Rozdział 7.
Kiedy się
obudziłem ze zdziwieniem odkryłem jakąś rękę, leżącą na mnie. Obróciłem się w
stronę właściciela owej kończyny, a na mojej twarzy od razu zagościł uśmiech na
widok Marcella. Postanowiłem go jeszcze nie budzić, więc jedynie ułożyłem się wygodniej
i obserwowałem go, bawiąc się jego włosami.
W końcu
poruszył się, powoli otwierając oczy.
- Gdzie…? – Rozejrzał się po pokoju. – Aa…
Cześć! – Uśmiechnął się do mnie.
Szybko
cmoknąłem go w usta.
- Cześć! Wyspany?
- Mhm… - Przyciągnął mnie bliżej. – A ty?
Ku mojemu
zdziwieniu zamiast dostać kolejnego buziaka, zostałem przytulony.
- Owszem. Dawno tak dobrze nie spałem. Tylko…
Wczoraj od razu zasnęliśmy, nawet się nie umyłem… - Nagle do mojej głowy wpadł
genialny pomysł. – Jak tu przyjechałem to odkryłem wielką wannę… Zastanawiam
się czy byśmy się tam razem zmieścili. – Byłem pewny, ale mniejsza o to.
- Trzeba sprawdzić… Poza tym nie można tak
marnować wody, prawda?
- Masz absolutną rację.
Wstałem
pierwszy i skierowałem się do łazienki. Odkręciłem kran nad wanną i czekałem,
aż się uzupełni, dodatkowo dolewając jakieś płyny, czy coś.
Podskoczyłem
zaskoczony, kiedy przytulił mnie od tyłu.
- Już?
- Chyba… - Nim zdążyłem zareagować wylądowałem
w pianie. – Ej!
Śmiejąc się
wszedł i usiadł obok.
- Swoją drogą… - Pokazał mi miętówki.
- Czyżbyś coś planował? – spytałem niewinnie.
Włożył mi
jedną do ust, drugą do swoich i zanurzył się aż po brodę.
- Mhm…
I wciągnął mnie
na siebie.
Byłem tak
blisko, że nie mogłem – i nie musiałem – powstrzymać się; pocałowałem go. To od
uprzedniego dnia, stało się moim ulubionym zajęciem.
Lekko się
podniosłem, dalej go całując, dodatkowo przeczesując jego, już w większości
mokre, włosy. Jedną ręką nakierowałem, tą należącą do kochanka, na moje pośladki.
Poczułem jak, między pocałunkami, uśmiecha się i powoli zanurza jeden palec.
Nie
rozumiałem jak dla kogoś to może być nieprzyjemne. Dla mnie wręcz przeciwnie –
jeszcze bardziej pobudzało.
Jedną dłoń przeniosłem
na tors mężczyzny, natomiast drugą zacząłem dodatkowo stymulować jego członek.
Przestałem go całować, kiedy poczułem, że przestał mnie rozciągać. Ustawiłem
się nad jego stojącym na baczność penisem i powoli opuszczałem się na dół.
Westchnąłem czując, iż był już we mnie cały. Nie minęła chwila, a zacząłem go
ujeżdżać przy akompaniamencie naszych westchnięć i jęków.
Nie ma nic
lepszego niż sex z rana, chyba, że sex z rana z takim facetem.
Zacisnął
rękę na moim członku i zaczął nią poruszać w rytm moich podskoków. Nie mogłem
dłużej wytrzymać i doszedłem z imieniem Włocha na ustach, dalej nie przestając się
poruszać. Za raz dołączył do mnie brunet.
- Takie poranki to mógłbym mieć codziennie –
stwierdził z uśmiechem.
Westchnąłem
zmęczony, ale szczęśliwy.
- Ja też. To teraz pora na kąpiel właściwą.
- Ha, ha! Ja wolę takie. – Skradł mi całusa.
Zszedłem z
niego i znowu połączyłem nasze wargi w krótkim pocałunku.
- Jesteśmy do siebie bardzo podobni. –
Puściłem oczko. – Chyba muszę napuścić nowej wody…
- A kto mówił o oszczędzaniu jej?
- Ty?
Przez
chwilę się zastanowił.
- Fakt. W takim razie głosuję za prysznicem.
- O nie, nie, nie! Daj odpocząć mojemu
tyłeczkowi.
- Mm… Bardzo go lubię, więc może pozwolę.
Swoją drogą kto powiedział, że nie będziemy tam tylko spokojnie się myć?
- Dwaj napaleni na siebie samce? Wątpię.
Zaczęliśmy
się śmiać.
- W takim razie idź pierwszy, a ja zaczekam na
łóżku…
- Błagam! Czy wszystko co powiesz musi mi się
kojarzyć z jednym?
Zaśmiał się
i pocałował.
- Jak tak bardzo lubisz, kiedy ci robię dobrze
to już nie moja wina.
- Twoja! A teraz wynocha. – Wskazałem drzwi,
bojąc się, że zaraz nie wytrzymam z tym facetem, sam na sam.
- Ha, ha!
Kiedy
wyszedł, opróżniłem wannę i szybko wskoczyłem do kabiny. Chłodna woda, choć
trochę mnie ostudziła. Wytarłem się, obwiązałem biodra ręcznikiem i wyszedłem
po ubrania, lecz zaraz zatrzymałem się przy drzwiach, słysząc głosy. Uchyliłem
je, a moim oczom ukazała się przyjaciółka, stojąca w pokoju i Marcello leżący
na łóżku, przykryty od pasa w dół kołdrą.
- Gabi! Co ty tu robisz?!
- No wreszcie jesteś! Ja się o ciebie martwię,
nie odbierasz telefonu, ale widzę, że nadaremnie – spojrzała wymownie na
Włocha.
- Już dowiedziałaś się co chciałaś, a teraz
sio!
- Przesadzasz. Swoja drogą…
- Idź topić swój tłuszczyk na plaży, a nie mi
zawracasz…
- Coś ty powiedział?! – nie pozwoliła mi
dokończyć. Zabrała poduszkę i walnęła mnie nią w głowę. – Ja ci dam! Więcej się
do ciebie nie odezwę!
- Nie obiecaj!
Prychnęła i
z dumnie podniesioną głową, wyszła.
- Darek…
- Nie przejmuj się. – Machnąłem ręką. – My tak
zawsze.
- Ta… To ja może pójdę się umyć.
- Jasne. Aha i przepraszam za nią.
- OK., nawet trochę przypomina mi kogoś…
Poszedł do
łazienki, a ja wreszcie mogłem spokojnie się ubrać.
- Masz jakieś plany na dzisiaj? – krzyknąłem do
niego, żeby usłyszał.
- Tak! Ty, ja i nikt więcej. Resztę możesz
organizować.
Uśmiechnąłem
się, nic nie odpowiadając. To był wspaniały facet.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz