Rozdział
34.
Przeczesałem
ostatni raz włosy, stojąc przed lustrem w łazience. Cholernie się stresowałem,
jakby to był mój pierwszy ślub.
Zmarszczyłem
czoło, niespodziewanie dostrzegając coś.
- Marek…
- No? – dobiegł mnie głos z sypialni.
- Ja siwieję! – Przyglądałem się kilku włosom,
które przybrały niepożądaną barwę.
Zaraz
przyszedł i obrócił mnie przodem do siebie.
- Faktycznie. – Przysunął się bliżej mojego
ucha i wyszeptał: - Jak dla mnie to teraz wyglądasz bardziej dojrzale i seksownie…
Objąłem go
w pasie i popchnąłem na umywalkę.
- A to wcześniej nie wyglądałem? – spytałem
zaczepnie.
Zagryzł
dolną wargę, trzymając mnie za kołnierz niezapiętej koszuli.
- Nie łap mnie za słówka. Jak dla mnie to ty
zawsze wyglądasz jak bóg seksu.
- Tak? – zamruczałem mu do ucha. Po namyśle
delikatnie je ugryzłem.
Odepchnął
mnie, wygładził swoją marynarkę i wyszedł.
- Musimy się zbierać.
Zaśmiałem
się pod nosem.
- Tak jest!
Myślałem,
że chyba zaraz zemdleję.
- OK? – zagadał Michał, wieloletni przyjaciel.
- Ta… Duszno tutaj, nie?
Wzruszył
ramionami.
- No, no, no… - Zerknął za mnie. – Marek to ma
ładne koleżanki. Wiesz może, czy wolna jest ta blondi z biustem w rozmiarze D?
Zaśmiałem
się, kręcąc głową.
- Ty nigdy się nie zmienisz.
- Nic na to nie poradzę. To jak?
- Idź spytać moją przyszłą żoncie. Nie wiem,
gdzie poszedł – wyprzedziłem jego pytanie.
- No dobra.
Zaraz
zniknął gdzieś między innymi ludźmi.
Stałem po
prawej stronie ukochanego, słuchając jak mówi swoją formułkę. W końcu przyszła
kolej na mnie.
- Biorę sobie ciebie, Marku, za męża
- Biorę sobie ciebie, Marku, za męża – powtórzyłem
za starszą, miłą panią.
- … i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość
małżeńską…
- …i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość
małżeńską…
- ...będę trwał przy tobie w zdrowiu i w
chorobie, że cię nie opuszczę, aż do śmierci…
- ...będę trwał przy tobie w zdrowiu i w
chorobie, że cię nie opuszczę, aż do śmierci…
- …oraz, że nie będę mówił o małżonku, jak o
kobiecie.
- …oraz, że… CO??? – urwałem zaskoczony.
Zgromadzeni
wybuchnęli śmiechem, bez wyjątku. Spojrzałem z niedowierzaniem na Marka, który
starał się przybrać, jak najbardziej anielski wyraz twarzy. Pokręciłem głową, w
końcu również zaczynając się śmiać.
- Kocham cię, wiesz? – spytałem, uspokajając
się.
- …i nigdy nie przestanę. – Puścił oczko.
- Przejdźmy dalej – zarządziłem, kiedy już
większość przestała chichotać.
- Na znak zawarcia związku małżeńskiego,
proszę nałożyć obrączkę parterowi – powiedziała siwowłosa.
Tak też
uczyniliśmy. Uśmiechnąłem się do niego i zanim padło możesz pocałować pana młodego, trzymałem go w ramionach, całując te
słodkie, malinowe usta.
Po kolei
podchodzili do nas goście, aby złożyć życzenia. Trwało to wieki. Kiedy w końcu
mogliśmy być chwilę sami, upiłem łyk szampana i nachyliłem się do ucha swojego
męża.
- Jesteś niemożliwy.
Zaśmiał się
cicho i cmoknął mnie w usta.
- Mała zemsta.
- Co ja z tobą mam – westchnąłem teatralnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz