Rozdział 6.
Następnego dnia cięgle chodziłem
gdzieś z dala od klasy, a przy okazji torby. Chciałem, żeby jak najszybciej dał
mi pudełeczko. Niestety nic to nie dało. Prezent pojawił się dopiero na koniec
lekcji.
Byłem wyjątkowo ciekawy co napisał
(nie żeby wcześniej nie obchodziło mnie to) i od razu pobiegłem do pokoju.
Wyjąłem pakunek, otworzyłem, odłożyłem ostrożnie tulipan jakby to była
najcenniejsza rzecz na świecie (a może w tamtej chwili właśnie taka była), wyjąłem
karteczkę z uśmiechem na ustach.
Cześć!
Tęskniłeś? ;)
Tak…
Dzisiaj włącz o 1700 tą
grę.
Pamiętasz co ci pisałem wczoraj?
Jeśli nie chcesz ze mną rozmawiać to
po prostu nie wchodź.
Nie ukrywam, że wolałbym żebyś był,
ale do niczego cię nie zmuszam.
Więcej nie będę pisać, bo (chyba)
porozmawiamy później.
To moja nawa: KingofM.
Tulip.
Na końcu wyjątkowo domalował bardzo
staranne serce, przez co moje zabiło kilka razy szybciej.
Przecież, że chcę i wejdę! Ciekawe jaki on jest…? Ile jeszcze…?
Zerknąłem na zegarek. Wskazywał 1507.
Jęknąłem zawiedziony. Wtem odezwał się również mój brzuch.
No tak… nawet nie zjadłem śniadania, bo się śpieszyłem, a obiad? Od razu
czytać liścik.
Wyszedłem do kuchni uznając, iż przy
okazji jest szansa, żeby czas szybciej mi zleciał. Usiadłem przy stole przed…
niczym. Zawsze stało coś do jedzenia, chociażby… no cokolwiek! A tu nic, ani
małego sucharka do zjedzenia.
Bunt w kuchni?
- Mamo! Gdzie obiad? – krzyknąłem, bo jak
jedzenia tak rodziców również zabrakło.
- No jak to? Zapomniałeś? – Weszła ubrana
inaczej, jakby gdzieś miała iść. – Dzisiaj jedziemy na obiad do dziadków.
- Nie mówiłaś… - ostrożnie stwierdziłem przy
okazji analizując, czy zwyczajnie nie wychwyciłem tej informacji.
- To już wiesz. Zbieraj się.
- Ale… - A
pan Tulip? – Kiedy wracamy?
- Dzisiaj ok. 2000. Aha… przecież
musisz odrobić lekcje. – Zapaliła się w mojej głowie iskierka nadziei. – To
zabierz książki ze sobą.
- Żartujesz?! – Wstałem zbyt gwałtownie i
przewróciłem krzesło.
- Jak ty się zachowujesz?! – Wszedł ojciec. –
Zawsze lubiłeś jeździć do babci. Może zrobiła twoje ulubiony jabłecznik?
Już bym się zgodził, ale perspektywa
rozmowy z znajomym nieznajomym zwyciężyła zwłaszcza, że…
- W takim razie muszę skorzystać z komputera.
Przecież do tego czasu nie wrócę! W mojej rodzinie 2000
oznacza 2100! Najwyżej go uprzedzę.
- Nie ma czasu – odezwała się matka. – Ubieraj
się.
- Od tego zależy… moje życie! – czułem, że się
załamię.
- Na pewno przesadzasz. – Podała mi bluzę –
Ubieraj się.
Jeszcze próbowałem protestować, ale
na nic się to zdało.
Nie mogli pojechać wcześniej, czy później? Nie!!! Musieli mi zrobić na
złość!
Przy okazji czułem się jak w jakiś
średniowieczu, bo nie mogłem się w żaden sposób z nim skontaktować.
To prawda, bardzo lubiłem tam
jeździć. Słuchać opowieści babci, grać w karty z dziadkiem, ale to była
wyjątkowa (a i tak to słowo nie oddaje tego w całości) sytuacja.
Siedziałem w kącie obrażony ignorując
wszystkich i wszystko, nawet wypieki kochanej staruszki. Jeszcze musiał
przyjechać wujek z kuzynką, która działała mi na nerwy. Z resztą wszystko mnie
denerwowało. Od brzęczącej muchy zaczynając, przez ciągły hałas, po wszystkich
ludzi dookoła.
Cudem przetrwałem te kilka godzin i
praktycznie wybiegłem z samochodu, kiedy już dojechaliśmy. Oczywiście w czasie
drogi powrotnej nie obyło się bez narzekań mamy jak to ja się źle zachowywałem.
I tak musiałem czekać, aż rodzice łaskawie wejdą na drugie piętro, bo nie
miałem przy sobie kluczy. Buty rzuciłem w kąt tak jak bluzę i natychmiast
dopadłem komputer. Włączyłem grę, wystukałem nazwę pana Tulip. Nie było go już.
Walnąłem z całej siły pięścią w biurko. Na szczęście nie miałem jej za wiele i
nic nie uszkodziłem. Postanowiłem napisać wiadomość.
Do KingofM: Cześć! To ja Daniel.
Przepraszam z całego serca, że nie włączyłem komputera wcześniej, ale starzy
wyskoczyli z wyjazdem do dziadków i choć próbowałem, nie udało mi się wywinąć
od tego. Na prawdę chciałem wejść. Może jutro? Obyś to przeczytał…
Nie zbyt żałośnie? A walić to.
Nacisnąłem enter.
Później nie mogłem zasnąć, gdyż
planowałem długą i bolesną śmierć dla swoich cudownych rodziców…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz