Rozdział 15.
Następnego dnia…
Przeciągnąłem się na łóżku. To już
nie była kanapa, ale jakoś się nie wyspałem. Zerknąłem w prawą stronę i
zobaczyłem śpiącego Jacka. Westchnąłem, wstając i udałem się do kuchni.
Zaparzyłem dwie kawy, lecz z niezadowoleniem stwierdziłem, że Robert robił dużo
lepsze. Pokręciłem głową próbując odgonić od siebie myśli o tym lekarzu. Upiłem
kolejny łyk, kiedy poczułem jak silne ręce oplatają mnie w pasie.
- Jak się spało? – spytał.
- Nie… - miałem powiedzieć, że nie najlepiej,
ale postanowiłem nie ryzykować - …nie wyobrażasz sobie jak tęskniłem za tym
łóżkiem.
- Cieszę się.
Sięgnąłem po biały kubek należący do
mojego chłopaka… znowu. Odwróciłem się i podałem mu go. Spróbował, lecz zaraz
się skrzywił.
- Za słodka.
- Przepraszam… - Opuściłem głowę.
- Eh…
Wylał zawartość naczynia i zaczął
przygotowywać jeszcze raz. Specjalnie skupiłem się na tym i zauważyłem, że
dodałem wszystko w tej samej ilości, a nawet kolejności.
- Robiłem tak samo – stwierdziłem.
- To nie możliwe.
Wypił wszystko i z uśmiechem zaprowadził
mnie do sypialni. Położyliśmy się obok siebie w ciszy. Zacząłem się
zastanawiać, jaki on będzie. Z zamyślenia wyrwał mnie pocałunek. Niby wszystko
byłoby OK, ale…
- Ty palisz?! – Odepchnąłem go czując posmak
nikotynowy.
To było coś co nienawidziłem. Nigdy
nikt w mojej rodzinie, ani żaden znajomy nie umarł na raka płuc, czy nie było
żadnego innego powodu, dla którego nienawidziłem papierosów, lecz ta szara
śmierć była moim odwiecznym wrogiem.
- Widzisz do czego to doszło? Przez twoje
odejście nie mogłem sobie poradzić i tak jakoś wyszło… - Wzruszył ramionami.
- Przepraszam – naprawdę uważałem się za
winnego temu, choć to i wyłącznie wina Jacka.
Pogłaskał mnie po policzku mówiąc, że nic się nie stało i znowu jego wargi znalazły się na moich. To nie było tak
delikatne jak w przypadku Roberta… ZNOWU!!!
Nawet w takim momencie muszę o nim
myśleć?!
Kiedy pocałunki zrobił się bardziej
namiętne i jego dłonie wkradły się pod górę od piżamy (Jacek nie pozwalał mi spać
bez niej nawet w lato), zrozumiałem do czego dąży.
- Nie dziś. – Odsunąłem go od siebie, co
spotkało się z niezadowoleniem u starszego.
Warknął i zignorował mnie. Usta ulokował
na moich, a ręce szarpnęły za materiał. Guziki tego nie wytrzymały i posypały
się po łóżku i podłodze. Odsunął się, ale tylko po to żeby przejechać językiem
po bladym torsie. Zamknąłem oczy i z całej siły próbowałem nie pokazywać jak to
wszystko było obrzydliwe. Palce zakradły się pod gumkę spodni i zacisnęły na
członku, który niestety nie zareagował. Niestety,
bo to tylko jeszcze bardziej rozwścieczyło starszego. Postanowiłem, że może jak
nie będę go prowokować to szybko się skończy. Próbowałem sobie wyobrazić coś,
aby mój przyjaciel będący wtedy w ręce adwokata bardziej się zainteresował tą
sytuacją. W głowie zaraz pojawił się obraz Roberta. Już miałem go odgonić, ale
poczułem jak to na mnie podziałało. Odpuściłem i poddałem się temu. Mózg przysyłał
mi coraz to lepsze wizje, co by mi
robił lekarz. Prawie uwierzyłem, iż to on zabawia się z moim penisem, a nie…
- A! – wyrwał mi się jęk bólu, gdy bez
ostrzeżenia wdarł się do środka.
Byłem tak zajęty swoimi wizjami, że
nawet nie zauważyłem kiedy wylądowałem na brzuchu.
Nie czekając, aż się przyzwyczaję
zaczął się szybko poruszać. Z każdym pchnięciem, ba! – ruchem, krzyczałem. Chciałem,
żeby przestał, ale zignorował również to. Postanowiłem znowu odpłynąć w świat
fantazji z doktorkiem w roli głównej. Nawet się udało. Nie czułem bólu, tylko
przyjemność spowodowaną wyobrażeniami, jak pochyla się nad moim członkiem i
połyka go powoli patrząc mi w oczy. Wystarczyło, że materac lekko otarł się o
moje strategiczne miejsce i doszedłem nieświadomie wypowiadając JEGO imię. Nie
zdążyłem się uspokoić, po orgazmie, a poczułem mocne szarpnięcie za włosy do
tyłu. Z sykiem odwróciłem twarz i zaraz pożałowałem togo, gdyż Jacek mnie mocno
uderzył.
- CO POWIEDZIAŁEŚ?!!! – warknął zły nie na żarty .
Zaraz sobie przypomniałem co ja
najlepszego narobiłem i zacząłem wymyślać wymówkę.
- Ja…? T-to nie tak… Powiedziałem… - Myśl, myśl, myśl! Ra… Ro… Re…
- Ha! I myślisz, iż ci uwierzę?
Popchnął mnie tak mocno, że spadłem z
łóżka i uderzyłem się w głowę.
- Jacek…
- Milcz, dziwko! Już ci pozwolę dojść do
słowa!
Moja czaszka poznała jego stopę. Kopnął
mnie jeszcze kilka razy po plecach, gdy zwinąłem się z bólu. Myślałem, że
eksploduję. Znowu pociągnął moje włosy i lewo przytomnie uniosłem się.
- Już ja pogadam z tym twoim kochasiem – wysyczał,
a ja dopiero wtedy zrozumiałem co to jest tak naprawdę strach.
Rzucił mną o podłogę i wyszedł
trzaskając drzwiami. Odczekałem, aż usłyszę kolejny dźwięk oznaczający, że pan domu wyszedł. Zacząłem gorączkowo myśleć,
gdzie zostawiłem telefon i z żalem stwierdziłem, iż został w kurtce. Na czworaka
doczołgałem się na korytarz. Zmusiłem się jakimś cudem, czując jak moją głowę
opanowuje niewyobrażalny ból, do podniesienia się i zgięty, gdyż plecy, brzuch
oraz nogi również poczuły na sobie stopę i pięść prawnika, zszedłem ze schodów.
Kiedy puściłem barierkę upadłem na kolana. Krzyknąłem, ale nie poddałem się i
odnajdując gdzieś w sobie resztki siły doczołgałem się do wieszaka. Pomogłem
sobie drzwiami i przez przypadek je uchyliłem. Nie myślałem o tym, aby je
zamknąć tylko przeszukałem kieszenie i wyciągnąłem komórkę. Wybrałem numer i
czekałem.
Jeden sygnał…
Drugi…
~ Halo? Alek? Coś się stało? – głos Roberta
był przesiąknięty strachem.
- Pomocy… - ledwo to powiedziałem, a przed
oczami zobaczyłem ciemność i poczułem ból kiedy upadłem.
Coś jeszcze mówił, ale nie zrozumiałem ani słowa…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz