Rozdział 6.
Zamówiłem
spaghetti bolognese, a mój znajomy arrabiata. Spróbowałem swojej i przez chwilę
analizowałem w skupieniu jej smak.
- Ta jest… - zastanawiałem się jak określić tą
różnicę. – Jakby bardziej przyprawiona… Dobra.
Odetchnął z
ulgą, na co się zaśmiałem.
- Kamień z serca. Chcesz spróbować? – wskazał
widelcem na swoją.
Kiwnąłem
głową, a zaraz później miałem przed twarzą trochę makaronu z sosem. Poddałem
moje kubki smakowe testowi.
- Czy ja wyczuwam papryczkę chili?
- Mhm… Smakuje?
- Tak. Bardzo. – Uśmiechnąłem się.
Zjedliśmy
obiad i znowu poszliśmy się przejść. O dziwo prawie cały dzień byłem na nogach,
a nie bolały mnie. Dobrze mi się z nim rozmawiało i milczało.
Bardzo szybko
nadszedł wieczór.
- Chyba muszę już wracać… - stwierdziłem.
Wyraźnie
był niezadowolony z tych słów, z resztą nie tylko on. W końcu spojrzał na mnie
szczerząc się od ucha do ucha.
- Musisz? Bo jak nie to chętnie ci coś
pokarzę.
- Jeszcze?
Spoważniał
i sprawiał wrażenie urażonego.
- Jeśli aż tak nudzi cię moje towarzystwo to
możesz iść, nie zmuszam cię.
Zdziwiłem
się.
- Nie! Bardzo dobrze się bawiłem! Nie pieprz
głupot, czy wyglądałem na niezadowolonego?
- Bez łaski.
- Głuchy?! – Walnąłem go w głowę. – Przecież
mówię, że było super!
Uśmiechnął
się specyficznie, jakby coś planował i pociągnął mnie za rękę w jemu znanym
kierunku. Po chwili nachylił się – dalej nie puszczając mojej dłoni – i szepnął
mi do ucha:
- Podoba mi się twój charakterek.
Odwróciłem
twarz, żeby nie zauważył uśmiechu wpełzającego na moją twarz.
Po chwili
dotarliśmy na wzniesienie ogrodzone takim jak gdyby płotkiem. Z niego można
było wyraźnie widzieć plażę.
- Za niedługo będzie zachód – poinformował
mnie.
Uniosłem
brew do góry i skupiłem się na kuli ognia, powoli kierującej się ku wodzie.
Szczerze mówiąc to dawno nie widziałem tego pięknego zjawiska. Oparłem się o
barierkę i czekałem. Marcello zrobił o samo z tym, że obok, po mojej prawej.
Obserwowałem jak Słońce chowa się pod kurtyną wody. Westchnąłem urzeczony tym
jakże normalnym, ale pięknym widokiem. Zerknąłem na kolegę. Zamiast obserwować
morze, przyglądał się mi. Zaraz powróciłem wzrokiem do ostatnich promyków,
które jeszcze machały do nas na pożegnanie.
Wystarczyło,
że zaszło Słońce, a zrobiło się dużo chłodniej co odczułem na swoim ciele.
- Zimno ci? – spytał widząc jak zadrżałem,
kiedy zawiał lekki wiatr.
- Troszkę. Może… - nie dokończyłem, gdyż
zostałem opatulony jego szerokimi i silnymi ramionami, od tyłu. Czułem jego
gorąco, bijące równomiernie serce, oddech.
- Cieplej?
- Dużo – stwierdziłem.
Poczułem
delikatny pocałunek na karku i znowu jego głowa powróciła na moje ramię. Kąciki
moich ust automatycznie powędrowały do góry.
- Dlaczego z nim zerwałeś? – nagle spytał.
Westchnąłem.
- Mam pecha do facetów. Pierwszy po paru
tygodniach zdradził mnie ze swoją byłą. Tak, był biseksualny. Z drugim się
rozstałem, gdy okazało się, że ciągle mnie oszukiwał. Nie miał nikogo na boku,
ale wszystko co mówił było kłamstwem. Wmawiał mi, że ma wspaniałą, kochającą
się rodzinę, natomiast tak naprawdę to był z domu dziecka. Nie pracował w
wielkiej firmie, a był bezrobotny. Nie mieszkał w wielkiej willi, a w starej
kamienicy. Nie jestem materialistą, nie chodziło mi o jego stan majątkowy, lecz
o ciągłe kłamstwa. Nie wiedziałem kiedy mówił prawdę, kiedy nie. Mimo to go
kochałem i to był mój najdłuższy związek, trwał, aż rok… No i dochodzimy do
mojego ostatniego związku. Wróciłem wcześniej niż planowałem z pracy nakrywam go
w sypialni z jakimś innym facetem. Serio jestem, aż taki nudny?
- Nie! Po prostu nie trafiłeś na nikogo
odpowiedniego. Swoją drogą to ile ty masz lat, skoro byłeś już w tylu
związkach?
- Wiesz jakby je wziąć razem do kupy to nawet
dwa lata by się tego nie uzbierało… A mam dwadzieścia sześć lat.
- Ja dwadzieścia osiem.
Przez
dłuższą chwilę staliśmy tak, milcząc.
- Musisz już iść? – bardziej stwierdzi,
aniżeli spytał.
- Niestety…
- To cię może odprowadzić?
- Jestem za.
Odsuną się,
pozbawiając mnie dostępu do tego ciepła, ale zaraz objął ramieniem przyciągając
bliżej. Podałem mu nazwę hotelu i ruszyliśmy z powrotem. Zbyt szybko
dostrzegłem nasz cel na horyzoncie. Nie chciałem się z nim jeszcze żegnać.
- Już. – Westchnąłem.
- Mhm…
Zatrzymaliśmy
się przed wejściem, mimo to żaden z nas nie chciał pierwszy zrobić krok w drugą
stronę.
- Darek.
- Marcello – powiedzieliśmy imiona drugiej
osoby w tym samym czasie. Pozwolił mi mówić pierwszemu. – Em… Pomyślałem…
- Chodź. Jeszcze nie odprowadziłem cię do
końca. – Puścił oczko i pociągnął mnie do środka.
- Masz rację – stwierdziłem z uśmiechem
błąkającym się po moich ustach.
Wsiedliśmy
do winy i wybrałem piętro na które miała nas zawieść. Wyraźnie czułem jak mało
miejsca mieliśmy. W końcu nie wytrzymaliśmy. Nawet nie jestem pewny który
pierwszy się rzucił na drugiego. Staliśmy na jej środku całując się jak
wygłodniali i spragnieni dwa samce, choć jakby tak się nad tym zastanowić, to
taka była prawda. Staliśmy blisko, nie mogąc oderwać od siebie warg i
dłoni. W końcu odsunąłem się na niewielką odległość, kiedy się zatrzymała. Nie
myśląc wiele pociągnąłem go za bluzkę w stronę mojego pokoju. Otworzyłem go i
szybko zaciągnąłem tam znajomego. Pchnąłem wyższego na ścianę, zamykając drzwi. Znowu
rozpoczęła się walka języków o dominację, a dłoni o to żeby odkryć jak
najwięcej z ciała tego drugiego. Już dawno czegoś takiego nie czułem. Chwycił
moje pośladki, a ja szybko podskoczyłem i oplotłem go nogami w pasie. Zamienił
nas miejscami, wtedy to on mnie opierając o ścianę. Przeniósł się pocałunkami
na moje policzki, szczękę, szyję…
- Sypialnia? – spytałem.
Ten nic nie
odpowiedział, tylko zaniósł na łóżko. Usiadłem na materacu i pociągnąłem go
bliżej siebie. Nasze usta nie mogły długo wytrzymać bez tych drugich, więc
szybko się spotkały. Ręce również nie mogły spokojnie znaleźć sobie miejsca,
badając każdy skrawek skóry kochanka. Szybko pozbyliśmy się górnej odzieży.
Wylądowałem na miękkich poduszkach, a brunet zamienił dłonie na zwoje wargi,
które powodowały, że się rozpływałem. Palce szybko rozpięły mi spodnie i powoli
zaczął ściągać materiał, a następnie bieliznę. Nie chciałem tylko brać, ale
również dawać, zwłaszcza przy takim facecie… Popchnąłem go, zamieniając nasze
miejsca.
- Nie za ciasno? – wyszeptałem mu do ucha,
przejeżdżając dłonią po jego rozporku, który wyglądał jakby zaraz miał pęknąć.
Nie
czekając na odpowiedź pozbawiłem go szybko reszty ubrań. Uniosłem brew do góry
z uśmiechem na ustach, widząc jak dobrze został obdarzony przez naturę. Ta
czerwona główka wyglądała bardzo kusząco, jak mógłbym się oprzeć? Zlizałem
cieknący z dziurki płyn i zerknąłem na obserwującego to bruneta. Tego
spojrzenia nie da się w żaden sposób zapomnieć.
Zacząłem go
niemiłosiernie powoli połykać, a ręce zajęły się dwoma kuleczkami. Docisnąłem
członek do podniebienia językiem i cofnąłem głowę, by zaraz powtórzyć ruch
tylko szybciej. Jego westchnienia były muzyką dla moich uszu. Nagle poczułem
jego wielką dłoń na mojej głowie. Zaczął pieprzyć moje usta, na co ja z ochotą
przystałem. Nie trzeba było dużo żeby doszedł. Wszystko posłusznie połknąłem i
zlizałem to co mi się nie udało.
- Smaczny – stwierdziłem, oblizując się.
Nim się
zorientowałem zamienił nasze miejsca. Zaczął całować linię mojej szczęki,
dłońmi sunąc ku wiadomemu miejscu.
- Masz coś do nawilżenia? – spytał.
- Nie planowałem tego. Sprawdź, czy jest coś
co się nada.
Odsunął się
i sięgnął do półki stojącej blisko łóżka. Uniósł brew do góry, widząc coś w
szufladzie, nie zdradzając mi co.
- Mam
nadzieję, że się przyda – wyglądał jakby czytał, a chwilę później pokazał
mi tubkę z przyklejoną do niej kartką, na której widniało zdanie napisane pismem…
- Gabryśka… Gdybym to wcześniej znalazł to bym
się na nią wściekł, a tak to ratuje mi życie.
- Ha, ha!
Wylał
odrobinę na palce.
- Odwróć się.
Posłusznie
spełniłem jego polecenie. Czułem jak mnie rozciągał, a ja z trudem to znosiłem.
Nie chodzi mi o to, że coś źle robił, ale byłem na niego nakręcony, iż chciałem
go w sobie natychmiast! Z ulgą przyjąłem kiedy skończył. Odwróciłem głowę, żeby
sobie na niego jeszcze trochę popatrzeć. Ujrzałem jak zakładał prezerwatywę.
- O to też mnie zaopatrzyła?
- I to różne rozmiary. – Puścił mi oczko.
- Eh… Marcello, ja wolę bez. Jeśli o to chodzi
to jestem zdrowy, szczerze mówiąc przebadałem się na wszelki wypadek, po
rozstaniu z niewiernym chłopakiem – poinformowałem go zgodnie z prawdą.
Odrzucił ją
na bok i nachylił się do mojego ucha.
- To kolejna rzecz, która nas łączy –
powiedział kąsając je lekko.
Poklepał
mnie lekko po pośladku i w końcu poczułem to cudowne rozciąganie. Świadomość co
się później stanie dodatkowo mnie nakręcała. Włoch był cudownym kochankiem.
Czułem całym sobą jego mocne, zdecydowane pchnięcia, równocześnie całującego
mój kark.
Nagle
wyszedł, ale nim zdążyłem zaprotestować, obrócił mnie na plecy. Uniósł moje
biodra i wszedł po raz kolejny. Z chęcią przystałem na to, zwłaszcza, że mogłem
go przyciągnąć do kolejnego pocałunku. Nie potrafiłem się obyć bez jego
cudownych warg.
Zwalniał,
przyspieszał, a ja z trudem to wytrzymywałem. Jeszcze nigdy nie czułem się z
żadnym facetem tak jak z nim.
W końcu
czując jego rękę na moim członku, dodatkowo mnie pobudzającą, nie wytrzymałem i
wystrzeliłem na jego umięśniony brzuch. Chwilkę później brunet dołączył do
mnie.
Leżałem
czując jego ciężar na sobie, ale nie przeszkadzał on, wręcz przeciwnie. Kiedy
sturlał się na bok, przyciągnął mnie do siebie obróconego plecami do niego i
pocałował z kark.
- Dobranoc.
Chwilę
później słyszałem jak oddech mu się wyrównuje. Ukołysany tym również zasnąłem w
objęciach tego niesamowitego faceta.