Rozdział 14.
W poniedziałek, jeszcze przed
pierwszą lekcją przeszukałem całą szkołę. Chciałem znaleźć 3c, a za razem mojego
ukochanego. Oczywiście, jak mogłoby być inaczej, był na samej górze, czyli tam
gdzie miałem lekcje, tylko na drugim końcu korytarza, natomiast ja zacząłem go
szukać od parteru. Zastałem chłopaka rozmawiającego z kimś. Zakradłem się do
niego o tyłu i posłusznie czekałem. Na szczęście akurat kończył dyskusję i
odwrócił się zastając mnie nie więcej niż metr przed nim. Przytuliłem go zanim
zdążył zareagować.
- Cześć!
- Em… Daniel…? – Ostrożnie mnie objął.
- Ej, Adrian – ktoś się wtrącił – to ty masz
kolegów? – zaśmiał się.
Odsunąłem się i zmierzyłem obcego od
stóp do głów. Ot taki zwykły, przeciętny blondyn z piegami.
- Uważaj, bo się zapowietrzysz – odpowiedział
mój chłopak.
Pociągnął mnie na bok. Oparł się o
ścianę plecami i prawą stopą, zginając nogę.
- O co mu chodziło? – ciekawość nie pozwoliła
mi siedzieć (stać) cicho.
- Nic. To jest po prostu klasyczny przykład
człowieka z gatunku diebilus pospolitus.
Ja lubię czasami siedzieć samemu i Ksawery ma z tym problem, jak z resztą
wszystkim o choć trochę odpada od normy, a co najlepsze normy, którą sam
ustala.
- Ha, ha! Chyba rozumiem.
- Hej! – oczywiście nie mogło być chwili
spokoju, bo Ewka ma radar w głowie i wie kiedy przyjść żeby to nie było w porę.
– Czy moje oczy dobrze widzą? Wy ze sobą rozmawiacie?
- Gratuluję spostrzegawczości. Nie wiedziałem,
że jesteś, aż takim geniuszem.
- Adi, daruj sobie – westchnęła.
Natomiast ja cudem nie wybuchnąłem
śmiechem.
- Młody, co ci? Dusisz się? – spytała ruda.
- N-nie… Ha, ha! – nie wytrzymałem. – Adi?
Mój chłopak jedynie wywrócił oczami.
- Ale o co ci chodzi? – ona chyba serio nie
wiedziała! – A wracając do was… Jesteście razem?? – powiedziała to troszeczkę,
odrobinkę, prawie w ogóle za głośno.
- Od razu zacznij się wydzierać na całą szkołę
– zaproponował brunet z ironią wylewającą się hektolitrami.
- Czemu nie? – Nabrała powietrza w płuca, ale
widząc wzrok mojego ukochanego mówiący jeśli
to zrobisz nie żyjesz, zaczęła się śmiać. – Żartowałam!
- Milutki dzisiaj jesteś – stwierdziłem.
- Dla ciebie zawsze. – Poklepał mnie po
plecach niby po przyjacielsku. – A dla innych… Różnie.
- OK, to ja was zostawiam… - wreszcie
powiedziała coś mądrego. – Pa!
Odetchnąłem z ulgą patrząc jak
odchodzi, ale w tym samym momencie cudowny dzwonek postanowił zadzwonić
informując uczniów, że zaczynają się lekcje.
Z ociąganiem powlokłem się pod dziewiętnastkę.
Na pierwszych dwóch godzinach nie
było Miłosza, ale napisał mi SMS’ a, że się spóźni, bo idzie do lekarza z bólem
zęba. Znając życie znowu udaje, natomiast rodzice zamiast zgodzić się na
zostanie w domu wysyłają go do dentysty. Powinien wymyślić lepszą wymówkę, bo
chyba każdy zrobiłby to samo, a nie kazał cierpiącemu leżeć w łóżku.
Akurat stałem przed ukochanym i
planowałem spotkanie się po lekcjach, kiedy podszedł do nas.
- Daniel… Nie uwierzysz co słyszałem na
korytarzu… - urwał i zmierzył uważnie wzrokiem starszego. – Podobno jesteście
razem.
Nasze oczy powiększyły się ukazując
zaskoczenie.
- Słuchaj – kontynuował – rozumiem, długie
włosy mogą zmylić, ale to jest chłopak.
Wziąłem głęboki wdech żeby się
uspokoić.
- Wiem, inaczej nie bylibyśmy razem. – Jego
mina w tamtym momencie była bezcenna. – Ale serio mówią o tym? Skąd… Ewa? –
Popatrzyłem na Adriana i to mi wystarczyło żebym wiedział, że myśli to samo.
- Czyli jakaś tam koleżanka wie o tym, Ba! Pół
szkoły! A ja, twój przyjaciel nie wiem o twoim homoseksualizmie?!
- Miłosz…
- Dlaczego nic mi nie powiedziałeś? Było tyle
okazji!
Odwróciłem wzrok i zacząłem się bawić
swoimi dłońmi, taki tik nerwowy.
- Przepraszam… - powiedziałem cicho.
- Co mi po tym?! Okłamywałeś mnie! I nie mów,
że tylko zataiłeś kilka faktów! Dyskutowaliśmy na ten temat w sobotę! Pytałem
czy przedstawisz mi tą swoją LASKĘ, mogłeś powiedzieć!
- Ej, ej, ej. Czy ja ci wyglądam na dziewczynę
– brunet zwrócił się do mnie zakładając ręce na piersi niby obrażony.
Uśmiechnąłem się pod nosem.
- No wiesz… - Jego wzrok przywrócił mnie na
Ziemię. – Żartuję.
- Eh… Miłosz – przyjaciel wyciągnął rękę w
stronę mojego chłopaka.
- Adrian – uścisnęli sobie dłonie.
Nie powiem byłem w szoku.
- Nie przeszkadza ci…?
- Co mam zrobić? Zabić cię? – zaśmiał się. –
Ale i tak jestem zły – zaznaczył.
- Wiem, przepraszam…
Ten jedynie potargał moją czuprynę i z uśmiechem poszedł.
- Bałem się.
- Wiem, ale to twój przyjaciel, chyba powinien
wiedzieć.
- Ta… - Przytuliłem go.
- Wiesz co? Mimo wszystko coś mi się on nie
podoba… Nie potrafię tego wytłumaczyć, po prostu mam wrażenie, że trochę udaje.
Nie tyle twoje przyjaciela co… a sam nie wiem. Nie myśl o tym.
Kiwnąłem głową i cmoknąłem go w usta.
Staliśmy akurat w miejscu gdzie nie było ludzi. No może jeden człowiek siedział
na ławce, ale o dziwo poza tym było pusto. Przecież jeszcze tyle lekcji, gdzie
wszystkich wcięło???
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz