Rozdział 18.
Miesiąc później…
Z czasem wyzdrowiałem wypuścili mnie do domu. Oczywiście
zamieszkałem u Roberta. Nie zdążyłem się rozpakować, więc z tym również nie
było problemu. No i przeniosłem się z kanapy na łóżko. Nie! Do niczego nie
doszło. Wystarczało nam tak jak było… Dobra, dobra – nie dawno wróciłem, a
później byłem osłabiony.
Tego dnia musiałem iść do sądu i
(oby) po raz ostatni miałem zobaczyć Jacka.
Zestresowany wszedłem na salę.
Niestety, mój chłopak musiał zostać w szpitalu więc od rana go nie widziałem,
ale jako świadek na rozprawie później miał przyjść. Spojrzałem w stronę mojego
ex. Jak zawsze biła od niego pewność siebie. Liczyłem tylko, że mimo swojego
fachu i znajomości nie wyjdzie szybko z więzienia. Weszła średniego wieku
brązowowłosa pani sędzia.
- Otwieram rozprawę przed sadem rejonowym.
Będzie rozpoznana sprawa Jacka Zasady – zaczęła. – Wstawił się oskarżony –
wstał – doprowadzony z aresztu śledczego. Lat trzydzieści siedem, prawnik,
dotychczas niekarany. – Potwierdził to skinieniem głowy. – Dziękuję. Proszę usiąść. – Tak też zrobił. – Wstawił się również pokrzywdzony – kierowała wzrok na mnie,
a ja podniosłem się – pan Aleksander Mazur. Dziękuję. – Usiadłem. - Otwieram
przewód sądowy, udzielam głosu panu prokuratorowi.
- Dziękuję, Wysoki sądzie – odezwał się rudowłosy
mężczyzna wstając i zerkając do akt. – Oskarżam Jacka Zasadę o to, że dnia
dwudziestego sierpnia dwa tysiące piętnastego roku w Katowicach około godziny 930
zgwałcił, a następnie pobił swojego chłopaka, Aleksandra Mazur. Pokrzywdzony doznał
rozcięcia skóry na czole, złamania żebra oraz krwiaka w mózgu, co skutkowało
rozstrojem jego zdrowia na okres powyżej siedmiu dni. Za popełnione przestępstwo
oskarżonemu grozi kara nawet dziesięciu lat pozbawienia wolności.* - Usiadł.
- Proszę, aby pan wstał – zwróciła się do
Jacka. – Wysłuchał pan aktu oskarżenia. Czy zrozumiał pan treść zarzutu?
- Tak.
- Przyznaje się pan do dokonania tego czynu?
- Nie, nie przyznaję się i nie będę składał
wyjaśnień.
CO?
- No dobrze, ma pan takie prawo. Dziękuję,
proszę usiąść, a pana pokrzywdzonego proszę do barierki.
Podszedłem, ale tak naprawdę to moje
jak i innych zeznania pamiętam jak przez mgłę. Chyba nawet prawie się popłakałem,
lecz nie jestem pewny. Pamiętam tylko, że mój ex w końcu nadwyrężył cierpliwość
pani sędzi i został wyproszony z Sali. Ładnie zaprezentował jaki potrafi być,
kiedy nie chowa się za maską uczciwego, dobrego prawnika. Jedyne co mnie
uspokajało to duża, ciepła dłoń leżąca na mojej, należąca do Roberta.
- Wstawaj – usłyszałem cichy szept przy swoim
uchu.
Wtedy dopiero zdałem sobie sprawę, że
już pora na wyrok. Kulturalnie podniosłem swoje
cztery litery i skupiłem się.
-Wyrok w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej. Sąd
rejonowy po rozpoznaniu sprawy Jacka Zasady, uznaje go winnego zarzucanego mu
czynu – jego mina była wprost bezcenna – i wymierza mu karę ośmiu i pół roku
pozbawienia wolności. Proszę usiąść.
Odetchnąłem z ulgą. Tak jak wcześniej
już nic nie miało dla nie znaczenia. Przyszedłem tam aby złożyć zeznania, usłyszeć
tłumaczenia mojego byłego (czego się nie doczekałem) oraz dla wyroku.
Szczęśliwy wyszedłem ze swoim
chłopakiem na parking.
- Udało się! – Rzuciłem mu się w ramiona.
- Pewnie, jak mogłoby być inaczej? To co,
jedziemy do domu?
- Jasne. – Wsiadłem za kierownicę i
pojechaliśmy w stronę mieszkania.
*Nie jestem pewna co do kary, gdyż szukałam i nadal mam wątpliwości. Nie chcę was wprowadzać w błąd.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz