niedziela, 1 listopada 2015

Rozmowa z ukochanym - One shot.



One shot.
Podszedłem do jednego z wielu nagrobków. Zapaliłem czerwony znicz w kształcie serca i położyłem w centrum. Przejechałem opuszkami palców po złotych literach i cyferkach.

Andrzej Rabus
ur. 12.05.1980r.
zm. 08.11.2014r.
„Śmierć to jedyny rozdział książki naszego życia,
w którym na mamy wpływu na wydarzenia.”

Usiadłem na ławeczce naprzeciwko i westchnąłem cicho.
 - Cześć! Przepraszam, że dopiero dzisiaj, ale nie dałem rady się zebrać w sobie i tu przyjść. Minął już rok… - musiałem na chwilkę przerwać. – Nie wiem co powiedzieć. Tęsknie wiesz? Chciałbym się obudzić z tego koszmaru w twoich ramionach i żebyś mi powiedział, że to tylko zły sen. Nie zrobisz tego. Nigdy. – Przez chwilę w ciszy przyglądałem się płomieniowi. – A pamiętasz jak się poznaliśmy? …

~*~
Przyszedłem na posterunek policji zestresowany. Nie jest łatwo na kablować na najlepszego przyjaciela o branie narkotyków.
To dla jego dobra, to dla jego dobra – powtarzałem.
Podszedłem do pierwszego policjanta jakiego zobaczyłem. Od razu skojarzył mi się z recepcjonistką w hotelu i cudem powstrzymałem śmiech.
 - Dzień dobry… - zacząłem niepewnie – ja chciałem…
 - Streszczaj się młody – wszedł mi w słowo.
Opuściłem wzrok zastanawiając się czy dobrze robię.
 - Cześć! Tu masz wszystkie papiery… - usłyszałem jakiś obcy głos. – Coś się stało? – Dotknął mojego ramienia i dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, że to pytanie było skierowane do mnie.
 - Nie! Znaczy tak… Znaczy – poplątał mi się język. Dopiero jak na niego spojrzałem to zaniemówiłem w jednej chwili.
Przede mnę stał naprawdę przystojny facet po trzydziestce. Miał szerokie ramiona, był umięśniony. Serio świetne pasował do jego postury ten mundur. To tego czarne włosy, piwne oczy oraz duży, szczery uśmiech. Musiałem podnieść wzrok do góry, bo miał chyba jakieś 1.85m. Dostrzegłem na jego prawym ramieniu tatuaż.
 - To jak? – znowu spytał, a dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, iż gapię się na niego jakbym zobaczył ogromny czekoladowy tort.
Tak się pięknie złożyło, że to on przyjął moje głoszenie. Był wyjątkowo cierpliwy, bo mi się co chwilkę coś myliło. Nie mogłem się skupić na tym co mówię.

~*~

 - Ciekawe co sobie o mnie myślałeś – nawet cicho się zaśmiałem. – Ot taki dziwny dzieciak nie mogący powiedzieć składnie jednego zdania. Jednak postanowiłeś się ze mną umówić. Dlaczego? Już nigdy nie odpowiesz mi na to pytanie. Jedno spotkanie, drugie, trzecie… W końcu zostaliśmy parą. To był najpiękniejszy okres mojego życia. A pamiętasz jaką mi zrobiłeś niespodziankę na urodziny? – wyszczerzyłem się.

~*~

 - Gdzie jedziemy?! – zaczynałem się niecierpliwić.
Ale kto by siedział spokojnie jadąc samochodem z zasłoniętymi oczami, natomiast za kierownicą siedziałby twój chłopak. Do tego trzeba dodać, że to byłby dzień twoich urodzin.
 - Chwilka.
Jęknąłem niezadowolony i zrobiłem obrażoną minę.
Po jakiś pięciu minutach zatrzymał się, ale dalej zabraniał mi zdjąć przepaskę. Pomógł mi wyjść z samochodu i poprowadził prosto. Stanęliśmy, a ja usłyszałem pukanie. Po chwili coś skrzypnęło, domyśliłem się, że drzwi.
 - Dzień Dobry! Zapraszam – usłyszałem głos jakiejś kobiety.
O co chodzi???
Po kilku krokach wreszcie mogłem pozbyć się zasłony na oczy, które zaraz powiększyły się widząc koszyk pełen małych, puchatych kulek.
 - To twój prezent. – Przytulił mnie od tyłu. – Mówiłeś mi, że chcesz kotka, więc proszę bardzo, możesz sobie wybrać.
Odwróciłem się i wpiłem w jego usta.
 - Dziękuję! – Wyszczerzyłem się.
Natychmiast przykucnąłem przy koszyku. Najchętniej to bym wziął wszystkie, ale wiedziałem, że Andrzej raczej by się nie zgodził. W końcu wyjąłem białego zwierzaczka z czarną plamką nad noskiem w kształcie litery z.
 - Tego! Nazwę go Zorro!
 - Dlaczego? – Pogłaskał kruszynkę. – To był film o facecie z czarna przepaską na twarzy, a nie taką plamką.
 - Ale on zawsze pozostawiał po sobie taki znak jak on ma na pyszczku. No zgódź się!
 - Ha, ha, ha. Oczywiście. – Cmoknął mnie w policzek. – To ile płacę?
 - 350 zł – powiedziała kobieta. – Aha i jeszcze jedno, to jest kotka.
Mina mi trochę zrzedła, bo to imię nie specjalnie pasowało do samiczki, ale już ją polubiłem. Wyszliśmy z pupilkiem na moich rękach (nie zgodziłem się żeby wkładać ją do jakiejkolwiek klatki). W drodze powrotnej cały czas myślałem jakby tu ją nazwać.
 - To może TG? – w końcu przerwał ciszę mój chłopak.
Zmarszczyłem czoło zastanawiając się nad jego propozycją.
 - Fajnie! Trochę jak DJ – zaśmiałem się.

~*~

 - Skąd ty wpadłeś na ten pomysł? Miał być Zorro, a wyszedł TG. Ale nawet jej pasuje. Mała też tęskni, wiesz? … Chyba wiem! Przecież mi mówiłeś co o mnie myślisz! – ot tak zmieniłem temat.

~*~

Leżałem na dywanie, na plecach bawiąc się z kotką jej zabawką. Ciągle się śmiałem, bo kiedy się wdrapała na mój brzuch to mnie strasznie łaskotała. Odchyliłem głowę do tyłu żeby zerknąć na ukochanego. Siedział w fotelu uśmiechając się.
 - O czym myślisz? TG uważaj! – upomniałem ją kiedy wskoczyła na moje cenne klejnoty.
 - Niczym, niczym.
 - Powiedz!
 - Będziesz zły więc lepiej nie. – Puścił do mnie oczko.
Jeszcze bardziej byłem ciekaw i zdjąłem kociaka z kolan żeby zaraz wejść na te należące do swojego chłopaka. Zawiesiłem ręce na jego szyi.
 - Andrzej, no! Powiedz! Proooszę – specjalnie przedłużyłem tą głoskę.
 - O tym, że masz 26, wyglądasz na 18, a zachowujesz się jakbyś miał 12 lat. A teraz pewnie mnie zabijesz? – uśmiechnął się.
Prychnąłem i skrzyżowałem ręce na piersi udając obrażonego. Ten jedynie pstryknął mnie w nos i najzwyczajniej w świecie zdjął z kolan. Nic nie poradzę, że jestem chudy, a on silny.
 - Muszę iść. Umówiłem się z Nikodemem na piwo.
 - A mogę z tobą? – spytałem już udobruchany.
 - Przecież ty nie przyswajasz alkoholu. Wrócę wieczorem. Pa! Kocham cię! – i poszedł.

~*~

 - No nie tylko. Poza moją dziecinnością uważałeś, że jestem słodki, niecierpliwy, czasami nadopiekuńczy, wesoły, zabawny, bardzo mądry itd.… Czy ty kiedykolwiek na mnie narzekałeś? A może nie mówiłeś tego nagłos? Eh… Kocham cię. Dlaczego wtedy mnie nie posłuchałeś i poszedłeś? Może wtedy siedziałbym obok ciebie, a nie twojego… - dalej nie potrafiłem tego powiedzieć.

~*~

 - Nie idź! Mam złe przeczucia – próbowałem zatrzymać go w domu.
 - Kochanie – oparł swoje dłonie na moich ramionach – polowaliśmy na nich naprawdę długo. Wreszcie znaleźliśmy ich norę. Nie wyobrażasz sobie jak wyczekiwałem tej chwili. Muszę.
 - Ale… Zrozum, boję się o ciebie. Przecież oni są niebezpieczni! Twoi koledzy poradzą sobie bez ciebie, a ja nie! – Oczy mi się niebezpiecznie zaszkliły.
 - Nie przesadzaj. Nic mi się nie stanie.
Odsunął się i zaczął zakładać buty.
 - Jak mnie kochasz to zostaniesz! – może i użyłem ciosu poniżej pasa, ale naprawdę nie mogłem pozwolić mu pójść.
Znieruchomiał. Powoli podniósł wzrok do góry. Przyglądał mi się przez chwilkę, a później powiedział:
 - Kocham cię najbardziej na świecie, ale dobrze wiedziałeś, że wiążesz się z policjantem, do tego nie jakimś tam na drogówce, czy coś. Wyjdę na ulicę i może mnie potrącić samochód! Chcesz żebym był szczęśliwy? To pozwól mi pójść! – zagrał tak jak ja.
Opuściłem wzrok i powoli wycofałem się do pokoju.
 - Obiecaj, że wrócisz zdrowy! – krzyknąłem.
Usłyszałem zamykanie drzwi. Nie wytrzymałem i pobiegłem do przedpokoju. Założyłem kurtkę, szalik, buty i zbiegłem po schodach. Na szczęście przejeżdżała taksówka to zatrzymałem ją. Kazałem się zawieść w pobliże miejsca gdzie udaje się srebrny ford mojego chłopaka. Nie znałem adresu więc to była jedyna wskazówka. W końcu dostrzegłem mnóstwo samochodów, w tym Andrzeja, przed jakąś willą. Wysiadłem, zapłaciłem kierowcy i schowałem się. Wiedziałem, iż ukochany byłby wściekły, gdyby mnie zobaczył. Czekałem. Myślałem, że minęły całe wieki zanim to wszystko się skończyło. Odetchnąłem z ulga kiedy zobaczyłem go całego i zdrowego. Rozmawiał z kimś. W tamtym momencie olałem to, czy będzie zły, czy nie i szybko to niego podbiegłem. Rzuciłem mu się na szyję, a ten stał nieruchomo.
 - Michał…? Co… CO TY TU ROBISZ?! – Odsunął mnie. – Oszalałeś?! Powinieneś siedzieć w domu!
Opuściłem wzrok na śnieg.
 - Ja… Ja nie wytrzymałem. Musiałem przyjść. Przepraszam.
Westchnął i podniósł moją głowę do góry.
 - Zwariowałeś – stwierdził, ale na szczęście nie było już w jego głosie słychać złości.
Zdjął kurtkę, by pozbyć się kamizelki kuloodpornej. W momencie kiedy znowu zasuwał suwak usłyszeliśmy strzał. Rozejrzałem się zaskoczony.
Przecież chyba już skończyli…
Mój chłopak jedynie otworzył usta i znowu je zamknął. Padł przede mną na kolana, a ja zastanawiałem się o co mu chodzi. Na pewno nie przyszło mi do głowy to co było faktem… Położył się na śniegu, a z jego kącika ust poleciała stróżka krwi. Szybko uklęknąłem obok niego.
 - Andrzej! Co się stało?!
Usłyszałem gdzieś w tle wołanie o medyka, ale ja skupiłem się jedynie na ukochanym.
 - Przepraszam – wyszeptał jedynie i zamknął oczy.
Natomiast z moich zaczęły się lać łzy. Ktoś mnie odsunął, a ratownicy położyli go na noszach. Patrzyłem jak go zabierają, choć obraz mi się zamazywał. Powtarzałem bez przerwy jedynie słowo nie.

~*~

 - Taki absurd, nie? Myślałem, że coś ci się stanie podczas strzelaniny, a tu byłeś cały. Kiedy już byłem pewny, że wrócimy do domu postrzelili cie. Dlaczego ci idioci nie zauważyli tego małego pistoletu, dlaczego minutę wcześniej zdjąłeś tą kamizelkę, dlaczego trafił akurat ciebie, dlaczego trafił? Nie wyobrażałem sobie życia bez ciebie! Gdyby Iwona nie powiedziała mi o liście…

~*~

Zaskoczony i półprzytomny doczołgałem się do półki z książkami. Otworzyłem tą z niebieską okładką tak jak powiedziała siostra ukochanego. Faktycznie była do niej przyklejona koperta. Rozerwałem ją i wyjąłem kartkę.

Cześć, Michał!
Skoro to czytasz to najprawdopodobniej nie żyję,
 ale śmierć to jedyny rozdział książki naszego życia,
w którym na mamy wpływu na wydarzenia.
Napisałem, to wiedząc jaki mam zawód i jak
wszystko bardzo przeżywasz.
Chciałem powiedzieć, że nie wolno ci płakać.
Zawsze wtedy mam ochotę cię przytulić i zrobić
wszystko żebyś tylko przestał, a teraz nie będę mógł nic.
Pamiętaj, że cię kocham. Zawsze.
Muszę też dodać, że musisz myśleć trzeźwo,
a nie się zamartwiać, bo ktoś musi opłacać rachunki,
chodzić do pracy żeby móc to zrobić, opiekować się TG.
Może i uważam, że ty pełen energii i wyobraźnie chłopak
powinieneś sobie znaleźć lepszą pracę, ale to tylko moje zdanie.
Znajdź sobie kogoś kto cię pokocha, a ty jego.
Wiem, że teraz myślisz, iż jest to niemożliwe, ale
wiesz mi – jeszcze gdzieś czeka na ciebie twój chłopak.
Ja niestety nie mogę dalej pełnić tego zaszczytnego miejsca.
Nawet nie próbuj się zabić! Bo się na ciebie obrażę!
Proszę cię – spróbuj żyć normalnie. Nie zapomnij mnie, ale
znajdź w sercu miejsce na coś jeszcze niż tylko ja.
Bądź szczęśliwy i pamiętaj: KOCHAM CIĘ!

Na kartkę spadło kilka łez. Reszta wylądowała na podłodze, na której aktualnie leżałem. Rzuciłem go w kąt i ryczałem, ryczałem, a do tego ryczałem.

~*~

 - Bardzo mi on pomógł. Serio! Po kilku tygodniach znalazłem go znowu i postanowiłem dotrzymać obietnicy. Wziąłem się w garść. Z pracy i tak mnie wylali, ale to faktycznie dobrze. Zadzwoniłem do Stasia i Gośki. Zgadaliśmy się i prowadzimy teraz małą firmę projektującą strony internetowe. Dołączyła w międzyczasie do nas taka Majka. Po czasie zaczęła chodzić z tym piegusem! Wierzysz w to? Myślałem, że on zawsze będzie sam. Taki nieśmiały, a ona to jego zupełne przeciwieństwo. Iwonka wreszcie zaszła w ciążę z Bronkiem. Tydzień temu urodził się mała Amelka. Jaka ona słodka! TG coraz rzadziej niszczy mi ubrania. Nie znalazłem sobie nikogo i serio, wątpię żeby w moim sercu znalazło się jeszcze miejsce dla innego chłopaka. Wiesz, że chciałem popełnić samobójstwo? Ten twój list uratował mi życie! Trzymając w garści tabletki przypomniały mi się twoje słowa i zrezygnowałem. Przecież nie mogłem cię zawieść! Mam tu go – wyjąłem z kieszeni kopertę. – Dziękuję, że byłeś ze mną. Zawszę będę cię kochać.
Uśmiechnąłem się i wstałem. Włożyłem list do wazonu, w którym stały sztuczne kwiaty. Zawiał wiatr więc potarłem policzki, żeby się ogrzać (taki odruch) i odkryłem, że mam je mokre. Nawet nie zauważyłem kiedy zacząłem płakać. Odwróciłem się i ujrzałem Iwonę.
 - O, cześć!
Ta podbiegła i przytuliła mnie mocno. Również ryczała.
 - To było piękne, wiesz?
 - Gadanie do kawałka marmuru jest piękne? – zaśmiałem się cicho. – Długo tu stoisz?
 - Nie wiem. Nie chciałam ci przerywać.
Odsunąłem się.
 - Dalej nie wierzę, że tu jestem.
 - Dobrze, że odważyłeś się na ten krok. … A może wpadłbyś do nas jutro? – Uśmiechnęła się.
 - Zobaczę, a teraz wybacz, ale muszę wracać żeby nakarmić TG. - Odwróciłem się do nagrobka – Jeszcze tu wrócę. Będę przychodzić częściej.
Po prostu poszedłem patrząc na piękne, kolorowe, listopadowe niebo z zachodzącym słońcem na horyzoncie. Czułem, że było mi lżej. Zdecydowanie brakowało mi takiej chociaż jednostronnej rozmowy.

KONIEC!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz