poniedziałek, 14 marca 2016

Testament - Prolog.

Prolog.
Wracałem spacerkiem ze szkoły. Słońce świeciło, na niebie nie było ani jednej chmurki. Było gorąco, a ja się bardzo cieszyłem, że to oznacza zbliżające się wakacje.
Nagle zobaczyłem starszego pana taszczącego jakiś wielki karton. Wyglądał na zmęczonego. Szkoda mi się go zrobiło i podbiegłem do niego.
 - Dzień dobry! Pomóc panu? – spytałem.
Przyjrzał mi się uważnie, a później uśmiechnął się życzliwie.
 - Dziękuję. Mieszkam na drugim piętrze, a do tego jest tak gorąco… Zawsze przyda się dodatkowa para rąk.
Odłożyłem plecak na chodnik i chwyciłem karton z jednej strony. Oboje spróbowaliśmy go zanieść do mieszkania mężczyzny. To coś co było w środku było ciężkie, ale daliśmy radę. Odetchnąłem zmęczony i wytarłem pot z czoła.
 - Co to jest?
 - Obraz – wyjaśnił.
Wyjął ładnie zdobiony scyzoryk z kieszeni, aby rozciąć pudełko.
 - Taki ciężki?
 - Jest duży, ale to jego rama najwięcej waży. Ma już swoje lata, teraz takich nie robią.
Zainteresowałem się i poczekałem, aż pokarze mi to dzieło.
Moim oczom ukazał się piękny widok sawanny, z najdrobniejszymi szczegółami. Złota rama faktycznie wyglądała na ciężką, ale zarazem bardzo piękną.
 - Fajny. Skąd pan go ma?
 - Kiedyś wyjechałem do RPA i natrafiłem na niego. Nie mogłem się powstrzymać przed zakupem.
Moje oczy rozszerzyły się i patrzyły na niego z podziwem.
 - Wow… To pan jest podróżnikiem?
Uśmiechnął się i usiadł na fotelu.
 - Lubię zwiedzać świat, co nie do końca podoba się mojej rodzinie, bo często mnie nie ma. Tylko ostatnio już nie jeżdżę, gdyż zrozumiałem, że samemu to nie to samo… Niestety nikt z rodziny nie podziela mojej pasji. Pozostały pamiątki i wspomnienia.
Oburzyłem się.
 - No co pan! Tak rezygnować z marzeń! Trzeba robić to co się lubi, a nie narzekać, bo nie ma pan z kim zwiedzać. Znajdzie się ktoś taki.
Potarmosił moje włosy.
 - Ile masz lat chłopczyku?
 - Dziesięć, a pan?
 - Pięćdziesiąt pięć. Stary jestem, co?
 - To tym bardziej powinien pan robić to co się lubi! Starsi ludzie już nie mają tyle czasu na odkładanie wszystkiego na później!
Staruszek zaczął się śmiać.
- Jakiś ty bezpośredni.
Nagle przypominałem sobie o plecaku.
 - O… To ja zaraz przyjdę, tylko wezmę…
 - Twoi rodzice pewnie będą się martwić – wszedł mi w słowo. – Jak chcesz to możesz wpaść na przykład po obiedzie.
 - Z chęcią! A opowie mi pan co nieco o pańskich podróżach?
Skinął głową.
Wybiegłem i podekscytowany odliczałem minuty, aż wrócę do tego staruszka.
Uwielbiałem takie historie, a nie ma to jak na żywo posłuchać, bo zawsze można dopytać. Polubiłem go i coś czułem, że zapowiada się przyjaźń na wiele lat… Sam miałem mało przyjaciół, bo nie interesowałem się tym co wszyscy – piłka nożna, samochody, gry komputerowe, a trochę starsi – dziewczyny.
Po obiedzie od razu pobiegłem do nowo poznanego faceta. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz