Rozdział 3.
Tydzień
później…
Nie myliłem
się. Następnego dnia przyszedł po resztę swoich rzeczy i nawet widząc go z
urażoną dumą, a do tego wyraźnie przegranego, poprawiło to mój humor. Jednak
później, wraz z każdym nadchodzącym dniem czułem się coraz gorzej.
Zastanawiałem się, czy on jednak może nie mieć racji i rzeczywiście nie jestem
zbyt nudny na jakiekolwiek związki… W końcu po tylu rozstaniach w tak młodym
wieku… Coś musiało z tego być.
Była
niedziela, do tego zakończyliśmy projekt wielkim sukcesem, więc mogłem trochę
odpocząć w domu. Tylko to nie wyszło mi to na dobre, bo miałem dużo wolnego
czasu, a to zdecydowanie nie działało na mnie korzystnie.
Siedziałem
na kanapie z butelką piwa w ręce, a drugą już opróżnioną stojącą na podłodze.
Już miałem się napić, kiedy usłyszałem dzwonek przy drzwiach. Niezadowolony
poszedłem sprawdzić kto do mnie zawitał. Zakładałem, że Gabryśka. Nie pomyliłem
się.
- Witam! Pijesz beze mnie? Barbarzyństwo! –
oburzyła się.
- Nie mam nastroju do pogaduszek, OK.?
- Nie? Tylko mi nie mów, że przeżywasz
rozstanie z tym dupkiem?!
- Co ci do tego.
Poszedłem
do salonu kończąc swój trunek. Rozsiadłem się na kanapie i krzyknąłem do
ściągającej buty Gabryśki:
- Przynieś piwo! Jest w lodówce.
Zaraz
pojawiła się z dwoma kolejnymi butelkami.
- To teraz mi mówisz co się stało.
Upiła łyk i
czekała.
- Co się miało stać? Tylko kolejny facet mnie
zdradził. Powiedziałbym, że każdy facet to kłamca, gdybym sam nim nie był.
Dłużkiem
wypiłem całe moje piwo.
- Daj spokój! Teraz ciesz się wolnością. Wdaj
się w jakiś gorący romans bez zobowiązań, bez zahamowań i przejdzie ci.
Prychnąłem.
- Mam! – nagle krzyknęła.
- Zawału bym dostał! Co masz? Okres?
- Nie kpij! Pomysł przyszedł do mojej
genialnej główki! – Wywróciłem oczami. – Wysłuchaj mnie najpierw, a nie. Kiedy
ty ostatni raz brałeś urlop?
- Yy… To będzie… Jakiś rok temu?
- No! To teraz bierzesz i wyjeżdżamy na
wakacje!
- Chyba cię pojebało. Jakie zaś wakacje?
Wyszła bez
słowa i wróciła ze swoim tabletem, bez którego już nie potrafiła nigdzie pójść.
- Gdzie by tu…? – zastanawiał się na głos. – Może…
Hiszpania? Albo lepiej Włochy, w końcu mam przed sobą Polskiego Króla W
Robieniu Włoskich Dań!
- Zwariowałaś…
- No zgódź się! Proszę! Zrób to w takim razie
dla mnie.
Przez
chwilkę się zastanawiałem.
- Nie dostanę urlopu! – chwytałem się ostatniej
deski ratunkowej. Nie wiem dlaczego nie chciałem, ale po prostu nie uśmiechała mi
się tak odległa wyprawa.
- Spróbuj!
Westchnąłem
i się ginąłem po telefon. Wybrałem numer firmy, w której pracowałem i
zadzwoniłem. Tak dla świętego spokoju. Jednak spodziewałem się odmowy a nie…
- Ależ oczywiście! Należy się panu, panie
Darku! Tak ciężko pan ostatnio pracował… Na jak długo?
A ja tylko w myślach zacząłem
wyzywać moją przyjaciółkę od najgorszych…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz