Rozdział 3.
Tydzień
później…
Wystroiłem
się w garnitur i ułożyłem włosy, z którymi cały czas zapominałem pójść do
fryzjera, a przestałem ufać maminym zdolnością, kiedy pewnego razu prawie że
mnie na łyso obcięła. Ostatni raz przejrzałem się w lustrze i założyłem ciepłe
ubranie.
- Mówię ci synu, przyjmij ten spadek. Wiem, że
nie czujesz się z tym najlepiej, ale skoro cie zapisał w testamencie to znaczy,
że mu zależało – poradził ojciec.
- Materialista – mruknąłem pod nosem.
Tak
naprawdę to mieliśmy z moim ojczulkiem czasami duże spięcia odnośnie mojej
orientacji, więc zawsze kiedy był dla mnie miły to czułem, iż coś kręci.
- Wychodzę!
Podbiegłem
do auta i ruszyłem na ulicę Sobieskiego.
Szczerze
mówiąc to dalej nie byłem pewny, czy chcę przyjąć ten spadek, czy nie.
Postanowiłem upewnić się w tym na miejscu. Zaparkowałem samochód, koło jakiegoś
białego mercedesa. Ruszyłem do środka cały w nerwach. Wchodząc tam, nie byłem
pewny gdzie mam się udać, ale zaraz podszedł do mnie miły, niski, starszy pan.
- Andrzej Kłos? – spytał.
- Tak. Dzień dobry. – Uścisnęliśmy sobie ręce
i zaprowadził mnie do pomieszczenia obok. – A to jest właśnie pan Paweł Śliwa –
przedstawił drugiego mężczyznę.
Przyjrzałem
mu się zaskoczony. Bynajmniej nie wyglądał jak człowiek w żałobie. Siedział
wygodnie z dziwnym uśmieszkiem, w jasnym garniturze. Krótkie włosy miał
postawione trochę na żel. Biła od niego pewność siebie i jakiś chłód. Nie
wiedziałem jak można kogoś nie polubić od pierwszego wejrzenia, ale nagle
zrozumiałem takich ludzi. Naprawdę cieszyłem się, że więcej nie spotkam tego
typa.
- Dzień dobry – przywitałem się.
Usiadłem
obok, ignorując go. Źle się czułem w jego towarzystwie i wolałem jak
najszybciej to zakończyć. Tylko ta niechęć do niego przyczyniła się do podjęcia
przez mnie decyzji.
- Zanim zacznę, to chciałbym się upewnić,
panie Andrzeju, jak pan zadecydował w sprawie spadku – spytał mecenas.
- Przyjmuję – odparłem pewnie.
Usłyszałem
prychnięcie ze strony wnuka pana Zenka, co mnie jakoś podbudowało.
- Dobrze. W takim razie przechodząc do sedna
sprawy przeczytam już tylko co panowie otrzymują w spadku…
Kątem oka
zobaczyłem jak grymas niezadowolenia malował się na twarzy pana Pawła, kiedy
było wymieniane, co dostanę. Jego złość sięgnęła zenitu, wraz z przeczytaniem,
iż należy mi się połowa mieszkania.
- Słucham?! – Wstał i oparł dłonie o biurko
mecenasa, pochylając się w jego stronę. – To ja jestem jedyną osobą z jego
rodziny, a ten tu – wskazał na mnie palcem – dostanie moje mieszkanie?!
- Właściwie to ono jest pana Zenka –
pozwoliłem sobie zauważyć.
- Nikt cię o nic nie pyta! Nie po to
przyleciałem taki kawał drogi, żeby się dowiedzieć, że jakiś obcy dostanie
więcej ode mnie!
- A pogrzeb? – spytałem.
Prychnął.
- Nie znałem go, więc nie czuję żebym musiał
przychodzić na coś takiego. Nawet nie wiem, kiedy ma się odbyć.
Wtedy to
mnie ogarnęła wściekłość, ale trzymałem ja na wodzy.
- Jutro. Późno, ale nie każdy ma w dupie życie
innych i jako że ja się tym zająłem to na początku nie miałem siły na myślenie
o czymkolwiek. Nadal nie zamierzasz przyjść? Przypominam, że nie on nie ma
nikogo więcej z rodziny.
Usiadł i
uśmiechnął się kpiąco.
- Raczej miał.
O zmarłych raczej się mówi w czasie przeszłym, chyba że coś się zmieniło, a ja
o tym nie wiem?
Wstałem i
przeszedłem się po pokoju, bo czułem, jak łzy znowu chciały znaleźć ujście z
moich oczu.
- Nic – odparłem chłodno. – Mogę już iść?
- Moment, jeszcze tylko podpisze pan w tym –
wskazał palcem na kartkę – miejscu.
Tak też
uczyniłem i szybko wyszedłem. Prawie biegłem do samochodu. Otwarłem drzwi auta,
ale ktoś je zatrzasnął.
- Chwila, chwila… - Pan Paweł zmierzył mnie
ostrym wzrokiem. – Możesz sobie wziąć te niepotrzebne nikomu bibeloty
i tak dalej, a nawet część pieniędzy, którą ci dał, ale od mieszkania się
odpierdol. Ty wiesz ile zarobię na nim?! Jest usytuowane w świetnym miejscu.
Nie jesteś dla niego nikim z rodziny, więc również część twojego majątku po nim
powinienem dostać!
Trochę się przestraszyłem
widząc go tak wściekłego, ale postanowiłem nie pokazywać tego po sobie.
- Taki wnuk, że od lat nie utrzymywaliście
kontaktu! Wiesz jak go to bolało? Jesteś jego ostatnim członkiem rodziny, a lepsze
kontakty ma z obcymi!
- MIAŁ – poprawił mnie z wrednym uśmiechem.
Odepchnąłem
go i wsiadłem do samochodu.
- Dla mnie on jest ważny i nie potrafię mówić
o nim jak o zmarłym. A mojego spadku nie dostaniesz. Przepisał go MI, więc spełnię
jego wolę! Fakt, wahałem się, ale już jestem pewny.
I
odjechałem. Ledwo dotarłem pod blok, a nie wytrzymałem – oparłem głowę o
kierownicę i zacząłem płakać. Było mi ciężko, a ten pierdolony wnuk pana Zenka
jeszcze mój stan pogorszył. Miałem dość, chciałem, żeby tamten dzień się już
skończył.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz