sobota, 27 lutego 2016

Wakacyjny romans - Rozdział 8.

Rozdział 8.
W końcu umówiliśmy się w tej samej restauracji, gdzie się poznaliśmy. Siedziałem i czekałem na niego, ale się nie pojawiał. Minęło pięć minut, dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści, godzina… W końcu nie wytrzymałem i po półtorej poszedłem z powrotem do hotelu.
Nawet nie miałem jego numeru telefonu, żeby się skontaktować z nim i spytać, dlaczego się nie pojawił, bądź wygarnąć mu, że takich rzeczy się nie robi. Jakby tego było mało to naprawdę chciałem się z nim spotkać. Polubiłem go, a ten tak po prostu mnie olał. Mógł się chociaż nie umawiać, jak znudziłem mu się i chodziło tylko o sex!
Wściekły rzuciłem pierwszą lepszą rzeczą o ścianę, która okazała się być zegarkiem na rękę. Wstałem i założyłem go, choć nie nosiłem ich często, ale musiałem coś zrobić. Cokolwiek!
 - Nie wyładowuj się na przedmiotach. Mogą ci się jeszcze przydać – odezwała się Gabi.
 - Jak długo tu jesteś? – spytałem głucho.
 - Oj nie myśl o nim! Masz jeszcze nie całe dwa tygodnie i zamierzasz je poświęcić na jakiś tam wakacyjny romans? Za bardzo przywiązujesz się do ludzi. Dobry był chociaż w łóżku?
 - Zajebisty. – Westchnąłem. – To musiał się ze mną umawiać?! A nie. Kazał obiecać, że przyjdę, natomiast sam mnie olał! Pieprzyć facetów! – Walnąłem z pięści w poduszkę.
Przyjaciółka tylko się zaśmiała i przysiadła obok, kładąc głowę na moim ramieniu.
 - Sam nim jesteś – przypomniała. – Nie myśl o tym palancie, przecież nie obiecaliście sobie wielkiej miłości i w ogóle.
 - Wiem! Tylko czemu mnie tak wystawił?! Nie chce mu się spędzać ze mną więcej czasu to niech się nie umawia! I czemu to musi być najprzystojniejszy facet na świecie, a jakby tego było mało to dodatkowo świetnie się dogadywaliśmy! Normalnie pierdolony ideał!
 - Najwyraźniej nie taki znowu ideał. Chodź, zabawimy się gdzieś i zapomnisz o nim.
Odepchnąłem ją dalej, bo bałem się, że zaraz bym jej coś zrobił.
 - Czy tak trudno zrozumieć, iż to nie dla mnie?! On przynajmniej potrafił pocieszyć, a ty…
 - A ja cię nie przelecę, żebyś zapomniał.
 - Musiałbyś mnie zgwałcić, żeby ci się udało do mnie dobrać. Nie rozumiesz… Zapomniałem o Błażeju i innych moich byłych, zanim wylądowaliśmy łóżku, a rano po raz drugi tym razem w wannie, jasne?! Chcę być sam, OK.?
 - Nie? Przepraszam, no! Poza tym wiem, że nie chcesz, tyko tak mówisz. To w takim razie pójdziemy gdzie tylko wybierzesz. Now!
Uśmiechnąłem się krzywo i niezbyt przekonany powlokłem się za nią na zewnątrz.
Za bardzo wszystko przeżywałem, ale po prostu taki już byłem. Gdyby tylko sex z nim byłby taki super to może jeszcze, lecz on w całości zasługiwał na miano mojego ideału. Niby nie powinienem tak się przywiązywać po dwudziestu czterech godzinach spędzonych z tym boskim Włochem, a jednak…
Gośka bardzo starała się umilić mi czas, ciągle wymyślała nowe atrakcje, gadała o miejscach, które mijaliśmy, a za razem, choć ona nie wiedziała, ja już poprzedniego dnia zwiedziłem i usłyszałem co nieco. Ciągle jej przerywałem, by dodać coś od siebie, a ona tylko się dziwiła, że tyle wiem. Doceniałem jej wysiłek, bo nigdy, aż tak się nie starała tylko zabierała do klubu, czy tak jak wtedy, wymyślała jakieś atrakcje, choć na tak odległe wakacje to jeszcze nigdy mnie nie namówiła.
Zastanawiałem się czy to dobrze, że wyjechałem, spotkałem go, może lepiej byłoby zostać i użalać się nad rozstaniem z Błażejem, ale nie mogłem znaleźć odpowiedzi.
Wielokrotnie się zawieszałem, a mój wielorybek (to przesada, ale lubiłem ją tak nazywać pieszczotliwie, choć ona nie zdawała sobie z tego sprawy, bo jakby się dowiedziała…)  cierpliwie to znosił.
Miałem wyrzuty sumienia, gdyż przeze mnie ta wycieczka się nie udała. Postanowiłem jakoś to naprawić.
 - A może faktycznie pójdziemy na plażę, a wieczorem do klubu? – spytałem.
Zamiast radości ujrzałem szok.
 - Serio…? Przecież mówiłeś…
 - Walić to. Jesteśmy we Włoszech! Powinniśmy się bawić, a nie użalać. Przynajmniej przestałam myśleć o moich ex, a do tego przeżyłem najcudowniejszy sex w moim życiu i tego się trzymajmy. Idziemy do hotelu, przebieramy się w kąpielówki i wracamy się opalać, pływać?
Chyba coś mi się nie udało jej przekonać do moich czystych intencji, ale grunt, że w końcu chociaż ona szczerze się śmiała. Uznałem, iż dla jej dobra będę udawać wyluzowanego i radosnego. Tyle jej zawdzięczałem, nie tylko nerwów, więc wtedy przyszła pora na odwdzięczenie się, nawet jeśli przyjaciółka o tym do końca nie wiedziała.


Wakacyjny romans - Rozdział 7.

Rozdział 7.
Kiedy się obudziłem ze zdziwieniem odkryłem jakąś rękę, leżącą na mnie. Obróciłem się w stronę właściciela owej kończyny, a na mojej twarzy od razu zagościł uśmiech na widok Marcella. Postanowiłem go jeszcze nie budzić, więc jedynie ułożyłem się wygodniej i obserwowałem go, bawiąc się jego włosami.
W końcu poruszył się, powoli otwierając oczy.
 - Gdzie…? – Rozejrzał się po pokoju. – Aa… Cześć! – Uśmiechnął się do mnie.
Szybko cmoknąłem go w usta.
 - Cześć! Wyspany?
 - Mhm… - Przyciągnął mnie bliżej. – A ty?
Ku mojemu zdziwieniu zamiast dostać kolejnego buziaka, zostałem przytulony.
 - Owszem. Dawno tak dobrze nie spałem. Tylko… Wczoraj od razu zasnęliśmy, nawet się nie umyłem… - Nagle do mojej głowy wpadł genialny pomysł. – Jak tu przyjechałem to odkryłem wielką wannę… Zastanawiam się czy byśmy się tam razem zmieścili. – Byłem pewny, ale mniejsza o to.
 - Trzeba sprawdzić… Poza tym nie można tak marnować wody, prawda?
 - Masz absolutną rację.
Wstałem pierwszy i skierowałem się do łazienki. Odkręciłem kran nad wanną i czekałem, aż się uzupełni, dodatkowo dolewając jakieś płyny, czy coś.
Podskoczyłem zaskoczony, kiedy przytulił mnie od tyłu.
 - Już?
 - Chyba… - Nim zdążyłem zareagować wylądowałem w pianie. – Ej!
Śmiejąc się wszedł i usiadł obok.
 - Swoją drogą… - Pokazał mi miętówki.
 - Czyżbyś coś planował? – spytałem niewinnie.
Włożył mi jedną do ust, drugą do swoich i zanurzył się aż po brodę.
 - Mhm…
I wciągnął mnie na siebie.
Byłem tak blisko, że nie mogłem – i nie musiałem – powstrzymać się; pocałowałem go. To od uprzedniego dnia, stało się moim ulubionym zajęciem.  
Lekko się podniosłem, dalej go całując, dodatkowo przeczesując jego, już w większości mokre, włosy. Jedną ręką nakierowałem, tą należącą do kochanka, na moje pośladki. Poczułem jak, między pocałunkami, uśmiecha się i powoli zanurza jeden palec.
Nie rozumiałem jak dla kogoś to może być nieprzyjemne. Dla mnie wręcz przeciwnie – jeszcze bardziej pobudzało.
Jedną dłoń przeniosłem na tors mężczyzny, natomiast drugą zacząłem dodatkowo stymulować jego członek. Przestałem go całować, kiedy poczułem, że przestał mnie rozciągać. Ustawiłem się nad jego stojącym na baczność penisem i powoli opuszczałem się na dół. Westchnąłem czując, iż był już we mnie cały. Nie minęła chwila, a zacząłem go ujeżdżać przy akompaniamencie naszych westchnięć i jęków.
Nie ma nic lepszego niż sex z rana, chyba, że sex z rana z takim facetem.
Zacisnął rękę na moim członku i zaczął nią poruszać w rytm moich podskoków. Nie mogłem dłużej wytrzymać i doszedłem z imieniem Włocha na ustach, dalej nie przestając się poruszać. Za raz dołączył do mnie brunet.
 - Takie poranki to mógłbym mieć codziennie – stwierdził z uśmiechem.
Westchnąłem zmęczony, ale szczęśliwy.
 - Ja też. To teraz pora na kąpiel właściwą.
 - Ha, ha! Ja wolę takie. – Skradł mi całusa.
Zszedłem z niego i znowu połączyłem nasze wargi w krótkim pocałunku.
 - Jesteśmy do siebie bardzo podobni. – Puściłem oczko. – Chyba muszę napuścić nowej wody…
 - A kto mówił o oszczędzaniu jej?
 - Ty?
Przez chwilę się zastanowił.
 - Fakt. W takim razie głosuję za prysznicem.
 - O nie, nie, nie! Daj odpocząć mojemu tyłeczkowi.
 - Mm… Bardzo go lubię, więc może pozwolę. Swoją drogą kto powiedział, że nie będziemy tam tylko spokojnie się myć?
 - Dwaj napaleni na siebie samce? Wątpię.
Zaczęliśmy się śmiać.
 - W takim razie idź pierwszy, a ja zaczekam na łóżku…
 - Błagam! Czy wszystko co powiesz musi mi się kojarzyć z jednym?
Zaśmiał się i pocałował.
 - Jak tak bardzo lubisz, kiedy ci robię dobrze to już nie moja wina.
 - Twoja! A teraz wynocha. – Wskazałem drzwi, bojąc się, że zaraz nie wytrzymam z tym facetem, sam na sam.
 - Ha, ha!
Kiedy wyszedł, opróżniłem wannę i szybko wskoczyłem do kabiny. Chłodna woda, choć trochę mnie ostudziła. Wytarłem się, obwiązałem biodra ręcznikiem i wyszedłem po ubrania, lecz zaraz zatrzymałem się przy drzwiach, słysząc głosy. Uchyliłem je, a moim oczom ukazała się przyjaciółka, stojąca w pokoju i Marcello leżący na łóżku, przykryty od pasa w dół kołdrą.
 - Gabi! Co ty tu robisz?!
 - No wreszcie jesteś! Ja się o ciebie martwię, nie odbierasz telefonu, ale widzę, że nadaremnie – spojrzała wymownie na Włocha.
 - Już dowiedziałaś się co chciałaś, a teraz sio!
 - Przesadzasz. Swoja drogą…
 - Idź topić swój tłuszczyk na plaży, a nie mi zawracasz…
 - Coś ty powiedział?! – nie pozwoliła mi dokończyć. Zabrała poduszkę i walnęła mnie nią w głowę. – Ja ci dam! Więcej się do ciebie nie odezwę!
 - Nie obiecaj!
Prychnęła i z dumnie podniesioną głową, wyszła.
 - Darek…
 - Nie przejmuj się. – Machnąłem ręką. – My tak zawsze.
 - Ta… To ja może pójdę się umyć.
 - Jasne. Aha i przepraszam za nią.
 - OK., nawet trochę przypomina mi kogoś…
Poszedł do łazienki, a ja wreszcie mogłem spokojnie się ubrać.
 - Masz jakieś plany na dzisiaj? – krzyknąłem do niego, żeby usłyszał.
 - Tak! Ty, ja i nikt więcej. Resztę możesz organizować.
Uśmiechnąłem się, nic nie odpowiadając. To był wspaniały facet.

piątek, 26 lutego 2016

Wakacyjny romans - Rozdział 6.

Rozdział 6.
Zamówiłem spaghetti bolognese, a mój znajomy arrabiata. Spróbowałem swojej i przez chwilę analizowałem w skupieniu jej smak.
 - Ta jest… - zastanawiałem się jak określić tą różnicę. – Jakby bardziej przyprawiona… Dobra.
Odetchnął z ulgą, na co się zaśmiałem.
 - Kamień z serca. Chcesz spróbować? – wskazał widelcem na swoją.
Kiwnąłem głową, a zaraz później miałem przed twarzą trochę makaronu z sosem. Poddałem moje kubki smakowe testowi.
 - Czy ja wyczuwam papryczkę chili?
 - Mhm… Smakuje?
 - Tak. Bardzo. – Uśmiechnąłem się.
Zjedliśmy obiad i znowu poszliśmy się przejść. O dziwo prawie cały dzień byłem na nogach, a nie bolały mnie. Dobrze mi się z nim rozmawiało i milczało. 
Bardzo szybko nadszedł wieczór.
 - Chyba muszę już wracać… - stwierdziłem.
Wyraźnie był niezadowolony z tych słów, z resztą nie tylko on. W końcu spojrzał na mnie szczerząc się od ucha do ucha.
 - Musisz? Bo jak nie to chętnie ci coś pokarzę.
 - Jeszcze?
Spoważniał i sprawiał wrażenie urażonego.
 - Jeśli aż tak nudzi cię moje towarzystwo to możesz iść, nie zmuszam cię.
Zdziwiłem się.
 - Nie! Bardzo dobrze się bawiłem! Nie pieprz głupot, czy wyglądałem na niezadowolonego?
 - Bez łaski.
 - Głuchy?! – Walnąłem go w głowę. – Przecież mówię, że było super!
Uśmiechnął się specyficznie, jakby coś planował i pociągnął mnie za rękę w jemu znanym kierunku. Po chwili nachylił się – dalej nie puszczając mojej dłoni – i szepnął mi do ucha:
 - Podoba mi się twój charakterek.
Odwróciłem twarz, żeby nie zauważył uśmiechu wpełzającego na moją twarz.
Po chwili dotarliśmy na wzniesienie ogrodzone takim jak gdyby płotkiem. Z niego można było wyraźnie widzieć plażę.
 - Za niedługo będzie zachód – poinformował mnie.
Uniosłem brew do góry i skupiłem się na kuli ognia, powoli kierującej się ku wodzie. Szczerze mówiąc to dawno nie widziałem tego pięknego zjawiska. Oparłem się o barierkę i czekałem. Marcello zrobił o samo z tym, że obok, po mojej prawej. Obserwowałem jak Słońce chowa się pod kurtyną wody. Westchnąłem urzeczony tym jakże normalnym, ale pięknym widokiem. Zerknąłem na kolegę. Zamiast obserwować morze, przyglądał się mi. Zaraz powróciłem wzrokiem do ostatnich promyków, które jeszcze machały do nas na pożegnanie.
Wystarczyło, że zaszło Słońce, a zrobiło się dużo chłodniej co odczułem na swoim ciele.
 - Zimno ci? – spytał widząc jak zadrżałem, kiedy zawiał lekki wiatr.
 - Troszkę. Może… - nie dokończyłem, gdyż zostałem opatulony jego szerokimi i silnymi ramionami, od tyłu. Czułem jego gorąco, bijące równomiernie serce, oddech.
 - Cieplej?
 - Dużo – stwierdziłem.
Poczułem delikatny pocałunek na karku i znowu jego głowa powróciła na moje ramię. Kąciki moich ust automatycznie powędrowały do góry.
 - Dlaczego z nim zerwałeś? – nagle spytał.
Westchnąłem.
 - Mam pecha do facetów. Pierwszy po paru tygodniach zdradził mnie ze swoją byłą. Tak, był biseksualny. Z drugim się rozstałem, gdy okazało się, że ciągle mnie oszukiwał. Nie miał nikogo na boku, ale wszystko co mówił było kłamstwem. Wmawiał mi, że ma wspaniałą, kochającą się rodzinę, natomiast tak naprawdę to był z domu dziecka. Nie pracował w wielkiej firmie, a był bezrobotny. Nie mieszkał w wielkiej willi, a w starej kamienicy. Nie jestem materialistą, nie chodziło mi o jego stan majątkowy, lecz o ciągłe kłamstwa. Nie wiedziałem kiedy mówił prawdę, kiedy nie. Mimo to go kochałem i to był mój najdłuższy związek, trwał, aż rok… No i dochodzimy do mojego ostatniego związku. Wróciłem wcześniej niż planowałem z pracy nakrywam go w sypialni z jakimś innym facetem. Serio jestem, aż taki nudny?
 - Nie! Po prostu nie trafiłeś na nikogo odpowiedniego. Swoją drogą to ile ty masz lat, skoro byłeś już w tylu związkach?
 - Wiesz jakby je wziąć razem do kupy to nawet dwa lata by się tego nie uzbierało… A mam dwadzieścia sześć lat.
 - Ja dwadzieścia osiem.
Przez dłuższą chwilę staliśmy tak, milcząc.
 - Musisz już iść? – bardziej stwierdzi, aniżeli spytał.
 - Niestety…
 - To cię może odprowadzić?
 - Jestem za.
Odsuną się, pozbawiając mnie dostępu do tego ciepła, ale zaraz objął ramieniem przyciągając bliżej. Podałem mu nazwę hotelu i ruszyliśmy z powrotem. Zbyt szybko dostrzegłem nasz cel na horyzoncie. Nie chciałem się z nim jeszcze żegnać.
 - Już. – Westchnąłem.
 - Mhm…
Zatrzymaliśmy się przed wejściem, mimo to żaden z nas nie chciał pierwszy zrobić krok w drugą stronę.
 - Darek.
 - Marcello – powiedzieliśmy imiona drugiej osoby w tym samym czasie. Pozwolił mi mówić pierwszemu. – Em… Pomyślałem…
 - Chodź. Jeszcze nie odprowadziłem cię do końca. – Puścił oczko i pociągnął mnie do środka.
 - Masz rację – stwierdziłem z uśmiechem błąkającym się po moich ustach.
Wsiedliśmy do winy i wybrałem piętro na które miała nas zawieść. Wyraźnie czułem jak mało miejsca mieliśmy. W końcu nie wytrzymaliśmy. Nawet nie jestem pewny który pierwszy się rzucił na drugiego. Staliśmy na jej środku całując się jak wygłodniali i spragnieni dwa samce, choć jakby tak się nad tym zastanowić, to taka była prawda. Staliśmy blisko, nie mogąc oderwać od siebie warg i dłoni. W końcu odsunąłem się na niewielką odległość, kiedy się zatrzymała. Nie myśląc wiele pociągnąłem go za bluzkę w stronę mojego pokoju. Otworzyłem go i szybko zaciągnąłem tam znajomego. Pchnąłem wyższego na ścianę, zamykając drzwi. Znowu rozpoczęła się walka języków o dominację, a dłoni o to żeby odkryć jak najwięcej z ciała tego drugiego. Już dawno czegoś takiego nie czułem. Chwycił moje pośladki, a ja szybko podskoczyłem i oplotłem go nogami w pasie. Zamienił nas miejscami, wtedy to on mnie opierając o ścianę. Przeniósł się pocałunkami na moje policzki, szczękę, szyję…
 - Sypialnia? – spytałem.
Ten nic nie odpowiedział, tylko zaniósł na łóżko. Usiadłem na materacu i pociągnąłem go bliżej siebie. Nasze usta nie mogły długo wytrzymać bez tych drugich, więc szybko się spotkały. Ręce również nie mogły spokojnie znaleźć sobie miejsca, badając każdy skrawek skóry kochanka. Szybko pozbyliśmy się górnej odzieży. Wylądowałem na miękkich poduszkach, a brunet zamienił dłonie na zwoje wargi, które powodowały, że się rozpływałem. Palce szybko rozpięły mi spodnie i powoli zaczął ściągać materiał, a następnie bieliznę. Nie chciałem tylko brać, ale również dawać, zwłaszcza przy takim facecie… Popchnąłem go, zamieniając nasze miejsca.
 - Nie za ciasno? – wyszeptałem mu do ucha, przejeżdżając dłonią po jego rozporku, który wyglądał jakby zaraz miał pęknąć.
Nie czekając na odpowiedź pozbawiłem go szybko reszty ubrań. Uniosłem brew do góry z uśmiechem na ustach, widząc jak dobrze został obdarzony przez naturę. Ta czerwona główka wyglądała bardzo kusząco, jak mógłbym się oprzeć? Zlizałem cieknący z dziurki płyn i zerknąłem na obserwującego to bruneta. Tego spojrzenia nie da się w żaden sposób zapomnieć.
Zacząłem go niemiłosiernie powoli połykać, a ręce zajęły się dwoma kuleczkami. Docisnąłem członek do podniebienia językiem i cofnąłem głowę, by zaraz powtórzyć ruch tylko szybciej. Jego westchnienia były muzyką dla moich uszu. Nagle poczułem jego wielką dłoń na mojej głowie. Zaczął pieprzyć moje usta, na co ja z ochotą przystałem. Nie trzeba było dużo żeby doszedł. Wszystko posłusznie połknąłem i zlizałem to co mi się nie udało.
 - Smaczny – stwierdziłem, oblizując się.
Nim się zorientowałem zamienił nasze miejsca. Zaczął całować linię mojej szczęki, dłońmi sunąc ku wiadomemu miejscu.
 - Masz coś do nawilżenia? – spytał.
 - Nie planowałem tego. Sprawdź, czy jest coś co się nada.
Odsunął się i sięgnął do półki stojącej blisko łóżka. Uniósł brew do góry, widząc coś w szufladzie, nie zdradzając mi co.
 - Mam nadzieję, że się przyda – wyglądał jakby czytał, a chwilę później pokazał mi tubkę z przyklejoną do niej kartką, na której widniało zdanie napisane pismem…
 - Gabryśka… Gdybym to wcześniej znalazł to bym się na nią wściekł, a tak to ratuje mi życie.
 - Ha, ha!
Wylał odrobinę na palce.
 - Odwróć się.
Posłusznie spełniłem jego polecenie. Czułem jak mnie rozciągał, a ja z trudem to znosiłem. Nie chodzi mi o to, że coś źle robił, ale byłem na niego nakręcony, iż chciałem go w sobie natychmiast! Z ulgą przyjąłem kiedy skończył. Odwróciłem głowę, żeby sobie na niego jeszcze trochę popatrzeć. Ujrzałem jak zakładał prezerwatywę.
 - O to też mnie zaopatrzyła?
 - I to różne rozmiary. – Puścił mi oczko.
 - Eh… Marcello, ja wolę bez. Jeśli o to chodzi to jestem zdrowy, szczerze mówiąc przebadałem się na wszelki wypadek, po rozstaniu z niewiernym chłopakiem – poinformowałem go zgodnie z prawdą.
Odrzucił ją na bok i nachylił się do mojego ucha.
 - To kolejna rzecz, która nas łączy – powiedział kąsając je lekko.
Poklepał mnie lekko po pośladku i w końcu poczułem to cudowne rozciąganie. Świadomość co się później stanie dodatkowo mnie nakręcała. Włoch był cudownym kochankiem. Czułem całym sobą jego mocne, zdecydowane pchnięcia, równocześnie całującego mój kark.
Nagle wyszedł, ale nim zdążyłem zaprotestować, obrócił mnie na plecy. Uniósł moje biodra i wszedł po raz kolejny. Z chęcią przystałem na to, zwłaszcza, że mogłem go przyciągnąć do kolejnego pocałunku. Nie potrafiłem się obyć bez jego cudownych warg.
Zwalniał, przyspieszał, a ja z trudem to wytrzymywałem. Jeszcze nigdy nie czułem się z żadnym facetem tak jak z nim.
W końcu czując jego rękę na moim członku, dodatkowo mnie pobudzającą, nie wytrzymałem i wystrzeliłem na jego umięśniony brzuch. Chwilkę później brunet dołączył do mnie.
Leżałem czując jego ciężar na sobie, ale nie przeszkadzał on, wręcz przeciwnie. Kiedy sturlał się na bok, przyciągnął mnie do siebie obróconego plecami do niego i pocałował z kark.
 - Dobranoc.
Chwilę później słyszałem jak oddech mu się wyrównuje. Ukołysany tym również zasnąłem w objęciach tego niesamowitego faceta.


czwartek, 25 lutego 2016

Wakacyjny romans - Rozdział 5.

Rozdział 5.
Następnego dnia z rana uciekłem z pokoju, żeby uniknąć przyjaciółki, uprzednio pisząc jej mniej więcej o tym, bo jeszcze by do mnie wydzwaniała i nie dawała spokojnie żyć. Lubiłem ją, kochałem jak siostrę, ale bywała naprawdę uciążliwa.
Postanowiłem się przejść po mieście.  
Pierwsze kroki skierowałem do pobliskiej restauracji, gdzie zamówiłem cornetto i cappuccino. Lekkie śniadanie, a jakie pożywne.
Popijałem kawę, oglądając otoczenie siedząc na zewnątrz, kiedy podszedł do mnie wysoki, umięśniony facet z brązowymi, długimi prawie do ramion włosami, okalającymi przystojną twarz z ciemnymi prawie czarnymi oczami. Dawno nie widziałem takiego faceta. Przeważnie wolałem mężczyzn z przystrzyżoną fryzurą, ale jemu ta tylko dodawała drapieżności.
 - Ciao. Io sono Marcello. – Z wielkim uśmiechem podał mi rękę.
 - Em… Do you speak English?
 - Och… Yes! Can I…? – wskazał na krzesło przy moim stoliczku. – Marcello – przedstawił się jeszcze raz.
 - I’m Darek.
Przez chwilę się mi uważnie przyglądał, przez co zacząłem się zastanawiać czy czegoś nie zrobiłem nie tak. 
 - Pochodzisz z Polski? – spytał z fajnym akcentem.
 - Tak. Nie wiedziałem, że to jest taki popularny we Włoszech język – odparłem zaskoczony.
 - Ha, ha! No nie do końca, ale mój brat poślubił Polkę. Przeprowadziła się do nas, ale przy okazji również nauczyła moją rodzinę tego pięknego, ale trudnego języka. Najwyraźniej bardzo się przydał.
 - Fakt. Ja tu przyjechałem na wakacje z przyjaciółką.
 - Przyjaciółką? Tylko, czy coś więcej?
 - Zapewniam, że tylko. Mieszkasz tu? – postanowiłem zmienić temat na niego.
Rozsiadł się wygodniej.
 - Prowadzę restaurację, ale mój rodzinny dom jest oddalony stąd godzinę drogi samochodem. Często tu przyjeżdżam, lecz nie na stałe, wolę bardziej spokojną okolicę.
 - Tą? – spytałem mając na myśli lokal.
 - Co? Aa! Nie, nie, inną, Może przejdziemy się tam później, chociażby na obiad? Moja więc ja stawiam.
 - Nie trzeba, zapłacę. Będę miał porównanie, bo sam lubię gotować włoską kuchnię to zobaczę jak bardzo różni się to od prawdziwej.
 - Kucharz?  
 - Grafik, choć Gabi, ta moja przyjaciółka, uważa, że się marnuję  takim niby talentem. Ja uważam, iż po tylu latach spędzonych na przyrządzaniu takich dań można mieć wprawę, a nie zaraz talent.
 - Chętnie się przekonam jak smakują.
Uśmiechnąłem się tylko. Nagle zdałem sobie sprawę, że znowu przeszliśmy na temat o mnie.
Dopiłem kawę i wstałem.
 - Dziękuję za miłe towarzystwo, ale… - urwałem kiedy przytrzymał mnie za rękę.
 - A to towarzystwo musi cię opuszczać? W końcu zaprosiłem cię na obiad, a że jeszcze dużo czasu, to może byśmy się gdzieś przeszli?
Przez bardzo krótką chwilę się zastanowiłem.
 - Zgoda. Nie znam miasta to może mnie oprowadzisz?
Z uśmiechem wstał i wskazał drogę przed sobą.
 - A więc chodźmy.
Długo wędrowaliśmy ulicami, a nowy znajomy pokazywał mi obiekty warte zainteresowania i opowiadał o nich, w między czasie rozmawiając o mnie i o nim. Dobrze mi było w jego towarzystwie. W końcu odmiana od Gabryśki, która chciała tylko się bawić i znaleźć dla nas jakiś facetów. Może i ona tak się zachowywała po rozstaniach, ale niech mnie do tego nie zmusza!
 - O czym myślisz? – spytał.
 - Hm? Oj przepraszam, mówiłeś coś?
 - Ha, ha! Nie istotne, choć oddałbym każde pieniądze za twoje myśli… czy jakoś tak.
Westchnąłem.
 - Myślę o tej swojej przyjaciółce i o tym, że cieszę się, iż wyszedłem wcześniej bez niej z hotelu. Jest wspaniała, ale ja nie mam nastroju na imprezy, a ta jakby tego nie rozumiała i uważała, że to jest najlepszy sposób jak ktoś jest zdołowany…
Zatrzymaliśmy się przy budce z lodami. Kupił nam nie zważając na moje protesty, gdyż sam chciałem zapłacić. Usiedliśmy na ławeczce z deserem. Ujął moją wolną dłoń i pogłaskał jej wierzch kciukiem.
 - To teraz mi powiesz co się stało.
Zamrugałem szybko, zaskoczony.
 - Wiesz po rozstaniu z kimś kogo się kocha, jakoś odchodzi chęć na jakiekolwiek zabawy…
 - Chłopak cię rzucił, czy ty jego?
 - Ja jego. Swoją drogą skąd wiesz, że jestem gejem?
Uśmiechnął się szeroko.
 - Ja to czuję. Inaczej bym nie podszedł, narobił sobie nadziei, a później okazałoby się, iż to jakiś hetero.
 - Hm… Liczysz na coś? – spytałem, natomiast moja głowa pchała myśli w jednym kierunku. Nic nie poradzę, że ten facet mnie kręcił.
 - Na miłe towarzystwo? – Pocałował wewnętrzną stronę mojej dłoni patrząc mi w oczy.
Zaskoczył mnie tym, ale nie powiem, że to nie było przyjemne.
Po dłuższej chwili poszliśmy do jego restauracji.


Wakacyjny romans - Rozdział 4.

Rozdział 4.
Tydzień później…
Nie wiem jakim cudem stałem na lotnisku tysiące kilometrów od mojego domu.
Kiedy Gabi dowiedziała się, że dostałem urlop, skakała z radości po mieszkaniu. Zaraz załatwiła bilety last minute i zapowiedziała, że nawet siłą mnie zmusi, żebym tam z nią poleciał. Cóż ja biedny miałem począć?
 - Ale pięknie. – Przeciągnęła się.
 - Ta… - odparłem mało entuzjastycznie, za co zaraz dostałem kuksańca w bok.
 - Więcej optymizmu! Jesteśmy we Włoszech! Ty znasz lepiej angielski to załatw nam taxi. Tu masz nazwę hotelu – podała mi kartkę. – Szybko!
Nie miałem siły się jej sprzeciwiać. Podszedłem do pierwszego z brzegu samochodu i kazałem nas zawieść pod wskazany adres. Pomachałem na przyjaciółkę, żeby się pośpieszyła.
 - I jak ci się podobał lot? – spytała podczas jazdy.
 - Nie wiem, zaraz zasnąłem – przypomniałem.
 - Fakt… Nawet nie wyobrażasz sobie co przegapiłeś!
 - Na pewno…
Kiedy w końcu dotarliśmy na miejsce wziąłem nasze bagaże – przecież madame Gabriela nie może zabrać swoich – ale na szczęście zaraz pomógł mi boy hotelowy.
Przyznaję piękne miejsce znalazła. Wyglądające prawie jak z filmów, gdzie wyjeżdżali na wakacje sami najbogatsi, baseny, w pokoju balkon z widokiem na morze… Ja jednak tęskniłem za swoim niewielkim mieszkankiem. Szybko okazało się, że pokoje mieliśmy osobno.
 - No co? Ja nie zamierzam spędzić tych wakacji samotnie, tylko się bawić i tobie też to radzę! – zaraz zaznaczyła.
 - Mhm…
Rozpakowałem ubrania do szafy i wziąłem szybki prysznic choć wielka wanna wydała się bardzo kusząca, ale wiedziałem, że wtedy to bym w niej przesiedział tak długo, aż przyjaciółka by po mnie nie przyszła, a przed nią to nawet pancerne drzwi nie uchronią. Szybko zajrzałem na pocztę, czy nic mi nie przyszło, na przykład z pracy, jednak długo nie mogłem cieszyć się samotnością.
 - Zostaw ten cholerny komputer i chodź się bawić! – W paradowała do mojego pokoju.
 - Już, już… Ledwo przeżyłem rozstanie, a ty wyskakujesz z wakacjami i imprezami.
 - Trzeba zapomnieć o tym idiocie i żyć! Idziemy!
Z ociąganiem wyłączyłem sprzęt, wziąłem najpotrzebniejsze rzeczy. Ledwo wyszedłem na hol kiedy zatrzymała mnie.
 - A, a, a! – Pomachała mi przed nosem palcem, jak małemu dziecku. – Założyłeś chociaż kąpielówki?
 - Nie? Zlituj się nade mną! Nie wiem dlaczego zgodziłem się to z tobą jechać, może powinienem zadzwonić do szefa, kiedy ciebie by nie było i wmówić, że się nie zgodził, a najlepiej pominąć tą pierwszą część, ale skoro już tu jestem, to chociaż miejże litość nad biednym mną.
 - Phi! Ja i litość? – Zostałem siłą zaciągnięty z powrotem go środka, wyciągnęła z szafy spodenki i rzuciła nimi we mnie. – Ubieraj się!
 - A mogłabyś chociaż wyjść?
 - Co ja, twojego Wacka nie widziałam? Szybciej, bo nie mam zamiaru całego dnia zmarnować.
 - Zakładam, że nocy również – dodałem, zdejmując spodnie.
 - Oczywiście! – Przeciągnęła się.
Przebrany wyszedłem z pokoju wraz z Gabryśką. Poszedłem z nią na tą głupią plażę i szybko ulokowałem się na wynajętym przez nią leżaku.
 - No chodź do wody!
 - O nie, moja droga! Idziesz sama. – Nagle wpadłem na pomysł. – Przecież jak pójdziesz tam ze mną to pomyślą jeszcze, że jesteśmy razem i żaden facet do ciebie nie zagada!
 - O… Fakt. To ty się tu opalaj, a ja zaraz wracam.
 - Nie śpiesz się! – krzyknąłem z nią.
Posmarowałem się kremem, bo bądź co bądź nie chciałem się spalić i przymknąłem oczy. Nie można by tego nazwać snem, ale trochę się zdrzemnąłem. Z lekkiego letargu obudziła mnie… woda.
 - Deszcz? – mruknąłem pod nosem.
Spojrzałem na niebo, ale nie dostrzegłem ani jednej chmurki.
 - Mi scuso! – usłyszałem głos jakiegoś mężczyzny.
Spojrzałem na niego. Całkiem przystojny, koło czterdziestki facet trzymał swojego mokrego golden retrievera za zieloną obrożę.
 - OK. – Podniosłem dłoń sygnalizując dodatkowo, że nic się nie stało.
Mężczyzna chciał pójść dalej, jednak jego pies najwyraźniej miał inne plany, bo podszedł do mnie bliżej i zaczął obwąchiwać.
 - Asti! – zwrócił się do zwierzaka. Ten jednak go zignorował.
Zaśmiałem się i pogłaskałem psinkę po łbie, a co przystała z ochotą sygnalizując to merdaniem ogona.
 - Sbrigati! – mężczyzna dalej coś mówił.
Zerknąłem na medalik na szyi goldena i przeczytałem jego imię.
 - Asti! – wskazałem na jego właściciela, bo wiedziałem, że nie zrozumiałby polskiego, ani zapewne angielskiego.
W końcu nas posłuchał i podszedł do faceta.
 - Ancora una volta, mi dispiace.
Uśmiechnąłem się udając, że rozumiem. Podał mi rękę jeszcze coś dodał i poszedł.
Chwilę później pojawiła się Gabryśka.
 - Co to był za przystojniak? Umówiliście się?
 - Tak się składa, że jest żonaty, ma obrączkę.
 - Widziałeś?
 - Tak – odparłem zgodnie z prawdą.
Przez chwilę obserwowała mnie uważnie.
 - To czego chciał?
 - Jego pies mnie ochlapał i przeprosił mnie za to, ot co się stało.
 - I tak długo rozmawialiście?
Wywróciłem oczami.
 - Bo Asti mnie polubił.
 - Już znasz imię jego zwierzaka? – spytała podejrzliwie.
 - Kobieto! Ty się zajmij swoimi romansami, może jakiś się skusi na twoją małą znajomość języka i tłuszczyk, a mnie zostaw w spokoju i nie swataj z żonatymi, OK.?
 - Coś ty powiedział?! Ja ci dam tłuszczyk ty chuderlaku!
 - Nie jestem chudy. Mam mięśnie zamiast oponki, ale mniejsza z tym, idź sobie do wody. Jak cię nie było to miałem taki spokój…
 - Ja ci dam spokój!
Siłą zaciągnęła mnie do morza, zwracając na siebie uwagę innych plażowiczów, a następnie zaczęła pluskać wodą. Kiedy się uspokoiła i myślała, że wygrała rozpoczął się mój odwet. Po dłuższej chwili w końcu cali mokrzy zasapani wróciliśmy na nasze leżaki. Zapowiadały się dłuuugie i trudne wakacje…


środa, 24 lutego 2016

Wakacyjny romans - Rozdział 3.

Rozdział 3.
Tydzień później…
Nie myliłem się. Następnego dnia przyszedł po resztę swoich rzeczy i nawet widząc go z urażoną dumą, a do tego wyraźnie przegranego, poprawiło to mój humor. Jednak później, wraz z każdym nadchodzącym dniem czułem się coraz gorzej. Zastanawiałem się, czy on jednak może nie mieć racji i rzeczywiście nie jestem zbyt nudny na jakiekolwiek związki… W końcu po tylu rozstaniach w tak młodym wieku… Coś musiało z tego być.
Była niedziela, do tego zakończyliśmy projekt wielkim sukcesem, więc mogłem trochę odpocząć w domu. Tylko to nie wyszło mi to na dobre, bo miałem dużo wolnego czasu, a to zdecydowanie nie działało na mnie korzystnie.
Siedziałem na kanapie z butelką piwa w ręce, a drugą już opróżnioną stojącą na podłodze. Już miałem się napić, kiedy usłyszałem dzwonek przy drzwiach. Niezadowolony poszedłem sprawdzić kto do mnie zawitał. Zakładałem, że Gabryśka. Nie pomyliłem się.
 - Witam! Pijesz beze mnie? Barbarzyństwo! – oburzyła się.
 - Nie mam nastroju do pogaduszek, OK.?
 - Nie? Tylko mi nie mów, że przeżywasz rozstanie z tym dupkiem?!
 - Co ci do tego.
Poszedłem do salonu kończąc swój trunek. Rozsiadłem się na kanapie i krzyknąłem do ściągającej buty Gabryśki:
 - Przynieś piwo! Jest w lodówce.
Zaraz pojawiła się z dwoma kolejnymi butelkami.
 - To teraz mi mówisz co się stało.
Upiła łyk i czekała.
 - Co się miało stać? Tylko kolejny facet mnie zdradził. Powiedziałbym, że każdy facet to kłamca, gdybym sam nim nie był.
Dłużkiem wypiłem całe moje piwo.
 - Daj spokój! Teraz ciesz się wolnością. Wdaj się w jakiś gorący romans bez zobowiązań, bez zahamowań i przejdzie ci.
Prychnąłem.
 - Mam! – nagle krzyknęła.
 - Zawału bym dostał! Co masz? Okres?
 - Nie kpij! Pomysł przyszedł do mojej genialnej główki! – Wywróciłem oczami. – Wysłuchaj mnie najpierw, a nie. Kiedy ty ostatni raz brałeś urlop?
 - Yy… To będzie… Jakiś rok temu?
 - No! To teraz bierzesz i wyjeżdżamy na wakacje!
 - Chyba cię pojebało. Jakie zaś wakacje?
Wyszła bez słowa i wróciła ze swoim tabletem, bez którego już nie potrafiła nigdzie pójść.
 - Gdzie by tu…? – zastanawiał się na głos. – Może… Hiszpania? Albo lepiej Włochy, w końcu mam przed sobą Polskiego Króla W Robieniu Włoskich Dań!
 - Zwariowałaś…
 - No zgódź się! Proszę! Zrób to w takim razie dla mnie.
Przez chwilkę się zastanawiałem.
 - Nie dostanę urlopu! – chwytałem się ostatniej deski ratunkowej. Nie wiem dlaczego nie chciałem, ale po prostu nie uśmiechała mi się tak odległa wyprawa.
 - Spróbuj!
Westchnąłem i się ginąłem po telefon. Wybrałem numer firmy, w której pracowałem i zadzwoniłem. Tak dla świętego spokoju. Jednak spodziewałem się odmowy a nie…
 - Ależ oczywiście! Należy się panu, panie Darku! Tak ciężko pan ostatnio pracował… Na jak długo?
A ja tylko w myślach zacząłem wyzywać moją przyjaciółkę od najgorszych…


Wakacyjny romans - Rozdział 2.

Rozdział 2.
Następnego dnia zrobiłem tak jak mi przyjaciółka kazała. Taksówką podjechałem pod klub, wsiadłem do samochodu i ruszyłem pod mój blok. Wbiegłem po schodach na czwarte piętro – od kiedy zacięła mi się winda nie ufam już im – i wszedłem do mieszkania. Zacząłem szukać swojego ex. Znalazłem go w sypialni. Spał choć była 1100! Miałem ochotę samemu go spakować i wywalić, ale uznałem, że ten pomysł nie spodobałby się Gabryśce, więc nalałem do kubka zimnej wody i wróciłem do Borysa, żeby wylać mu ją na głowę. Natychmiast się obudził.
 - Popierdoliło cię?! A swoją drogą, to się zastanów, czy nie chcesz jednak do mnie wrócić i…
 - Pakuj się i wypad stąd – powiedziałem spokojnie i wyszedłem do kuchni żeby zacząć przygotowywać sobie obiad.
 - Słucham?! – Zaraz się pojawił obok. – Powiedziałeś, że to ty się wyprowadzasz!
 - Zmieniłem zdanie. – Wzruszyłem ramionami, sprawdzając ile mam makaronu.
 - O nie, nie! Ja tu zostaję!
 - Niestety muszę cię wyprowadzić z błędu. Otóż to ty się wynosisz z tego mieszkania, za które, pragnę zauważyć, to ja płacę. Ty jak dotąd nie znalazłeś pracy.
 - Chyba cie pojebało! I gdzie ja pójdę? Pod most?
Najwyraźniej próbował wziąć mnie na litość, ale o dziwo nie ruszyło mnie to.
 - Do swojego kochanka?
 - Którego? – Widząc moja zaskoczoną minę, zaśmiał się. – Co myślałeś? Nudny jesteś jak flaki z olejem to musiałem sobie jakoś radzić. Nawet dupy nie możesz dać dobrze, czy obciągnąć! Myślałem, że zasnę w trakcie.
Zacisnąłem dłonie na blacie, ale na szczęście zebrałem resztki opanowania i odwróciłem się do niego z uśmiechem politowania.
 - Jakbym miał co to może, lecz takie małe coś… Sam rozumiesz, to jest trudniejsze. Nawet nie chcę wspominać o analnym… Jak to człowiek z miłości się poświęca. – Westchnąłem.
 - Coś ty powiedział?!
 - Na co brałeś swoich kochanków? Bo na pewno nie na to – wskazałem na jego bokserki, zresztą nic więcej na sobie nie miał. – Na samą myśl o tym kanarku, mój – podniosłem palec wskazujący, by zaraz go opuścić w dół.
Zacisnął zęby i zły wyszedł. Parsknąłem śmiechem. Nie wiedziałem, że denerwowanie go sprawi mi taką przyjemność.
Nastawiłem makaron i postanowiłem sprawdzić jak tam idzie pakowanie się mojemu byłemu. Wrzucał zły do walizki swoje ubrania.
 - Widzę, że jednak zmieniłeś zdanie. Tylko się ubierz. Może i jest gorąco, ale żeby w samych bokserkach… Zwłaszcza, że nie masz się czym pochwalić…
 - Nie wkurwiaj mnie – wysyczał przez zęby.
Uniosłem obie ręce i wróciłem do kuchni. Zacząłem kroć pomidory na sos do spaghetti. Po dłuższej chwili zobaczyłem Błażeja wychodzącego z sypialni.
 - Trzymaj – rzucił mi klucze. – Jeszcze pożałujesz tego! Zobaczysz, nikt nie wytrzyma z tobą dłużej niż ja.
 - Tak się składa, że żyłem w dłuższym związku, więc coś ci nie wyszło…
Warknął i wyszedł. Napisał mi jeszcze później, że wróci po resztę rzeczy.
Godzinę później usłyszałem dzwonek do drzwi. Poszedłem otworzyć pewny, iż to mój ex, jednak nie zdziwiłem się widząc Gabrysie, wszak ona często przychodziła do mnie z niezapowiedzianymi wizytami.
 - Cześć! Mm… Co tak pachnie? – spytała.
 - Właśnie skończyłem robić obiad, więc zapraszam.
Nałożyłem na dwa talerze makaron, sos, a na wierzch posypałem startym serem.
 - Bon Appetit!
 - Dzięki! – Nawinęła na widelec odrobinę makaronu i spróbowała. – Normalnie orgazm dla mojego podniebienia! Dlaczego nie jesteś kucharzem tylko grafikiem?
 - Ha, ha! A tak właściwie to po co przyszłaś?
 - Chciałam sprawdzić jak sobie radzisz z Błażejem.
 - To się spóźniłaś. Wyszedł godzinę temu, choć jeszcze wróci po resztę swoich rzeczy. Nie wiem kiedy, lecz muszę, bo już mi oddał klucze.
Dokończyła danie i przyjrzała mi się uważnie.
 - Zgodził się? Tak po prostu?
 - No nie od razu, ale po małej wymianie zdań…
 - Ha! To do ciebie nie podobne, co mu powiedziałeś? – jeszcze bardziej ją zainteresowałem.
 - Nic szczególnego… - Uśmiechnąłem się przypominając sobie jego minę.
 - Ej! No mów! Bo ci to z gardła siłą wydrę!
Zaśmiałem się.
Wziąłem nasze talerze oraz widelce i zacząłem zmywać.
 - Ciekawe jak. Poza tym to było tylko kilka uwag dotyczących pewnej części ciała mężczyzny, na której najwyraźniej ma jakiś kompleks.
 - Ja cie kiedyś zabiję! Takie napięcie i zero szczegółów!
 - I tak mnie kochasz. A ty jak długo zamierzasz być sama?
Oparła się o blat obok mnie z założonymi rękami na piersi.
 - Wystarczą mi twoje nieudane związki. Wolę cieszyć się wolnością, na starość pomyślę o facecie.
 - I na starość nie będziesz mogła mieć dzieci.
Wytarłem ręce i sięgnąłem do lodówki po białe wino. Przyjaciółka podała kieliszki, a ja nalałem.
 - Wiesz, że za nimi nie przepadam.
 - Delikatnie powiedziawszy…
Resztę południa spędziliśmy na świętowaniu mojego powrotu do statusu singiel. Udawałem radość, choć czułem, że to tylko cisza przed burzą i zaraz będę bliski depresji…