środa, 29 lipca 2015

Nie przestanę cię kochać (część1) - Rozdział 22.



Rozdział 22.
Parę tygodni później…
Przez cały czas nie było chwili (poza 45 minutami lekcji i kilkoma godzinami snu), abyśmy nie spędzili jej razem, a jak byliśmy od siebie oddaleni to pomagała nam wszechobecna technologia.
Czułem się jak w raju. Nic poza Markiem nie było mi potrzebne.
Zadowolony szedłem na przystanek. Miałem od razu jechać po szkole do niego. Z daleka widziałem żółtą bluzkę, która raziła w oczy. Chyba mnie nie zauważył. Stanąłem za nim i zasłoniłem mu oczy.
 - A! – krzyknął przestraszony.
Odwróciłem chłopaka i wpiłem mu się u w usta. Kiedy zobaczył kto go zaatakował, zarzucił ręce na moją szyję i zaczął oddawać pocałunek.
 - Przestraszyłeś mnie! – Odsunął się.
 - Jakoś ci to wynagrodzę – puściłem mu oczko.
 - Ciekawe jak… Autobus – wskazał na nadjeżdżający pojazd.
Wsiedliśmy. Na miejscu chwyciłem go za rękę i poszliśmy do domu.
 - Witaj! – uśmiechnęła się pani Marta.
 - Dzień dobry!
 - Gdzie wujek? – spytał chłopak.
 - Tutaj – wyszedł pan Adam z salonu.
 - Dzień dobry! – przywitałem się.
 - Nie wiedziałem, że przyjdziesz.
 - Mówiłem. – Marek pokręcił głową. – Chodź do pokoju.
 - Zaraz przyjdźcie na obiad – powiedziała ciocia.
 - Jasne.
Usiedliśmy na podłodze nic nie mówiąc. Wystarczała nam nasza obecność.
 - Marcin – przerwał ciszę – a może przydałoby się połączyć przyjemne z pożytecznym?
 - To znaczy? 
 - Nie przerywaj! Jesteśmy razem to można wykorzystać ten fakt i jeszcze bardziej zdenerwować wujka?
 - Czemu nie? Taki był plan – wzruszyłem ramionami.
Cmoknął mnie.
 - Dobra to chodźmy. – Wstał.
Podszedłem i oparłem go ścianę kładąc dłonie po bokach jego głowy.
 - Tak mało?
Nachyliłem się delikatnie muskając jego pełne wargi. Uśmiechnął się i pogłębił pocałunek. Kiedy mój język wdarł się do środka usłyszałem ciche mruknięcie. Zjechałem ustami na jego szyję. Odchylił głowę dając mi większy dostęp do bladej skóry. Lizałem, gryzłem i całowałem na zmianę. Poczułem jak fala przyjemności ogarnia moje całe ciało i mimowolnie jęknąłem, kiedy, nie wiem czy specjalnie, czy przypadkiem otarł się nogą o moje krocze. Zerknąłem na jego twarz i zobaczyłem wredny uśmieszek.
 - Nie rób tak – powiedziałem i kontynuowałem poprzednią czynność.
 - Chodźcie na o… O! – Wszedł, bez pukania, pan Adam.
Niechętnie się odsunąłem i odwróciłem.
 - Już idziemy.
Nic nie mówiąc wyszedł. Obaj wybuchnęliśmy śmiechem.
 - Widziałeś jego minę? – spytał, poprawiając włosy.
 - Niezapomniany widok…
Chichocząc weszliśmy do salonu. Kiedy usiedliśmy przy stole, zerknąłem na chłopaka. Uśmiechnąłem się na widok biało-czerwonej szyi.
 - Co to było?! – zdenerwował się wujek.
 - Nie wie pan? – spytałem. – I uprzedzając pana pytanie, bądź stwierdzenie, nie pieprzyliśmy się tam i nawet gdyby pan nie wszedł to by do tego nie doszło.
 - Młody, czy ty…?!
 - Adam! – pani Marta, chyba pierwszy raz, podniosła głos.
Skulił się i przez cały czas nie odezwał się ani słowem.
Po obiedzie znowu oglądaliśmy jakiś film. Marek leżał z głową na moich kolanach.
 - Chłopcy – niepewnie zwróciła się do nas ciocia – a czy wy…?
 - Co? – niższy raczej się domyślał, ale próbował to od niej wyciągnął.
 - Uprawialiście już sex?
 - Nie! Jeszcze mamy czas.
 - Albo ciągle wam przeszkadzam? – wtrącił się wujek.
 - Gdybyśmy chcieli to byśmy znaleźli sposób, chociażby u Marcina.
Prychnął, ale nie skomentował tego.
 - Jak ci poszły sprawdziany? – ciocia postanowiła zmienić temat.
 - Nie najgorzej. Myślałem, że będą trudniejsze – uśmiechnąłem się.
 - To dobrze. Może pójdziecie to tego samego liceum.
 - Mam nadzieję. – Pochyliłem się i cmoknąłem go w policzek.
Nagle coś mnie tknęło.
 - Chodź na chwilę.
 - Ale jesteś taki wygodny. – Przeciągnął się.
Wyglądał wtedy tak niewinnie. Pogłaskałem go po policzku i wstałem. Widząc, że mnie nie przekona poszedł do pokoju, Zamknął drzwi i zarzucił ręce na moją szyję.
 - O co chodzi?
 - Tak właściwie to co powiedziałeś im, kiedy nie rozmawialiśmy przez ten miesiąc?
 - Nic. Na szczęście nie pytali, a ja nie umiałem się przyznać. Chyba cięgle miałem nadzieję, że będzie jak dawniej.
 - Ale nie ty ciągle pisałeś, dzwoniłeś i próbowałeś to wyjaśnić – westchnąłem.
 - Wiem, przepraszam. Nie umiałem się wycofać, zabrnąłem za daleko. Dopiero kiedy znowu cię zobaczyłem zdałem sobie sprawę co zrobiłem, lecz dalej nie wiedziałem jak to powiedzieć.
Pocałował mnie.
 - Mm. Takie przeprosiny są mile widziane. – Zerknąłem na zegarek. – Muszę już iść.
 - Jeszcze chwilka… - Zrobił szczenięce oczka. – Plose.
 - Jak śmiesz wykorzystywać swoją słodkość przeciwko mnie?
 - Koro jestem jaki jestem to czemu ma się marnować?
 - Co ja z ciebie zrobiłem? – westchnąłem.
Cmoknął mnie i odsunął się trochę.
 - O której masz autobus?
 - Za 15 minut, ale wiem, że nie tak łatwo wyjść stąd.
 - Life – wzruszył ramionami.
 - Eh… Dobra to ja lecę. Pa.
 - Marcin…
 - Nie. Idę.
 - Mhm… Cześć.
Pocałowałem go i uśmiechnąłem się.
 - No nie smuć się. Jutro jest sobota i mamy cały dzień.
 - Hm… - zamyślił się. – Coś wymyśle.
 - OK. Pa.
Pomachał mi i poszedłem na przystanek.

Nie przestanę cie kochać (część 1) - Rozdział 21.



Rozdział 21.
 - Kocham cię – wyszeptałem.
Warto było pocierpieć dla tej chwili.
Odsunął się trochę i ujął moją twarz w dłonie.
 - Ja ciebie też – znowu mnie pocałował – i nigdy nie przestanę.
 - Nie powinieneś się bać powiedzieć mi to wcześniej. Niezależne od tego, czy bym cię kochał po przyjacielsku,  czy tak jak teraz, to nigdy bym cię nie odtrącił. Wiem, że nie powinienem to mówić, bo również nie umiałem tego wyznać, ale nie zachowałem się tak.
 - Wiem, przepraszam. – Opuścił głowę. – Wolałem to, aniżeli byś się mnie brzydził.
 - Takiego pięknego chłopaka?
Delikatnie, prawie niezauważalnie się zarumienił.
 - To dlatego się zgodziłeś udawać mojego...? – Kiwnąłem głową. – Jak długo czujesz do mnie coś więcej niż do przyjaciela? Ja od tamtej nocy, kiedy byłeś chory. Wtedy to zignorowałem, ale z czasem się nasiliło. W końcu wpadłem na pomysł z tym denerwowaniem wujka. Za drugim razem się upewniłem. Bałem się tego i kiedy trudno mi było nawet z tobą rozmawiać postanowiłem to skończyć…
Westchnąłem i pogłaskałem go po policzku.
 - Ja nie wiem. – Uniósł brew zdziwiony. – Zacząłem się domyślać gdzieś po paru tygodniach naszej znajomości, z dnia na dzień byłem coraz bardziej pewny. Dużo na ten temat myślałem i dochodziłem do wniosków, że ja już czułem coś do ciebie wcześniej, lecz nie dostrzegłem tego, a kiedy zerwałeś ze mną zrozumiałem jak bardzo cię kocham. – Uśmiechnął się. – Dalej nie wierzę, że najprzystojniejszy chłopka na świecie jest mój.
  -Tylko. Właśnie! Skoro jesteśmy naprawdę parą to możemy odegrać jeszcze lepsze scenki żeby denerwować wujka.
 - Ja nie musiałem grać.
 - Nie tylko ty. – Cmoknął mnie i zszedł z moich kolan. – Ciekawe jak zareagują twoi rodzice...?
 - Ojciec będzie przeszczęśliwy. Kiedy przyznałem się do bycia Bi i to zaledwie wczoraj, chciał cię na mojego chłopaka. Matka ma mieszane uczucia, ale bardzo cię lubi więc chyba jest OK.
 - Ha, ha, ha! Serio?
Kiwnąłem głową.
Usłyszałem otwieranie drzwi wejściowych. Wstałem i podałem mu rękę.
 - Mamy okazję się przekonać.
Ujął moją dłoń i razem wyszliśmy do salonu, gdzie akurat byli rodzice.
 - Marek! – krzyknął tata uradowany. – Kolorowa papużka wróciła!
 - C-co? – zdziwił się.
 - Pogodziliście się? Jak się… O… Jesteście razem?
Podniosłem rękę, w której trzymałem tą chłopaka i szeroko się uśmiechnąłem.
 - Jednak? – westchnęła mama. – No cóż, lepszy taki zięć niż niewiadomo jaka lala.
 - Miło, że zmądrzałaś. – Ojciec cmoknął ją w policzek.
 - Nie martw się, na razie nie planujemy ślubu – próbowałem ją pocieszyć.
 - I tak by wam nie dali – powiedziała.
 - Teraz trzeba to zapieczętować pocałunkiem – tata uśmiechnął się chytrze zerkając na niepewną co do tego pomysłu żonę.
 - Myśli pan, że tego nie zrobiliśmy? – w końcu odezwał się Marek.
 - Racja… To może jeszcze raz? Z dedykacją dla Moniki?
Chłopak zarzucił ręce na moją szyję, stanął na palcach i wpił w usta. Objąłem  go nie pozostając biernym. Kiedy zaczęło brakować nam powietrza odsunęliśmy się od siebie, niechętnie. Odwróciłem się. Ojciec uśmiechał się, a matka zniknęła. Powiedziałem Markowi żeby zaczekał i poszedłem do pokoju rodziców. Tak jak myślałem, właśnie tam uciekła. Siedziała na łóżku.
 - Mamo, o co chodzi? – Kucnąłem przed nią.
 - Cieszę się, że masz kogoś kogo kochasz i on ciebie również, ale zrozum - to nie jest dla mnie łatwa sytuacja.
 - Przecież go lubisz.
 - No właśnie! Go, a nie JĄ. Jestem na ogół tolerancyjna, lecz nie dotyczyło to mojej rodziny. Chciałbym mieć wnuki, a z dwóch mężczyzn nie urodzi się dziecko.
 - Mówisz jakbym był homo. Spróbuj to zaakceptować. Nie masz wyboru.
 - Wiem – westchnęła. – Idź do niego… Powodzenia.
 - Dzięki – uśmiechnąłem się i wyszedłem.
Od razu zostałem przytulony. Pogłaskałem go po plecach.
 - Jest bardzo źle?
 - Nie, to tylko szok. Zobaczysz, jeszcze trochę i będzie ci mówić zięciu – zaśmiałem się.
 - Mi się przed ołtarz nie śpieszy.
 - Ciekawe jaki ksiądz udzieliłby ślubu gejom?
Prychnął i odsunął się. Wywróciłem oczami i cmoknąłem go w usta.
 - Lepiej?
Zamyślił się. Chwycił mnie za kołnierz i przyciągnął do dłuższego pocałunku.
 - Tak – uśmiechnął się uroczo.

Do czytelników.

Jak wiecie wyjechałam na wakacje. 
Przechadzałam się po mieście, a tam widzę dwa sklepy stojące obok siebie. Nie byłoby w tym nic niezwykłego i niczym by nie zwróciły mojej uwagi (no może poza tym, że były z ubraniami), gdyby nie ich nazwy. Jeden z nich nazywał się Diva, a drugi Bling Bling !!!

Tak dla nie wiedzących  o co mi chodzi - jest pewien Koreański zespół SHINee. Na jego podstawie powstają różne yaoi (choć nic nie wskazuje na to żeby byli homo, ale to pomińmy). Najpopularniejsze pairingi to 2min, JongKey, OnTae i inne. 

Skupmy się na JongKey. Jonghyun (jak każdy) ma też inne przezwiska, m.in. Bling Bling. Natomiast Key m.in. Diva. 
Reszty chyba nie muszę tłumaczyć.
Milly  (o _ o)

Do czytelników.

Hej!!! Wróciłam! :-) 
Zraz nadrobię zaległości w pisaniu opowiadań, bo powstały kolejne rozdziały tylko, że na kartkach (chociaż i tak mi brakło). 
PS.  NIENAWIDZĘ KOMARÓW!!!
Milly  (#_#)

piątek, 10 lipca 2015

Do czytelników.

Chcę was przeprosić, ale przez około 2 tygodnie nie będę nic dodawać, bo wyjeżdżam na wakacje, ale nie martwcie się - będę pisać jak tylko najdzie mnie wena na jakiś kartkach i po powrocie dokończę. 
Milly  (~_~)

Nie przestanę cię kochać (część 1) - Rozdział 20.



Rozdział 20.
Szedłem w stronę wyjścia ze szkoły.
Wreszcie koniec! Tyle godzin… jak nauczycielom się chce tak nas katować? Ciekawe jak idzie nauka Markowi? Eh…
Rozejrzałem się w poszukiwaniu Michała. Miał pożyczyć mi zeszyt z chemii, bo znowu odleciałem. Dostrzegłem go i podążyłem w tamtym kierunku. Nagle stanąłem jak wryty. Przyjaciel rozmawiał z kimś. Wszędzie rozpoznałbym ten kolor włosów, tą figurę, styl. Stał tyłem. Postanowiłem mimo wszystko podejść, wziąć notatki i ulotnić się szybko, żeby zamknąć się w pokoju sam na sam ze swoim dołem.
 - Mogę ten zeszyt? – Starałem się ignorować zdziwione spojrzenie Marka.
 - Jasne. – Zajrzał do swojego plecaka i wyciągnął stertę kartek, bo trudno to nazwać czymś innym. – Mam nadzieję, że się doczytasz.
 - Ja też – westchnąłem. – Do jutra.
 - Przestańcie! Czy nie możecie normalnie porozmawiać i wszystko sobie wyjaśnić?! – wybuchnął.
 - Z chęcią, ale ktoś uważa inaczej – wzruszyłem ramionami.
Udawałem obojętność, choć we mnie wszystko krzyczało.
 - Ja już wszystko powiedziałem – usłyszałem lekceważący ton głosu.
Prychnąłem.
 - Nie rozumiesz, że Marcin to teraz tylko ciało, a jego duch sobie poszedł? Przez ciebie! – przyjaciel nie poddawał się.
 - Co mnie to obchodzi? – Obrzucił mnie nieodgadnionym spojrzeniem.
Otworzyłem szeroko oczy. Co innego nazywanie cie przez SMS’ y jaki to nie byłeś, a co innego kiedy osoba, którą się kocha mówi ci, że ma cię gdzieś.
Zamknąłem powieki próbując się uspokoić. Nic z tego nie wyszło. Obróciłem się napięcie i uciekłem do kibla, po drodze prawie przewracając jakiegoś pierwszaka. Nie wiem dlaczego, ale przypomniało mi się dzięki niemu o sprawdzianie po gimnazjum, który miał być przez trzy dni za tydzień.
Na szczęście było mało uczniów więc toaleta świeciła pustkami. Oparłem się plecami o ścianę i zjechałem na podłogę. Zwinąłem się w kłębek. Zacisnąłem pięści i zęby. Starałem się oddychać równo i się uspokoić. Nic z tego.
Po paru minutach usłyszałem jak ktoś otwiera drzwi, czyjeś kroki, cisza. Podniosłem trochę głowę. Zobaczyłem zmartwionego Marka, jednak zaraz przybrał maskę obojętności.
 - Wyjdź – powiedziałem.
 - Nie, przyszedłem tu, bo nie chcę wam zanieczyszczać murów szkoły.
 - Jak wolisz. W takim razie to ja wychodzę. – Wstałem.
Westchnąłem i z zaciśniętymi pięściami wyminąłem go. Położyłem rękę na klamce i poczułem coś na swoim nadgarstku. Odwróciłem się zdziwiony.
 - Nie musisz się litować. Jeśli tak wolisz to cię nie zmuszę – mimo to liczyłem, że zaprzeczy.
 - Ja… Przepraszam. – Opuścił głowę. – Nie wiem co mi odbiło. Jestem samolubny. Bałem się powiedzieć ci prawdę, a ukrywanie tego stało się trudne zwłaszcza kiedy utwierdziłem się w tym. Nie liczę, że będzie tak jak wcześniej, ale chociaż mi wybacz.
 - Nie umiem być na ciebie zły. – Westchnąłem. – Jaką prawdę?
 - Znienawidzisz mnie a to… Chociaż i tak wszystko spieprzyłem.
 - Nie ufasz mi? Tyle razy dawałem ci dowody, że mi możesz i co się okazuje?
 - To może ci się wydać obrzydliwe…
 - Powiedz, proszę. Tyle czekałem, tak łatwo się nie poddam – delikatnie się uśmiechnąłem.
 - Nie wiem jak...
 - To nie wiem… pokarz?
 - Wtedy, tym bardziej, nie zrozumiesz.
 - Ufasz mi?
Kiwnął głową.
 - Mogę na osobności? Tu jednak jest ryzyko, że ktoś wejdzie. U ciebie? Zawsze możesz mnie wyrzucić.
 - Coś w tych twoich SMS’ ach było, bo faktycznie teraz tak łatwo się mnie nie pozbędziesz. Chodź.
 - Akurat – mruknął pod nosem.
W ostatniej chwili wpadliśmy do autobusu. Tak jak kiedyś… - pomyślałem. Weszliśmy do środka. Uprzedziłem go wcześniej, że rodziców nie ma. Stanąłem w pokoju i czekałem. Podszedł do mnie, ale zaraz odsunął się.
 - Usiądź. Tak będzie wygodniej – poinstruował mnie.
Wzruszyłem ramionami i spełniłem jego polecenie.
 - A teraz zamknij oczy i nie otwieraj póki nie pokarzę.
 - Ciekawe jak zobaczę – mimo to, wykonałem zadnie.
Usłyszałem westchnienie i poczułem coś na moich kolanach. To Marek usiadł na nich okrakiem. Zdziwiłem się, ale nic nie zrobiłem.
Gdyby mnie pocałował… Ta, głupie ma…
Jego słodkie usta dotknęły moje. Otworzyłem szeroko oczy. Nie widząc protestu kontynuował. Gdy wyrwałem się z szoku objąłem go nieporadnie oddając pocałunek. Po chwili odsunął się i niepewnie na mnie spojrzał.
 - Dlaczego? – chciałem się upewnić.
 - Nie pozostawałeś bierny! – zauważył.
 - Wiem. To jak?
 - A jak myślisz?
 - No są różne możliwości… Podobam ci się, zakochałeś się we mnie, miałeś taki kaprys lub d.… O! Inne.
 - B.… - wymruczał pod nosem.
 - Dobrze usłyszałem? Ty…
 - Tak. To teraz dlaczego nie odepchnąłeś mnie? Podobam ci się, zakochałeś się we mnie, to był twój pierwszy pocałunek i nie chciałeś go pieprzyć, twoim zdaniem tak trzeba, czy e. inne.
 - C…. – smutny próbował wstać, ale przytrzymałem go – i b.
Otworzył szeroko oczy. Przytuliłem go mocno.
 - Kocham cię – wyszeptałem.

Nie przestanę cię kochać (część 1) - Rozdział 19.



Rozdział 19.
Miesiąc później…
Przez te wszystkie tygodnie snułem się jak duch. W szkole nauczyciele ciągle się mnie czepiali, że nie słucham, a w domu rodzice nie dawali spokoju chcąc wyciągnąć ode mnie, dlaczego tak się dziwnie zachowuję. Nie zwracałem uwagi na nic i ciągle myślami byłem przy wielkich, czekoladowych oczach i pięknym uśmiechu. Tylko Michał wiedział, co się stało. Próbował wyciągnąć mnie z dołka, ale na marne.
Kto powiedział, że pierwsza miłość jest piękna? Ktokolwiek to był chyba nigdy nie kochał i nie wie jak to jest gdy osoba, dla której zrobiłby wszystko odchodzi nie zostawiając wyjaśnień.
Nie poddawałem się. Czasami dzwoniłem albo pisałem, lecz nie odbierał i nie odpowiadał na SMS’ y. Kiedy coś napisał to tak, aby mnie dobić już do końca. Wtedy dowiadywałem się co myśli o swoim przyjacielu. Okazywało się, że za bardzo go niańczyłem, czy nie dawałem mu chwili na bycie samemu, a wymieniłem tylko najdelikatniejsze. Nie jest łatwo czytać coś takiego od osoby, którą się kochało, ufało. Mimo to znałem go tak długo i po prostu nie mogłem uwierzyć w prawdziwość tych słów. Nie od niego. Bywał denerwujący, ale to do Marka nie pasowało. Może chwytałem się ostatnich resztek nadziei, lecz nie umiałem inaczej.
Bywało, że myślałem jakby to wyglądało gdybym wtedy nie poszedł za przystanek zaciekawiony co się dzieje, gdybym mu nie pomógł. Nie mijało dużo czasu, a dziwiłem się jak mogłem w ogóle brać taką ewentualność, przecież to były najpiękniejsze tygodnie mojego życia, nawet jeśli później przyszły te najgorsze.
Dopiero kiedy go straciłem zrozumiałem, jak bardzo zakochałem się w tej drobnej, bezbronnej, wrednej istocie.
Zdarzało się, iż żałowałem, że zgodziłem się na udawanie jego chłopaka. Raz spróbowany owoc smakuje lepiej. Jednak później cieszyłem się z możliwości choć trochę poczucia złudnego wrażenia, że był mój. Przytulenia go, całusa w policzek, obsypywania pocałunkami bladej szyi, powiedzenia do niego kochanie.
Tak bardzo tęskniłem. Chciałem znowu usłyszeć jego pewny siebie głos, śmiech, delikatny śpiew; zobaczyć piękny uśmiech i dołeczki na policzkach, wielkie, czekoladowe oczy, nieprzewidywalny strój; dotknąć miękkich włosów, drobne ciałko; poczuć smak słodkiej skóry. Jednak najbardziej zależało mi na tym, aby był szczęśliwy. Jeśli do tego potrzebna była utrata kontaktu ze mną, a przy okazji roztrzaskanie mojego serca na kawałeczki to trudno, jakoś to musiałem przeżyć.

Puk, puk…
 - Syneczku, mogę wejść? – spytała mama.
 - Tak.
Drzwi do mojego pokoju się otworzyły i pojawił się zmartwiona kobieta.
 - Nie oszukuj, to widać. Co się dzieje? – Usiadła obok mnie na łóżku.
 - Mamo, gdybym ci powiedział, że jestem Bi to jakbyś zareagowała?
Patrzyła w przestrzeń przed nią nic nie mówiąc. Po chwili odwróciła się w moja stronę.
 - Jesteś pewny?
 - Tak – westchnąłem.
 - To dlatego…?
 - Nie – uprzedziłem ją. – To kim jestem wiem dłużej.
 - Czyli podobają ci się chłopcy? – ostrożnie spytała.
 - TEŻ. Nie martw się, nie tylko.
 - Wiem, wiem. Nie będę ukrywać, że mam nadzieję, iż ci się to z czasem zmieni.
 - Domyślam się. Mamo, mam prośbę: nie mów tacie. Nie mam pojęcia, jak zareaguje.
 - Nie będę krzyczał – usłyszałem rozbawiony głos mężczyzny.
 - Podsłuchiwałeś?! – przestraszyłem się.
 - Nie przesadzaj. Chyba mogę wiedzieć, co się dzieje z moim synem? – Podszedł i poczochrał mnie po głowie. – To nawet ma swoje plusy.
 - Jakie? – powiedzieliśmy niemal równocześnie.
 - Przynajmniej nie zostanę wcześnie dziadkiem, jeśli zacznie się spotykać z chłopakiem. Swoja drogą to masz jakiegoś?
 - Nie. – Skuliłem się na myśl o przyjacielu (dalej go tak nazywałem).
 - A Marek? Jakiej jest orientacji?
 - Homo.
 - Jak możesz być taki wyluzowany? – zdziwiła się matka.
 - Przesadzasz – machnął ręką. – Wracając do Papużki (tak żartobliwie nazywał mojego kolegę) to byłby mile widziany jako twój chłopak. W końcu swój – zaśmiał się.
Mi jednak tak wesoło nie było. Zwinąłem się jeszcze bardziej i westchnąłem.
 - Wiem.
 - Co ty do niego czujesz? – Kobieta pogłaskała mnie po głowie.
 - Głupi jestem i zakochałem się. Przez to tak się zachowuję. Dobra może nie tylko, bo takie uczucia żywię do niego dłużej, ale miesiąc temu powiedział, że musi skończyć z tym. Nawet nie chce mi wyjaśnić o co chodzi.
 - Próbowałeś z nim pogadać? – Kucnął przede mną ojciec.
 - Jak myślisz?
 - Że tak – uśmiechnął się delikatnie.
 - Co mam zrobić? Nie chcę żeby był moim chłopakiem… dobra też, ale nie będę taki zachłanny, wystarczy mi przyjaciel.
 - Nie wiem. Może daj mu trochę czasu i znowu spróbuj, ale nie pytaj go o tą sytuację, raczej zwykła rozmowa. Nie obiecuję, że to pomoże, lecz zawsze jest nadzieja.
 - Dzięki – w końcu, po tak długim czasie, kąciki moich ust powędrowały do góry. – Mogę zostać sam?
 - Pewnie. – Wstał.
 - Ale… - zaczęła matka.
 - Chodź – ponaglił ją.
Wyszli, a ja zastanawiałem się nad radą taty. Nie była taka zła…