piątek, 25 grudnia 2015

Niespodziewany gość - one shot.



One shot.
Pomagałem babci rozłożyć zastawę na stół. Przyjrzałem się wszystkim ozdobom świątecznym w pokoju i nie mogłem powstrzymać się od westchnienia przepełnionego zachwytem. Zdecydowanie dziadkowie lubili dekorować swój domek. Jak zawsze było pełno kwiatów, obrazów, figurek, itp. tak teraz wszędzie czuło się klimat bożonarodzeniowy. Stroiki, bombki, łańcuchy, gwiazdy betlejemskie (kwiaty). Przeplatały się kolory: zielony, czerwony oraz złoty. Naprawdę pięknie.
 - Grzesiu, zapomniałeś o dodatkowym nakryciu dla niespodziewanego gościa – upomniała mnie staruszka i już podawała mi talerze, łyżkę, łyżeczkę, widelec, nożyk, kubek…
 - Swoją drogą – zacząłem, kładąc wszystko na stół – po co to? Przecież i tak nikt nie przyjdzie.
 - Skąd wiesz? A może jednak… To taki piękny, polski zwyczaj… - Poprawiła obrus i szeroko się uśmiechnęła, co spowodowało wysyp kolejnych zmarszczek na jej twarzy.
Nagle usłyszałem pukanie do drzwi. Nie zdziwiłem się, bo to taka swego rodzaju tradycja u nas – ktoś zawsze spóźnia się żeby odwrócić uwagę dzieciaków od choinki, a w tym czasie wtajemniczone osoby podkładają prezenty. Później biedne kuzynostwo musi się męczyć, gdyż nie wolno ruszać ich, aż do końca kolacji. Kto mówi, że życie jest sprawiedliwe?
Wyszedłem z pokoju sprawdzić na kogo w tym roku wypadło. Zmarszczyłem brwi zaskoczony. Zobaczyłem szczupłego chłopaka, może… 1,70m wzrostu. Spod czarnego, jak zresztą całe jego ubranie, kaptura wystawała blond grzywka trochę zasłaniająca niepewnie patrzące na wszystkich, niebieskie oczy. Wyglądał młodo, może w moim wieku, a pokusiłbym się na stwierdzenie, że mniej.
Zawahałem się. Co powiedzieć? Jak właściwie się do niego zwracać? Per pan? Za młody. Na ty? Przecież go nie znam. Na szczęście w ogóle nie musiałem się odzywać, bo od razu zagadała babcia:
 - Co się stało chłopcze?
 - Ja… - Spojrzał po kolei na każdego z obecnych. – Przepraszam, że przeszkadzam, ale nie mam się gdzie podziać i pomyślałem… Czy znalazłoby się miejsce dla jeszcze jednego gościa? Nie chciałbym się narzucać…
 - No co ty wygadujesz! – przerwała mu staruszka. – Ściągaj kurtkę i zapraszam. Im więcej tym weselej!
O tak! Poza strojeniem domu, uwielbiała też ludzi. To znaczy, zawsze znajdywała jakąś wymówkę, żeby zaprosić do siebie kogoś, ewentualnie samemu wpaść z wizytą.
 - Na pewno? – spytał nieznajomy.
 - Oczywiście! – już była gotowa sama go rozebrać (jakkolwiek to nie brzmi) i zaciągnąć do stołu, by wcisnąć w niego jak najwięcej jedzenia, w międzyczasie zasypując milionem pytań. – Tak w ogóle to jestem Krystyna, ale możesz do mnie mówić jak chcesz.
 - Irek. – Uścisnęli sobie dłonie.
Zaprowadziła go do pokoju i przedstawiła wszystkich. Dopiero wtedy mogłem mu się przyjrzeć. Wycofuję swoje słowa. On nie był szczupły, on był po prostu chudy. Włosy sięgały mu ramion, a grzywka nieprzerwanie, trochę leciała mu na czy.
Przeważnie nadszedłby czas dzielenia się opłatkiem, ale tym razem babcia postanowiła najpierw poznać lepiej swojego gościa.
 - Jesteś pełnoletni? Wyglądasz bardzo młodo – stwierdziła.
 - Em… - Odwrócił wzrok. – Tak. Mam osiemnaście lat.
 - A dlaczego nie spędzasz czasu z rodziną?
 - Babciu! – upomniałem ją widząc jak blondyn jeszcze bardziej się stresuje.
 - Nie szkodzi… Rodzice pewnie teraz świętują z kolegami od kieliszka, nawet nie zauważyli że wychodzę. Zawsze spędzałem czas z ojcem, matką i… ich przyjaciółmi, a dziadkowie, wujostwo i tak dalej… pokłócili się z moimi staruszkami.
 - Och. Przykro mi. – Położyła dłoń na jego ramieniu. Swoją drogą to, to dziwne wyglądało, gdyż była od niego niższa o jakieś dwadzieścia centymetrów. – To może pora na życzenia…
Pierwsza podeszła do talerzyka i wzięła opłatek. Wszyscy zrobili to samo, nawet gość. Zrobiło się małe zamieszanie, wszędzie wszystkich było pełno, ale wreszcie, każdy zajął swoje miejsce przy stole. Ja siedziałem pomiędzy kuzynką Malwinką, a Irkiem.
Nie dało się odczuć, że mamy kogoś obcego w swoim gronie. Rozmawialiśmy ze sobą jakbyśmy wszyscy dobrze się znali. Zero napięcia, stresu, czy coś. Nawet Nowy został wciągnięty w jakąś dyskusję dotyczącą filmów. Kątem oka zauważyłem porządną dziurę w bluzie gościa, która najwyraźniej była dość nieudolnie szyta. Wypłowiały kolor również wskazywał, iż ubranie nie było nowe. Żal mi się zrobiło chłopaka.
 - Grzesiek – szepnęła do mnie niezbyt cicho kuzynka – mógłbyś przekonać resztę, że już pora na prezenty?
Prezenty! Przecież Irek też musi coś dostać! Zwłaszcza on…
 - Poczekaj cierpliwie – odpowiedziałem jej i sam wstałem. – Przepraszam.
Wyszedłem do pokoju, który zajmuję kiedy nocuję u dziadków i wyjąłem swoje ubrania. Mam ich tam kilka żebym nie musiał ze sobą wozić. Poprzebierałem (a wyboru nie było) i odłożyłem dwie bluzki, jedną na lato, drugą cieplejszą; oraz spodnie, które są już pewnie na mnie za małe, a na tą chudzinę mogły się nadawać. Z tymi rzeczami udałem się do kuchni, gdzie babcia trzymała m.in. torebki świąteczne. Spakowałem do jednej z nich, dorzuciłem czekoladę (chyba się nie obrażą, nie?) i podpisałem dla kogo. Pozostał jeden problem – jak przemycić żeby nikt nie zauważył? Odpowiedź znalazła się szybciej niż sądziłem, gdyż dostrzegłem gitarę dziadka. Zawsze na święta gra kolędy, a wszyscy śpiewamy. Czy powinienem dodawać, że jest elektryczna? Wziąłem wszystko co potrzebne, prezent schowałem za instrument i wróciłem do rodziny. Niby przypadkiem przeszedłem koło choinki, w międzyczasie kładąc torebkę wśród innych.
 - Przy okazji przyniosłem to – wskazałem na dodatkowy bagaż – żebyś dziadku nie musiał się męczyć z noszeniem.
 - Uważasz, że jestem aż taki stary? – niby oburzył się staruszek.
Wszyscy się śmiali. Dzieciaki, takie niejadki, pierwsze zjadły kolację wigilijną i udało im się ubłagać u dorosłych żeby mogły wreszcie rozpakować prezenty. Oczywiście jak co roku zanim się za to zabrały, to rozdały każdemu jego paczkę. Jakie było zdziwienie blondynka siedzącego po mojej prawej, kiedy dostał z rączek Dominiki również swój.
 - Dla mnie…? – wolał się upewnić.
 - Pisze dla Ireneusza, to chyba tak – powiedziała tonem znawcy.
Wyjął swoje prezenty, a ja cały czas bacznie go obserwowałem. Zdziwiłem się widząc łzy.  
 - Co jest? – Położyłem rękę na jego ramieniu.
 - Ja… Obcy ludzie są dla mnie milsi, niż moja własna rodzina… Dziękuję wam za wszystko.
W odpowiedzi objąłem go ramieniem, a kiedy i dzieciaki dostrzegły, że płacze wyściskały go. Pchały się, bo każdy chciał usiąść mu na kolanach, przez co młody zaczął się śmiać. Swoja drogą mam dwadzieścia lat, więc aż taki stary to nie jestem…
Później śpiewaliśmy kolędy, rozmawialiśmy…
Koło 2000 powoli wszyscy zaczęli wracać do siebie. Przyszła też kolej na nas.
 - Cześć, babciu! – Ucałowałem jej policzki. – Wesołych świąt!
 - Wesołych, wesołych. Wpadaj częściej.
 - Postaram się - zapewniłem i rozejrzałem się w poszukiwaniu Irka. W końcu go dostrzegłem. – Czekaj! – zawołałem go, bo akurat wchodził do łazienki.
Odwrócił się i upewniwszy się, kto go woła, stanął przy drzwiach. Podszedłem do niego.
 - Tak?
 - Słuchaj… Jedziesz z nami? – spytałem.
Przez chwilę analizował to co powiedziałem, a później zaczął szybko mrugać nie dowierzając. Zabawny widok.
 - Gdzie…?
 - Do domu, znaczy mieszkania. Chyba nie chcesz wracać do siebie? – rozważałem taką możliwość, ale szczerze wolałem, żeby przenocował u nas. – W moim pokoju jest dużo miejsca.
 - No nie wiem…
 - Czego, kochanie? – nagle pojawiła się moja mama.
 - Chyba lepiej, żeby spędził tą noc u nas? – bardziej stwierdziłem.
 - Oczywiście!
Młody nie miał nic do gadania i musiał się zgodzić. Jechał z tyłu obok mnie, więc mieliśmy czas na rozmowę. Coraz bardziej zaczynałem go lubić. Tylko jego wiek coś mi nie pasował. Wydawało mi się, że nie jest pełnoletni…
Przed północą wszyscy wyszliśmy na pasterkę, a ja miałem kolejną okazje, żeby posłuchać jego pięknego głosu. Trochę inni ludzie, bez takiego talentu, mi go zagłuszali, ale…
Po powrocie do mieszkania poszliśmy spać (Irek na podłodze, bo się uparł i mi groził, że inaczej sobie pójdzie, choć moje łóżko jest duuuże). Nagle obudziłem się w nocy. Przeważnie siłą mnie z łóżka ściągnąć nie da, a tu sam z siebie… Obróciłem się na drugi bok. Akurat miałem widok na gościa. On nie miał już takiego spokojnego snu, wiercił się i coś tam mówił, ale nie zrozumiałem. Postanowiłem go obudzić, bo po co ma się chłopak męczyć? Sięgnąłem ręką, nie schodząc z miękkiego materaca, dotykając jego ramienia.
 - Irek, obudź się – mówiłem na tyle cicho, żeby nie obudzić dodatkowo reszty domowników.
W końcu się udało, lecz jego pierwszą reakcją, po otwarciu oczu, było pociągnięcie mnie za bluzkę bliżej siebie. Cudem nie spadłem. Przywarł do niej i nie zamierzał puścić, więc postanowiłem spróbować inaczej – lekki był to wciągnąłem go na łóżko. Jeszcze bardziej do mnie przyległ, a po chwili usłyszałem ciche chlipanie. Zacząłem go głaskać po plecach, próbując uspokoić, ale nic to nie dawało. Nigdy nie umiałem sobie poradzić w takich sytuacjach. Nie nadaję się na pocieszyciela. Odsunąłem jego głowę aby coś mu powiedzieć (nie ważne, że nie wiedziałem co), lecz widząc jego zapłakaną twarz, oczy wypełnione łzami, usta łapczywie łapiące powietrze… zaniemówiłem. Jedyne co zrobiłem, bez udziału własnej woli, krótko i delikatnie pocałowałem go, a później znowu do siebie przygarnąłem. O dziwo to pomogło, bo po chwili zrobiło się bardzo cicho. Nie byłem w stanie myśleć o tym co zrobiłem. Może i jestem gejem, ale...
 - Grzesiek… - spojrzał na mnie dalej nie puszczając bluzki. Jego piąstki chyba przyczepiły się na dobre. – M-mógłbyś mnie znowu pocałować? – spytał niepewnie.
Przez jakąś minutę, może mniej, analizowałem to co przed chwilą do mnie powiedział, aż w końcu doszedłem do wniosku, że powinienem nie myśleć tyle. Położyłem dłoń na jego policzku przechylając trochę głowę, a samemu przybliżając się. Tym razem to trwało dłużej, a z każdą chwilą nabierało na sile. Przez moment przebiegło mi przez myśl, że młody nigdy wcześniej się nie całował, ale był pojętnym uczniem. Choćbym chciał to nie mogłem się odsunąć od niego. Był bardzo podatny na wszystko, mi również nie było to obojętne, co zresztą wyraźnie ukazywało się w jednym miejscu. Oj, młody działał na mnie i to bardzo.
Siedziałem na piętach, a blondyn na moich udach okrakiem. Chciał się przybliżyć jak najbardziej, przez co podrażnił wypukłość w moich dresach, w których spałem. Natychmiast się odsunął (dalej nie puszczając bluzki).
 - Ja… Ja… Przepraszam – wyszeptał i opuścił wzrok.
 - Nie ma za co. – Pogłaskałem go po policzku.
 - Możemy iść spać?
Kiwnąłem głową. Przez chwilkę tak siedzieliśmy, aż w końcu nie wytrzymałem.
  - Ha, ha, puścisz?
Młody zalał się jeszcze bardziej czerwienią i w mgnieniu oka ułożył się… na łóżku! Uśmiechnąłem się i przykryłem go kołdrą. Spróbowałem się opanować, sam kładąc się obok, jednak w miarę zostawiając między nami odstęp. Do wyszło też dobrze dla mnie, bo jego drobne ciałko przyciągało mnie jak magnez. Nawet szybko zasnąłem.


~*~


Obudziłem się czując lekki ciężar na swojej piersi. Uchyliłem powieki i ujrzałem blond czuprynę leżącą na mnie, a ręka jej właściciela była przerzucona przeze mnie, na drugą stronę. Uśmiechnąłem się. Wreszcie mogłem mu się bezkarnie przyjrzeć. Moje oczy same powędrowały na jego lekko uchylone usta. Dalej ledwo dowierzałem w to wszystko.
Niestety nie mogłem długo pokontemplować jego urody, gdyż obudził się. Przez moment patrzył na moją szarą bluzkę by zaraz odsunąć się jak oparzony.
 - Wyspany? – Przeciągnąłem się.
 - T-tak…
Rozczuliły mnie jego rumieńce, idealnie komponujące się z czerwonymi ustami. Wstałem, zabrałem swoje ubrania i wyszedłem do łazienki, uprzednio informując o tym gościa oraz każąc mu się ubrać, bo bałem się, że szybko tego nie zrobiłby, a nie chciałbym nakryć go nago… Nie chciałbym, żeby wiedział, że nakryłem go nago (No co?).
Na szczęście jak wróciłem do pokoju to już był przebrany, akurat przeglądał moją kolekcję płyt. Mogłem trochę popodziwiać go, a raczej jego tył. Jednak musiałem zaraz odwrócić wzrok, bo moje myśli wędrowały w niepożądane kierunki.
 - Idziesz na śniadanie, czy będziesz tak cały czas stał?
Kiedy usłyszał mój głos podskoczył zaskoczony, ale zaraz się odwrócił i kiwnął głową. Poszedł za mną do salonu, gdzie już czekali rodzice wraz z mnóstwem jedzenia. Pycha!
Rozmawialiśmy o wszystkim co nam tylko przyszło do głowy. Nie było widać różnicy – ludzie po czterdziestce i młodzież.
Kiedy rodzice wyszli na chwilę postanowiłem w końcu zapytać gościa o to co mnie trapi od dawna (o ile można tak powiedzieć, bo znam go krótko).
 - Irek, naprawdę masz osiemnaście lat? – szeptałem.
Opuścił wzrok na talerz i zaczął się bawić sałatką selerowa, która tam leżała.
 - Nie… - w końcu doczekałem się odpowiedzi. – Prawie, ale bałem się, iż każecie mi wracać do rodziny, czy coś, w końcu mam siedemnaście lat i jestem niepełnoletni. Przepraszam.
 - Oj, no coś ty. Nic się nie stało. Miło, że nam teraz zaufałeś – wtrąciła się mama.
 - Możesz nie podsłuchiwać?! A jakby to było jakieś wyznanie miłosne, czy coś to też byś słuchała i dodała swoje pięć groszy! – oburzyłem się. Na te słowa młody zrobił się bardzo czerwony.
 - Oj przepraszam, przepraszam… - wywróciła oczami.
Po jakiejś godzinie blondynek musiał iść, ale wymusiłem na nim obietnice, że wróci jak najszybciej, konkretniej jeszcze tego samego dnia.


~*~


O 1300 usłyszałem dzwonek przy drzwiach. Byłem przekonany, że to ciocia z wujkiem, gdyż mieli wpaść w odwiedziny. Poszedłem otworzyć, a moim oczom ukazał się Irek!
 - Cześć! Jednak przyszedłeś. To się dobrze składa – wprowadziłem go do środka – bo przychodzi niedługo siostra mamy z mężem.
 - Co…? To ja może jednak…
 - Nie! – przerwałem i nie pozwoliłem mu wyjść trzymając za rękę. – Wtedy jest strasznie nudno… Zostaniesz i dotrzymasz mi towarzystwa? Proszę!
 - Em… OK.
Zadowolony zaprowadziłem go do salonu. Po chwili zauważyłem, że ma na sobie moją-swoją bluzkę. Szeroko się uśmiechnąłem na ten widok.
Po pół godzinie przyszli goście. Zasiedliśmy do obiadu, a ja wreszcie się nie nudziłem, bo mogłem swój czas poświęcić na obserwowaniu i rozmowie z Irkiem. Było tak fajnie kiedy nikt nie zwracał na nas większej uwagi…
 - Grzesiek, a ty to sobie znalazłeś wreszcie jakąś dziewczynę? – spytała ciocia.
 - Jadzia! – upomniała ja mama, bo dobrze widziała, że  nie lubię tego tematu.
Uśmiechnąłem się znacząco do wyraźnie zainteresowanego tym kolegi.
 - Nie – odpowiedziałem.
 - Ale już uprawiałeś sex, nie? – tym razem odezwał się wujek.
 - Co to za przesłuchanie?! Tak – dodałem już spokojniej.
Kątem oka widziałem lekko czerwona twarz blondyna.
 - Ładna była? – nie odpuszczał.
 - Ładny.
Szok wszystkich był wyraźnie widoczny. Cóż, nikt poza Irkiem nie wiedział, że podobają mi się faceci.
 - Słucham?! – wstała oburzona ciotka.
 - Nie przesłyszałaś się – powiedziałem z przesłodzonym uśmiechem. – Mamo, tato, nie macie nic przeciwko? Wiem, że nie lubicie gejów i lesbijek, śmiejecie się z nich, ale zaakceptujecie mnie?
 - Oczywiście! Nie żebyśmy nie lubili! Żartowaliśmy, to wszystko! Dlatego nic nam nie powiedziałeś? Przepraszam – zaczęła się tłumaczyć rodzicielka.
Po krótkiej wymianie zdań – rodzice kontra ciocia (wujek się nie wtrącał), siostra mojej matki wyszła, a za nią poszedł przepraszając wszystkich jej mąż. Nie minęło pięć minut, a ojciec poszedł do garażu po samochód, gdyż postanowili z mamą pojechać porozmawiać z rodzinką.
Zostaliśmy sami.
Nie wiedzieć czemu zacząłem się histerycznie śmiać.
 - Ten dzień przeczy wszystkim zasadom logiki – stwierdziłem.
 - OK.? – spytał kładąc mi rękę na ramieniu.
 - Tak, dzięki.
Postanowiliśmy czas spędzić na słuchaniu muzyki. Akurat wkładałem płytę, kiedy usłyszałem pytanie, które zbiło mnie na chwilę z tropu:
 - Uważasz, że jestem przystojny?
Odwróciłem się, żeby sprawdzić, czy mówi serio. Na to wskazywało.
 - I to bardzo – odpowiedziałem.
Nie wiem co mnie naszło, ale zapominając o piosence podszedłem do niego i zacząłem całować. Blondyn bynajmniej nie oponował, a wręcz przeciwnie. Zaraz wylądował na materacu, a ja nad nim. Pragnąłem go w tamtym momencie tak bardzo, że potrzeba by było nie wiem jakiej siły, aby odciągnąć mnie od niego. Kiedy już z trudem wytrzymywałem, a młody tak naprawdę poza pocałunkami i jeżdżeniem dłońmi po moich plecach nic nie robił, a wzwód boleśnie wbijał mi się w spodnie i istniała obawa, że zaraz spuszczę się w nie, oderwałem się, choć blondynek miał najwyraźniej inne plany, gdyż pociągnął mnie z powrotem do siebie.
 - Irek… - wysapałem odsuwając się od niego na parę centymetrów.
 - Co? – Przejechał opuszkami palców po mojej szyi.
 - Stop. Jak tak dalej będzie to nie wytrzymam i simhmnmm – przerwał kolejnym pocałunkiem, który odebrał mi całkowicie zdolność myślenia. Bądź, co bądź młody nieźle się wyrobił. Moja szkoła!
Jedną ręką się podpierałem, żeby nie zgnieść tego drobnego ciałka, a drugą wplotłem w jego włosy. W tamtym momencie byłem jednym, wielkim pożądaniem, a blondyn spotęgował to jeszcze dodatkowo zginając trochę nogę w kolanie i ustawiając ją tak, że ciągle się o nią ocierałem. Czułem, że jak zaraz nie ugaszę podniecenia to zwariuję. Podniosłem się tak żeby klęczeć, a nastolatka przyciągnąłem do siebie. Nasze ciała znowu się sprasowały. Odsunąłem go od siebie na niewielką odległość, aby ściągnąć z niego bluzkę. Zilustrowałem jego szczupłe ciało. Najchętniej to bym za razem nie odrywał od niego wzroku i kochał się do upadłego, ale zanim cokolwiek zdążyłem zrobić popchnął mnie. Może nie mocno, lecz zaskoczyło mnie to, więc wylądowałem na łóżku. Usiadł na mnie okrakiem i pokręcił głową. W tamtym momencie nie przypominał mi tego nieśmiałego chłopczyka. Nie wiem, która wersja bardziej mi się spodobała.
 - Będziesz się tak na mnie gapił, czy coś zrobisz?
Nie czekając na odpowiedź pochylił się i zaczął całować. Nie pozostawałem mu dłużny, dodatkowo wplatając palce w jego długie, miękkie włosy. Zadrżałem kiedy przejechał dłońmi po moim brzuchu pod bluzką. Powoli się prostował, a ja nie chcąc przerywać tej chwili podnosiłem się wraz z nim. Pociągnął moją bluzkę od dołu, dając mi wyraźny znak, iż już jej tu nie chce. Szybko ją zdjąłem, lecz zanim zdążyłem coś jeszcze zrobić, już z powrotem wylądowałem na plecach. Nie wiem jak on to robił, ale miałem wrażenie, że jego wargi, język, dłonie… one są wszędzie! Doprowadził mnie do takiego stanu, że nie byłem w stanie przejąć choćby na chwilkę kontroli nad tym, czy zastanowić się nad absurdalnością tej sytuacji. Ciężko dysząc uniosłem głowę, żeby sprawdzić dlaczego przestał. Siedział między moimi nogami z rozmierzwionymi włosami, czerwonymi policzkami, oczami przepełnionymi pożądaniem, a co najlepsze nagi! Z resztą ja również! Kiedy - tego nie jestem w stanie zlokalizować w mojej głowie. Uśmiechnął się jak aniołek, a chwilę później zajmował się moim penisem swoimi ustami! Poruszał głową, stopniowo przy każdym opadaniu głowy w dół coraz bardziej go połykał. Moje serce waliło jak szalone, a członek pulsował rozradowany. Byłem w takim stanie, że kilka liźnięć, kilka ruchów głową wystarczyło, żebym doszedł. Akurat bawił się językiem moją główką, więc wystrzeliłem w jego twarz. Zaśmiał się cicho i oblizał się, a resztę wytarł o pościel, która zawsze leżała na łóżku, bo mi się nie chciało jej składać i rozkładać.
 - To zajmiesz się mną wreszcie? – spytał niewinnie, ale takim głosem…
Sięgnąłem po tubkę z kremem do półki (zawsze go tam trzymam). To musiało wystarczyć. Klęcząc przyciągnąłem go do kolejnego pocałunku, a nawilżonym palcem odnalazłem wejście do dziurki raju. Chwilę je masowałem, aż wreszcie wsunąłem. Po pokoju rozległ się cichy pisk.
 - OK.? – zmartwiłem się.
 - Tak, tylko to trochę dziwne… To mój pierwszy raz…
 - Domyśliłem się, chociaż bynajmniej nie przed chwilą, bo… jesteś niesamowity. –Skradłem mu całusa, a później zacząłem obcałowywać jego bladą szyję.
Po jakimś czasie dołączył drugi, trzeci… Dłużej już nie mogłem wytrzymać i obróciłem go tyłem do siebie. Powoli zacząłem wsuwać się do środka. Było tak nieziemsko ciasno… Po chwili jak się rozluźnił, zacząłem się poruszać. Coraz szybciej, a kiedy usłyszałem jęk z tych wspaniałych ust…
Spełnienie dopadło nas prawie w tym samym momencie. Zmęczony opadłem na łóżko, ciągnąc Irka za sobą. Przytuliłem go od tyłu powoli zasypiając.
 - Dobranoc – ostatnie co powiedziałem, a później szczęśliwy oddaliłem się do krainy snów…

~*~

Godzinę później Irek obudził mnie, żeby przekazać, iż rodzice wrócili, a on już idzie. Byłem śpiący, więc nie kontaktowałem. Inaczej bym go zatrzymał, a tak to pozostała mi nadzieja, że przyjdzie następnego dnia. Tak też się stało.
 - Cześć! Wchodź – ucieszyłem się na widok kolegi, a właściwie to już kochanka. Ciągle wspominałem tamto popołudnie, choć to nie był mój pierwszy raz, to czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem.
Poszliśmy do salonu, żeby pomóc mamie nakryć do stołu. Stał tyłem i układał sztućce, a ja oparty o framugę drzwi podziwiałem go. Kidy skończył odwrócił się do mnie i uśmiechnął szeroko. Zanim zdążył się odezwać, już byłem przy nim. Uniosłem jego twarz chwytając za brodę i pocałowałem go. Przekrzywił lekko głowę w bok, a ręce przeniósł na moją szyję. Niestety szybko przerwał to odsuwając się trochę.
 - Twoi rodzice – powiedział i skradł mi ostatniego całusa przed pójściem do kuchni.
Zawiedziony podążyłem za nim.
Podczas wspólnego obiadu zachowywaliśmy się, że tak powiem, na odwrót. To znaczy ja byłem zamyślony, a Irek więcej mówił, natomiast wcześniej to on się nie odzywał jak nie musiał.
Kiedy wszystko zjedliśmy obaj zostaliśmy wykorzystani do sprzątania ze stołu. Odniosłem swoją część talerzy i wróciłem do blondyna. Zastałem go stojącego i wpatrującego się w jeden punk. Zaszedłem go od tyłu i przytuliłem.
 - O co chodzi?  
Wskazał na sufit. Uniosłem wzrok napotykając jemiołę.
 - Nie widziałem jej tu wcześniej… - stwierdziłem. – Dziwne.
 - My się pod nią całowaliśmy, prawda?
 - Tak, na to wygląda.
 - To podobno wiąże pary na zawsze… - Zaśmiał się zdenerwowany. – Zawsze chciałem ze swoim chłopakiem… - urwał.
 - No to się świetnie składa. – Odwróciłem go przodem do siebie i posadziłem na stole. – W takim razie mogę cię pod nią całować jeszcze wiele razy, tak dla pewności – puściłem mu oczko.
 - J-jak to? Ale my…
Przejechałem dłonią po twarzy.
 - Sorry, zagalopowałem się.  
Wyglądał jakby miał coś powiedzieć, ale jednak z tego zrezygnował.
 - Po prostu nie jestem w tak bliskich relacjach z kimś na kim mi nie zależy. Myślałem… a nie ważne – machnąłem ręką.
 - Czekaj! Ale ja… ja też cię bardzo lubię – powiedział cicho i zarumienił się.
 - To zostaniesz moim chłopakiem?
W tamtym momencie był tak czerwony jak te gwiazdy betlejemskie, co je babcia lubi na święta wsadzać do wazonu.
 - No zgódź się! – wtrąciła się rodzicielka.
 - Mamo! Mówiłem ci tyle razy żebyś nie podsłuchiwała! Wyjdź – wskazałem na drzwi.
 - Już, już… A swoją droga to wczoraj, czy przedwczoraj wspominałeś, żebym nie podsłuchiwała, bo co jeśli to byłoby wyznanie miłosne… No to się doczekałam.
 - Kochanie, choć. Zostawmy ich samych – dołączył do naszej rozmowy tata, a chwilę później już ich nie było. Wyszli z mieszkania.
 - Zero prywatności – westchnąłem.
Młody zaśmiał się cicho, dalej czerwony.
 - To zgadzasz się? – powtórzyłem pytanie.
Irek tylko kiwnął głową. Szeroko się uśmiechnąłem i pocałowałem go. Objął mnie rękami i nogami, jak koala, natomiast jego wargi chyba przykleiły się na dobre. A może to moje…?
Usłyszałem czyjeś kroki, ale postanowiłem to zignorować. Chwilę później zamykanie drzwi.
 - Jesteś moim najlepszym prezentem gwiazdkowym – powiedziałem, kiedy w końcu odkleiliśmy, choć jedną część naszego ciała od siebie – usta.
 - To jesteśmy kwita, bo ty moim. – Skradł mi całusa i jeszcze bardziej przytulił się do mnie.
Każde moje Boże Narodzenie było takie samo, ale wtedy dopiero to były magiczne i niezapomniane święta. Święta, kiedy się zakochałem, kiedy zaczęło mi pierwszy raz tak na kimś zależeć, kiedy znalazłem osobę, z którą chciałbym spędzić resztę swojego życia, nie ważne, że znamy się kilka dni, to sercu wystarczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz