Rozdział 8.
1701, a jego nie ma… - zaczynałem się niecierpliwić. Przecież spóźnił się, aż o
minutę!
Nowa wiadomość!
Jej!
Szybko ją otworzyłem i zacząłem
czytać…
Cześć! Cieszę się, że jesteś.
Przyjdź do lasku.
Czekam!
Wyjątkowo się nie rozpisywał…
Natychmiast wybrałem odpowiednią
planszę i zacząłem się rozglądać. Nigdzie go nie widziałem! Jeszcze chwilkę
krążyłem, aż w końcu usiadłem na trawie załamany.
~ No chodź - odezwał się wyraźnie rozbawiony.
Miał taki mroczny głos. Innego słowa nie potrafię znaleźć żeby go opisać.
- Gdzie?! – Znowu wstałem.
~ Ha, ha, ha! Odwróć się… - Wykonałem jego
polecenie. – Dobrze… teraz spójrz na górkę.
Podniosłem wzrok i faktycznie
dostrzegłem jakąś postać. Ruszyłem w jej kierunku. Z czasem coraz bardziej
przyśpieszałem, tak że na sam koniec praktycznie biegłem. Zatrzymałem się przed
wysokim, szczupłym chłopakiem z długimi czarnymi włosami. Miał na sobie dużą
bluzę oraz obcisłe spodnie tego samego koloru. Na nogach nosił glany. Nie potrafiłem
znaleźć u niego nic na tyle charakterystycznego żebym mógł go rozpoznać w tej
zatłoczonej szkole. Najwyżej fryzura.
~ Cześć! – Pomachał mi.
- Em… Hej!
~ Chodź, pokażę ci coś. – Wyciągnął rękę.
Szczerze mówiąc to nie nauczyłem się
chodzić z nikim w taki sposób (zacznijmy od tego, z nie miałem jak), ale ten
jedynie ujął moją dłoń i zaczął gdzieś prowadzić. Dotarliśmy na koniec lasu. Po
kilku krokach zatrzymaliśmy się. Staliśmy na jakimś wzniesieniu, zakończonym
stromą skarpą. Na horyzoncie malowały się światełka z domów i bloków.
- Pięknie tu – stwierdziłem zgodnie z prawdą.
~ Wiem. – Przytulił mnie od tyłu i oparł brodę
na moim ramieniu.
Czego on nie potrafi???
- Długo już grasz?
~ Ta… a dlaczego pytasz?
- Bo umiesz bardzo dużo.
Uśmiechnąłem się widząc spadające gwiazdy.
~ Pomyśl życzenie – szepnął.
Kiwnąłem głową i tak też uczyniłem.
Chcę… Na pewno chcę go spotkać wreszcie w prawdziwym życiu.
Później jeszcze siedzieliśmy w
milczeniu oparci o siebie.
- Czego się tak boisz? – w końcu spytałem.
~ Zakładam, że chodzi ci o coś konkretnego…
- No, bo nie chcesz się ze mną spotkać –
poskarżyłem się. W końcu marzeniom trzeba pomóc.
~ Chcę! Bardzo, ale… Nie potrafię znaleźć nic
na swoje usprawiedliwienie.
Westchnąłem już nie dociekając tego.
- Opowiesz mi coś o sobie? Ty dowiedziałeś się
już dużo, a ja?
~ W takim razie co chcesz wiedzieć? – Niespodziewanie
pocałował mnie w policzek.
- Yyy… - Co…?
Mój umysł trochę spowolniła ta sytuacja, ale w końcu się otrząsnąłem. – Co lubisz
jeść?
~ Hm… Tarte cytrynową i cytrusy. Swoja drogą
to przez ciebie zrobiłem się głodny. Ha, ha! Pozwól, że na chwilkę cie
zostawię, idę po mandarynki… Chyba jeszcze zostały…?
- Jasne.
Przez jakiś czas zrobiło się strasznie
cicho. Zdałem sobie sprawę, że powoli coraz bardziej zależało mi na tym żeby go
spotkać. Przyglądałem się jego postaci i zaczynałem wspominać listy. Nawet
przez chwilkę naszła mnie myśl, iż może się w nim zakochałem…
- Eh…
~ Co tak wzdychasz?
Kiedy go usłyszałem, aż podskoczyłem
na krześle i prawie z niego spadłem.
- Nie strasz!
Dam radę, dam radę… - próbowałem utrzymać się na fotelu, choć jego kółka wyraźnie odmawiały
mi posłuszeństwa. W końcu mebel upadł na podłogę robiąc straszny hałas.
Przynajmniej ja ocalałem w ostatniej chwili wstając.
~ Ho, ho, ho! Co tam się stało?
- Nic nie mów, nic nie mów. – Podświadomie wiedziałem,
że pewnie jestem czerwony jak burak.
Poprawiłem krzesło i rozsiadłem się wygodnie.
~ Jesteś cały?
- Ta… Dawno wróciłeś?
~ Nie. To co jeszcze chcesz wiedzieć?
Gadaliśmy, śmialiśmy się, w międzyczasie
wypytywałem go o różne rzeczy. Nawet dowiedziałem się, że zacząłem mu się podobać
już od roku. Fakt, iż faza podobać się
już dawno ewoluowała na wyższy poziom pomińmy.
- Tulip…
~ Hm?
- Muszę kończyć – stwierdziłem, choć to co
chciałem, a to co musiałem bardzo się od siebie różniło.
~ Już…? – również wydawał się niezadowolony. –
Przecież jest… Wow! 2330??? No to rzeczywiście lepiej się pożegnamy
już.
Wstaliśmy i przytuliłem go. Ten
postanowił inaczej to zakończyć - szybki, słodki pocałunek i już go nie było.
Natomiast ja jeszcze przez chwilę gapiłem się na ekran niedowierzając. Moje
serce biło tak szybko i tak się cieszyło jakby bynajmniej naprawdę to zrobił, a
nie w jakiejś tam grze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz