poniedziałek, 9 listopada 2015

Tulipan - Rozdział 8.



Rozdział 8.
1701, a jego nie ma… - zaczynałem się niecierpliwić. Przecież spóźnił się, aż o minutę!
Nowa wiadomość!
Jej!
Szybko ją otworzyłem i zacząłem czytać…

Cześć! Cieszę się, że jesteś.
Przyjdź do lasku.
Czekam!

Wyjątkowo się nie rozpisywał…
Natychmiast wybrałem odpowiednią planszę i zacząłem się rozglądać. Nigdzie go nie widziałem! Jeszcze chwilkę krążyłem, aż w końcu usiadłem na trawie załamany.
 ~ No chodź - odezwał się wyraźnie rozbawiony. Miał taki mroczny głos. Innego słowa nie potrafię znaleźć żeby go opisać.
 - Gdzie?! – Znowu wstałem.
 ~ Ha, ha, ha! Odwróć się… - Wykonałem jego polecenie. – Dobrze… teraz spójrz na górkę.
Podniosłem wzrok i faktycznie dostrzegłem jakąś postać. Ruszyłem w jej kierunku. Z czasem coraz bardziej przyśpieszałem, tak że na sam koniec praktycznie biegłem. Zatrzymałem się przed wysokim, szczupłym chłopakiem z długimi czarnymi włosami. Miał na sobie dużą bluzę oraz obcisłe spodnie tego samego koloru. Na nogach nosił glany. Nie potrafiłem znaleźć u niego nic na tyle charakterystycznego żebym mógł go rozpoznać w tej zatłoczonej szkole. Najwyżej fryzura.
 ~ Cześć! – Pomachał mi.
 - Em… Hej!
 ~ Chodź, pokażę ci coś. – Wyciągnął rękę.
Szczerze mówiąc to nie nauczyłem się chodzić z nikim w taki sposób (zacznijmy od tego, z nie miałem jak), ale ten jedynie ujął moją dłoń i zaczął gdzieś prowadzić. Dotarliśmy na koniec lasu. Po kilku krokach zatrzymaliśmy się. Staliśmy na jakimś wzniesieniu, zakończonym stromą skarpą. Na horyzoncie malowały się światełka z domów i bloków.
 - Pięknie tu – stwierdziłem zgodnie z prawdą.
 ~ Wiem. – Przytulił mnie od tyłu i oparł brodę na moim ramieniu.
Czego on nie potrafi???
 - Długo już grasz?
 ~ Ta… a dlaczego pytasz?
 - Bo umiesz bardzo dużo.
Uśmiechnąłem się widząc spadające gwiazdy.
 ~ Pomyśl życzenie – szepnął.
Kiwnąłem głową i tak też uczyniłem.
Chcę… Na pewno chcę go spotkać wreszcie w prawdziwym życiu.
Później jeszcze siedzieliśmy w milczeniu oparci o siebie.
 - Czego się tak boisz? – w końcu spytałem.
 ~ Zakładam, że chodzi ci o coś konkretnego…
 - No, bo nie chcesz się ze mną spotkać – poskarżyłem się. W końcu marzeniom trzeba pomóc.
 ~ Chcę! Bardzo, ale… Nie potrafię znaleźć nic na swoje usprawiedliwienie.
Westchnąłem już nie dociekając tego.
 - Opowiesz mi coś o sobie? Ty dowiedziałeś się już dużo, a ja?
 ~ W takim razie co chcesz wiedzieć? – Niespodziewanie pocałował mnie w policzek.
 - Yyy… - Co…? Mój umysł trochę spowolniła ta sytuacja, ale w końcu się otrząsnąłem. – Co lubisz jeść?
 ~ Hm… Tarte cytrynową i cytrusy. Swoja drogą to przez ciebie zrobiłem się głodny. Ha, ha! Pozwól, że na chwilkę cie zostawię, idę po mandarynki… Chyba jeszcze zostały…?
 - Jasne.
Przez jakiś czas zrobiło się strasznie cicho. Zdałem sobie sprawę, że powoli coraz bardziej zależało mi na tym żeby go spotkać. Przyglądałem się jego postaci i zaczynałem wspominać listy. Nawet przez chwilkę naszła mnie myśl, iż może się w nim zakochałem…
 - Eh…
 ~ Co tak wzdychasz?
Kiedy go usłyszałem, aż podskoczyłem na krześle i prawie z niego spadłem.
- Nie strasz!
Dam radę, dam radę… - próbowałem utrzymać się na fotelu, choć jego kółka wyraźnie odmawiały mi posłuszeństwa. W końcu mebel upadł na podłogę robiąc straszny hałas. Przynajmniej ja ocalałem w ostatniej chwili wstając.
 ~ Ho, ho, ho! Co tam się stało?
 - Nic nie mów, nic nie mów. – Podświadomie wiedziałem, że pewnie jestem czerwony jak burak.
Poprawiłem krzesło i rozsiadłem się wygodnie.
 ~ Jesteś cały?
 - Ta… Dawno wróciłeś?
 ~ Nie. To co jeszcze chcesz wiedzieć?
Gadaliśmy, śmialiśmy się, w międzyczasie wypytywałem go o różne rzeczy. Nawet dowiedziałem się, że zacząłem mu się podobać już od roku. Fakt, iż faza podobać się już dawno ewoluowała na wyższy poziom pomińmy.
 - Tulip…
 ~ Hm?
 - Muszę kończyć – stwierdziłem, choć to co chciałem, a to co musiałem bardzo się od siebie różniło.
 ~ Już…? – również wydawał się niezadowolony. – Przecież jest… Wow! 2330??? No to rzeczywiście lepiej się pożegnamy już.
Wstaliśmy i przytuliłem go. Ten postanowił inaczej to zakończyć - szybki, słodki pocałunek i już go nie było. Natomiast ja jeszcze przez chwilę gapiłem się na ekran niedowierzając. Moje serce biło tak szybko i tak się cieszyło jakby bynajmniej naprawdę to zrobił, a nie w jakiejś tam grze. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz