Rozdział 18
Dwa tygodnie później…
Cały mój świat się zawalił kiedy się
dowiedziałem co spowodowało moje omdlenie na zajęciach. Ciągle płakałem. To
było ponad moje siły, chciałem się od tego odciąć, zapomnieć, nie wiedzieć.
Jakie życie było proste kiedy nie zdawałem sobie sprawy w jakim jestem stanie.
Jak zawsze podobało mi się, że Adrian
o mnie dbał, pokazywał jak mu zależy, tak nagle zaczynałem nienawidzić tych
dwóch słów – kocham cię. Ciągle wtedy
zastanawiałem się jak mu to powiedzieć, nie zrobiłem jeszcze tego, bo nie
umiałem.
Tak wiele chciałem zrobić, tak wiele
chciałem przeżyć, a tu w mgnieniu oka odebrano mi wszystkie marzenia.
Tego dnia umówiłem się ze swoim
chłopakiem na naszej górce.
Siedziałem w milczeniu obok niego, opierając głowę o jego ramię. Było już
ciemno, miliony gwiazd na niebie mrugały, a mnie pierwszy raz nie fascynowały.
- Daniel – ukochany w końcu przerwał tą ciszę
– dowiem się wreszcie co ci się stało? Martwię się, a skoro cię wypuścili to
muszą wiedzieć dlaczego zemdlałeś.
- Ja… To z przemęczenia – powiedziałem niecałą
prawdę.
- Serio? Musisz na siebie uważać, kochany. –
Dodatkowo dostałem całusa, a zamiast cieszyć się jak wariat miałem ochotę znowu
płakać. Tylko nie mogłem, przecież nie wymigałbym się od tłumaczenia co się stało.
- Jesteś bardzo zamyślony… - stwierdził.
Bo nie wiem, czy dam radę zrobić to co planuję.
- Wydaje ci się. Ty też niewiele mówisz.
- Ha, ha! W sumie fakt.
Może z dziesięć minut minęło zanim zdobyłem
się na odwagę. Poprawiłem się, żeby być bliżej jego ust, jednak nie dorwałem
się do nich od razu. Najpierw zacząłem smakować skórę na szyi i policzku,
pocałunkami. Uniósł zaskoczony brew; z resztą nie dziwię mu się, bo pod tym
względem byłem bardziej nieśmiały; i odwrócił twarz w moją stronę, co szybko
wykorzystałem przenosząc wargi na te miękkie, idealne do całowania, ukochanego.
Delikatny pocałunek zamieniał się w coraz to bardziej namiętny. W międzyczasie
ulokowałem się na jego wyprostowanych, długich nogach. Jedną ręką się
podpierał, a drugą zaczął jeździć po moich plecach wywołując cichy pomruk z
moich ust. Natomiast swoje wplotłem w jego długie włosy, przyciągając go jak
najbliżej. Jęk zawodu wyrwał mi się kiedy odsunął swoją twarz na niewielką
odległość. Wyprostowałem się nie schodząc z niego. Nagle znowu dopadł mnie
wstyd.
- Daniel, zwolnij, bo jak tak dalej będzie to
się na ciebie rzucę, zedrę spodnie, a resztę możesz sobie wyobrazić –
powiedział, próbując wyrównać oddech.
- A kto powiedział, że tego nie chcę?
Spaliłem buraka. Natomiast Adrian
wytrzeszczył oczy nie dowierzając.
- A-ale… Jesteś pewny? – Pogłaskał mnie po
policzku.
- Chciałbym jeszcze przed śmiercią, a to
ciebie kocham, więc… - wymsknęło mi się. – Ee… To znaczy…
- Ha, ha! Mamy jeszcze czas.
Uśmiechnął się w taki sposób, że
zrobiło mi się głupio. Ile mogę go okłamywać?! Przecież to bardzo ważna dla
mnie osoba, a…
- Mów za siebie. – Odwróciłem wzrok.
Zaniemówił.
- Przepraszam – kontynuowałem. – Jesteś moim
chłopakiem, kocham cię, a mimo to okłamuję. Nie jest tak pięknie i idealnie jak
może ci się wydawać.
- Właśnie widzę. Mam nadzieję, że zaraz mi to
wszystko wyjaśnisz – wtrącił się.
- Właśnie taki mam zamiar – urwałem na chwilę,
aby się nie rozbeczeć. Wziąłem głęboki wdech i spojrzałem w jego zmartwione
oczy. – Wylądowałem w szpitalu, tak jak ci mówiłem z wycieńczenia, ale… to było
bardzo męczące zadanie, a co dopiero dla kogoś tak poważnie chorego. – Ukochany
chciał coś powiedzieć, lecz postanowił pozwolić mi mówić dalej. – Robili mi
różne badania i okazało się mam białaczkę. Lekarze zachodzili w głowę, jakim
cudem jeszcze jestem w tak dobrym stanie w tak zaawansowanym stadium choroby.
Dalej nie byłem w tanie kontynuować.
Po prostu zacząłem płakać. Przytuliłem go, a łzy moczyły mu czarną bluzę.
- Daniel… - Objął mnie, a ja pierwszy raz nie
czułem się przez to lepiej. – Kochany, powiedz, że to jest idiotyczny żart,
proszę – dopiero po tych słowach zrozumiałem, iż on również płacze, a kiedy
uniosłem wzrok na jego twarz upewniłem się w tym.
- Chciałbym… - wyszeptałem, gdyż zaschło mi w
gardle.
Ujął mój podbródek w dwa palce i
przysunął bliżej siebie, aby mnie pocałować. Czule, z miłością, bólem,
smutkiem.
- Jeśli mnie kochasz to mnie nie zostawisz…? –
spytałem z nadzieją.
- Zwariowałeś??? Nigdy cię nie opuszczę!
- Obiecujesz?
- Siłą musieliby mnie od ciebie odciągnąć, a
nie wiem czy by to wystarczyło. – Puścił oczko.
- Adrian… mam prośbę – moglibyśmy na razie o
tym nie rozmawiać?
- Oczywiście. – Pocałował mnie szybko.
W sumie to zamiast zmienić temat, po
prostu milczeliśmy. Każdy zatopiony we własnych myślach. Dopiero po chwili zauważyłem,
że nadal siedzę na nim. Trochę niechętnie postanowiłem przenieść się na trawę,
ale ukochany mi to uniemożliwił.
- Gdzie się wybierasz? – spytał. – Tak mogę
cię lepiej przytulać.
Uśmiechnąłem się, ale nagle pewne pytanie
ulokowało się w mojej głowie na dobre.
- Dlaczego nie chciałeś… no wiesz…
Zaśmiał się i skradł mi całusa.
- Nie byłem pewny, czy jesteś gotowy, a nie
chciałem żebyś żałował, czy coś. Sex zmienia ludzką psychikę – wyjaśnił.
- Skąd wiesz, że to byłby mój pierwszy raz?
Wyraźnie to co powiedziałem bawiło
go.
- A to nie całowałeś się wcześniej z nikim, a
już współżyłeś? Hm…
Zmarszczyłem brwi analizując to co
powiedział.
- Ej! Tego nie powiedziałem! – Walnąłem go w
ramię.
- Przemoc rodzinna? – oburzył się.
- Rodzinna?
- Jak dla mnie to jesteś moją rodziną. Kto
wie, może kiedyś… kiedy będzie to możliwe… to będziemy dla siebie bliscy również
na papierku. Teraz musi nam wystarczyć nasze uczucie.
Obrócił nas tak, że leżałem na
trawie, a on prawie na mnie.
- Jak dla mnie to bardzo dużo. – Teraz to ja
go pocałowałem z tą różnicą, że się nie odsunąłem tylko praktycznie przykleiłem
się wargami z jego, a odkleiły się na trochę tylko po to żeby wpuścić ciekawskie
języki.
Nie wiem jakbym przetrwał to wszystko,
gdyby nie on.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz