czwartek, 3 marca 2016

Wakacyjny romans - EPILOG

EPILOG.
Dwa miesiące później…
Zostałem na stałe we Włoszech. Mama kręciła nosem, że uciekam od niej tak daleko, ale w końcu zaakceptowała to. Gabi również narzekała, równocześnie wspierają mnie i trzymając za nas kciuki.
Nie zrezygnowałem z pracy. Miałem taki zamiar, lecz okazało się, że szefostwo tak mnie ceniło, iż zaproponowali podwyżkę i możliwość pracy na odległość, to znaczy mogłem się komunikować za pomocą Internetu, a tylko od czasu do czasu wpadać do pracy, więc zarazem miałem odwiedzać rodzinę, przyjaciół i wpadać na chwilkę do biura. To mi nawet odpowiadało. Dodatkowo pracowałem w jednej z restauracji, bo jak się okazało było ich kilka, mojego chłopaka. Jak tylko spróbował jednego z moich dań, natychmiast mnie tam zatrudnił. Gabryśka była wniebowzięta, w końcu to ona narzekała, że się marnuję, jako grafik. Dobry, ale kucharz lepszy, jak to ona mówiła.
Mieszkaliśmy w mieszkaniu kupionym, w pobliżu jednej z restauracji, tej gdzie byłem zatrudniony. Życie z nim śmiało mogę porównywać do bajki.

Przygotowywałem dla nas kawy, czego nauczył mnie mój chłopak. Znaczy wcześniej umiałem, ale to w niczym nie przypominało tej włoskiej albo po prostu tej zrobionej przez pewnego Włocha.
Nagle zadzwonił telefon. Zdziwiony zerknąłem na wyświetlacz, a zaskoczenie się powiększyło, kiedy zobaczyłem kto dzwoni.
 - Nie odbierasz? – spytał mój chłopak, przytulając mnie od tyłu.
Pokazałem mu wyświetlacz.
 - Aa… No to odbierz.
 - Ale…
Wskazał głową na komórkę.
Westchnąłem i spełniłem jego polecenie.
 - O co chodzi?
 ~ Zawsze jesteś taki nie miły dla swoich ex?
 - Tylko dla tych wyjątkowych. Czego?
 ~ Widzisz… Ja to przemyślałem i doszedłem do wniosku, że spróbuję jeszcze raz. Nie możemy zacząć wszystkiego od nowa?
 - Widzisz… - Brunet zaczął całować mnie po szyi, a ja domyśliłem się szybko o co mu chodziło. – To raczej nie będzie możliwe. Mm… Czekaj! – zwróciłem się do chłopaka, puszczając mu oczko. – Rozmawiam.
 - Kiedy ja chcę cię już w sypialni. Chociaż kuchnia też jest OK…
 - Chwila! Halo, Błażej?
 ~ Ty… Ty masz kogoś??? Jasne... Kto by z tobą wytrzymał…
Z trudem opanowałem emocje. Usta ukochanego, zdecydowanie mi to ułatwiały.
 - A widzisz, jednak ktoś się znalazł. Pamiętasz jak ci wspominałem, że we Włoszech jest tak super? Plaże, morze, miasto, faceci… No to jeden facet okazał się ponad przeciętną i tak myśląc o naszym związku to myślę, iż nawet na początku nie było choć w połowie tak dobrze jak z nim.
 ~ Pieprzysz, żeby mnie zdenerwować.
 - Pieprze? Ciebie? Nie… Marcello za to jest w tym doskonały… - Czułem jak się uśmiecha, dalej nie przerywając całować moją skórę.
 ~ A ja chciałem dać ci jeszcze jedną szansę!
 - Ty, mi? – Parsknąłem śmiechem. – Muszę kończyć. Tak swoja drogą to jestem za granicą, wiec nie dzwoń, bo dużo będzie cię to kosztować. Nie tylko nerwów.
Rozłączył się.
 - No popatrz…
 - Jak ty z nim mogłeś być? – spytał.
 - Nie wiem. – Po chwili dodałem: - Wspominałeś o sypialni, bądź kuchni… Mam nadzieję, że myślimy o tym samym, a do tego to jest dalej aktualne…
Obrócił mnie przodem do siebie.
 - Jak najbardziej.
Zaraz posadził mnie na blacie i zaczął namiętnie całować.
Kochałem tego faceta. Jego głos, dotyk, ciało, charakter, dobre oraz złe strony… Całego. Nie wyobrażałem sobie, jakby wyglądało moje życie bez niego i nie zamierzałem. Najważniejsze było nasze uczucie, które nigdy nie gasło, nawet mimo drobnych sprzeczek, które potrafiliśmy zażegnać w bardzo przyjemny sposób. Potrzebowałem go jak powietrza, a on nieustannie pokazywał mi jak bardzo jemu również na mnie zależało.
 - Kocham cię… - powiedziałem, dochodząc i czując swojego partnera całym sobą, ciałem i sercem, przy sobie.
To nie były puste słowa, a za razem takie piękne. Podobno jak się je mówi non stop to tracą tak na znaczeniu. W naszym przypadku niezależnie od języka, chwili, zawsze były równie ważne.
 - Ja ciebie też.

KONIEC!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz