One shot.
Podszedłem do jednego z wielu
nagrobków. Zapaliłem czerwony znicz w kształcie serca i położyłem w centrum.
Przejechałem opuszkami palców po złotych literach i cyferkach.
Andrzej Rabus
ur. 12.05.1980r.
zm. 08.11.2014r.
„Śmierć to jedyny rozdział książki
naszego życia,
w którym na mamy wpływu na
wydarzenia.”
Usiadłem na ławeczce naprzeciwko i
westchnąłem cicho.
- Cześć! Przepraszam, że dopiero dzisiaj, ale
nie dałem rady się zebrać w sobie i tu przyjść. Minął już rok… - musiałem na
chwilkę przerwać. – Nie wiem co powiedzieć. Tęsknie wiesz? Chciałbym się
obudzić z tego koszmaru w twoich ramionach i żebyś mi powiedział, że to tylko
zły sen. Nie zrobisz tego. Nigdy. – Przez chwilę w ciszy przyglądałem się
płomieniowi. – A pamiętasz jak się poznaliśmy? …
~*~
Przyszedłem na posterunek policji
zestresowany. Nie jest łatwo na kablować na najlepszego przyjaciela o branie
narkotyków.
To dla jego dobra, to dla jego dobra – powtarzałem.
Podszedłem do pierwszego policjanta
jakiego zobaczyłem. Od razu skojarzył mi się z recepcjonistką w hotelu i cudem
powstrzymałem śmiech.
- Dzień dobry… - zacząłem niepewnie – ja
chciałem…
- Streszczaj się młody – wszedł mi w słowo.
Opuściłem wzrok zastanawiając się czy
dobrze robię.
- Cześć! Tu masz wszystkie papiery… -
usłyszałem jakiś obcy głos. – Coś się stało? – Dotknął mojego ramienia i
dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, że to pytanie było skierowane do mnie.
- Nie! Znaczy tak… Znaczy – poplątał mi się
język. Dopiero jak na niego spojrzałem to zaniemówiłem w jednej chwili.
Przede mnę stał naprawdę przystojny
facet po trzydziestce. Miał szerokie ramiona, był umięśniony. Serio świetne
pasował do jego postury ten mundur. To tego czarne włosy, piwne oczy oraz duży,
szczery uśmiech. Musiałem podnieść wzrok do góry, bo miał chyba jakieś 1.85m.
Dostrzegłem na jego prawym ramieniu tatuaż.
- To jak? – znowu spytał, a dopiero wtedy
zdałem sobie sprawę, iż gapię się na niego jakbym zobaczył ogromny czekoladowy
tort.
Tak się pięknie złożyło, że to on
przyjął moje głoszenie. Był wyjątkowo cierpliwy, bo mi się co chwilkę coś
myliło. Nie mogłem się skupić na tym co mówię.
~*~
- Ciekawe co sobie o mnie myślałeś – nawet
cicho się zaśmiałem. – Ot taki dziwny dzieciak nie mogący powiedzieć składnie
jednego zdania. Jednak postanowiłeś się ze mną umówić. Dlaczego? Już nigdy nie
odpowiesz mi na to pytanie. Jedno spotkanie, drugie, trzecie… W końcu
zostaliśmy parą. To był najpiękniejszy okres mojego życia. A pamiętasz jaką mi
zrobiłeś niespodziankę na urodziny? – wyszczerzyłem się.
~*~
- Gdzie jedziemy?! – zaczynałem się
niecierpliwić.
Ale kto by siedział spokojnie jadąc
samochodem z zasłoniętymi oczami, natomiast za kierownicą siedziałby twój
chłopak. Do tego trzeba dodać, że to byłby dzień twoich urodzin.
- Chwilka.
Jęknąłem niezadowolony i zrobiłem
obrażoną minę.
Po jakiś pięciu minutach zatrzymał
się, ale dalej zabraniał mi zdjąć przepaskę. Pomógł mi wyjść z samochodu i
poprowadził prosto. Stanęliśmy, a ja usłyszałem pukanie. Po chwili coś
skrzypnęło, domyśliłem się, że drzwi.
- Dzień Dobry! Zapraszam – usłyszałem głos
jakiejś kobiety.
O co chodzi???
Po kilku krokach wreszcie mogłem
pozbyć się zasłony na oczy, które zaraz powiększyły się widząc koszyk pełen
małych, puchatych kulek.
- To twój prezent. – Przytulił mnie od tyłu. –
Mówiłeś mi, że chcesz kotka, więc proszę bardzo, możesz sobie wybrać.
Odwróciłem się i wpiłem w jego usta.
- Dziękuję! – Wyszczerzyłem się.
Natychmiast przykucnąłem przy
koszyku. Najchętniej to bym wziął wszystkie, ale wiedziałem, że Andrzej raczej
by się nie zgodził. W końcu wyjąłem białego zwierzaczka z czarną plamką nad
noskiem w kształcie litery z.
- Tego! Nazwę go Zorro!
- Dlaczego? – Pogłaskał kruszynkę. – To był
film o facecie z czarna przepaską na twarzy, a nie taką plamką.
- Ale on zawsze pozostawiał po sobie taki znak
jak on ma na pyszczku. No zgódź się!
- Ha, ha, ha. Oczywiście. – Cmoknął mnie w
policzek. – To ile płacę?
- 350 zł – powiedziała kobieta. – Aha i
jeszcze jedno, to jest kotka.
Mina mi trochę zrzedła, bo to imię
nie specjalnie pasowało do samiczki, ale już ją polubiłem. Wyszliśmy z
pupilkiem na moich rękach (nie zgodziłem się żeby wkładać ją do jakiejkolwiek
klatki). W drodze powrotnej cały czas myślałem jakby tu ją nazwać.
- To może TG? – w końcu przerwał ciszę mój
chłopak.
Zmarszczyłem czoło zastanawiając się
nad jego propozycją.
- Fajnie! Trochę jak DJ – zaśmiałem się.
~*~
- Skąd ty wpadłeś na ten pomysł? Miał być
Zorro, a wyszedł TG. Ale nawet jej pasuje. Mała też tęskni, wiesz? … Chyba
wiem! Przecież mi mówiłeś co o mnie myślisz! – ot tak zmieniłem temat.
~*~
Leżałem na dywanie, na plecach bawiąc
się z kotką jej zabawką. Ciągle się śmiałem, bo kiedy się wdrapała na mój
brzuch to mnie strasznie łaskotała. Odchyliłem głowę do tyłu żeby zerknąć na
ukochanego. Siedział w fotelu uśmiechając się.
- O czym myślisz? TG uważaj! – upomniałem ją
kiedy wskoczyła na moje cenne klejnoty.
- Niczym, niczym.
- Powiedz!
- Będziesz zły więc lepiej nie. – Puścił do
mnie oczko.
Jeszcze bardziej byłem ciekaw i
zdjąłem kociaka z kolan żeby zaraz wejść na te należące do swojego chłopaka.
Zawiesiłem ręce na jego szyi.
- Andrzej, no! Powiedz! Proooszę – specjalnie
przedłużyłem tą głoskę.
- O tym, że masz 26, wyglądasz na 18, a
zachowujesz się jakbyś miał 12 lat. A teraz pewnie mnie zabijesz? – uśmiechnął
się.
Prychnąłem i skrzyżowałem ręce na
piersi udając obrażonego. Ten jedynie pstryknął mnie w nos i najzwyczajniej w
świecie zdjął z kolan. Nic nie poradzę, że jestem chudy, a on silny.
- Muszę iść. Umówiłem się z Nikodemem na piwo.
- A mogę z tobą? – spytałem już udobruchany.
- Przecież ty nie przyswajasz alkoholu. Wrócę
wieczorem. Pa! Kocham cię! – i poszedł.
~*~
- No nie tylko. Poza moją dziecinnością
uważałeś, że jestem słodki, niecierpliwy, czasami nadopiekuńczy, wesoły,
zabawny, bardzo mądry itd.… Czy ty kiedykolwiek na mnie narzekałeś? A może nie
mówiłeś tego nagłos? Eh… Kocham cię. Dlaczego wtedy mnie nie posłuchałeś i
poszedłeś? Może wtedy siedziałbym obok ciebie, a nie twojego… - dalej nie
potrafiłem tego powiedzieć.
~*~
- Nie idź! Mam złe przeczucia – próbowałem
zatrzymać go w domu.
- Kochanie – oparł swoje dłonie na moich
ramionach – polowaliśmy na nich naprawdę długo. Wreszcie znaleźliśmy ich norę.
Nie wyobrażasz sobie jak wyczekiwałem tej chwili. Muszę.
- Ale… Zrozum, boję się o ciebie. Przecież oni
są niebezpieczni! Twoi koledzy poradzą sobie bez ciebie, a ja nie! – Oczy mi
się niebezpiecznie zaszkliły.
- Nie przesadzaj. Nic mi się nie stanie.
Odsunął się i zaczął zakładać buty.
- Jak mnie kochasz to zostaniesz! – może i
użyłem ciosu poniżej pasa, ale naprawdę nie mogłem pozwolić mu pójść.
Znieruchomiał. Powoli podniósł wzrok
do góry. Przyglądał mi się przez chwilkę, a później powiedział:
- Kocham cię najbardziej na świecie, ale
dobrze wiedziałeś, że wiążesz się z policjantem, do tego nie jakimś tam na
drogówce, czy coś. Wyjdę na ulicę i może mnie potrącić samochód! Chcesz żebym
był szczęśliwy? To pozwól mi pójść! – zagrał tak jak ja.
Opuściłem wzrok i powoli wycofałem
się do pokoju.
- Obiecaj, że wrócisz zdrowy! – krzyknąłem.
Usłyszałem zamykanie drzwi. Nie
wytrzymałem i pobiegłem do przedpokoju. Założyłem kurtkę, szalik, buty i
zbiegłem po schodach. Na szczęście przejeżdżała taksówka to zatrzymałem ją.
Kazałem się zawieść w pobliże miejsca gdzie udaje się srebrny ford mojego
chłopaka. Nie znałem adresu więc to była jedyna wskazówka. W końcu dostrzegłem
mnóstwo samochodów, w tym Andrzeja, przed jakąś willą. Wysiadłem, zapłaciłem
kierowcy i schowałem się. Wiedziałem, iż ukochany byłby wściekły, gdyby mnie zobaczył.
Czekałem. Myślałem, że minęły całe wieki zanim to wszystko się skończyło.
Odetchnąłem z ulga kiedy zobaczyłem go całego i zdrowego. Rozmawiał z kimś. W
tamtym momencie olałem to, czy będzie zły, czy nie i szybko to niego
podbiegłem. Rzuciłem mu się na szyję, a ten stał nieruchomo.
- Michał…? Co… CO TY TU ROBISZ?! – Odsunął
mnie. – Oszalałeś?! Powinieneś siedzieć w domu!
Opuściłem wzrok na śnieg.
- Ja… Ja nie wytrzymałem. Musiałem przyjść.
Przepraszam.
Westchnął i podniósł moją głowę do
góry.
- Zwariowałeś – stwierdził, ale na szczęście
nie było już w jego głosie słychać złości.
Zdjął kurtkę, by pozbyć się kamizelki
kuloodpornej. W momencie kiedy znowu zasuwał suwak usłyszeliśmy strzał.
Rozejrzałem się zaskoczony.
Przecież chyba już skończyli…
Mój chłopak jedynie otworzył usta i
znowu je zamknął. Padł przede mną na kolana, a ja zastanawiałem się o co mu
chodzi. Na pewno nie przyszło mi do głowy to co było faktem… Położył się na
śniegu, a z jego kącika ust poleciała stróżka krwi. Szybko uklęknąłem obok
niego.
- Andrzej! Co się stało?!
Usłyszałem gdzieś w tle wołanie o
medyka, ale ja skupiłem się jedynie na ukochanym.
- Przepraszam – wyszeptał jedynie i zamknął
oczy.
Natomiast z moich zaczęły się lać
łzy. Ktoś mnie odsunął, a ratownicy położyli go na noszach. Patrzyłem jak go
zabierają, choć obraz mi się zamazywał. Powtarzałem bez przerwy jedynie słowo nie.
~*~
- Taki absurd, nie? Myślałem, że coś ci się
stanie podczas strzelaniny, a tu byłeś cały. Kiedy już byłem pewny, że wrócimy
do domu postrzelili cie. Dlaczego ci idioci nie zauważyli tego małego
pistoletu, dlaczego minutę wcześniej zdjąłeś tą kamizelkę, dlaczego trafił
akurat ciebie, dlaczego trafił? Nie wyobrażałem sobie życia bez ciebie! Gdyby
Iwona nie powiedziała mi o liście…
~*~
Zaskoczony i półprzytomny doczołgałem
się do półki z książkami. Otworzyłem tą z niebieską okładką tak jak powiedziała
siostra ukochanego. Faktycznie była do niej przyklejona koperta. Rozerwałem ją
i wyjąłem kartkę.
Cześć, Michał!
Skoro to czytasz to najprawdopodobniej
nie żyję,
ale śmierć to jedyny rozdział książki naszego
życia,
w którym na mamy wpływu na
wydarzenia.
Napisałem, to wiedząc jaki mam zawód
i jak
wszystko bardzo przeżywasz.
Chciałem powiedzieć, że nie wolno ci
płakać.
Zawsze wtedy mam ochotę cię przytulić
i zrobić
wszystko żebyś tylko przestał, a
teraz nie będę mógł nic.
Pamiętaj, że cię kocham. Zawsze.
Muszę też dodać, że musisz myśleć
trzeźwo,
a nie się zamartwiać, bo ktoś musi
opłacać rachunki,
chodzić do pracy żeby móc to zrobić, opiekować
się TG.
Może i uważam, że ty pełen energii i
wyobraźnie chłopak
powinieneś sobie znaleźć lepszą
pracę, ale to tylko moje zdanie.
Znajdź sobie kogoś kto cię pokocha, a
ty jego.
Wiem, że teraz myślisz, iż jest to
niemożliwe, ale
wiesz mi – jeszcze gdzieś czeka na
ciebie twój chłopak.
Ja niestety nie mogę dalej pełnić
tego zaszczytnego miejsca.
Nawet nie próbuj się zabić! Bo się na
ciebie obrażę!
Proszę cię – spróbuj żyć normalnie.
Nie zapomnij mnie, ale
znajdź w sercu miejsce na coś jeszcze
niż tylko ja.
Bądź szczęśliwy i pamiętaj: KOCHAM
CIĘ!
Na kartkę spadło kilka łez. Reszta
wylądowała na podłodze, na której aktualnie leżałem. Rzuciłem go w kąt i
ryczałem, ryczałem, a do tego ryczałem.
~*~
- Bardzo mi on pomógł. Serio! Po kilku
tygodniach znalazłem go znowu i postanowiłem dotrzymać obietnicy. Wziąłem się w
garść. Z pracy i tak mnie wylali, ale to faktycznie dobrze. Zadzwoniłem do
Stasia i Gośki. Zgadaliśmy się i prowadzimy teraz małą firmę projektującą
strony internetowe. Dołączyła w międzyczasie do nas taka Majka. Po czasie
zaczęła chodzić z tym piegusem! Wierzysz w to? Myślałem, że on zawsze będzie
sam. Taki nieśmiały, a ona to jego zupełne przeciwieństwo. Iwonka wreszcie
zaszła w ciążę z Bronkiem. Tydzień temu urodził się mała Amelka. Jaka ona
słodka! TG coraz rzadziej niszczy mi ubrania. Nie znalazłem sobie nikogo i
serio, wątpię żeby w moim sercu znalazło się jeszcze miejsce dla innego
chłopaka. Wiesz, że chciałem popełnić samobójstwo? Ten twój list uratował mi
życie! Trzymając w garści tabletki przypomniały mi się twoje słowa i
zrezygnowałem. Przecież nie mogłem cię zawieść! Mam tu go – wyjąłem z kieszeni
kopertę. – Dziękuję, że byłeś ze mną. Zawszę będę cię kochać.
Uśmiechnąłem się i wstałem. Włożyłem
list do wazonu, w którym stały sztuczne kwiaty. Zawiał wiatr więc potarłem
policzki, żeby się ogrzać (taki odruch) i odkryłem, że mam je mokre. Nawet nie
zauważyłem kiedy zacząłem płakać. Odwróciłem się i ujrzałem Iwonę.
- O, cześć!
Ta podbiegła i przytuliła mnie mocno.
Również ryczała.
- To było piękne, wiesz?
- Gadanie do kawałka marmuru jest piękne? –
zaśmiałem się cicho. – Długo tu stoisz?
- Nie wiem. Nie chciałam ci przerywać.
Odsunąłem się.
- Dalej nie wierzę, że tu jestem.
- Dobrze, że odważyłeś się na ten krok. … A
może wpadłbyś do nas jutro? – Uśmiechnęła się.
- Zobaczę, a teraz wybacz, ale muszę wracać
żeby nakarmić TG. - Odwróciłem się do nagrobka – Jeszcze tu wrócę. Będę
przychodzić częściej.
Po prostu poszedłem patrząc na
piękne, kolorowe, listopadowe niebo z zachodzącym słońcem na horyzoncie.
Czułem, że było mi lżej. Zdecydowanie brakowało mi takiej chociaż jednostronnej
rozmowy.
KONIEC!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz