niedziela, 29 listopada 2015

Tulipan - Rozdział 13.



Rozdział 13.
Następnego dnia wszedłem na portal społecznościowy licząc, że spotkam kogoś kto będzie miał dla mnie czas. Swoja drogą ostatnio to ja go nie miałem. Uśmiechnąłem się widząc zielone kółeczko przy Miłosz Kowalik. Napisałem do niego i umówiliśmy się na 1200 w parku.
Pół godziny przed czasem wyszedłem, co się u mnie nie zdarzało zbyt często, ale jak poprzedniego dnia było zimno tak tego bardzo ciepło i zaczynałem się zastanawiać, czy to jest listopad, czy wrzesień. Wcześniej wstąpiłem do osiedlowego sklepu po loda. No co? Mogłem je jeść nawet w styczniu… o ile rodzice nic o tym nie wiedzą, bo zaraz zaczęło by się kazanie. Usiadłem na oparciu ławeczki i rozpakowałem śmietankowy przysmak z czekoladowa polewą, na patyku. Uśmiechnąłem się z premedytacją na kochaną sąsiadeczkę, która patrzyła na mnie krzywo, a raczej na to gdzie siedzę, choć nie zdziwiłbym się gdyby ten osiedlowy monitoring i szpieg w jednym widziała wczorajszy pocałunek, chociaż nie zauważyłem żeby paliło się światło w jej pokoju, a do tego było już późno Przecież musiała wcześnie iść spać, żeby od samego rana wystawać w oknie, a później z koleżaneczkami plotkować o tym co się dzieje. Starucha nie ma co robić. Nie żebym nie miał szacunku do starszych, ale niektórzy mnie strasznie wkurwiają.
Już miałem ugryźć loda; taki kolejny przykład dziwactwa z mojej strony, bo każdy patrzył krzywo i mi się dziwił, że nie jest za zimny na to; kiedy wyrwał mi go pewien blondyn z uśmiechem na pół twarzy.
 - Oddaj! – zażądałem zły. No jak on śmiał?!
Ten jednak ani myślał i uciekł. Zacząłem go gonić cały czas się śmiejąc. Dopadłem go dopiero na drugim końcu parku, przy placu zabaw. Chwyciłem go za bluzę, a ten niefortunnie się przewrócił na plecy, ciągnąc mnie za sobą. Smakołyk nie przetrwał, gdyż wylądował w trawie. Zaraz usiadłem na chłopaku i zacząłem go łaskotać.
 - Teraz mi go odkupisz!
 - Prze… Ha, ha! Przestań! – Próbował się wytrać, ale może i szczupły to jednak byłem silniejszy… a przynajmniej miałem przewagę, pierwszy atakując blondyna.
Odpuściłem mu w końcu i usiałem po turecku na trawie.
 - Miłosz – powiedziałem z żalem w głosie – patrz! – wskazałem na kawałek śmietany, czekolady i drewna. – Cóż żeś narobił?
Ten również podniósł się do siadu prostując nogi.
 - Oj nie złość się tak! To ty mnie przewróciłeś. Swoją drogą to po co chciałeś się spotkać?
 - Ale ty zabrałeś – przypomniałem. – Tak po prostu. Nie mogę?
 - Jasne, że możesz, tylko… Ostatnio nie masz czasu – stwierdził z pretensją jak małe dziecko, które nie dostało ulubionej czekoladki. To ja powinienem być zły!
 - Jakbym zawsze miał. – Zerknąłem na szpiega i przekląłem: - Kurwa mać.
 - Co? – odwrócił się w stronę, w którą patrzyłem.
 - Ten staruch uświadomił mi samą obecnością, że jestem w drugiej liceum! Jestem stary! Ja chcę być jeszcze dzieckiem!
 - Ha, ha, ha! Czasami nadal się tak zachowujesz.
Po chwili milczenia szybko wstałem i powiedziałem chyba troszeczkę za głośno:
 - Chodźmy na plac zabaw!
 - Nie przesadzasz?
 - Czemu? No chodź! Będzie fajnie! – wyciągnąłem w jego stronę rękę.
W końcu dał się przekonać i zaprowadzić w stronę huśtawek. Usiadłem na jednej.
 - Pohuśtasz mnie? – starałem się wyglądać jak najbardziej uroczo, ale ten się tylko skrzywił.
 - Nie umiesz być słodki – stwierdził.
Mimo to stanął za mną i popchnął. Kiedy wróciłem, znowu, ale za trzecim razem stanął z boku i chwycił za łańcuch, na którym była zawieszony czerwony plastik, nie pozwalając mi wznieść się wyżej.
 - Ej!
 - No co dzieciaczku? Jeszcze ci się coś stanie…
 - Jak cię zaraz walnę! – zamachnąłem się, co zaraz pożałowałem, bo prawie że spadłem.
 - Ha! Mówiłem? – Wyszczerzył się.
Skrzyżowałem ręce na piersi obrażony.
 - Trzymaj się, jeszcze wylądujesz na piasku i będziesz miał ziaziu… - zaczął się ze mnie nabijać.
 - Jak ci zaraz wpierdolę to ty będziesz…
 - Oj nie ładnie tak, nie ładnie – nie przestawał, wyraźnie uważając to za fajną zabawę.
Postanowiłem nie dać mu tej satysfakcji i po prostu zszedłem stwierdzając, że mi się znudziła. Poszliśmy na trawę kilka metrów od bramy oddzielające plac zabaw od reszty parku. Co z tego, iż prawie wszystkie ławki były wolne? Trawa jest miękka.
 - OK, powygłupialiśmy się, a teraz mi mów czemu nie miałeś dla mnie ostatnio czasu.
 - No… - Zacząłem kontemplować (skąd ja znam takie słowa??) swoje trampki.
 - No? – ponaglił.
 - Mam kogoś. Zakochałem się – nie mogłem powstrzymać uśmiechu wkradającego się na moje usta.
Zaraz przysunął się bliżej i uważnie mi przyjrzał.
 - Serio? Jak ci pokazywałem laski z naszej szkoły i nie tylko, to zawsze mówiłeś, że nie są w twoim guście.
Wywróciłem oczami.
 - Nie rozumiesz… a zresztą poznam was w… poniedziałek, OK?
 - Dobra, swoją drogą to już myślałem, że jesteś pedziem czy coś… - Zaśmiał się.
Mi jednak nie było do śmiechu.
 - A co, przeszkadzają ci?
 - Wolałbym nie mieć z takim do czynienia. – Wzruszył ramionami i szybko zmienił temat na nowa grę która ostatnio ukazała się w sklepach.
Zajebiście… ale to mój przyjaciel, może zaakceptuje…? Nie jestem wierzący, jednak jeśli istniejesz, Boże, to proszę, żeby mu to nie przeszkadzało. Błagam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz