Rozdział
35.
Zaraz po
powrocie do hotelu Marek poszedł się umyć, a ja zaraz po nim.
Czysty z
ręcznikiem przewiązanym w pasie wróciłem do ukochanego. Stał tyłem, patrząc na
widok za oknem w czerwonym szlafroczku. Cicho podszedłem bliżej i objąłem w
pasie, przytulając od tyłu. Zaskoczony podskoczył, ale zaraz uśmiechnął się
nadal patrząc przed siebie. Fakt, pięknie się prezentowało miasto nocą.
Zacząłem delikatnie muskać skórę jego szyi, na co on przechylił głowę dając mi
lepszy dostęp. Rękami niespiesznie rozwiązałem węzeł i powoli zsunąłem materiał
z prawego ramienia by zaraz tam się przenieść swoimi wargami. Niedługo cały
materiał wylądował na podłodze. Dopiero wtedy odwrócił się w moją stronę,
zarzucając ręce na szyję, wyciągając je za mną. Natychmiast jedna dłoń
położyłem na bladej skórze na jego boku, a drugą na tyle głowy, przyciągając go
do pocałunku. Oparł się o okno, cicho wzdychając, kiedy znowu zacząłem drażnić
wrażliwą skórę szyi. Przyssałem się na niej na dłużej, żeby zaraz znowu
przygryźć zaczerwienione miejsce, co równało się jękowi Marka. Wziąłem go za
rękę i poprowadziłem w stronę ogromnego łóżka. Nikt nic nie mówił, co nadawało
jeszcze bardziej intymny nastrój. Położył się na środku, podpierając się na
łokciach, jedna noga była zgięta z kolanie. Uśmiechnąłem się na to i odwinąłem
ręcznik, który swobodnie opadł. Wszedłem na materac, natychmiast całując go
namiętnie. Powoli odsuwając się, zmusiłem go, żeby również usiadł. Zaraz wplótł
palce w moje włosy, pociągając za nie lekko. Natomiast ja odwinąłem z
nadgarstka pasek swojego szlafroka i odrobinę odsunąłem się od ukochanego. Cienki
materiał zasłonił czekoladowe oczy, zawiązałem z tyłu kokardkę i znowu musnąłem
pełne, mailowe usta, nabrzmiałe od pocałunków.
- Ufasz mi? – wyszeptałem do jego ucha.
Zagryzł
dolną wargę i skinął głową.
- Połóż się – poleciłem nadal ściszonym głosem.
Kiedy jego
głowa wylądowała na poduszkach, zabrałem jego nadgarstki do góry i związałem
paskiem od jego szlafroka, zapożyczonym podczas pocałunków przy oknie. Nie
miałem, o co zahaczyć, jednak liczyłem, że nie będzie próbował ich stamtąd
zabrać.
Znowu nasze
wargi połączyły się w miłosnym tańcu, ale gdy tylko próbował go pogłębić,
odsunąłem się, co wywołało jego jęk frustracji. Przejechałem opuszkiem palca po
środku torsu mężczyzny, zadowolony wyczuwając, jak wszystkie mięśnie się
napinają. Podobno, kiedy jeden bodziec będzie nieaktywny jak w tym przypadku wzrok, reszta się nasila, a reakcje
Marka potwierdzały to.
Wstałem i
ruszyłem w stronę mojej półki, w której skrywałem sos czekoladowy, kupiony
specjalnie na tę okazję. Stałem jeszcze przez chwilę obserwując coraz bardziej
niecierpliwego karmelowowłosego.
- Marcin, co się… - urwał, kiedy przejechałem
palcem z czekoladą po jego policzku. Szybko zniknęła, zostając zlizana.
Odznaczyłem
tak jeszcze kilka punktów na jego ciele, dobrze pamiętając mapę ciała
ukochanego. To był zdecydowanie najsłodszy deser jaki jadłem…
W końcu
pozwoliłem mu spróbować, nakładając odrobinę na dolną i górną wargę, po czym go
pocałowałem. Widziałem kątem oka jak chce poruszyć rękami, ale węzły były
wystarczająco mocne, że szarpanie, czy ciągnięcie nic nie dawało. Odsunąłem się
odrobię, tak żeby z każdym słowem drażnić jego usta.
- Nie ruszaj.
- Rozwiąż – poprosił.
Przejechałem
dłonią po jego boku, ale po namyśle przeniosłem ją na ramię czekoladowookiego,
zbliżając się do węzła.
- Nie – odparłem, sprawdzając, czy na pewno
mocno trzyma.
Odsunąłem
się, znajdując dogodnie miejsce pomiędzy jego nogami. Wylałem trochę sosu na
jego dumnie sterczący członek, co wywołało jęk Marka, nie wiem, czy spowodowane
tym uczuciem, czy świadomością co się zaraz wydarzy. Pogłaskałem wewnętrzną
stronę uda, a widząc, że czekoladowa strużka już prawie spłynęła po same jądra
zlizałem ją jak z loda w wafelku, który za szybko się topi. Wyczyściłem go
doszczętnie, wsłuchując się w jęki kochanka. Wystarczyło zassać się na czubku,
a poczułem jak ciepła, biała ciecz wystrzeliwuje z nabrzmiałego wzwodu.
Odetchnął ciężko. Obserwowałem jak jego klatka piersiowa unosi się i opada. Nie
dałem mu długo spokoju, znowu stymulując jego penisa swoimi ustami. Wyjątkowo
wrażliwy chłopak zaraz po orgazmie jęczał słodko, niecierpliwie poruszając
nogami. W końcu wstałem, na co ukochany prychnął poirytowany. Zaśmiałem się, a
to spowodowało jeszcze większe oburzenie mężczyzny. Na jego szczęście sam już
chciałem znaleźć się w tym ciasnym tunelu, także zabrałem ze sobą nawilżenie i
powróciłem do ukochanego.
Zarzuciłem jego
nogi na zwoje ramiona, a wraz z pierwszym palcem rozciągającym go, usłyszałem
westchnie przepełnione ulgą.
- Kocham cię – powiedziałem, dokładając kolejny.
- J-ja ciebie też.
- Bardzo.
- Ja ciebie też.
- I nigdy nie przestanę.
- Ja ciebie też – powtórzył po raz kolejny.
Kiedy
skończyłem, puściłem jego nogi i przeniosłem się wyżej. Prychnął niezadowolony,
co skwitowałem śmiechem.
- Nawet nie wyobrażasz sobie jaka to radość,
wiedzieć że jesteś MOIM mężem. – Pocałowałem go w miejsce gdzie była obrączka.
- A ty moim. Już na zawsze.
- Dokładnie.
Szybkim
ruchem odwiązałem jego nadgarstki, na co odetchnął z ulgą. Powróciłem na
uprzednie miejsce, ułożyłem sobie jego nogi na biodrach i jednym płynnym ruchem
wszedłem w niego. Jego plecy wygięły się ku górze. Pochyliłem się, żeby móc go
pocałować, a ukochany objął mnie rękami, przyciągając bliżej. Po chwili
poruszyłem się na próbę, a nie widząc sprzeciwu, przyśpieszyłem. Całowałem go
po szyi, a szczupłe palce wbijały się w mój bark. Orgazm dopadł nas niemal w
tym samym czasie. Wysunąłem się i ułożyłem obok Marka, ściągając mu przepaskę.
Przejechał opuszkami palców po moim policzku, słodko się uśmiechając.
- Nie spodziewałem się tego po tobie –
stwierdził.
Położyłem rękę na jego biodrze i przysunąłem
bliżej.
- Jesteś cudowny. – Pocałował mnie delikatnie.
Nic nie
mówiłem, patrząc w te szczęśliwe, piękne oczy.
Wyglądał
jakby się nad czymś zastanawiał, ale bał się powiedzieć.
- Co jest? – spytałem.
Zaskoczony
moim pytaniem speszył się trochę.
- No bo… Pomyślałem… Jeśli nie chcesz to nic
się nie stało, naprawdę…
- Ale co? – spytałem rozbawiony.
- Czy mógłbym… Spróbować być na górze?
Zagryzł
dolną wargę, wyczekując odpowiedzi, a ja zastawiałem się czy chodzi mu o to
samo, co mi…
- W sensie? – wolałem się upewnić.
- Uch… - Przeniósł dłoń na mój pośladek i
lekko go ścisnął. – Takim.
Nachyliłem
się do jego ucha i wyszeptałem, muskając małżowinę:
- Jak myślisz, jaka będzie moja odpowiedź?
- Nie wiem.
Objąłem go
i przeturlałem nas tak, że leżał na mnie.
- A dlaczego boisz się spytać?
- Bo nie wiem jak zareagujesz.
- Niepotrzebnie. – Pocałowałem go w miejsce
malinki.
- To znaczy tak?
- Mhm…
W sumie to
sam byłem ciekawy jak to jest.
Uśmiechnął
się szeroko i mocno pocałował. Zamruczałem zadowolony, całkowicie poddając się
mężowi. Uniósł się trochę, nadal badając moje podniebienie językiem. Jedną ręką
przeczesywał moje włosy, a drugą podpierał się. Jego biodra nieustannie
drażniły mojego członka, który powoli budził się do życia. Kiedy zjechał ustami
na moją szyję, powiedziałem:
- Przestań, bo inaczej nie wytrzymam, rzucę
cię na materac i wbiję w ciebie głęboko.
Usłyszałem
przy uchu cichy jęk.
- Shhh teraz moja kolej.
Muskał
delikatnie moją skórę palcami, doprowadzając mnie do szaleństwa. W końcu
znudziło mu się to, chyba również był zniecierpliwiony.
- Odwróć się – wyszeptał, a na koniec ugryzł
mnie we wrażliwe ucho.
Wykonałem
polecenie, ciekawy co dalej. Zjeżdżał pocałunkami po moim kręgosłupie coraz
niżej, a całe moje ciało spięło się, wyczekując co dalej. Z tej ekscytacji
byłem bardziej pobudzony i niecierpliwy niż zwykle. Nieraz to Marek dominował w
łóżku, różnie bywało, ale zawsze najwyżej się kończyło na ujeżdżaniu mnie, a
nie…
Odgłos
utknął mi w gardle, kiedy poczułem jak
coś śliskiego napiera na moją dziurkę… Nie, to nie było coś… Jego język wbijał się we mnie, a ja straciłem zdolność
logicznego myślenia. To było tak niesamowite uczucie, nie do opisania. Pieprzył
mnie swoim gorącym organem, a ja drapałem poduszkę, nie mogąc uleżeć spokojnie.
W końcu został zastąpiony jednym palcem, zaraz drugim, trzecim, czwartym… Nie
mogłem powstrzymać się od jęku, kiedy podrażnił jakieś miejsce, które zawsze
wysyłało ukochanego w stronę gwiazd. To było za dobre… Cudem powstrzymywałem
się, żeby nie skończyć za wcześnie. No i nagle powróciłem na Ziemię, czując
ból, kiedy jego członek powoli wchodził we mnie.
- Shit… Czekaj chwilę – poprosiłem.
Może nie
było to nie do wytrzymania, ale nie lubię bólu, nie jestem zbyt odporny na
niego.
- Oczywiście – mówiąc to głaskał mnie po
biodrze i całował kark.
Kiedy w
końcu się przyzwyczaiłem, zaczął się poruszać. Uczucie było bardzo dziwne,
trudno powiedzieć, czy przyjemne, czy nie. Jednak wystarczyło, że trafił w
odpowiedni punkt, a znowu wróciłem do raju. Było niesamowicie.
Odpadłem
trochę za szybko, ale to był mój pierwszy raz, więc… Po chwili czekoladowooki
dołączył do mnie. Obróciłem się na bok, a mój kosmita wykorzystał okazję i
szybko ułożył się wygodnie, wtulając się i mrucząc jak kot.
Chciałem
coś powiedzieć, ale zauważyłem, iż prawie od razu zasnął, więc ja również
wybrałem się do krainy snów, przygotowując się mentalnie na opieprz z rana za
to, że pozwoliłem mu tak iść spać, kiedy to się nie umył.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz