządzaniu takich dań
można mieć wprawę, a nie zaraz talent.
- Chętnie się przekonam jak smakują.
Uśmiechnąłem
się tylko. Nagle zdałem sobie sprawę, że znowu przeszliśmy na temat o mnie.
Dopiłem
kawę i wstałem.
- Dziękuję za miłe towarzystwo, ale… - urwałem
kiedy przytrzymał mnie za rękę.
- A to towarzystwo musi cię opuszczać? W końcu
zaprosiłem cię na obiad, a że jeszcze dużo czasu, to może byśmy się gdzieś
przeszli?
Przez bardzo
krótką chwilę się zastanowiłem.
- Zgoda. Nie znam miasta to może mnie
oprowadzisz?
Z uśmiechem
wstał i wskazał drogę przed sobą.
- A więc chodźmy.
Długo
wędrowaliśmy ulicami, a nowy znajomy pokazywał mi obiekty warte zainteresowania
i opowiadał o nich, w między czasie rozmawiając o mnie i o nim. Dobrze mi było
w jego towarzystwie. W końcu odmiana od Gabryśki, która chciała tylko się bawić
i znaleźć dla nas jakiś facetów. Może i ona tak się zachowywała po rozstaniach,
ale niech mnie do tego nie zmusza!
- O czym myślisz? – spytał.
- Hm? Oj przepraszam, mówiłeś coś?
- Ha, ha! Nie istotne, choć oddałbym każde
pieniądze za twoje myśli… czy jakoś tak.
Westchnąłem.
- Myślę o tej swojej przyjaciółce i o tym, że cieszę
się, iż wyszedłem wcześniej bez niej z hotelu. Jest wspaniała, ale ja nie mam
nastroju na imprezy, a ta jakby tego nie rozumiała i uważała, że to jest
najlepszy sposób jak ktoś jest zdołowany…
Zatrzymaliśmy
się przy budce z lodami. Kupił nam nie zważając na moje protesty, gdyż sam chciałem
zapłacić. Usiedliśmy na ławeczce z deserem. Ujął moją wolną dłoń i pogłaskał
jej wierzch kciukiem.
- To teraz mi powiesz co się stało.
Zamrugałem
szybko, zaskoczony.
- Wiesz po rozstaniu z kimś kogo się kocha,
jakoś odchodzi chęć na jakiekolwiek zabawy…
- Chłopak cię rzucił, czy ty jego?
- Ja jego. Swoją drogą skąd wiesz, że jestem
gejem?
Uśmiechnął
się szeroko.
- Ja to czuję. Inaczej bym nie podszedł,
narobił sobie nadziei, a później okazałoby się, iż to jakiś hetero.
- Hm… Liczysz na coś? – spytałem, natomiast moja
głowa pchała myśli w jednym kierunku. Nic nie poradzę, że ten facet mnie
kręcił.
- Na miłe towarzystwo? – Pocałował wewnętrzną
stronę mojej dłoni patrząc mi w oczy.
Zaskoczył
mnie tym, ale nie powiem, że to nie było przyjemne.
Po dłuższej
chwili poszliśmy do jego restauracji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz