piątek, 6 listopada 2015

Tulipan - Rozdział 6.



Rozdział 6.
Następnego dnia cięgle chodziłem gdzieś z dala od klasy, a przy okazji torby. Chciałem, żeby jak najszybciej dał mi pudełeczko. Niestety nic to nie dało. Prezent pojawił się dopiero na koniec lekcji.
Byłem wyjątkowo ciekawy co napisał (nie żeby wcześniej nie obchodziło mnie to) i od razu pobiegłem do pokoju. Wyjąłem pakunek, otworzyłem, odłożyłem ostrożnie tulipan jakby to była najcenniejsza rzecz na świecie (a może w tamtej chwili właśnie taka była), wyjąłem karteczkę z uśmiechem na ustach.

Cześć!
Tęskniłeś? ;)

Tak…

Dzisiaj włącz o 1700 tą grę.
Pamiętasz co ci pisałem wczoraj?
Jeśli nie chcesz ze mną rozmawiać to
po prostu nie wchodź.
Nie ukrywam, że wolałbym żebyś był,
ale do niczego cię nie zmuszam.
Więcej nie będę pisać, bo (chyba)
porozmawiamy później.
To moja nawa: KingofM.
Tulip.

Na końcu wyjątkowo domalował bardzo staranne serce, przez co moje zabiło kilka razy szybciej.
Przecież, że chcę i wejdę! Ciekawe jaki on jest…? Ile jeszcze…?
Zerknąłem na zegarek. Wskazywał 1507. Jęknąłem zawiedziony. Wtem odezwał się również mój brzuch.
No tak… nawet nie zjadłem śniadania, bo się śpieszyłem, a obiad? Od razu czytać liścik.
Wyszedłem do kuchni uznając, iż przy okazji jest szansa, żeby czas szybciej mi zleciał. Usiadłem przy stole przed… niczym. Zawsze stało coś do jedzenia, chociażby… no cokolwiek! A tu nic, ani małego sucharka do zjedzenia.
Bunt w kuchni?
 - Mamo! Gdzie obiad? – krzyknąłem, bo jak jedzenia tak rodziców również zabrakło.
 - No jak to? Zapomniałeś? – Weszła ubrana inaczej, jakby gdzieś miała iść. – Dzisiaj jedziemy na obiad do dziadków.
 - Nie mówiłaś… - ostrożnie stwierdziłem przy okazji analizując, czy zwyczajnie nie wychwyciłem tej informacji.
 - To już wiesz. Zbieraj się.
 - Ale… - A pan Tulip? – Kiedy wracamy?
 - Dzisiaj ok. 2000. Aha… przecież musisz odrobić lekcje. – Zapaliła się w mojej głowie iskierka nadziei. – To zabierz książki ze sobą.
 - Żartujesz?! – Wstałem zbyt gwałtownie i przewróciłem krzesło.
 - Jak ty się zachowujesz?! – Wszedł ojciec. – Zawsze lubiłeś jeździć do babci. Może zrobiła twoje ulubiony jabłecznik?
Już bym się zgodził, ale perspektywa rozmowy z znajomym nieznajomym zwyciężyła zwłaszcza, że…
 - W takim razie muszę skorzystać z komputera.
Przecież do tego czasu nie wrócę! W mojej rodzinie 2000 oznacza 2100! Najwyżej go uprzedzę.  
 - Nie ma czasu – odezwała się matka. – Ubieraj się.
 - Od tego zależy… moje życie! – czułem, że się załamię.
 - Na pewno przesadzasz. – Podała mi bluzę – Ubieraj się.
Jeszcze próbowałem protestować, ale na nic się to zdało.
Nie mogli pojechać wcześniej, czy później? Nie!!! Musieli mi zrobić na złość!
Przy okazji czułem się jak w jakiś średniowieczu, bo nie mogłem się w żaden sposób z nim skontaktować.
To prawda, bardzo lubiłem tam jeździć. Słuchać opowieści babci, grać w karty z dziadkiem, ale to była wyjątkowa (a i tak to słowo nie oddaje tego w całości) sytuacja.
Siedziałem w kącie obrażony ignorując wszystkich i wszystko, nawet wypieki kochanej staruszki. Jeszcze musiał przyjechać wujek z kuzynką, która działała mi na nerwy. Z resztą wszystko mnie denerwowało. Od brzęczącej muchy zaczynając, przez ciągły hałas, po wszystkich ludzi dookoła.
Cudem przetrwałem te kilka godzin i praktycznie wybiegłem z samochodu, kiedy już dojechaliśmy. Oczywiście w czasie drogi powrotnej nie obyło się bez narzekań mamy jak to ja się źle zachowywałem. I tak musiałem czekać, aż rodzice łaskawie wejdą na drugie piętro, bo nie miałem przy sobie kluczy. Buty rzuciłem w kąt tak jak bluzę i natychmiast dopadłem komputer. Włączyłem grę, wystukałem nazwę pana Tulip. Nie było go już. Walnąłem z całej siły pięścią w biurko. Na szczęście nie miałem jej za wiele i nic nie uszkodziłem. Postanowiłem napisać wiadomość.

Do KingofM:  Cześć! To ja Daniel. Przepraszam z całego serca, że nie włączyłem komputera wcześniej, ale starzy wyskoczyli z wyjazdem do dziadków i choć próbowałem, nie udało mi się wywinąć od tego. Na prawdę chciałem wejść. Może jutro? Obyś to przeczytał…

Nie zbyt żałośnie? A walić to.
Nacisnąłem enter.
Później nie mogłem zasnąć, gdyż planowałem długą i bolesną śmierć dla swoich cudownych rodziców… 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz