wtorek, 1 marca 2016

Wakacyjny romans - Rozdział 9.

Rozdział 9.
Tydzień później…
Kiedy przyjechałem na wakacje, a Gabi zauważyła laptopa na moich kolanach, zagroziła, że zabierze mi mój sprzęt jeśli go nie wyłączę, więc na wszelki wypadek zrobiłem to samo z komórką, a jak nie widziała mogłem zadzwonić, czy sprawdzić coś w Internecie, natomiast po skończeniu znowu lądowało w szufladzie.
Tamtego dnia również chciałem niepostrzeżenie przedzwonić do kumpla z pracy, żeby się dowiedzieć jak tam projekt, nad którym pracowaliśmy przed wyjazdem. Zaraz na ekranie odkryłem kilkanaście nieodebranych połączeń. Od Błażeja. Postanowiłem to zignorować, lecz ledwo wszedłem w kontakty w celu znalezienia numeru do Seweryna, znowu zadzwonił. Automatycznie odebrałem, na co zakląłem siarczyście.
 ~ Halo? Darek, gdzie jesteś?
Wiem, że powinienem być milszy, ale…
 - Co ci do tego? Mów czego chcesz, chciałem coś jeszcze pilnego zrobić.
 ~ Ho, ho, ho! Ktoś tu jest zły… Słuchaj ja przemyślałem to wszystko. Chyba nie chcesz przekreślać tych kilku pięknych miesięcy razem?
 - Co masz na myśli? – spytałem, choć znałem odpowiedź.
 ~ Przecież mnie kochasz. Wródźmy do siebie.
Przez chwilę zastanawiałem się nad tym jak mu powiedzieć coś aż tak oczywistego. Nic nie wymyśliłem, za to nagle zacząłem się śmiać.
 - Naprawdę wierzysz, że powiedziałbym tak? Wow…
 ~ Źle ci było ze mną? – słyszałem nutkę irytacji w jego głosie, ale najwyraźniej postanowił nie pokazać tego po sobie.
 - Coś ty! Idealnie! Więc uracz tą swoją cudowną osobistością kogoś innego.
 ~ Sugerujesz, że mam znaleźć obie innego chłopaka? A nie będziesz zazdrosny? W końcu…
 - Absolutnie! Korzystaj z życia! Mnie zostaw w spokoju.
Cisza.
Cisza.
Cisza.
 ~ Nie chcesz tego – w końcu się odezwał, jakże pewny siebie.
 - Zaskoczę cię. Chcę.
Usiadłem na łóżku, bo z trudem utrzymywałem się na nogach. Niby już nie zależało mi na nim, ale i tak wyprowadził mnie z równowagi.
 ~ Kocham cię!
 - Nie kłam. Podobno było ci tak ze mną źle.
 ~ Byłem zły. Wcale tak o tobie nie myślę! Darek, potrzebuję cię!
Zdziwiłem się słysząc tą rozpacz w jego głosie. Postanowiłem się nie odzywać tylko czekać, aż coś jeszcze doda.
 ~ Kochany – kontynuował – nie mam się gdzie podziać i…
 - Aa… - przerwałem mu. – To o to chodzi! Nie brak ci mnie, a jedynie mojej kasy! No to wyobraź sobie, że nic nie dostaniesz. Jakoś sobie poradzisz. Wiesz, jakbyś chciał sponsora…
 ~ Nie! Chcę ciebie!
 - Takiego frajera? To nie jest najlepszy wybór.
Słyszałem jakiś hałas, ale zaraz ucichło.
 - Wiesz co? Mimo wszystko dziękuję ci. Gdybyś mnie nie zdradził to bym ciągle z tobą był, a ty byś mnie oszukiwał. Tak to się załamałem, a Gabi chcąc mnie pocieszyć, zmusiła mnie do wyjazdu na słoneczną Italię. Tu jest cudownie! Plaża, morze, jedzenie, miasto, faceci… Aż szkoda wracać.
 ~ Słucham??? To ty jesteś za granicą i płacę za rozmowę dużo drożej???
Parsknąłem śmiechem.
 - No lepiej skończ, bo zamiast zyskać to zbiedniejesz. Cześć!
 ~ Ej! Ale ja… - nie dałem mu dokończyć. Rozłączyłem się.
Rzuciłem telefon na łóżko i postanowiłem się uspokoić przed rozmową z kolegą. Zamknąłem oczy i zacząłem w myślach liczyć do dziesięciu, czując jak oczy pieką pod powiekami.
 - W porządku? – odezwała się, nie wiadomo skąd, Gabryśka.
 - Długo tu jesteś? – spytałem nie otwierając moich zwierciadeł duszy, bojąc się, że jednak wypłynie z nich strumyczek łez.
 - Wystarczająco, żeby wiedzieć dlaczego jesteś w takim stanie – mówiła spokojnie, ale ja wiedziałem, iż to tylko cisza przed burzą. - Miałeś wyłączyć telefon, idioto! – no właśnie… - Nie rozumiesz?! Czy ja mam odczynienia z samymi debilami, którzy nie rozumieją poczynań troskliwej przyjaciółki?! Wiesz co? Mam ochotę ci przywalić w ten twój głupi ryj!
 - Już? Głowa mnie boli, możesz się zamknąć? Dziękuję – nie czekałem na jej odpowiedź. – Chciałem tylko zadzwonić do Seweryna, żeby się dowiedzieć jak tam w pracy, a tu nagle TEN się odezwał. Z resztą co ja ci się tłumaczę?! Możesz nie wchodzić do mojego pokoju bez pytania?! Jak w ogóle to jest możliwe???
 - Ma się te swoje sposoby. – Teatralnie odgarnęła włosy. – Słuchaj…
 - Nie! To ty posłuchaj! Kocham cie jak siostrę, ale możesz się nie wpierdalać w moje życie?!
Prychnęła i oburzona wyszła.
Miałem dość tamtego dnia i chciałem żeby on się już skończył. Niby o jeden dzień bliżej śmierci, ale jakie to miało wtedy znaczenie? I dlaczego tak bardzo moje serce rwało się ku tamtemu niesamowitemu facetowi? Czy odrobina uczucia, zrozumienia, czy opieki to naprawdę na za dużo?
Ułożyłem się wygodniej i w końcu po czasie, ukołysany głaskającymi me policzki łzami, zasnąłem, choć była dopiero 1600


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz