EPILOG.
Dwa
miesiące później…
Zostałem na
stałe we Włoszech. Mama kręciła nosem, że uciekam od niej tak daleko, ale w
końcu zaakceptowała to. Gabi również narzekała, równocześnie wspierają mnie i
trzymając za nas kciuki.
Nie
zrezygnowałem z pracy. Miałem taki zamiar, lecz okazało się, że szefostwo tak
mnie ceniło, iż zaproponowali podwyżkę i możliwość pracy na odległość, to
znaczy mogłem się komunikować za pomocą Internetu, a tylko od czasu do czasu
wpadać do pracy, więc zarazem miałem odwiedzać rodzinę, przyjaciół i wpadać na
chwilkę do biura. To mi nawet odpowiadało. Dodatkowo pracowałem w jednej z restauracji,
bo jak się okazało było ich kilka, mojego chłopaka. Jak tylko spróbował jednego
z moich dań, natychmiast mnie tam zatrudnił. Gabryśka była wniebowzięta, w
końcu to ona narzekała, że się marnuję, jako grafik. Dobry, ale kucharz lepszy, jak to ona mówiła.
Mieszkaliśmy
w mieszkaniu kupionym, w pobliżu jednej z restauracji, tej gdzie byłem
zatrudniony. Życie z nim śmiało mogę porównywać do bajki.
Przygotowywałem
dla nas kawy, czego nauczył mnie mój chłopak. Znaczy wcześniej umiałem, ale to
w niczym nie przypominało tej włoskiej albo po prostu tej zrobionej przez
pewnego Włocha.
Nagle
zadzwonił telefon. Zdziwiony zerknąłem na wyświetlacz, a zaskoczenie się
powiększyło, kiedy zobaczyłem kto dzwoni.
- Nie odbierasz? – spytał mój chłopak,
przytulając mnie od tyłu.
Pokazałem
mu wyświetlacz.
- Aa… No to odbierz.
- Ale…
Wskazał
głową na komórkę.
Westchnąłem
i spełniłem jego polecenie.
- O co chodzi?
~ Zawsze jesteś taki nie miły dla swoich ex?
- Tylko dla tych wyjątkowych. Czego?
~ Widzisz… Ja to przemyślałem i doszedłem do
wniosku, że spróbuję jeszcze raz. Nie możemy zacząć wszystkiego od nowa?
- Widzisz… - Brunet zaczął całować mnie po
szyi, a ja domyśliłem się szybko o co mu chodziło. – To raczej nie będzie
możliwe. Mm… Czekaj! – zwróciłem się do chłopaka, puszczając mu oczko. –
Rozmawiam.
- Kiedy ja chcę cię już w sypialni. Chociaż
kuchnia też jest OK…
- Chwila! Halo, Błażej?
~ Ty… Ty masz kogoś??? Jasne... Kto by z tobą
wytrzymał…
Z trudem
opanowałem emocje. Usta ukochanego, zdecydowanie mi to ułatwiały.
- A widzisz, jednak ktoś się znalazł. Pamiętasz
jak ci wspominałem, że we Włoszech jest tak super? Plaże, morze, miasto, faceci…
No to jeden facet okazał się ponad przeciętną i tak myśląc o naszym związku to
myślę, iż nawet na początku nie było choć w połowie tak dobrze jak z nim.
~ Pieprzysz, żeby mnie zdenerwować.
- Pieprze? Ciebie? Nie… Marcello za to jest w
tym doskonały… - Czułem jak się uśmiecha, dalej nie przerywając całować moją
skórę.
~ A ja chciałem dać ci jeszcze jedną szansę!
- Ty, mi? – Parsknąłem śmiechem. – Muszę kończyć.
Tak swoja drogą to jestem za granicą, wiec nie dzwoń, bo dużo będzie cię to
kosztować. Nie tylko nerwów.
Rozłączył
się.
- No popatrz…
- Jak ty z nim mogłeś być? – spytał.
- Nie wiem. – Po chwili dodałem: - Wspominałeś
o sypialni, bądź kuchni… Mam nadzieję, że myślimy o tym samym, a do tego to jest dalej
aktualne…
Obrócił
mnie przodem do siebie.
- Jak najbardziej.
Zaraz
posadził mnie na blacie i zaczął namiętnie całować.
Kochałem
tego faceta. Jego głos, dotyk, ciało, charakter, dobre oraz złe strony… Całego.
Nie wyobrażałem sobie, jakby wyglądało moje życie bez niego i nie zamierzałem.
Najważniejsze było nasze uczucie, które nigdy nie gasło, nawet mimo drobnych sprzeczek,
które potrafiliśmy zażegnać w bardzo przyjemny sposób. Potrzebowałem go jak
powietrza, a on nieustannie pokazywał mi jak bardzo jemu również na mnie
zależało.
- Kocham cię… - powiedziałem, dochodząc i
czując swojego partnera całym sobą, ciałem i sercem, przy sobie.
To nie były
puste słowa, a za razem takie piękne. Podobno jak się je mówi non stop to tracą
tak na znaczeniu. W naszym przypadku niezależnie od języka, chwili, zawsze były
równie ważne.
- Ja ciebie też.
KONIEC!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz