niedziela, 13 września 2015

Przywiązanie - Rozdział 17.



Rozdział 17.
Szpital? Czyli… CZYLI ŻYJĘ!!!
Szybko zacząłem się rozglądać i mój wzrok spoczął na pewnym lekarzu piszącym coś na karcie. Próbowałem się odezwać, lecz zaschło mi w gardle i wyszedł z tego tylko jakiś charkot. Na szczęście zwróciło to jego uwagę.
 - Alek? – W mig siedział obok. – Obudziłeś się! – Przytulił mnie, ale zaraz się odsunął. – Przepraszam.
Uśmiechnąłem się i wskazałem na gardło.
 - A! Już, już. – Wstał i gdzieś poszedł.
Ej! Wracaj! Robert, no!
Wrócił z miską. Wyjął z niej kostkę lodu i przystawił mi do ust.
 - Odpoczywaj. Później wszystko mi opowiesz – mówił kojącym głosem, jeżdżąc zamarzniętą wodą po moich wargach.
Nagle zrobiłem się bardzo senny. Odpłynąłem.

~*~

Uchyliłem powieki, zaraz napotykając opartego o moje łóżko przyjaciela. Spał. Kąciki ust do razu powędrowały mi do góry na ten widok. Wiedziałem jednak, że później będą go bolały plecy od tej pozycji… Ekhem.
 - Robert – wyszeptałem, bo nadal trudno mi było mówić. – Ej!
 - C-co? - Przetarł oczy i spojrzał na mnie. – O! Wyspałeś się?
 - Tak.
 - Czekaj. – Wstało i wrócił ze szklanką wody. Przystawił mi ją. - Proszę.
Upiłem kilka łyków.
 - Dzięki – z ulgą stwierdziłem, iż już mogę normalnie mówić. – Co się stało?
Uśmiech z jego twarzy zniknął,  ukazując zmartwienie.
 - No właśnie, co… przedwczoraj on ci zrobił?
 - Ja… To może zacznę od początku. – Kiwnął głową. – Pojechałem tam. Nakryłem go z… nie, dziwka to nieodpowiednie określenie. On był miły… z męska prostytutką. Niestety mu wybaczyłem. Tak to odkręcił, że nie miałem mu tego za złe. Następnego dnia, rano chciał się ze mną kochać. Ja nie, ale wiedziałem, że lepiej udawać uległego, to może szybciej się skończy. Później… - moje policzki zrobiły się czerwone na myśl co powiedziałem – yy… zrobiłem COŚ, co go zdenerwowało i pobił mnie. Nie wiem jakim cudem udało mi się zejść na dół i zadzwonić do ciebie. Więcej nie pamiętam…
Ujął moją dłoń i pogłaskał kciukiem jej wewnętrzną stronę.
 - Od razu przyjechałem. Drzwi były uchylone, więc wszedłem, a na podłodze, przede mną leżałeś ty. Gdybyś wiedział jak wyglądałeś… - Ścisnął ją mocniej, natomiast mi przed oczami stanął sen sprzed… iluś tam godzin. – Szybko zadzwoniłem na pogotowie… Miałeś operacje. – CO??? – Już po wszystkim – zaczął mnie uspokajać, widząc moje przerażenie. – Przepraszam. Nie powinienem tego robić… ale nawet nie próbuj go bronić! Jest zatrzymany przez policję. Co prawda najważniejsze są twoje zeznania, lecz zrozum, on…
 - Stop – przerwałem. – Nie mam zamiaru. Wspaniały pan Jacek Zasada musi zostać ukarany.
Szeroki uśmiech znowu zagościł na jego twarzy.
Nagle sobie coś przypomniałem.
 - Robert… pochyl się. – Zaskoczony spełnił moją prośbę. – Bliżej, bliżej… - hyba myślał, że chcę mu coś powiedzieć na ucho, bo tak ustawił głowę. – Eh… - Chwyciłem jego podbródek i obróciłem go, niepewnie całując. Nie wiedziałem jak zareaguje. Po pierwszym szoku oparł ręce na mojej poduszce oddając pocałunek. To było coś zdecydowanie innego, aniżeli z Jackiem. Zawierało więcej uczucia, delikatności, miłości. – Dziękuję.
To jedno słowo zmyło z niego radość. Wyprostował się, odwrócił i ruszył ku wyjściu.
 - Nie musiałeś – powiedział to z wielkim bólem. – Doktor Kowalik zaraz przyjdzie. To on cię operował.
Już przekraczał próg drzwi, kiedy za nim krzyknąłem:
 - Ale chciałem.
Zastygł w miejscu. Odwrócił się, by po chwili podbiec do mojego łóżka i znowu połączyć nasze usta.
 -Ekhem… - ktoś nam chamsko przerwał.
Lekarz z niechęcią się odsunął, zasłaniając mi drugą osobę.
 - Cześć… - przywitał się. – Masz wyczucie czasu.
 - Wolałbyś, żebym się na was gapił? Swoja drogą nie wiedziałem, że jesteś gejem.
 - Nie pytałeś. – Wzruszył ramionami.
Byłem pewny, iż gdzieś już słyszałem ten głos.
 - Ta… Jak tam nasz pacjent?
Podszedł do mnie. Pan Jerzy? To on jest chirurgiem?
 - Dzień dobry! – Uśmiechnąłem się.
 - Witaj, Aleksandrze. Naprawdę Jacek cię pobił? Wydawał się być normalnym, kulturalnym facetem.
 - Wydawał… Jak wypije zmienia się nie do poznania – westchnąłem.
 - Przykro mi. Aż dziwne, że nie zauważyłem. I jeszcze wtedy przyniosłem whisky…
 - Nie mógł pan wiedzieć. Świetnie się maskował, miał autorytet, a ja za bardzo go kochałem, żeby powiedzieć prawdę.
 - Cóż… Ciekawią mnie wasze – skinął głową w stronę bruneta – relacje.
 - Po części znamy się dzięki panu Zasadzie – wtrącił się młodszy lekarz. – Przyczynił się do złamania mu – wskazał na mnie – ręki i tak się poznaliśmy. No, a teraz jesteśmy parą?
Kiwnąłem szczęśliwy głową.
 - No to powodzenia. Teraz jednak, Robert, mógłbyś zostawić nas samych? Muszę jeszcze go zbadać, skoro już się obudził. Nie wiadomo, czy krwiak nie zrobił…
 - KRWIAK??? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz