Rozdział 9.
Tydzień
później…
Kiedy przyjechałem
na wakacje, a Gabi zauważyła laptopa na moich kolanach, zagroziła, że zabierze
mi mój sprzęt jeśli go nie wyłączę, więc na wszelki wypadek zrobiłem to samo z
komórką, a jak nie widziała mogłem zadzwonić, czy sprawdzić coś
w Internecie, natomiast po skończeniu znowu lądowało w szufladzie.
Tamtego
dnia również chciałem niepostrzeżenie przedzwonić do kumpla z pracy, żeby się dowiedzieć
jak tam projekt, nad którym pracowaliśmy przed wyjazdem. Zaraz na ekranie
odkryłem kilkanaście nieodebranych połączeń. Od Błażeja. Postanowiłem to
zignorować, lecz ledwo wszedłem w kontakty w celu znalezienia numeru do Seweryna,
znowu zadzwonił. Automatycznie odebrałem, na co zakląłem siarczyście.
~ Halo? Darek, gdzie jesteś?
Wiem, że
powinienem być milszy, ale…
- Co ci do tego? Mów czego chcesz, chciałem
coś jeszcze pilnego zrobić.
~ Ho, ho, ho! Ktoś tu jest zły… Słuchaj ja
przemyślałem to wszystko. Chyba nie chcesz przekreślać tych kilku pięknych miesięcy
razem?
- Co masz na myśli? – spytałem, choć znałem
odpowiedź.
~ Przecież mnie kochasz. Wródźmy do siebie.
Przez
chwilę zastanawiałem się nad tym jak mu powiedzieć coś aż tak oczywistego. Nic
nie wymyśliłem, za to nagle zacząłem się śmiać.
- Naprawdę wierzysz, że powiedziałbym tak? Wow…
~ Źle ci było ze mną? – słyszałem nutkę
irytacji w jego głosie, ale najwyraźniej postanowił nie pokazać tego po sobie.
- Coś ty! Idealnie! Więc uracz tą swoją cudowną
osobistością kogoś innego.
~ Sugerujesz, że mam znaleźć obie innego
chłopaka? A nie będziesz zazdrosny? W końcu…
- Absolutnie! Korzystaj z życia! Mnie zostaw w
spokoju.
Cisza.
Cisza.
Cisza.
~ Nie chcesz tego – w końcu się odezwał, jakże
pewny siebie.
- Zaskoczę cię. Chcę.
Usiadłem na
łóżku, bo z trudem utrzymywałem się na nogach. Niby już nie zależało mi na nim,
ale i tak wyprowadził mnie z równowagi.
~ Kocham cię!
- Nie kłam. Podobno było ci tak ze mną źle.
~ Byłem zły. Wcale tak o tobie nie myślę!
Darek, potrzebuję cię!
Zdziwiłem
się słysząc tą rozpacz w jego głosie. Postanowiłem się nie odzywać tylko
czekać, aż coś jeszcze doda.
~ Kochany – kontynuował – nie mam się gdzie
podziać i…
- Aa… - przerwałem mu. – To o to chodzi! Nie brak
ci mnie, a jedynie mojej kasy! No to wyobraź sobie, że nic nie dostaniesz.
Jakoś sobie poradzisz. Wiesz, jakbyś chciał sponsora…
~ Nie! Chcę ciebie!
- Takiego frajera? To nie jest najlepszy wybór.
Słyszałem
jakiś hałas, ale zaraz ucichło.
- Wiesz co? Mimo wszystko dziękuję ci. Gdybyś
mnie nie zdradził to bym ciągle z tobą był, a ty byś mnie oszukiwał. Tak to się
załamałem, a Gabi chcąc mnie pocieszyć, zmusiła mnie do wyjazdu na słoneczną Italię. Tu jest cudownie! Plaża, morze, jedzenie, miasto, faceci… Aż szkoda
wracać.
~ Słucham??? To ty jesteś za granicą i płacę
za rozmowę dużo drożej???
Parsknąłem
śmiechem.
- No lepiej skończ, bo zamiast zyskać to
zbiedniejesz. Cześć!
~ Ej! Ale ja… - nie dałem mu dokończyć.
Rozłączyłem się.
Rzuciłem
telefon na łóżko i postanowiłem się uspokoić przed rozmową z kolegą. Zamknąłem
oczy i zacząłem w myślach liczyć do dziesięciu, czując jak oczy pieką pod
powiekami.
- W porządku? – odezwała się, nie wiadomo skąd,
Gabryśka.
- Długo tu jesteś? – spytałem nie otwierając moich
zwierciadeł duszy, bojąc się, że jednak wypłynie z nich strumyczek łez.
- Wystarczająco, żeby wiedzieć dlaczego jesteś
w takim stanie – mówiła spokojnie, ale ja wiedziałem, iż to tylko cisza przed
burzą. - Miałeś wyłączyć telefon, idioto! – no właśnie… - Nie rozumiesz?! Czy
ja mam odczynienia z samymi debilami, którzy nie rozumieją poczynań troskliwej
przyjaciółki?! Wiesz co? Mam ochotę ci przywalić w ten twój głupi ryj!
- Już? Głowa mnie boli, możesz się zamknąć?
Dziękuję – nie czekałem na jej odpowiedź. – Chciałem tylko zadzwonić do
Seweryna, żeby się dowiedzieć jak tam w pracy, a tu nagle TEN się odezwał. Z
resztą co ja ci się tłumaczę?! Możesz nie wchodzić do mojego pokoju bez
pytania?! Jak w ogóle to jest możliwe???
- Ma się te swoje sposoby. – Teatralnie odgarnęła
włosy. – Słuchaj…
- Nie! To ty posłuchaj! Kocham cie jak
siostrę, ale możesz się nie wpierdalać w moje życie?!
Prychnęła i
oburzona wyszła.
Miałem dość
tamtego dnia i chciałem żeby on się już skończył. Niby o jeden dzień bliżej
śmierci, ale jakie to miało wtedy znaczenie? I dlaczego tak bardzo moje serce
rwało się ku tamtemu niesamowitemu facetowi? Czy odrobina uczucia, zrozumienia,
czy opieki to naprawdę na za dużo?
Ułożyłem
się wygodniej i w końcu po czasie, ukołysany głaskającymi me policzki łzami,
zasnąłem, choć była dopiero 1600…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz