Prolog.
Wracałem
spacerkiem ze szkoły. Słońce świeciło, na niebie nie było ani jednej chmurki.
Było gorąco, a ja się bardzo cieszyłem, że to oznacza zbliżające się wakacje.
Nagle
zobaczyłem starszego pana taszczącego jakiś wielki karton. Wyglądał na
zmęczonego. Szkoda mi się go zrobiło i podbiegłem do niego.
- Dzień dobry! Pomóc panu? – spytałem.
Przyjrzał
mi się uważnie, a później uśmiechnął się życzliwie.
- Dziękuję. Mieszkam na drugim piętrze, a do
tego jest tak gorąco… Zawsze przyda się dodatkowa para rąk.
Odłożyłem
plecak na chodnik i chwyciłem karton z jednej strony. Oboje spróbowaliśmy go
zanieść do mieszkania mężczyzny. To coś co było w środku było ciężkie, ale daliśmy
radę. Odetchnąłem zmęczony i wytarłem pot z czoła.
- Co to jest?
- Obraz – wyjaśnił.
Wyjął
ładnie zdobiony scyzoryk z kieszeni, aby rozciąć pudełko.
- Taki ciężki?
- Jest duży, ale to jego rama najwięcej waży.
Ma już swoje lata, teraz takich nie robią.
Zainteresowałem
się i poczekałem, aż pokarze mi to dzieło.
Moim oczom
ukazał się piękny widok sawanny, z najdrobniejszymi szczegółami. Złota rama
faktycznie wyglądała na ciężką, ale zarazem bardzo piękną.
- Fajny. Skąd pan go ma?
- Kiedyś wyjechałem do RPA i natrafiłem na
niego. Nie mogłem się powstrzymać przed zakupem.
Moje oczy
rozszerzyły się i patrzyły na niego z podziwem.
- Wow… To pan jest podróżnikiem?
Uśmiechnął
się i usiadł na fotelu.
- Lubię zwiedzać świat, co nie do końca podoba
się mojej rodzinie, bo często mnie nie ma. Tylko ostatnio już nie jeżdżę, gdyż
zrozumiałem, że samemu to nie to samo… Niestety nikt z rodziny nie podziela
mojej pasji. Pozostały pamiątki i wspomnienia.
Oburzyłem
się.
- No co pan! Tak rezygnować z marzeń! Trzeba
robić to co się lubi, a nie narzekać, bo nie ma pan z kim zwiedzać. Znajdzie
się ktoś taki.
Potarmosił
moje włosy.
- Ile masz lat chłopczyku?
- Dziesięć, a pan?
- Pięćdziesiąt pięć. Stary jestem, co?
- To tym bardziej powinien pan robić to co się
lubi! Starsi ludzie już nie mają tyle czasu na odkładanie wszystkiego na
później!
Staruszek
zaczął się śmiać.
- Jakiś ty
bezpośredni.
Nagle
przypominałem sobie o plecaku.
- O… To ja zaraz przyjdę, tylko wezmę…
- Twoi rodzice pewnie będą się martwić –
wszedł mi w słowo. – Jak chcesz to możesz wpaść na przykład po obiedzie.
- Z chęcią! A opowie mi pan co nieco o
pańskich podróżach?
Skinął
głową.
Wybiegłem i
podekscytowany odliczałem minuty, aż wrócę do tego staruszka.
Uwielbiałem
takie historie, a nie ma to jak na żywo posłuchać, bo zawsze można dopytać.
Polubiłem go i coś czułem, że zapowiada się przyjaźń na wiele lat… Sam miałem
mało przyjaciół, bo nie interesowałem się tym co wszyscy – piłka nożna, samochody,
gry komputerowe, a trochę starsi – dziewczyny.
Po
obiedzie od razu pobiegłem do nowo poznanego faceta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz