czwartek, 24 listopada 2016

Nie przestanę cię kochać (część 2) - Rozdział 35.

Rozdział 35.
Zaraz po powrocie do hotelu Marek poszedł się umyć, a ja zaraz po nim.
Czysty z ręcznikiem przewiązanym w pasie wróciłem do ukochanego. Stał tyłem, patrząc na widok za oknem w czerwonym szlafroczku. Cicho podszedłem bliżej i objąłem w pasie, przytulając od tyłu. Zaskoczony podskoczył, ale zaraz uśmiechnął się nadal patrząc przed siebie. Fakt, pięknie się prezentowało miasto nocą. Zacząłem delikatnie muskać skórę jego szyi, na co on przechylił głowę dając mi lepszy dostęp. Rękami niespiesznie rozwiązałem węzeł i powoli zsunąłem materiał z prawego ramienia by zaraz tam się przenieść swoimi wargami. Niedługo cały materiał wylądował na podłodze. Dopiero wtedy odwrócił się w moją stronę, zarzucając ręce na szyję, wyciągając je za mną. Natychmiast jedna dłoń położyłem na bladej skórze na jego boku, a drugą na tyle głowy, przyciągając go do pocałunku. Oparł się o okno, cicho wzdychając, kiedy znowu zacząłem drażnić wrażliwą skórę szyi. Przyssałem się na niej na dłużej, żeby zaraz znowu przygryźć zaczerwienione miejsce, co równało się jękowi Marka. Wziąłem go za rękę i poprowadziłem w stronę ogromnego łóżka. Nikt nic nie mówił, co nadawało jeszcze bardziej intymny nastrój. Położył się na środku, podpierając się na łokciach, jedna noga była zgięta z kolanie. Uśmiechnąłem się na to i odwinąłem ręcznik, który swobodnie opadł. Wszedłem na materac, natychmiast całując go namiętnie. Powoli odsuwając się, zmusiłem go, żeby również usiadł. Zaraz wplótł palce w moje włosy, pociągając za nie lekko. Natomiast ja odwinąłem z nadgarstka pasek swojego szlafroka i odrobinę odsunąłem się od ukochanego. Cienki materiał zasłonił czekoladowe oczy, zawiązałem z tyłu kokardkę i znowu musnąłem pełne, mailowe usta, nabrzmiałe od pocałunków.
 - Ufasz mi? – wyszeptałem do jego ucha.
Zagryzł dolną wargę i skinął głową.
 - Połóż się – poleciłem nadal ściszonym głosem.
Kiedy jego głowa wylądowała na poduszkach, zabrałem jego nadgarstki do góry i związałem paskiem od jego szlafroka, zapożyczonym podczas pocałunków przy oknie. Nie miałem, o co zahaczyć, jednak liczyłem, że nie będzie próbował ich stamtąd zabrać.
Znowu nasze wargi połączyły się w miłosnym tańcu, ale gdy tylko próbował go pogłębić, odsunąłem się, co wywołało jego jęk frustracji. Przejechałem opuszkiem palca po środku torsu mężczyzny, zadowolony wyczuwając, jak wszystkie mięśnie się napinają. Podobno, kiedy jeden bodziec będzie nieaktywny jak w tym przypadku wzrok, reszta się nasila, a reakcje Marka potwierdzały to.
Wstałem i ruszyłem w stronę mojej półki, w której skrywałem sos czekoladowy, kupiony specjalnie na tę okazję. Stałem jeszcze przez chwilę obserwując coraz bardziej niecierpliwego karmelowowłosego.
 - Marcin, co się… - urwał, kiedy przejechałem palcem z czekoladą po jego policzku. Szybko zniknęła, zostając zlizana.
Odznaczyłem tak jeszcze kilka punktów na jego ciele, dobrze pamiętając mapę ciała ukochanego. To był zdecydowanie najsłodszy deser jaki jadłem…
W końcu pozwoliłem mu spróbować, nakładając odrobinę na dolną i górną wargę, po czym go pocałowałem. Widziałem kątem oka jak chce poruszyć rękami, ale węzły były wystarczająco mocne, że szarpanie, czy ciągnięcie nic nie dawało. Odsunąłem się odrobię, tak żeby z każdym słowem drażnić jego usta.
 - Nie ruszaj.
 - Rozwiąż – poprosił.
Przejechałem dłonią po jego boku, ale po namyśle przeniosłem ją na ramię czekoladowookiego, zbliżając się do węzła.
 - Nie – odparłem, sprawdzając, czy na pewno mocno trzyma.
Odsunąłem się, znajdując dogodnie miejsce pomiędzy jego nogami. Wylałem trochę sosu na jego dumnie sterczący członek, co wywołało jęk Marka, nie wiem, czy spowodowane tym uczuciem, czy świadomością co się zaraz wydarzy. Pogłaskałem wewnętrzną stronę uda, a widząc, że czekoladowa strużka już prawie spłynęła po same jądra zlizałem ją jak z loda w wafelku, który za szybko się topi. Wyczyściłem go doszczętnie, wsłuchując się w jęki kochanka. Wystarczyło zassać się na czubku, a poczułem jak ciepła, biała ciecz wystrzeliwuje z nabrzmiałego wzwodu. Odetchnął ciężko. Obserwowałem jak jego klatka piersiowa unosi się i opada. Nie dałem mu długo spokoju, znowu stymulując jego penisa swoimi ustami. Wyjątkowo wrażliwy chłopak zaraz po orgazmie jęczał słodko, niecierpliwie poruszając nogami. W końcu wstałem, na co ukochany prychnął poirytowany. Zaśmiałem się, a to spowodowało jeszcze większe oburzenie mężczyzny. Na jego szczęście sam już chciałem znaleźć się w tym ciasnym tunelu, także zabrałem ze sobą nawilżenie i powróciłem do ukochanego.
Zarzuciłem jego nogi na zwoje ramiona, a wraz z pierwszym palcem rozciągającym go, usłyszałem westchnie przepełnione ulgą.
 - Kocham cię – powiedziałem, dokładając kolejny.
 - J-ja ciebie też.
 - Bardzo.
 - Ja ciebie też.
 - I nigdy nie przestanę.
 - Ja ciebie też – powtórzył po raz kolejny.
Kiedy skończyłem, puściłem jego nogi i przeniosłem się wyżej. Prychnął niezadowolony, co skwitowałem śmiechem. 
 - Nawet nie wyobrażasz sobie jaka to radość, wiedzieć że jesteś MOIM mężem. – Pocałowałem go w miejsce gdzie była obrączka.
 - A ty moim. Już na zawsze.
 - Dokładnie.
Szybkim ruchem odwiązałem jego nadgarstki, na co odetchnął z ulgą. Powróciłem na uprzednie miejsce, ułożyłem sobie jego nogi na biodrach i jednym płynnym ruchem wszedłem w niego. Jego plecy wygięły się ku górze. Pochyliłem się, żeby móc go pocałować, a ukochany objął mnie rękami, przyciągając bliżej. Po chwili poruszyłem się na próbę, a nie widząc sprzeciwu, przyśpieszyłem. Całowałem go po szyi, a szczupłe palce wbijały się w mój bark. Orgazm dopadł nas niemal w tym samym czasie. Wysunąłem się i ułożyłem obok Marka, ściągając mu przepaskę. Przejechał opuszkami palców po moim policzku, słodko się uśmiechając.
 - Nie spodziewałem się tego po tobie – stwierdził.
 Położyłem rękę na jego biodrze i przysunąłem bliżej.
 - Jesteś cudowny. – Pocałował mnie delikatnie.
Nic nie mówiłem, patrząc w te szczęśliwe, piękne oczy.
Wyglądał jakby się nad czymś zastanawiał, ale bał się powiedzieć.
 - Co jest? – spytałem.
Zaskoczony moim pytaniem speszył się trochę.
 - No bo… Pomyślałem… Jeśli nie chcesz to nic się nie stało, naprawdę…
 - Ale co? – spytałem rozbawiony.
 - Czy mógłbym… Spróbować być na górze?
Zagryzł dolną wargę, wyczekując odpowiedzi, a ja zastawiałem się czy chodzi mu o to samo, co mi…
 - W sensie? – wolałem się upewnić.
 - Uch… - Przeniósł dłoń na mój pośladek i lekko go ścisnął. – Takim.
Nachyliłem się do jego ucha i wyszeptałem, muskając małżowinę:
 - Jak myślisz, jaka będzie moja odpowiedź?
 - Nie wiem.
Objąłem go i przeturlałem nas tak, że leżał na mnie.
 - A dlaczego boisz się spytać?
 - Bo nie wiem jak zareagujesz.
 - Niepotrzebnie. – Pocałowałem go w miejsce malinki.
 - To znaczy tak?
 - Mhm…
W sumie to sam byłem ciekawy jak to jest.
Uśmiechnął się szeroko i mocno pocałował. Zamruczałem zadowolony, całkowicie poddając się mężowi. Uniósł się trochę, nadal badając moje podniebienie językiem. Jedną ręką przeczesywał moje włosy, a drugą podpierał się. Jego biodra nieustannie drażniły mojego członka, który powoli budził się do życia. Kiedy zjechał ustami na moją szyję, powiedziałem:
 - Przestań, bo inaczej nie wytrzymam, rzucę cię na materac i wbiję w ciebie głęboko.
Usłyszałem przy uchu cichy jęk.
 - Shhh teraz moja kolej.
Muskał delikatnie moją skórę palcami, doprowadzając mnie do szaleństwa. W końcu znudziło mu się to, chyba również był zniecierpliwiony.
 - Odwróć się – wyszeptał, a na koniec ugryzł mnie we wrażliwe ucho.
Wykonałem polecenie, ciekawy co dalej. Zjeżdżał pocałunkami po moim kręgosłupie coraz niżej, a całe moje ciało spięło się, wyczekując co dalej. Z tej ekscytacji byłem bardziej pobudzony i niecierpliwy niż zwykle. Nieraz to Marek dominował w łóżku, różnie bywało, ale zawsze najwyżej się kończyło na ujeżdżaniu mnie, a nie…
Odgłos utknął mi  w gardle, kiedy poczułem jak coś śliskiego napiera na moją dziurkę… Nie, to nie było coś… Jego język wbijał się we mnie, a ja straciłem zdolność logicznego myślenia. To było tak niesamowite uczucie, nie do opisania. Pieprzył mnie swoim gorącym organem, a ja drapałem poduszkę, nie mogąc uleżeć spokojnie. W końcu został zastąpiony jednym palcem, zaraz drugim, trzecim, czwartym… Nie mogłem powstrzymać się od jęku, kiedy podrażnił jakieś miejsce, które zawsze wysyłało ukochanego w stronę gwiazd. To było za dobre… Cudem powstrzymywałem się, żeby nie skończyć za wcześnie. No i nagle powróciłem na Ziemię, czując ból, kiedy jego członek powoli wchodził we mnie.
 - Shit… Czekaj chwilę – poprosiłem.
Może nie było to nie do wytrzymania, ale nie lubię bólu, nie jestem zbyt odporny na niego.
 - Oczywiście – mówiąc to głaskał mnie po biodrze i całował kark.
Kiedy w końcu się przyzwyczaiłem, zaczął się poruszać. Uczucie było bardzo dziwne, trudno powiedzieć, czy przyjemne, czy nie. Jednak wystarczyło, że trafił w odpowiedni punkt, a znowu wróciłem do raju. Było niesamowicie.  
Odpadłem trochę za szybko, ale to był mój pierwszy raz, więc… Po chwili czekoladowooki dołączył do mnie. Obróciłem się na bok, a mój kosmita wykorzystał okazję i szybko ułożył się wygodnie, wtulając się i mrucząc jak kot.
Chciałem coś powiedzieć, ale zauważyłem, iż prawie od razu zasnął, więc ja również wybrałem się do krainy snów, przygotowując się mentalnie na opieprz z rana za to, że pozwoliłem mu tak iść spać, kiedy to się nie umył.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz