wtorek, 23 lutego 2016

Tulipan - Rozdział 25.

Rozdział 25.
Trzy miesiące później…
Przeszczep się przyjął! Musiałem jeszcze zostać w szpitalu, ale kiedy tylko była taka możliwość to wróciłem do domu. Miałem dość tego ponurego, dziwnego, trochę przerażającego miejsca.
Do tego wakacje zbliżały się wielkimi krokami! A ja chyba z pół roku szkolnego przesiedziałem w szpitalu…
Adrian był cały czas przy mnie, wspierał, pocieszał choć niejednokrotnie czułem, że on tego potrzebuje bardziej. Trudno mi było uwierzyć w swoje szczęście w postaci tak wspaniałego chłopaka. Kochałem go najbardziej na świecie.

Tamtego dnia ukochany obiecał niespodziankę. Podekscytowany cały czas chodziłem po mieszkaniu, nie mogłem sobie znaleźć miejsca. Do wieczora jeszcze było daleko, a ja już chciałem żeby przyjechał. Mimo moich SMS’ ów i ciągłego telefonowania, nie zamierzał wcześniej się pojawić. To było strasznie uciążliwe.
 - Uspokój się – nie wytrzymał tata.
 - Nie mogę. Dlaczego ten czas tak wolno leci?!
 - Ha, ha, ha! Dla zakochanych, kiedy jest się razem czas płynie bardzo szybko, a osobno wręcz przeciwnie.
 - Mhm… - Oparłem głowę o wyciągnięte ramiona na stole. – To co mam zrobić?
 - Nie wiem. Zajmij się czymś.
 - Dzięki – mruknąłem i wyszedłem do pokoju.
Włączyłem na komputerze grę z samolotami, bo chciałem się podszkolić i wreszcie pokonać Miłosza. Niestety to zdecydowanie nie była moja bajka…
Po jakimś czasie zadzwoniła moja komórka. Zerknąłem na wyświetlacz i natychmiast odebrałem widząc Tulip. To przezwisko będzie chyba do końca życia go obowiązywać, ale sam chyba nie ma z tym problemów.
 - Cześć! Już? Tak szybko? Super!
 ~ Szybko? Bo ja wiem… Bałem się, że mnie opierdzielisz, że się spóźniłem... Nie ważne. Schodzisz?
 - Jak to…? – Zerknąłem na ­zegarek. Była już 1800. – Rzeczywiście… To ja zaraz będę!
Faktycznie szybciej mi czas zleciał…
Z prędkością światła wyłączyłem komputer, założyłem trampki i wybiegłem z mieszkania, uprzednio krzycząc, już chyba na klatce, że wychodzę. Po wyjściu rzuciłem się na szyję ukochanemu.
 - W końcu! Cały dzień nie mogłem wytrzymać!
Pocałował mnie krótko i założył mi kask.
 - Gdybyś nie dobijał się tak co chwilę to chyba bym ci nie uwierzył, bo jakoś zapomniałeś, nawet nie zauważyłeś mojego małego spóźnienia.
 - Tata już tracił cierpliwość, więc kazał mi się czymś zając, zacząłem grać i tak jakoś wyszło… Jedziemy? – podekscytowany spytałem już wsiadając na motor.
 - Wyobrażam to sobie… - zaśmiał się i ruszył.
Szybko dotarliśmy na miejsce – naszą górkę. Gdzieżby indziej?
Jednak tamtego dnia wyglądała inaczej. Precyzując, był na niej czerwony koc, talerzyki puste oraz z jedzeniem, czerwone wino, kieliszki, a do tego wielki bukiet żółtych tulipanów na środku.
 - Zaczynam się zastanawiać, czy ty nie założyłeś jakiejś plantacji tych kwiatków – zażartowałem. – Chyba jak wchodzisz do kwiaciarni to od razu panie co tam pracują dają ci je bez pytania.
Przytulił mnie od tyłu.
 - Masz coś przeciwko?
 - Że dają?
 - Ha, ha, nie! Że je dostajesz.
Odwróciłem się w jego stronę. Ująłem jego twarz w dłonie i pocałowałem z miłością.
 - Nie. Kocham cię, wiesz?
 - Mm… - Trącił nosem moją szyję. – Ja ciebie też. – I pocałował w tamto miejsce.
Zaśmiałem się cicho na ten gest.
Usiedliśmy na niewielkim, wolnym fragmencie. Ukochany nalał nam wina, a ja z uśmiechem przyjąłem kieliszek. Stuknęliśmy się nimi i napiliśmy trochę.
 - Dobre - stwierdziłem.
 - Dla ciebie tylko najlepsze.
Lekko zarumieniłem się na to wyznanie.
Poczułem jakby on robił wszystko dla mnie, a ja dla niego… Kupował mi kwiaty i nie tylko, nigdy niczego ode mnie nie dostał. Jakby tego było mało to wytrzymywał moje fochy, głupie pomysły, kochał o czym ciągle przypominał, opiekował się w zdrowiu i… chorobie, zawsze to ja byłem na pierwszym miejscu, a później daleko on. Doszedłem do wniosku, że nic tak naprawdę dla niego nie zrobiłem.
Z tego natłoku myśli wyrwały mnie usta ukochanego, który nie wiadomo kiedy znalazł się za mną i zaczął całować po szyi. Ujął moją brodę w dwa palce i obrócił przodem do siebie, dzięki czemu miałem idealny wgląd w jego bursztynowe oczy. Delikatny pocałunek szybko odgonił niepotrzebne myśli.
 - Co tak zaprząta twoją główkę? Pragnę zaznaczyć – bardzo przystojną. – Puścił oczko.
 - Ty, ale teraz to nieistotne. Dziękuję za to wszystko – Tylko ja wiedziałem, że to wszystko obejmowało nie tylko piknik.
 - Dla ciebie…
 - Tak, wiem: dla ciebie wszystko – próbowałem naśladować jego głos.. coś mi chyba nie wyszło, ale mniejsza z tym.
Uśmiechnął się delikatnie. Przybliżył się i znowu złożył czuły pocałunek na moich wargach, jakże spragnionych tych należących do tego niesamowitego bruneta. Zapragnąłem więcej, dużo więcej. Naparłem na usta chłopaka, starając się zapanować nad dziwnym uczuciu, które postanowiło się skumulować w jednej części ciała i bynajmniej nie była to głowa, czy serce. Ten jedynie objął mnie swoimi długimi ramionami, przystając na to. Zaraz wciągnął mnie na swoje nogi, dalej zapamiętale całując tak, że odbierało mi zdolność myślenia. Zadrżałem kiedy poczułem jego dłonie pod bluzką. Zbliżało się lato i było gorąco, lecz w tamtym momencie ktoś najwyraźniej postanowił podkręcić temperaturę. Zanurzyłem palce w jego miękkich włosach, a chłopak ostatni raz liznął moją dolną wargę i przeniósł się ustami na moją szyję. Westchnąłem, a moja twarz pokryła się pokaźnym rumieńcem.
 - Wiesz, że jesteś niesamowity? – wyszeptał. – Nadal trochę dziecinny…
 - Ej!
 - Ha, ha, ha! Ale mimo to niezwykle seksowny…
Straciłem nie tylko zdolność myślenia, bo to już wcześniej, ale również mówienia. Wiele razy słyszałem, że mnie kocha, podobam mu się, lecz jeszcze nigdy czegoś takiego. I ten głos…
Ten dalej, jakby nigdy nic, zostawiał pocałunki na szyi, dłońmi jeżdżąc po plecach, a ja czułem jakbym się rozpływał w jego ramionach. W końcu znudziły mu się plecy i jedną ręką wciąż trzymał mnie z tyłu, a drugą przeniósł na brzuch. Powoli wędrowała po moim ciele, za każdym razem pozostawiając parzące ślady. Kiedy dotarła, aż do moich sutków i traciła jeden, wydałem niekontrolowany jęk, przez co jeszcze bardziej zalałem się czerwienią. Schowałem twarz w zgłębieniu jego szyi, żeby tylko jak najbardziej się ukryć.
Jednak jego dłoń postanowiła się znowu przemieścić, tym razem w dół. Powoli, ledwie dotykając opuszkami palców, co powodowało drżenie mojego ciała. Z mojego gardła wydobył się kolejny niepożądany dźwięk, wraz z dotarciem winowajcy moich tortur na spodnie, a następnie ściśnięciu nabrzmiałej części mojego ciała.
To mi przestawało wystarczać. Chciałem więcej, więcej. On jakby to wyczuł, bo zaraz zaczął je niemiłosiernie wolno odpinać.
 - Adrian…
 - Hm?
Nie byłem w stanie mu odpowiedzieć, kiedy te szczupłe palce objęły mojego członka. Z trudem łapałem powietrze, a ten postanowił mnie pozbawić resztek tlenu całując namiętnie, z pasją. Kiedy ta dłoń przeniosła się na mój pośladek, podskoczyłem trochę.
Nigdy nie wierzyłem w coś takiego jak samozapłon u ludzi, myślałem, że to tylko taki wymysł kreatywnych i znudzonych normalnym życiem ludzi, ale w tamtym momencie obawiałem się, iż zaraz zapłonę żywym ogniem.
Przerwałem pocałunek patrząc w oczy mojemu chłopakowi.
 - J-ja… - i na tym się zakończyła moja wypowiedź, bo nie wiedziałem tak naprawdę co powiedzieć.
 - Jeśli chcesz to zakończymy to tu, tylko z moją małą pomocą pozbędziesz się tego ciśnienia kumulującego się tutaj – przejechał ręką po moim penisie – a jeśli chcesz to możemy posunąć się dalej. To będzie twój pierwszy raz, więc…
 - Kochaj się ze mną – wyrwało mi się zanim zdążyłem zapanować nad sobą.
Ukochany najwyraźniej również był zaskoczony, moimi słowami.
 - Nie ukrywam, że na taką odpowiedź liczyłem… - Przejechał językiem po szyi.
Zdjął wreszcie ze mnie bluzkę, następnie kładąc na trawie, która nie przeszkadzała, a nawet dodatkowo pobudzała. Tylko ja nagle straciłem resztki pewności siebie. Nie wyglądałem po przebytej chorobie nazbyt atrakcyjnie. Wcześniej byłem przeciętny, ale teraz miałem wrażenie, że resztki urody poszły w zapomnienie. 
Adrian jakby to wyczuł. 
 - Pragnę cię… - Pocałował mnie krótko, ale mocno. – Każdego skrawka na twoim ciele… - Delikatnie muskał moją skórę ustami, językiem, dłońmi na przemian, a ja myślałem, że oszaleję jak nie przestanie tej tortury, z drugiej strony pragnąc by się nigdy nie kończyła. – Jesteś bardzo przystojny… - Pozostał na dłużej swoimi wargami na czerwonych guziczkach, tak pragnących jego uwagi, choć nie tak bardzo jak pewna część ciała nadal schowana pod ubraniem. – Z charakteru również… - W końcu przeniósł się niżej i zaczął ściągać moje spodenki, od razu wraz z bielizną. – Do tego pachniesz sobą, ale również cytrusami, co daje niesamowitą mieszankę. Aż mam ochotę cię zjeść. – Wziął moją nogę bliżej i niby ją ugryzł. Zaraz zaczął po wewnętrznej części mojej kończyny wędrować, od stopy w górę, pocałunkami. – Wady również masz, ale przyćmiewają je miliony twoich zalet, których nie jestem w stanie teraz wszystkich wymienić… - Kiedy dotarł do krańca wędrówki, cmoknął główkę mojego członka stojącego na baczność i czekającego na uwagę. Natychmiast to samo zaczął robić z drugą nogą. – A jakby tego wszystkiego było mało… - gdy skończył przybliżył się do mojej twarzy – to dorzucam do tego moją miłość – i pocałował. Oddawałem go z pełnym zaangażowaniem, wplatając dłonie w jego długie włosy.
 - Adrian… Długo mam czekać, aż się rozbierzesz, czy sam mam z ciebie to ściągnąć? – znowu nie zdążyłem ugryźć się w ten swój długi język.
 - Głosuję za drugą opcją. – Puścił mi oczko.
 - A-ale…
Uśmiechnął się zachęcająco, a ja w końcu się poddałem i niepewnie przybliżyłem do ukochanego. Pociągnąłem za dół jego bluzy (jemu serio nie było gorąco???) do góry. Uniósł ręce pomagając mi tym. Kiedy czarny materiał wylądował na ziemi przyjrzałem się mu. Szczerze mówiąc to nigdy nie miałem okazji widzieć go bez bluzki. Jakie było moje dziwienie kiedy okazało się, że skrywa tam całkiem dobrze umięśnione ciało. Przygryzłem wargę i dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, iż cały czas gapię się na niego. Odwróciłem wzrok. Jednak fakt, że jeszcze nie skończyłem, zmusił mnie na spojrzenie na ukochanego. Chwycił moją brodę i pocałował. Przeniosłem dłonie na jego szyję, lecz pożądanie uniemożliwiało mi odkładanie tego jak najdłużej. Cały czas patrząc mu w oczy, powoli zacząłem odpinać mu spodnie. Klęczeliśmy, więc ze zdjęciem ich poniżej kolan musiał poradzić sobie sam.
 - Kocham cię – powiedział i pogłaskał mnie po policzku, zewnętrzną stroną dłoni.
 - Ja ciebie też…
Wstyd sięgał zenitu, kiedy położyłem się, a ten nic nie robił tylko patrzył.
 - Możesz sobie pooglądać mnie później? – zirytowałem się.
 - Ha, ha! Oczywiście.
Sięgnął do koszyka i wyjął z niej tubkę.
 - Zaplanowałeś to!
 - Czy muszę odpowiadać? – opowiedział z dziwnym uśmiechem. – Poza tym nie do końca, bo istniała możliwość, iż się wycofasz…
Wylał trochę tego na palce i pochylił się żeby mnie pocałować, równocześnie rozciągając. Byłem mu wdzięczy, że od przodu, bo wolałem patrzeć w te piękne oczy. Nagle po moim ciele rozlała się fala przyjemności. Po chwili wyjął pace, a ja poczułem się dziwnie pusty. Zerknąłem na chłopaka i widziałem jak zakłada prezerwatywę. Nachylił się i znowu dostałem całusa. Przytrzymał moje biodra i płynnie zaczął wchodzić. Mimo moich obaw, nie bolało. Może to było dziwne uczucie, lecz bólem bym tego nie nazywał. Odczekał chwilę, aż się przyzwyczaję, ale nie należę do cierpliwych ludzi i po chwili sam próbowałem się poruszyć. Uśmiechnął się przytrzymując mnie mocniej i samemu wbijając się w mój zacny tyłeczek. Przyśpieszał, zwalniał, a ja tylko rwałem trawę już nie hamując jęków i westchnień. W końcu doszedłem z imieniem ukochanego na ustach. Bez dotykania!
Zaraz po mnie dołączył ukochany.
 - Wiem, że to nie zabrzmi oryginalnie, ale kocham cię – powiedział przytulając się do mojego boku.
 - Ja ciebie też.
Leżeliśmy tak długo w ciszy, obserwując gwiazdy. Czułem się bardzo szczęśliwy. Wnioskując po uśmiechu Adriana on również. Nagle przyszło mi coś do głowy.
 - To nie był twój pierwszy raz, prawda?
Zerknął na mnie i pokręcił głową.
 - Nie, ale ten był wyjątkowy i dużo lepszy. – Pocałował mnie w ramię. – Nie obrazisz się, jak się trochę zdrzemnę?
 - Nie.
Sam po chwili zasnąłem…


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz