Rozdział 6.
Obudziłem
się rześki i wyspany. Przeciągnąłem się, wdychając charakterystyczny zapach
tamtego pokoju. Od razu humor mi się popsuł.
Poszedłem
po walizkę i wyjąłem z niej bardzo grube ubranie, a następnie się w nie przebrałem.
Szybko przepłukałem twarz wodą, umyłem zęby i przeczesałem włosy grzebieniem.
Gotowy wziąłem portfel, założyłem kurtkę, szalik, buty i wyszedłem.
Może i był
styczeń, ale lubiłem poranny jogging. Porę roku też i nawet lepiej tak, aniżeli
w upalne lato.
Po drodze
wstąpiłem do osiedlowego sklepiku i kupiłem od pani Helenki, świeże bułeczki,
margarynę, ser, wędlinę…
Truchcikiem
wróciłem do mieszkania… nowego mieszkania. Rozpakowałem zakupy i przebrałem się
w bardziej domowe ciuchy.
Zacząłem przygotowywać
sobie śniadanie, przy okazji zerkając na zegarek.
Jeszcze trzy godziny…
Westchnąłem
i zaparzyłem sobie dodatkowo herbatę pana Zenka. Tą z Indii. Nie było jej nawet
tak mało jak się obawiałem, więc pewnie przed śmiercią zamówił zapas.
Z kubkiem
parującej cieczy i talerzykiem z bułką z serem i szynką, usiadłem przy stole. Ledwo
upiłem łyk, a zobaczyłem pana Pawła.
Najwyraźniej
dopiero co wstał, bo przecierał zaspaną twarz, stojąc w spodniach od piżamy…
Tak, tylko. Włosy mu sterczały na wszystkie strony, a ich właściciel rozglądał
się nieobecnym wzrokiem, po pomieszczeniu.
- Dzień dobry – kulturalnie się przywitałem.
- Dobry, dobry… - Ziewnął. – Zrobiłeś mi też
śniadanie?
- Sam możesz to zrobić – skoro on nie kwapił
się do rozmowy na pan to co ja się
będę produkować.
Prychnął i
wyszedł do łazienki.
- Zrobiłem zakupy, wszystko jest w kuchni! –
krzyknąłem do niego żeby usłyszał. Poza tym, mimo wszystko musieliśmy razem
przez jakiś czas mieszkać, więc chciałem być choć trochę miły.
- To zaparz mi chociaż kawę!
- Em… Nie piję i nie pomyślałem o tym… -
powiedziałem już dużo ciszej.
Jednak mimo
to usłyszał.
- CO?! – Wpadł do salonu wściekły. – To idź
kup! Niech będzie z ciebie jakikolwiek pożytek!
Zdenerwował
mnie tym i cała moja chęć bycia z nim w miarę dobrych stosunkach odeszła w
zapomnienie.
- Słucham?! Jaśnie pan będzie sobie wstawał
kiedy chce, nawet o dziesiątej i ja mam ci wszystko padać! Może jeszcze do
łóżka, co?!
Uśmiechnął
się dziwnie.
- Do łóżka to możesz być ty.
Otworzyłem
usta, ale z braku pomysłu na sensowną odpowiedź, zamknąłem je. Zaskoczył mnie
tym no!
- Ha! Co się tak rumienisz jak dziewica? –
spytał kpiąco.
Na
szczęście nie musiałem nic mówić, bo wyszedł.
Próbowałem się
ogarnąć. Ten facet działał mi na nerwy jak mało kto.
Skończyłem
jeść śniadanie. Nie miałem nic to roboty, gdyż zapomniałem zabrać notatki,
które zdobyłem od znajomych. Postanowiłem, więc zasiąść do fortepianu i coś
zagrać.
Palce same
zaczęły tańczyć w rytm pieśni żałobnej.
Nagle
poczułem na sobie czyjś wzrok. Przerwałem i obróciłem się w stronę wejścia do
salonu, gdzie stał Paweł. Przez moment jakbym widział na jego twarzy cień
podziwu, ale zaraz ukrył go pod maską powagi i złośliwości.
- Nie hałasuj tak. Jak już masz zamiar coś tam
brzdękać, to lepiej bardziej wesołe piosenki.
- Będę grać co mi się żywnie podoba! –
odparłem.
Zerknąłem
na zegarek.
Jeszcze godzina…
Podszedłem
do walizki (tak, ciągle się nie rozpakowałem) i wyjąłem niej czarny garnitur
oraz białą koszulę. Przyjrzałem się temu.
Trochę się pogniotło… Gdzie on ma żelazko…?
Rzuciłem
ubrania na sofę i zszedłem do piwnicy. Szybko odnalazłem potrzebną mi rzecz i wróciłem
do mieszkania.
Dziwnie się
czułem tak nic nie mówiąc, jednak nie miałem ochoty odzywać się do kogoś takiego.
Zacząłem
prasować, kiedy pojawił się obok mój nowy współlokator.
- Gdzie się wybierasz?
- Mówiłem ci wczoraj, że jest pogrzeb twojego
dziadka. Nie idziesz?
- Po co? – spytał jakby nigdy nic.
Zaskoczył
mnie tym i prawie że bym sobie zrobił dziurę w spodniach. Nie sądziłem, że można
być aż tak bez serca.
- Ha, ha! Uważaj! – powiedział rozbawiony,
widząc jak szybko zabieram żelazko i sprawdzam, czy nie spaliłem ubrań.
- To jest twój…
- Był – poprawił mnie.
Chwyciłem
go za bluzkę, którą na szczęście już założył, i popchnąłem na ścianę. Miałem
ochotę go uderzyć w ten wesoły ryj, ale się powstrzymałem.
- Zejdź mi z oczu – wysyczałem. – Mam nadzieję,
że szybko znajdziesz sobie jakieś mieszkanie, a najlepiej wyjedziesz tam do
siebie, do Irlandii.
Wziąłem
strój i zamknąłem się w łazience, przeklinając ojca, który skazał mnie na
mieszkanie z tym potworem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz