Rozdział 7.
Następnego dnia szedłem do szkoły
dziwnie smutny. Bałem się, czy przeczytał tą wiadomość. Poza tym jeśli
faktycznie coś do mnie czuł to… aż trach się bać. Nigdy nikomu nie złamałem
serca! Chciałem się zaszyć w ciemnym kącie i żeby jakaś magiczna moc sprawiła,
że ten problem sam się rozwiązał.
Zresztą po części zrealizowałem swój
plan, gdyż siedziałem pod ścianą przez pierwsze kilka przerw ignorując
wszystkich, którzy zaryzykowali podejść. Czułem, iż istnieje szansa, że zaraz
się poryczę. Wolałem w takiej sytuacji uciec do biblioteki. Jednak nie dane mi
było tam dotrzeć.
- Kogo ja widzę? – odezwała się, chyba
pierwszy raz zła, Ewka.
- Hej. Od razu mówię, że nie mam ochoty z
nikim gadać, OK? – wyminąłem ją.
Jednak nie dała się tak łatwo zbyć. Pociągnęła mnie do…
O jak pięknie, właśnie tam szedłem.
Oparłem się o ścianę i przymknąłem powieki
bojąc się, że zaraz wybuchnę, albo płaczem, albo zacznę krzyczeć.
- Jak mogłeś?! – Uderzyła mnie w pierś. – Nie
mogłeś w jakiś delikatniejszy sposób mu przekazać, iż masz go w dupie?! –
szeptała.
- Nie mam. – Otworzyłem oczy. – Serio. Przed 2100
Napisałem do niego dlaczego nie wszedłem o umówionej godzinie. Próbowałem –
położyłem nacisk na ostatnie słowo.
Opuściła wzrok. Czyli mi uwierzyła!
Bez słowa sobie poszła.
Co do…?
Ledwo usiadłem pod półką, kiedy
zadzwonił dzwonek. Niezadowolony poszedłem na lekcje.
Starałem się być przez cały dzień
bardzo wiarygodny, że słucham, ale naprawdę coś, a raczej ktoś inny zaprzątał
mi moją głowę.
Wróciłem do domu szczerze nie wierząc
w cud. Nie wiedzieć czemu myślałem, iż nie przeczytał wiadomości.
Swoją drogą Ewka pewnie mu to powiedziała…
Zaciągnąłem torbę do pokoju i wyjąłem
potrzebne książki oraz zeszyty. Po co komu obiad, czyż nie? Miałem nadzieję
znaleźć tam jakąkolwiek informacje od pana Tulip. Nic z tego. Włączyłem
Internet żeby przepisać pracę domową, wtem weszła bez pukania mama.
- Synku…
- Nie jestem głodny – wtrąciłem się.
- Ja nie o tym. Znalazłam na podłodze to i
pomyślałam, że może należy do ciebie – pokazała mi… niebieskie pudełeczko z
granatową wstążeczką!
Szybko odebrałem je i, aż wyściskałem
ją ze szczęścia.
- Dziękuje. – Wyszczerzyłem się.
Rodzicielka jedynie pokręciła głową i
wyszła, a ja otworzyłem prezent.
Wypadł mi? Dobrze, że w domu.
Kwiatek odłożyłem na miejsce, a
liścik drżącymi otworzyłem i zacząłem czytać…
Cześć…
Nie wiem co napisać…
Na początku chciałem ci powiedzieć,
że zrozumiałem twój przekaz i więcej
o mnie nie usłyszysz, ale
porozmawiałem z Ewą.
Wszystko mi wyjaśniła,
Tzn. to co sama się dowiedziała
od ciebie.
Teraz nie wiem co powiedzieć.
Po powrocie do domu sprawdzę
co takiego mi napisałeś.
Wejdź o 1700 dzisiaj i
proszę,
naprawdę to zrób.
Rozumiem, że nie miałeś zbytnio
wyboru.
Po lekcjach od razu biegnę do domu
sprawdzić wiadomość.
Mam nadzieję, że tym razem do „zobaczenia”.
Tulip.
Zdecydowanie…
Wszedłem do pokoju rodziców i
oświadczyłem zdecydowanie:
- Dzisiaj mnie siłą nie wyciągniecie z
mieszkania, zrozumieliście?
W tamtym momencie zacząłem żałować,
że wszedłem bez pukania… Zastałem staruszków całujących się na łóżku. Tzn.
odskoczyli od siebie gdy tylko się odezwałem.
- To ja może wyjdę…
I uciekłem.
Zerknąłem za zegarek. 1524.
Jeszcze półtorej godziny. Jakoś wytrzymam…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz