wtorek, 1 grudnia 2015

Tulipan - Rozdział 14.



Rozdział 14.
W poniedziałek, jeszcze przed pierwszą lekcją przeszukałem całą szkołę. Chciałem znaleźć 3c, a za razem mojego ukochanego. Oczywiście, jak mogłoby być inaczej, był na samej górze, czyli tam gdzie miałem lekcje, tylko na drugim końcu korytarza, natomiast ja zacząłem go szukać od parteru. Zastałem chłopaka rozmawiającego z kimś. Zakradłem się do niego o tyłu i posłusznie czekałem. Na szczęście akurat kończył dyskusję i odwrócił się zastając mnie nie więcej niż metr przed nim. Przytuliłem go zanim zdążył zareagować.
 - Cześć!
 - Em… Daniel…? – Ostrożnie mnie objął.
 - Ej, Adrian – ktoś się wtrącił – to ty masz kolegów? – zaśmiał się.
Odsunąłem się i zmierzyłem obcego od stóp do głów. Ot taki zwykły, przeciętny blondyn z piegami.
 - Uważaj, bo się zapowietrzysz – odpowiedział mój chłopak.
Pociągnął mnie na bok. Oparł się o ścianę plecami i prawą stopą, zginając nogę.
 - O co mu chodziło? – ciekawość nie pozwoliła mi siedzieć (stać) cicho.
 - Nic. To jest po prostu klasyczny przykład człowieka z gatunku diebilus pospolitus. Ja lubię czasami siedzieć samemu i Ksawery ma z tym problem, jak z resztą wszystkim o choć trochę odpada od normy, a co najlepsze normy, którą sam ustala.
 - Ha, ha! Chyba rozumiem.
 - Hej! – oczywiście nie mogło być chwili spokoju, bo Ewka ma radar w głowie i wie kiedy przyjść żeby to nie było w porę. – Czy moje oczy dobrze widzą? Wy ze sobą rozmawiacie?
 - Gratuluję spostrzegawczości. Nie wiedziałem, że jesteś, aż takim geniuszem.
 - Adi, daruj sobie – westchnęła.
Natomiast ja cudem nie wybuchnąłem śmiechem.
 - Młody, co ci? Dusisz się? – spytała ruda.
 - N-nie… Ha, ha! – nie wytrzymałem. – Adi?
Mój chłopak jedynie wywrócił oczami.
 - Ale o co ci chodzi? – ona chyba serio nie wiedziała! – A wracając do was… Jesteście razem?? – powiedziała to troszeczkę, odrobinkę, prawie w ogóle za głośno.
 - Od razu zacznij się wydzierać na całą szkołę – zaproponował brunet z ironią wylewającą się hektolitrami. 
 - Czemu nie? – Nabrała powietrza w płuca, ale widząc wzrok mojego ukochanego mówiący jeśli to zrobisz nie żyjesz, zaczęła się śmiać. – Żartowałam!
 - Milutki dzisiaj jesteś – stwierdziłem.
 - Dla ciebie zawsze. – Poklepał mnie po plecach niby po przyjacielsku. – A dla innych… Różnie.
 - OK, to ja was zostawiam… - wreszcie powiedziała coś mądrego. – Pa!
Odetchnąłem z ulgą patrząc jak odchodzi, ale w tym samym momencie cudowny dzwonek postanowił zadzwonić informując uczniów, że zaczynają się lekcje.  Z ociąganiem powlokłem się pod dziewiętnastkę.
Na pierwszych dwóch godzinach nie było Miłosza, ale napisał mi SMS’ a, że się spóźni, bo idzie do lekarza z bólem zęba. Znając życie znowu udaje, natomiast rodzice zamiast zgodzić się na zostanie w domu wysyłają go do dentysty. Powinien wymyślić lepszą wymówkę, bo chyba każdy zrobiłby to samo, a nie kazał cierpiącemu leżeć w łóżku.
Akurat stałem przed ukochanym i planowałem spotkanie się po lekcjach, kiedy podszedł do nas.
 - Daniel… Nie uwierzysz co słyszałem na korytarzu… - urwał i zmierzył uważnie wzrokiem starszego. – Podobno jesteście razem.
Nasze oczy powiększyły się ukazując zaskoczenie.
 - Słuchaj – kontynuował – rozumiem, długie włosy mogą zmylić, ale to jest chłopak.
Wziąłem głęboki wdech żeby się uspokoić.
 - Wiem, inaczej nie bylibyśmy razem. – Jego mina w tamtym momencie była bezcenna. – Ale serio mówią o tym? Skąd… Ewa? – Popatrzyłem na Adriana i to mi wystarczyło żebym wiedział, że myśli to samo.
 - Czyli jakaś tam koleżanka wie o tym, Ba! Pół szkoły! A ja, twój przyjaciel nie wiem o twoim homoseksualizmie?!
 - Miłosz…
 - Dlaczego nic mi nie powiedziałeś? Było tyle okazji!
Odwróciłem wzrok i zacząłem się bawić swoimi dłońmi, taki tik nerwowy.
 - Przepraszam… - powiedziałem cicho.
 - Co mi po tym?! Okłamywałeś mnie! I nie mów, że tylko zataiłeś kilka faktów! Dyskutowaliśmy na ten temat w sobotę! Pytałem czy przedstawisz mi tą swoją LASKĘ, mogłeś powiedzieć!
 - Ej, ej, ej. Czy ja ci wyglądam na dziewczynę – brunet zwrócił się do mnie zakładając ręce na piersi niby obrażony.
Uśmiechnąłem się pod nosem.
 - No wiesz… - Jego wzrok przywrócił mnie na Ziemię. – Żartuję.
 - Eh… Miłosz – przyjaciel wyciągnął rękę w stronę mojego chłopaka.
 - Adrian – uścisnęli sobie dłonie.
Nie powiem byłem w szoku.
 - Nie przeszkadza ci…?
 - Co mam zrobić? Zabić cię? – zaśmiał się. – Ale i tak jestem zły – zaznaczył.
 - Wiem, przepraszam…
Ten jedynie  potargał moją czuprynę i z uśmiechem poszedł.
 - Bałem się.
 - Wiem, ale to twój przyjaciel, chyba powinien wiedzieć.
 - Ta… - Przytuliłem go.
 - Wiesz co? Mimo wszystko coś mi się on nie podoba… Nie potrafię tego wytłumaczyć, po prostu mam wrażenie, że trochę udaje. Nie tyle twoje przyjaciela co… a sam nie wiem. Nie myśl o tym.
Kiwnąłem głową i cmoknąłem go w usta. Staliśmy akurat w miejscu gdzie nie było ludzi. No może jeden człowiek siedział na ławce, ale o dziwo poza tym było pusto. Przecież jeszcze tyle lekcji, gdzie wszystkich wcięło???

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz