sobota, 19 listopada 2016

Nie przestanę cię kochać (część 2) - Rozdział 34.

Rozdział 34.
Przeczesałem ostatni raz włosy, stojąc przed lustrem w łazience. Cholernie się stresowałem, jakby to był mój pierwszy ślub.
Zmarszczyłem czoło, niespodziewanie dostrzegając coś.
 - Marek…
 - No? – dobiegł mnie głos z sypialni.
 - Ja siwieję! – Przyglądałem się kilku włosom, które przybrały niepożądaną barwę.
Zaraz przyszedł i obrócił mnie przodem do siebie.
 - Faktycznie. – Przysunął się bliżej mojego ucha i wyszeptał: - Jak dla mnie to teraz wyglądasz bardziej dojrzale i seksownie…
Objąłem go w pasie i popchnąłem na umywalkę.
 - A to wcześniej nie wyglądałem? – spytałem zaczepnie.
Zagryzł dolną wargę, trzymając mnie za kołnierz niezapiętej koszuli.
 - Nie łap mnie za słówka. Jak dla mnie to ty zawsze wyglądasz jak bóg seksu.
 - Tak? – zamruczałem mu do ucha. Po namyśle delikatnie je ugryzłem.
Odepchnął mnie, wygładził swoją marynarkę i wyszedł.
 - Musimy się zbierać.
Zaśmiałem się pod nosem.
 - Tak jest!

Myślałem, że chyba zaraz zemdleję.
 - OK? – zagadał Michał, wieloletni przyjaciel.
 - Ta… Duszno tutaj, nie?
Wzruszył ramionami.
 - No, no, no… - Zerknął za mnie. – Marek to ma ładne koleżanki. Wiesz może, czy wolna jest ta blondi z biustem w rozmiarze D?
Zaśmiałem się, kręcąc głową.
 - Ty nigdy się nie zmienisz.
 - Nic na to nie poradzę. To jak?
 - Idź spytać moją przyszłą żoncie. Nie wiem, gdzie poszedł – wyprzedziłem jego pytanie.
 - No dobra.
Zaraz zniknął gdzieś między innymi ludźmi.

Stałem po prawej stronie ukochanego, słuchając jak mówi swoją formułkę. W końcu przyszła kolej na mnie.
 - Biorę sobie ciebie, Marku, za męża
 - Biorę sobie ciebie, Marku, za męża – powtórzyłem za starszą, miłą panią.
 - … i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską…
 - …i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską…
 - ...będę trwał przy tobie w zdrowiu i w chorobie, że cię nie opuszczę, aż do śmierci…
 - ...będę trwał przy tobie w zdrowiu i w chorobie, że cię nie opuszczę, aż do śmierci…
 - …oraz, że nie będę mówił o małżonku, jak o kobiecie.
 - …oraz, że… CO??? – urwałem zaskoczony.
Zgromadzeni wybuchnęli śmiechem, bez wyjątku. Spojrzałem z niedowierzaniem na Marka, który starał się przybrać, jak najbardziej anielski wyraz twarzy. Pokręciłem głową, w końcu również zaczynając się śmiać.
 - Kocham cię, wiesz? – spytałem, uspokajając się.
 - …i nigdy nie przestanę. – Puścił oczko.
 - Przejdźmy dalej – zarządziłem, kiedy już większość przestała chichotać.
 - Na znak zawarcia związku małżeńskiego, proszę nałożyć obrączkę parterowi – powiedziała siwowłosa.
Tak też uczyniliśmy. Uśmiechnąłem się do niego i zanim padło możesz pocałować pana młodego, trzymałem go w ramionach, całując te słodkie, malinowe usta.

Po kolei podchodzili do nas goście, aby złożyć życzenia. Trwało to wieki. Kiedy w końcu mogliśmy być chwilę sami, upiłem łyk szampana i nachyliłem się do ucha swojego męża.
 - Jesteś niemożliwy.
Zaśmiał się cicho i cmoknął mnie w usta.
 - Mała zemsta.
 - Co ja z tobą mam – westchnąłem teatralnie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz