niedziela, 6 września 2015

Przywiązanie - Rozdział 15.



Rozdział 15.
Następnego dnia…
Przeciągnąłem się na łóżku. To już nie była kanapa, ale jakoś się nie wyspałem. Zerknąłem w prawą stronę i zobaczyłem śpiącego Jacka. Westchnąłem, wstając i udałem się do kuchni. Zaparzyłem dwie kawy, lecz z niezadowoleniem stwierdziłem, że Robert robił dużo lepsze. Pokręciłem głową próbując odgonić od siebie myśli o tym lekarzu. Upiłem kolejny łyk, kiedy poczułem jak silne ręce oplatają mnie w pasie.
 - Jak się spało? – spytał.
 - Nie… - miałem powiedzieć, że nie najlepiej, ale postanowiłem nie ryzykować - …nie wyobrażasz sobie jak tęskniłem za tym łóżkiem.
 - Cieszę się.
Sięgnąłem po biały kubek należący do mojego chłopaka… znowu. Odwróciłem się i podałem mu go. Spróbował, lecz zaraz się skrzywił.
 - Za słodka.
 - Przepraszam… - Opuściłem głowę.
 - Eh…
Wylał zawartość naczynia i zaczął przygotowywać jeszcze raz. Specjalnie skupiłem się na tym i zauważyłem, że dodałem wszystko w tej samej ilości, a nawet kolejności.
 - Robiłem tak samo – stwierdziłem.
 - To nie możliwe.
Wypił wszystko i z uśmiechem zaprowadził mnie do sypialni. Położyliśmy się obok siebie w ciszy. Zacząłem się zastanawiać, jaki on będzie. Z zamyślenia wyrwał mnie pocałunek. Niby wszystko byłoby OK, ale…
 - Ty palisz?! – Odepchnąłem go czując posmak nikotynowy.
To było coś co nienawidziłem. Nigdy nikt w mojej rodzinie, ani żaden znajomy nie umarł na raka płuc, czy nie było żadnego innego powodu, dla którego nienawidziłem papierosów, lecz ta szara śmierć była moim odwiecznym wrogiem.
 - Widzisz do czego to doszło? Przez twoje odejście nie mogłem sobie poradzić i tak jakoś wyszło… - Wzruszył ramionami.
 - Przepraszam – naprawdę uważałem się za winnego temu, choć to i wyłącznie wina Jacka.
Pogłaskał mnie po policzku mówiąc, że nic się nie stało i znowu jego wargi znalazły się na moich. To nie było tak delikatne jak w przypadku Roberta… ZNOWU!!! Nawet w takim momencie muszę o nim myśleć?!
Kiedy pocałunki zrobił się bardziej namiętne i jego dłonie wkradły się pod górę od piżamy (Jacek nie pozwalał mi spać bez niej nawet w lato), zrozumiałem do czego dąży.
 - Nie dziś. – Odsunąłem go od siebie, co spotkało się z niezadowoleniem u starszego.
Warknął i zignorował mnie. Usta ulokował na moich, a ręce szarpnęły za materiał. Guziki tego nie wytrzymały i posypały się po łóżku i podłodze. Odsunął się, ale tylko po to żeby przejechać językiem po bladym torsie. Zamknąłem oczy i z całej siły próbowałem nie pokazywać jak to wszystko było obrzydliwe. Palce zakradły się pod gumkę spodni i zacisnęły na członku, który niestety nie zareagował. Niestety, bo to tylko jeszcze bardziej rozwścieczyło starszego. Postanowiłem, że może jak nie będę go prowokować to szybko się skończy. Próbowałem sobie wyobrazić coś, aby mój przyjaciel będący wtedy w ręce adwokata bardziej się zainteresował tą sytuacją. W głowie zaraz pojawił się obraz Roberta. Już miałem go odgonić, ale poczułem jak to na mnie podziałało. Odpuściłem i poddałem się temu. Mózg przysyłał mi coraz to lepsze wizje, co by mi robił lekarz. Prawie uwierzyłem, iż to on zabawia się z moim penisem, a nie…
 - A! – wyrwał mi się jęk bólu, gdy bez ostrzeżenia wdarł się do środka.
Byłem tak zajęty swoimi wizjami, że nawet nie zauważyłem kiedy wylądowałem na brzuchu.
Nie czekając, aż się przyzwyczaję zaczął się szybko poruszać. Z każdym pchnięciem, ba! – ruchem, krzyczałem. Chciałem, żeby przestał, ale zignorował również to. Postanowiłem znowu odpłynąć w świat fantazji z doktorkiem w roli głównej. Nawet się udało. Nie czułem bólu, tylko przyjemność spowodowaną wyobrażeniami, jak pochyla się nad moim członkiem i połyka go powoli patrząc mi w oczy. Wystarczyło, że materac lekko otarł się o moje strategiczne miejsce i doszedłem nieświadomie wypowiadając JEGO imię. Nie zdążyłem się uspokoić, po orgazmie, a poczułem mocne szarpnięcie za włosy do tyłu. Z sykiem odwróciłem twarz i zaraz pożałowałem togo, gdyż Jacek mnie mocno uderzył.
 - CO POWIEDZIAŁEŚ?!!! – warknął zły nie na żarty .
Zaraz sobie przypomniałem co ja najlepszego narobiłem i zacząłem wymyślać wymówkę.
 - Ja…? T-to nie tak… Powiedziałem… - Myśl, myśl, myśl! ­Ra… Ro… Re…
 - Ha! I myślisz, iż ci uwierzę?
Popchnął mnie tak mocno, że spadłem z łóżka i uderzyłem się w głowę.
 - Jacek…
 - Milcz, dziwko! Już ci pozwolę dojść do słowa!
Moja czaszka poznała jego stopę. Kopnął mnie jeszcze kilka razy po plecach, gdy zwinąłem się z bólu. Myślałem, że eksploduję. Znowu pociągnął moje włosy i lewo przytomnie uniosłem się.
 - Już ja pogadam z tym twoim kochasiem – wysyczał, a ja dopiero wtedy zrozumiałem co to jest tak naprawdę strach.
Rzucił mną o podłogę i wyszedł trzaskając drzwiami. Odczekałem, aż usłyszę kolejny dźwięk oznaczający, że pan domu wyszedł. Zacząłem gorączkowo myśleć, gdzie zostawiłem telefon i z żalem stwierdziłem, iż został w kurtce. Na czworaka doczołgałem się na korytarz. Zmusiłem się jakimś cudem, czując jak moją głowę opanowuje niewyobrażalny ból, do podniesienia się i zgięty, gdyż plecy, brzuch oraz nogi również poczuły na sobie stopę i pięść prawnika, zszedłem ze schodów. Kiedy puściłem barierkę upadłem na kolana. Krzyknąłem, ale nie poddałem się i odnajdując gdzieś w sobie resztki siły doczołgałem się do wieszaka. Pomogłem sobie drzwiami i przez przypadek je uchyliłem. Nie myślałem o tym, aby je zamknąć tylko przeszukałem kieszenie i wyciągnąłem komórkę. Wybrałem numer i czekałem.
Jeden sygnał…
Drugi…
 ~ Halo? Alek? Coś się stało? – głos Roberta był przesiąknięty strachem.
 - Pomocy… - ledwo to powiedziałem, a przed oczami zobaczyłem ciemność i poczułem ból kiedy upadłem.
Coś jeszcze mówił, ale nie zrozumiałem ani słowa…  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz