Przepraszam za tą przerwę. Postaram się dodawać częściej, ale obowiązki i życie prywatne nie zawsze mi to umożliwiają.
Zapraszam do czytania.
Milly (Q_Q)
sobota, 16 stycznia 2016
piątek, 1 stycznia 2016
Noworoczne wyznanie - One shot
One shot.
Wszedłem do pokoju przyjaciela i odłożyłem na stolik chipsy
oraz sok jabłkowy. W końcu miała być u niego impreza sylwestrowa, a on mieszka
na taki zadupiu, że ma bardzo daleko do sklepu, natomiast my (znaczy goście, ja
przyszedłem pierwszy) mogliśmy kupić i przywieść prowiant. Co prawda alkoholu
nam nie sprzedaliby, dopiero za rok mi i Oliwerowi, gdyż byliśmy najstarsi, a
reszta przynajmniej o rok młodsza, od nas.
- Specjalnie
chciałem, żebyś był pierwszy, bo chciałem ci puścić taki film. Nie zdążymy
obejrzeć całości, ale chociaż część. – Kumpel już zaczął włączać Internet.
- OK… - nie byłem
pewny co do tego pomysłu. Kto jak to, ale ten siedemnastolatek, czasami ma
takie pomysły i gusty… Nie raz zastanawiałem się za co go lubię, lecz doszedłem
do wniosku, iż za to najbardziej. – O czym będzie?
- Niespodzianka! –
Wyszczerzył się. – Nie jesteś homofobem, nie?
- Nie. – Wręcz przeciwnie… Kocham się w tobie od
kilku miesięcy, więc to by było coś bynajmniej nienormalnego… O ile to co do
ciebie czuję można nazwać czymś normalnym. – Czemu pytasz?
- Temu – wskazał na
ekran laptopa.
Wstałem z kanapy, żeby się przyjrzeć, co on zaś wymyślił.
Jeszcze nie włączył filmu, więc mogłem przeczytać te kilka zdań o czym to jest.
Z każdym słowem miałem wrażenie, że robię się bardziej czerwony.
- Film o gejach…?
Czego ty nie wymyślisz… - zaśmiałem się, chcąc ukryć zdenerwowanie.
- Już go widziałem…
No co? – spytał widząc moja niepewną minę. Uniosłem ręce w geście poddania. –
Eh… Wiec jak już wspominałem widziałem to i nie zostało nam tyle czasu, żeby
obejrzeć całość, także włączę tylko najlepsze momenty.
- Boję się pytać
jakie… Ale dlaczego ja?
- To proste –
chciałem to zobaczyć jeszcze z kimś, a ty się do tego nadajesz idealnie.
- JA???
- Tak – odparł
spokojnie. – Ty w zupełności tolerujesz moje dziwactwa. Nawet zacząłeś słuchać to co ja.
- Tylko jeden zespół…
- zaznaczyłem. – Nie spodziewałem się, że coś z japońskiej muzyki może być
fajne…
- A jednak. To
włączam – powiedział i tak też zrobił.
Tyyyle sobie obejrzeliśmy… Tak to sarkazm. Otóż, ledwo
znalazł odpowiedni moment jego pies zaczął szczekać, oznajmiając przybycie
nowego gościa. Odetchnąłem z ulgą. Niestety przyjaciel to usłyszał i posłał mi
spojrzenie jasno mówiące, że się nie wywinę. Dobrze wiedziałem o tym nawet bez
jasnego przekazu, a jeżeli by zapomniał (w co wątpię) i tak sam bym to włączył,
bo ciekawskim jestem człowiekiem. Już zdążyłem niezauważenie zapisać w
notatkach w telefonie tytuł.
- Cześć! – Oliwer
przytulił swojego przyjaciela, sąsiada i mojego rywala w jednym.
Nie mam nic przeciwko Patrykowi! Lubię go, można z nim się
pośmiać, powygłupiać, ale… Czasami mam wrażenie, że Oli woli jego ode mnie.
Może i znają się dłużej, itd. tylko… To jest silniejsze! Mnie tak nie przytula
na przywitanie, pożegnanie i w międzyczasie!
Również podszedłem do kolegi.
- Hej! Ostrzegam, że
połowa ostrych chipsów zniknęła w czyimś żołądku – zerknąłem wymownie na
przyjaciela.
- Były pyszne! –
zaczął się bronić, wpychając sobie to ust kolejne porcje. I jak on jest taki
szczupły?!
W ciągu godziny przyszła cała reszta, to znaczy jeszcze trzy
osoby, w tym dwie, które znam tylko z widzenia. Oliwer oczywiście zabawiał
gości, puszczał muzykę, szantażował (nie pytajcie), tańczył, obżerał się, skakał,
bił poduszkami, a ja znowu żałowałem, że nie jestem taki rozrywkowy i bardziej
się interesował najlepszym przyjacielem, aniżeli mną… I Adamem. O niego jakoś
nie jestem tak zazdrosny. To przypada tylko na jedną osobę – szesnastoletniego
Patryka.
O 2330 wyszliśmy z domku, w stronę łąk, pola, czy
cholera wie czego. Tam podobno świetnie widać petardy. Niestety wszystkim było
bardzo zimno i musieliśmy wracać, choć byliśmy na miejscu. Po prostu było za
wcześnie. Szliśmy w grupkach, a oczywiście Oliwer szedł z jedną osobą, kim
chyba nie muszę mówić. Żeby to chociaż nie tak daleko! Oni szli kilkanaście
metrów (jak nie więcej) przed nami! Dopiero przed domem, z pozostałą trójką
oglądaliśmy kolorowe światełka na niebie. Wreszcie weszliśmy do środka, a wspaniałej
dwójki, jak nie było, tak nie ma! Dopiero po jakiś piętnastu minutach
dowiedzieliśmy się, że Oliwera zaczął boleć brzuch. Jak już wrócił do nas, to
przez pół godziny nic nie mówił tylko siedział w kącie… z Patrykiem! Później
wszystkich przeprosił i się zachowywał jakby nigdy nic, natomiast reszta powoli
wracała do domu. Tylko ja i Adam nocowaliśmy u niego, z tym, że młodszy poszedł
spać zaraz, a my graliśmy na komputerze. Jako, iż w pokoju obok była impreza
dorosłych, kiedy i oni poszli, musieliśmy pomóc sprzątać. Oli postanowił, nie
marnować alkoholu i podpijał szampana. Dołączyłem do niego, choć wypiłem dużo
mniej niż przyjaciel. Po powrocie do pokoju okazało się, że ma słabą głowę. Nawet się zataczał, idąc na
fotel. Kontynuował grę, ale co chwilkę przerywał. W końcu odwrócił się do mnie
i palnął:
- Pocałuj mnie.
Milczałem. Byłem w szoku, niezdolny do jakiejkolwiek
reakcji.
- Proooszę… - nie
poddawał się. – Kochanie… - zachwiał się i spadłby ze stołka, gdybym go nie
chwycił - będzie fajnie, zobaczysz!
- Jesteś piany… -
stwierdziłem zrezygnowany. Niestety… -
I bądź ciszej! Adam tu śpi.
- Wojtek… Nie podobam
ci się?
Przejechałem dłonią po twarzy załamany.
- Wręcz przeciwnie.
Tylko, że ty za dużo wypiłeś, więc nie wiesz co mówisz.
Przybliżył się i polizał mnie po szyi. Wstrzymałem oddech.
Oprzytomniałem, dopiero jak zaczął robić mi malinkę, a właściwie to dopiero,
jak wyczułem alkohol. Odsunąłem go od siebie, choć najchętniej to bym spełnił
jego życzenie i nie wypuszczał, ze swoich ramion.
- Kocham cię –
powiedział, a ja przez chwilę musiałem analizować w głowie te słowa, żeby do
mnie dotarły.
- Nie wygłupiaj się.
- Naprawdę! –
Przybliżył się. Zatrzymał się dopiero, kiedy nasze twarze dzieliły centymetry.
– Zostaniesz moim chłopakiem?
- Tak, ale jeżeli to
wszystko potwierdzisz, na trzeźwo.
Pocałowałem go w policzek (no nie mogłem się powstrzymać) i
położyłem na łóżku. Sam się ułożyłem obok, ale ma chyba strasznie niewygodne
łóżko, bo nie mogłem zasnąć w przeciwieństwie do reszty.
~*~
Zasnąłem dopiero po jakiejś godzinie, ale obudziłem już po
półtorej, czyli przed siódmą. Przeciągnąłem się i odkryłem, że nie jestem
jedyny. Oliwer już o czymś rozmawiał z Adamem.
- Cześć! Wyspani?
- Tak. Kiedy
poszliśmy spać? – spytał przyjaciel.
- Ee… koło 400
- 500 nocy. Trochę wypiliśmy, ale ty bardziej odczułeś tego skutki –
zaśmiałem się, choć w duszy bałem się, czy to prawda, czy paplanie trzy po trzy
pianego człowieka.
- CO?? Co mówiłem?
- Chcesz, żebym teraz
to powtarzał? – zerknąłem sugestywnie na kolegę.
- Nie wiem… Chyba
sobie odpuszczę.
Jeszcze przez chwilkę żartowaliśmy, aż wreszcie Adam musiał
iść na autobus (Tak wcześnie??? Ale w sumie to dobrze…).
- To powiedzieć? –
spytałem, kiedy pożegnaliśmy się.
- Tak!
Swoja drogą to po pijaku
gada się i robi rzeczy, których na trzeźwo nie mielibyśmy odwagi, więc…
- Kochasz mnie? –
wypaliłem.
- CO??? Tak
powiedziałem? Na pewno nie!
Odsunąłem włosy z szyi, żeby mu pokazać ślady.
- Dopierałeś się do
mnie, swoja drogą silny jesteś – musiałem się bronić, przecież mu nie powiem,
ze nie miałem nic przeciwko! - a później, wyznałeś miłość. To jak? Szczerze.
- Nie wkręcasz mnie?
- Nie. Błagam,
powiedz! – zdenerwowałem się, tym jego przeciąganiem.
- Tak… - powiedział
bardzo cicho i spuścił głowę.
Siłą zmusiłem go do spojrzenia mi w oczy.
- Naprawdę?
Przytaknął, a ja w przypływie euforii pocałowałem go.
Oddawał pocałunek z równym zaangażowaniem. Po dłuższej chwili odsunąłem nasze usta
od siebie, kończąc to ostatnim liźnięciem dolnej wargi. Oparłem swoje czoło o
jego.
- Ja ciebie też. Od
dawna.
- Żartujesz? – cały czas
szeptaliśmy.
- Nie. Kocham cię.
Kocham, kocham, kocham! – Przytuliłem go. Moje szczęście, mojego dziwoląga, mój
skarb.
Do czytelników.
Szczęśliwego Nowego
Roku!!! :D Chcę wam życzyć, żeby ten tok był równie dobry, a nawet
lepszy od poprzednich i żeby wam się udało spełnić wasze postanowienia
noworoczne.
Tradycyjnie dodaję z tej okazji one shota.
Milly (*-*)
Tradycyjnie dodaję z tej okazji one shota.
Milly (*-*)
piątek, 25 grudnia 2015
Niespodziewany gość - one shot.
One shot.
Pomagałem babci rozłożyć zastawę na
stół. Przyjrzałem się wszystkim ozdobom świątecznym w pokoju i nie mogłem
powstrzymać się od westchnienia przepełnionego zachwytem. Zdecydowanie
dziadkowie lubili dekorować swój domek. Jak zawsze było pełno kwiatów, obrazów,
figurek, itp. tak teraz wszędzie czuło się klimat bożonarodzeniowy. Stroiki,
bombki, łańcuchy, gwiazdy betlejemskie (kwiaty). Przeplatały się kolory:
zielony, czerwony oraz złoty. Naprawdę pięknie.
- Grzesiu, zapomniałeś o dodatkowym nakryciu
dla niespodziewanego gościa – upomniała mnie staruszka i już podawała mi
talerze, łyżkę, łyżeczkę, widelec, nożyk, kubek…
- Swoją drogą – zacząłem, kładąc wszystko na
stół – po co to? Przecież i tak nikt nie przyjdzie.
- Skąd wiesz? A może jednak… To taki piękny,
polski zwyczaj… - Poprawiła obrus i szeroko się uśmiechnęła, co spowodowało
wysyp kolejnych zmarszczek na jej twarzy.
Nagle usłyszałem pukanie do drzwi.
Nie zdziwiłem się, bo to taka swego rodzaju tradycja u nas – ktoś zawsze
spóźnia się żeby odwrócić uwagę dzieciaków od choinki, a w tym czasie
wtajemniczone osoby podkładają prezenty. Później biedne kuzynostwo musi się
męczyć, gdyż nie wolno ruszać ich, aż do końca kolacji. Kto mówi, że życie jest
sprawiedliwe?
Wyszedłem z pokoju sprawdzić na kogo
w tym roku wypadło. Zmarszczyłem brwi zaskoczony. Zobaczyłem szczupłego
chłopaka, może… 1,70m wzrostu. Spod czarnego, jak zresztą całe jego ubranie,
kaptura wystawała blond grzywka trochę zasłaniająca niepewnie patrzące na
wszystkich, niebieskie oczy. Wyglądał młodo, może w moim wieku, a pokusiłbym
się na stwierdzenie, że mniej.
Zawahałem się. Co powiedzieć? Jak
właściwie się do niego zwracać? Per pan? Za młody. Na ty? Przecież go nie znam.
Na szczęście w ogóle nie musiałem się odzywać, bo od razu zagadała babcia:
- Co się stało chłopcze?
- Ja… - Spojrzał po kolei na każdego z obecnych.
– Przepraszam, że przeszkadzam, ale nie mam się gdzie podziać i pomyślałem… Czy
znalazłoby się miejsce dla jeszcze jednego gościa? Nie chciałbym się narzucać…
- No co ty wygadujesz! – przerwała mu
staruszka. – Ściągaj kurtkę i zapraszam. Im więcej tym weselej!
O tak! Poza strojeniem domu,
uwielbiała też ludzi. To znaczy, zawsze znajdywała jakąś wymówkę, żeby zaprosić
do siebie kogoś, ewentualnie samemu wpaść z wizytą.
- Na pewno? – spytał nieznajomy.
- Oczywiście! – już była gotowa sama go
rozebrać (jakkolwiek to nie brzmi) i zaciągnąć do stołu, by wcisnąć w niego jak
najwięcej jedzenia, w międzyczasie zasypując milionem pytań. – Tak w ogóle to
jestem Krystyna, ale możesz do mnie mówić jak chcesz.
- Irek. – Uścisnęli sobie dłonie.
Zaprowadziła go do pokoju i
przedstawiła wszystkich. Dopiero wtedy mogłem mu się przyjrzeć. Wycofuję swoje
słowa. On nie był szczupły, on był po prostu chudy. Włosy sięgały mu ramion, a
grzywka nieprzerwanie, trochę leciała mu na czy.
Przeważnie nadszedłby czas dzielenia
się opłatkiem, ale tym razem babcia postanowiła najpierw poznać lepiej swojego
gościa.
- Jesteś pełnoletni? Wyglądasz bardzo młodo –
stwierdziła.
- Em… - Odwrócił wzrok. – Tak. Mam osiemnaście
lat.
- A dlaczego nie spędzasz czasu z rodziną?
- Babciu! – upomniałem ją widząc jak blondyn
jeszcze bardziej się stresuje.
- Nie szkodzi… Rodzice pewnie teraz świętują z
kolegami od kieliszka, nawet nie zauważyli że wychodzę. Zawsze spędzałem czas z
ojcem, matką i… ich przyjaciółmi, a dziadkowie, wujostwo i tak dalej… pokłócili
się z moimi staruszkami.
- Och. Przykro mi. – Położyła dłoń na jego
ramieniu. Swoją drogą to, to dziwne wyglądało, gdyż była od niego niższa o jakieś
dwadzieścia centymetrów. – To może pora na życzenia…
Pierwsza podeszła do talerzyka i
wzięła opłatek. Wszyscy zrobili to samo, nawet gość. Zrobiło się małe
zamieszanie, wszędzie wszystkich było pełno, ale wreszcie, każdy zajął swoje
miejsce przy stole. Ja siedziałem pomiędzy kuzynką Malwinką, a Irkiem.
Nie dało się odczuć, że mamy kogoś
obcego w swoim gronie. Rozmawialiśmy ze sobą jakbyśmy wszyscy dobrze się znali.
Zero napięcia, stresu, czy coś. Nawet Nowy
został wciągnięty w jakąś dyskusję dotyczącą filmów. Kątem oka zauważyłem porządną
dziurę w bluzie gościa, która najwyraźniej była dość nieudolnie szyta.
Wypłowiały kolor również wskazywał, iż ubranie nie było nowe. Żal mi się
zrobiło chłopaka.
- Grzesiek – szepnęła do mnie niezbyt cicho
kuzynka – mógłbyś przekonać resztę, że już pora na prezenty?
Prezenty! Przecież Irek też musi coś dostać! Zwłaszcza on…
- Poczekaj cierpliwie – odpowiedziałem jej i
sam wstałem. – Przepraszam.
Wyszedłem do pokoju, który zajmuję
kiedy nocuję u dziadków i wyjąłem swoje ubrania. Mam ich tam kilka żebym nie
musiał ze sobą wozić. Poprzebierałem (a wyboru nie było) i odłożyłem dwie
bluzki, jedną na lato, drugą cieplejszą; oraz spodnie, które są już pewnie na
mnie za małe, a na tą chudzinę mogły się nadawać. Z tymi rzeczami udałem się do
kuchni, gdzie babcia trzymała m.in. torebki świąteczne. Spakowałem do jednej z
nich, dorzuciłem czekoladę (chyba się nie obrażą, nie?) i podpisałem dla kogo.
Pozostał jeden problem – jak przemycić żeby nikt nie zauważył? Odpowiedź
znalazła się szybciej niż sądziłem, gdyż dostrzegłem gitarę dziadka. Zawsze na
święta gra kolędy, a wszyscy śpiewamy. Czy powinienem dodawać, że jest
elektryczna? Wziąłem wszystko co potrzebne, prezent schowałem za instrument i
wróciłem do rodziny. Niby przypadkiem przeszedłem koło choinki, w międzyczasie
kładąc torebkę wśród innych.
- Przy okazji przyniosłem to – wskazałem na
dodatkowy bagaż – żebyś dziadku nie musiał się męczyć z noszeniem.
- Uważasz, że jestem aż taki stary? – niby
oburzył się staruszek.
Wszyscy się śmiali. Dzieciaki, takie
niejadki, pierwsze zjadły kolację wigilijną i udało im się ubłagać u dorosłych
żeby mogły wreszcie rozpakować prezenty. Oczywiście jak co roku zanim się za to
zabrały, to rozdały każdemu jego paczkę. Jakie było zdziwienie blondynka
siedzącego po mojej prawej, kiedy dostał z rączek Dominiki również swój.
- Dla mnie…? – wolał się upewnić.
- Pisze dla
Ireneusza, to chyba tak – powiedziała tonem znawcy.
Wyjął swoje prezenty, a ja cały czas
bacznie go obserwowałem. Zdziwiłem się widząc łzy.
- Co jest? – Położyłem rękę na jego ramieniu.
- Ja… Obcy ludzie są dla mnie milsi, niż moja
własna rodzina… Dziękuję wam za wszystko.
W odpowiedzi objąłem go ramieniem, a
kiedy i dzieciaki dostrzegły, że płacze wyściskały go. Pchały się, bo każdy
chciał usiąść mu na kolanach, przez co młody zaczął się śmiać. Swoja drogą mam
dwadzieścia lat, więc aż taki stary to nie jestem…
Później śpiewaliśmy kolędy,
rozmawialiśmy…
Koło 2000 powoli wszyscy
zaczęli wracać do siebie. Przyszła też kolej na nas.
- Cześć, babciu! – Ucałowałem jej policzki. –
Wesołych świąt!
- Wesołych, wesołych. Wpadaj częściej.
- Postaram się - zapewniłem i rozejrzałem się
w poszukiwaniu Irka. W końcu go dostrzegłem. – Czekaj! – zawołałem go, bo
akurat wchodził do łazienki.
Odwrócił się i upewniwszy się, kto go
woła, stanął przy drzwiach. Podszedłem do niego.
- Tak?
- Słuchaj… Jedziesz z nami? – spytałem.
Przez chwilę analizował to co
powiedziałem, a później zaczął szybko mrugać nie dowierzając. Zabawny widok.
- Gdzie…?
- Do domu, znaczy mieszkania. Chyba nie chcesz
wracać do siebie? – rozważałem taką możliwość, ale szczerze wolałem, żeby
przenocował u nas. – W moim pokoju jest dużo miejsca.
- No nie wiem…
- Czego, kochanie? – nagle pojawiła się moja
mama.
- Chyba lepiej, żeby spędził tą noc u nas? –
bardziej stwierdziłem.
- Oczywiście!
Młody nie miał nic do gadania i
musiał się zgodzić. Jechał z tyłu obok mnie, więc mieliśmy czas na rozmowę.
Coraz bardziej zaczynałem go lubić. Tylko jego wiek coś mi nie pasował.
Wydawało mi się, że nie jest pełnoletni…
Przed północą wszyscy wyszliśmy na
pasterkę, a ja miałem kolejną okazje, żeby posłuchać jego pięknego głosu.
Trochę inni ludzie, bez takiego talentu, mi go zagłuszali, ale…
Po powrocie do mieszkania poszliśmy
spać (Irek na podłodze, bo się uparł i mi groził, że inaczej sobie pójdzie, choć
moje łóżko jest duuuże). Nagle obudziłem się w nocy. Przeważnie siłą mnie z
łóżka ściągnąć nie da, a tu sam z siebie… Obróciłem się na drugi bok. Akurat
miałem widok na gościa. On nie miał już takiego spokojnego snu, wiercił się i
coś tam mówił, ale nie zrozumiałem. Postanowiłem go obudzić, bo po co ma się
chłopak męczyć? Sięgnąłem ręką, nie schodząc z miękkiego materaca, dotykając
jego ramienia.
- Irek, obudź się – mówiłem na tyle cicho,
żeby nie obudzić dodatkowo reszty domowników.
W końcu się udało, lecz jego pierwszą
reakcją, po otwarciu oczu, było pociągnięcie mnie za bluzkę bliżej siebie.
Cudem nie spadłem. Przywarł do niej i nie zamierzał puścić, więc postanowiłem
spróbować inaczej – lekki był to wciągnąłem go na łóżko. Jeszcze bardziej do
mnie przyległ, a po chwili usłyszałem ciche chlipanie. Zacząłem go głaskać po
plecach, próbując uspokoić, ale nic to nie dawało. Nigdy nie umiałem sobie
poradzić w takich sytuacjach. Nie nadaję się na pocieszyciela. Odsunąłem jego
głowę aby coś mu powiedzieć (nie ważne, że nie wiedziałem co), lecz widząc jego
zapłakaną twarz, oczy wypełnione łzami, usta łapczywie łapiące powietrze…
zaniemówiłem. Jedyne co zrobiłem, bez udziału własnej woli, krótko i delikatnie
pocałowałem go, a później znowu do siebie przygarnąłem. O dziwo to pomogło, bo
po chwili zrobiło się bardzo cicho. Nie byłem w stanie myśleć o tym co
zrobiłem. Może i jestem gejem, ale...
- Grzesiek… - spojrzał na mnie dalej nie
puszczając bluzki. Jego piąstki chyba przyczepiły się na dobre. – M-mógłbyś
mnie znowu pocałować? – spytał niepewnie.
Przez jakąś minutę, może mniej,
analizowałem to co przed chwilą do mnie powiedział, aż w końcu doszedłem do
wniosku, że powinienem nie myśleć tyle. Położyłem dłoń na jego policzku
przechylając trochę głowę, a samemu przybliżając się. Tym razem to trwało
dłużej, a z każdą chwilą nabierało na sile. Przez moment przebiegło mi przez
myśl, że młody nigdy wcześniej się nie całował, ale był pojętnym uczniem.
Choćbym chciał to nie mogłem się odsunąć od niego. Był bardzo podatny na
wszystko, mi również nie było to obojętne, co zresztą wyraźnie ukazywało się w
jednym miejscu. Oj, młody działał na mnie i to bardzo.
Siedziałem na piętach, a blondyn na
moich udach okrakiem. Chciał się przybliżyć jak najbardziej, przez co podrażnił
wypukłość w moich dresach, w których spałem. Natychmiast się odsunął (dalej nie
puszczając bluzki).
- Ja… Ja… Przepraszam – wyszeptał i opuścił
wzrok.
- Nie ma za co. – Pogłaskałem go po policzku.
- Możemy iść spać?
Kiwnąłem głową. Przez chwilkę tak
siedzieliśmy, aż w końcu nie wytrzymałem.
- Ha, ha, puścisz?
Młody zalał się jeszcze bardziej
czerwienią i w mgnieniu oka ułożył się… na łóżku! Uśmiechnąłem się i przykryłem
go kołdrą. Spróbowałem się opanować, sam kładąc się obok, jednak w miarę
zostawiając między nami odstęp. Do wyszło też dobrze dla mnie, bo jego drobne
ciałko przyciągało mnie jak magnez. Nawet szybko zasnąłem.
~*~
Obudziłem się czując lekki ciężar na
swojej piersi. Uchyliłem powieki i ujrzałem blond czuprynę leżącą na mnie, a
ręka jej właściciela była przerzucona przeze mnie, na drugą stronę.
Uśmiechnąłem się. Wreszcie mogłem mu się bezkarnie przyjrzeć. Moje oczy same
powędrowały na jego lekko uchylone usta. Dalej ledwo dowierzałem w to wszystko.
Niestety nie mogłem długo
pokontemplować jego urody, gdyż obudził się. Przez moment patrzył na moją szarą
bluzkę by zaraz odsunąć się jak oparzony.
- Wyspany? – Przeciągnąłem się.
- T-tak…
Rozczuliły mnie jego rumieńce,
idealnie komponujące się z czerwonymi ustami. Wstałem, zabrałem swoje ubrania i
wyszedłem do łazienki, uprzednio informując o tym gościa oraz każąc mu się
ubrać, bo bałem się, że szybko tego nie zrobiłby, a nie chciałbym nakryć go
nago… Nie chciałbym, żeby wiedział, że nakryłem go nago (No co?).
Na szczęście jak wróciłem do pokoju
to już był przebrany, akurat przeglądał moją kolekcję płyt. Mogłem trochę
popodziwiać go, a raczej jego tył. Jednak musiałem zaraz odwrócić wzrok, bo
moje myśli wędrowały w niepożądane kierunki.
- Idziesz na śniadanie, czy będziesz tak cały
czas stał?
Kiedy usłyszał mój głos podskoczył
zaskoczony, ale zaraz się odwrócił i kiwnął głową. Poszedł za mną do salonu,
gdzie już czekali rodzice wraz z mnóstwem jedzenia. Pycha!
Rozmawialiśmy o wszystkim co nam
tylko przyszło do głowy. Nie było widać różnicy – ludzie po czterdziestce i
młodzież.
Kiedy rodzice wyszli na chwilę
postanowiłem w końcu zapytać gościa o to co mnie trapi od dawna (o ile można
tak powiedzieć, bo znam go krótko).
- Irek, naprawdę masz osiemnaście lat? –
szeptałem.
Opuścił wzrok na talerz i zaczął się
bawić sałatką selerowa, która tam leżała.
- Nie… - w końcu doczekałem się odpowiedzi. –
Prawie, ale bałem się, iż każecie mi wracać do rodziny, czy coś, w końcu mam
siedemnaście lat i jestem niepełnoletni. Przepraszam.
- Oj, no coś ty. Nic się nie stało. Miło, że
nam teraz zaufałeś – wtrąciła się mama.
- Możesz nie podsłuchiwać?! A jakby to było
jakieś wyznanie miłosne, czy coś to też byś słuchała i dodała swoje pięć
groszy! – oburzyłem się. Na te słowa młody zrobił się bardzo czerwony.
- Oj przepraszam, przepraszam… - wywróciła
oczami.
Po jakiejś godzinie blondynek musiał
iść, ale wymusiłem na nim obietnice, że wróci jak najszybciej, konkretniej
jeszcze tego samego dnia.
~*~
O 1300 usłyszałem dzwonek
przy drzwiach. Byłem przekonany, że to ciocia z wujkiem, gdyż mieli wpaść w
odwiedziny. Poszedłem otworzyć, a moim oczom ukazał się Irek!
- Cześć! Jednak przyszedłeś. To się dobrze
składa – wprowadziłem go do środka – bo przychodzi niedługo siostra mamy z
mężem.
- Co…? To ja może jednak…
- Nie! – przerwałem i nie pozwoliłem mu wyjść
trzymając za rękę. – Wtedy jest strasznie nudno… Zostaniesz i dotrzymasz mi
towarzystwa? Proszę!
- Em… OK.
Zadowolony zaprowadziłem go do
salonu. Po chwili zauważyłem, że ma na sobie moją-swoją bluzkę. Szeroko się
uśmiechnąłem na ten widok.
Po pół godzinie przyszli goście.
Zasiedliśmy do obiadu, a ja wreszcie się nie nudziłem, bo mogłem swój czas
poświęcić na obserwowaniu i rozmowie z Irkiem. Było tak fajnie kiedy nikt nie
zwracał na nas większej uwagi…
- Grzesiek, a ty to sobie znalazłeś wreszcie
jakąś dziewczynę? – spytała ciocia.
- Jadzia! – upomniała ja mama, bo dobrze
widziała, że nie lubię tego tematu.
Uśmiechnąłem się znacząco do wyraźnie
zainteresowanego tym kolegi.
- Nie – odpowiedziałem.
- Ale już uprawiałeś sex, nie? – tym razem
odezwał się wujek.
- Co to za przesłuchanie?! Tak – dodałem już
spokojniej.
Kątem oka widziałem lekko czerwona
twarz blondyna.
- Ładna była? – nie odpuszczał.
- Ładny.
Szok wszystkich był wyraźnie
widoczny. Cóż, nikt poza Irkiem nie wiedział, że podobają mi się faceci.
- Słucham?! – wstała oburzona ciotka.
- Nie przesłyszałaś się – powiedziałem z
przesłodzonym uśmiechem. – Mamo, tato, nie macie nic przeciwko? Wiem, że nie
lubicie gejów i lesbijek, śmiejecie się z nich, ale zaakceptujecie mnie?
- Oczywiście! Nie żebyśmy nie lubili!
Żartowaliśmy, to wszystko! Dlatego nic nam nie powiedziałeś? Przepraszam –
zaczęła się tłumaczyć rodzicielka.
Po krótkiej wymianie zdań – rodzice
kontra ciocia (wujek się nie wtrącał), siostra mojej matki wyszła, a za nią
poszedł przepraszając wszystkich jej mąż. Nie minęło pięć minut, a ojciec
poszedł do garażu po samochód, gdyż postanowili z mamą pojechać porozmawiać z
rodzinką.
Zostaliśmy sami.
Nie wiedzieć czemu zacząłem się
histerycznie śmiać.
- Ten dzień przeczy wszystkim zasadom logiki –
stwierdziłem.
- OK.? – spytał kładąc mi rękę na ramieniu.
- Tak, dzięki.
Postanowiliśmy czas spędzić na
słuchaniu muzyki. Akurat wkładałem płytę, kiedy usłyszałem pytanie, które zbiło
mnie na chwilę z tropu:
- Uważasz, że jestem przystojny?
Odwróciłem się, żeby sprawdzić, czy
mówi serio. Na to wskazywało.
- I to bardzo – odpowiedziałem.
Nie wiem co mnie naszło, ale zapominając
o piosence podszedłem do niego i zacząłem całować. Blondyn bynajmniej nie
oponował, a wręcz przeciwnie. Zaraz wylądował na materacu, a ja nad nim. Pragnąłem
go w tamtym momencie tak bardzo, że potrzeba by było nie wiem jakiej siły, aby
odciągnąć mnie od niego. Kiedy już z trudem wytrzymywałem, a młody tak naprawdę
poza pocałunkami i jeżdżeniem dłońmi po moich plecach nic nie robił, a wzwód
boleśnie wbijał mi się w spodnie i istniała obawa, że zaraz spuszczę się w nie,
oderwałem się, choć blondynek miał najwyraźniej inne plany, gdyż pociągnął mnie
z powrotem do siebie.
- Irek… - wysapałem odsuwając się od niego na
parę centymetrów.
- Co? – Przejechał opuszkami palców po mojej
szyi.
- Stop. Jak tak dalej będzie to nie wytrzymam
i simhmnmm – przerwał kolejnym pocałunkiem, który odebrał mi całkowicie
zdolność myślenia. Bądź, co bądź młody nieźle się wyrobił. Moja szkoła!
Jedną ręką się podpierałem, żeby nie
zgnieść tego drobnego ciałka, a drugą wplotłem w jego włosy. W tamtym momencie
byłem jednym, wielkim pożądaniem, a blondyn spotęgował to jeszcze dodatkowo
zginając trochę nogę w kolanie i ustawiając ją tak, że ciągle się o nią
ocierałem. Czułem, że jak zaraz nie ugaszę podniecenia to zwariuję. Podniosłem
się tak żeby klęczeć, a nastolatka przyciągnąłem do siebie. Nasze ciała znowu
się sprasowały. Odsunąłem go od siebie na niewielką odległość, aby ściągnąć z
niego bluzkę. Zilustrowałem jego szczupłe ciało. Najchętniej to bym za razem
nie odrywał od niego wzroku i kochał się do upadłego, ale zanim cokolwiek
zdążyłem zrobić popchnął mnie. Może nie mocno, lecz zaskoczyło mnie to, więc
wylądowałem na łóżku. Usiadł na mnie okrakiem i pokręcił głową. W tamtym momencie
nie przypominał mi tego nieśmiałego chłopczyka. Nie wiem, która wersja bardziej
mi się spodobała.
- Będziesz się tak na mnie gapił, czy coś
zrobisz?
Nie czekając na odpowiedź pochylił
się i zaczął całować. Nie pozostawałem mu dłużny, dodatkowo wplatając palce w
jego długie, miękkie włosy. Zadrżałem kiedy przejechał dłońmi po moim brzuchu
pod bluzką. Powoli się prostował, a ja nie chcąc przerywać tej chwili
podnosiłem się wraz z nim. Pociągnął moją bluzkę od dołu, dając mi wyraźny
znak, iż już jej tu nie chce. Szybko ją zdjąłem, lecz zanim zdążyłem coś
jeszcze zrobić, już z powrotem wylądowałem na plecach. Nie wiem jak on to
robił, ale miałem wrażenie, że jego wargi, język, dłonie… one są wszędzie!
Doprowadził mnie do takiego stanu, że nie byłem w stanie przejąć choćby na
chwilkę kontroli nad tym, czy zastanowić się nad absurdalnością tej sytuacji.
Ciężko dysząc uniosłem głowę, żeby sprawdzić dlaczego przestał. Siedział między
moimi nogami z rozmierzwionymi włosami, czerwonymi policzkami, oczami
przepełnionymi pożądaniem, a co najlepsze nagi! Z resztą ja również! Kiedy -
tego nie jestem w stanie zlokalizować w mojej głowie. Uśmiechnął się jak
aniołek, a chwilę później zajmował się moim penisem swoimi ustami! Poruszał
głową, stopniowo przy każdym opadaniu głowy w dół coraz bardziej go połykał.
Moje serce waliło jak szalone, a członek pulsował rozradowany. Byłem w takim
stanie, że kilka liźnięć, kilka ruchów głową wystarczyło, żebym doszedł. Akurat
bawił się językiem moją główką, więc wystrzeliłem w jego twarz. Zaśmiał się
cicho i oblizał się, a resztę wytarł o pościel, która zawsze leżała na łóżku,
bo mi się nie chciało jej składać i rozkładać.
- To zajmiesz się mną wreszcie? – spytał
niewinnie, ale takim głosem…
Sięgnąłem po tubkę z kremem do półki
(zawsze go tam trzymam). To musiało wystarczyć. Klęcząc przyciągnąłem go do
kolejnego pocałunku, a nawilżonym palcem odnalazłem wejście do dziurki raju. Chwilę
je masowałem, aż wreszcie wsunąłem. Po pokoju rozległ się cichy pisk.
- OK.? – zmartwiłem się.
- Tak, tylko to trochę dziwne… To mój pierwszy
raz…
- Domyśliłem się, chociaż bynajmniej nie przed
chwilą, bo… jesteś niesamowity. –Skradłem mu całusa, a później zacząłem
obcałowywać jego bladą szyję.
Po jakimś czasie dołączył drugi,
trzeci… Dłużej już nie mogłem wytrzymać i obróciłem go tyłem do siebie. Powoli
zacząłem wsuwać się do środka. Było tak nieziemsko ciasno… Po chwili jak się
rozluźnił, zacząłem się poruszać. Coraz szybciej, a kiedy usłyszałem jęk z tych
wspaniałych ust…
Spełnienie dopadło nas prawie w tym
samym momencie. Zmęczony opadłem na łóżko, ciągnąc Irka za sobą. Przytuliłem go
od tyłu powoli zasypiając.
- Dobranoc – ostatnie co powiedziałem, a
później szczęśliwy oddaliłem się do krainy snów…
~*~
Godzinę później Irek obudził mnie,
żeby przekazać, iż rodzice wrócili, a on już idzie. Byłem śpiący, więc nie
kontaktowałem. Inaczej bym go zatrzymał, a tak to pozostała mi nadzieja, że
przyjdzie następnego dnia. Tak też się stało.
- Cześć! Wchodź – ucieszyłem się na widok kolegi,
a właściwie to już kochanka. Ciągle wspominałem tamto popołudnie, choć to nie
był mój pierwszy raz, to czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem.
Poszliśmy do salonu, żeby pomóc mamie
nakryć do stołu. Stał tyłem i układał sztućce, a ja oparty o framugę drzwi
podziwiałem go. Kidy skończył odwrócił się do mnie i uśmiechnął szeroko. Zanim
zdążył się odezwać, już byłem przy nim. Uniosłem jego twarz chwytając za brodę
i pocałowałem go. Przekrzywił lekko głowę w bok, a ręce przeniósł na moją
szyję. Niestety szybko przerwał to odsuwając się trochę.
- Twoi rodzice – powiedział i skradł mi
ostatniego całusa przed pójściem do kuchni.
Zawiedziony podążyłem za nim.
Podczas wspólnego obiadu zachowywaliśmy
się, że tak powiem, na odwrót. To znaczy ja byłem zamyślony, a Irek więcej
mówił, natomiast wcześniej to on się nie odzywał jak nie musiał.
Kiedy wszystko zjedliśmy obaj zostaliśmy
wykorzystani do sprzątania ze stołu. Odniosłem swoją część talerzy i wróciłem
do blondyna. Zastałem go stojącego i wpatrującego się w jeden punk. Zaszedłem
go od tyłu i przytuliłem.
- O co chodzi?
Wskazał na sufit. Uniosłem wzrok napotykając
jemiołę.
- Nie widziałem jej tu wcześniej… - stwierdziłem.
– Dziwne.
- My się pod nią całowaliśmy, prawda?
- Tak, na to wygląda.
- To podobno wiąże pary na zawsze… - Zaśmiał
się zdenerwowany. – Zawsze chciałem ze swoim chłopakiem… - urwał.
- No to się świetnie składa. – Odwróciłem go
przodem do siebie i posadziłem na stole. – W takim razie mogę cię pod nią
całować jeszcze wiele razy, tak dla pewności – puściłem mu oczko.
- J-jak to? Ale my…
Przejechałem dłonią po twarzy.
- Sorry, zagalopowałem się.
Wyglądał jakby miał coś powiedzieć,
ale jednak z tego zrezygnował.
- Po prostu nie jestem w tak bliskich
relacjach z kimś na kim mi nie zależy. Myślałem… a nie ważne – machnąłem ręką.
- Czekaj! Ale ja… ja też cię bardzo lubię – powiedział
cicho i zarumienił się.
- To zostaniesz moim chłopakiem?
W tamtym momencie był tak czerwony
jak te gwiazdy betlejemskie, co je babcia lubi na święta wsadzać do wazonu.
- No zgódź się! – wtrąciła się rodzicielka.
- Mamo! Mówiłem ci tyle razy żebyś nie
podsłuchiwała! Wyjdź – wskazałem na drzwi.
- Już, już… A swoją droga to wczoraj, czy
przedwczoraj wspominałeś, żebym nie podsłuchiwała, bo co jeśli to byłoby
wyznanie miłosne… No to się doczekałam.
- Kochanie, choć. Zostawmy ich samych –
dołączył do naszej rozmowy tata, a chwilę później już ich nie było. Wyszli z
mieszkania.
- Zero prywatności – westchnąłem.
Młody zaśmiał się cicho, dalej
czerwony.
- To zgadzasz się? – powtórzyłem pytanie.
Irek tylko kiwnął głową. Szeroko się uśmiechnąłem
i pocałowałem go. Objął mnie rękami i nogami, jak koala, natomiast jego wargi
chyba przykleiły się na dobre. A może to moje…?
Usłyszałem czyjeś kroki, ale
postanowiłem to zignorować. Chwilę później zamykanie drzwi.
- Jesteś moim najlepszym prezentem gwiazdkowym
– powiedziałem, kiedy w końcu odkleiliśmy, choć jedną część naszego ciała od
siebie – usta.
- To jesteśmy kwita, bo ty moim. – Skradł mi
całusa i jeszcze bardziej przytulił się do mnie.
Każde moje Boże Narodzenie było takie
samo, ale wtedy dopiero to były magiczne i niezapomniane święta. Święta, kiedy się
zakochałem, kiedy zaczęło mi pierwszy raz tak na kimś zależeć, kiedy znalazłem
osobę, z którą chciałbym spędzić resztę swojego życia, nie ważne, że znamy się
kilka dni, to sercu wystarczy.
czwartek, 24 grudnia 2015
Do czytelników.
Wesołych Świąt!!! :)
Zdrowia, szczęścia, pomyślności. Radosnych, rodzinnych świąt Bożego Narodzenia, trafionych prezentów, imprezy sylwestrowej do białego rana i dużo yaoi ;) A co najważniejsze - żebyście nie zapomnieli co to tak naprawdę są za święta :)
Z tej okazji dostaniecie ode mnie prezent - one shot (duuużo dłuższy od poprzednich).
Milly (^_^)
Zdrowia, szczęścia, pomyślności. Radosnych, rodzinnych świąt Bożego Narodzenia, trafionych prezentów, imprezy sylwestrowej do białego rana i dużo yaoi ;) A co najważniejsze - żebyście nie zapomnieli co to tak naprawdę są za święta :)
Z tej okazji dostaniecie ode mnie prezent - one shot (duuużo dłuższy od poprzednich).
Milly (^_^)
wtorek, 15 grudnia 2015
Tulipan - Rozdział 18.
Rozdział 18
Dwa tygodnie później…
Cały mój świat się zawalił kiedy się
dowiedziałem co spowodowało moje omdlenie na zajęciach. Ciągle płakałem. To
było ponad moje siły, chciałem się od tego odciąć, zapomnieć, nie wiedzieć.
Jakie życie było proste kiedy nie zdawałem sobie sprawy w jakim jestem stanie.
Jak zawsze podobało mi się, że Adrian
o mnie dbał, pokazywał jak mu zależy, tak nagle zaczynałem nienawidzić tych
dwóch słów – kocham cię. Ciągle wtedy
zastanawiałem się jak mu to powiedzieć, nie zrobiłem jeszcze tego, bo nie
umiałem.
Tak wiele chciałem zrobić, tak wiele
chciałem przeżyć, a tu w mgnieniu oka odebrano mi wszystkie marzenia.
Tego dnia umówiłem się ze swoim
chłopakiem na naszej górce.
Siedziałem w milczeniu obok niego, opierając głowę o jego ramię. Było już
ciemno, miliony gwiazd na niebie mrugały, a mnie pierwszy raz nie fascynowały.
- Daniel – ukochany w końcu przerwał tą ciszę
– dowiem się wreszcie co ci się stało? Martwię się, a skoro cię wypuścili to
muszą wiedzieć dlaczego zemdlałeś.
- Ja… To z przemęczenia – powiedziałem niecałą
prawdę.
- Serio? Musisz na siebie uważać, kochany. –
Dodatkowo dostałem całusa, a zamiast cieszyć się jak wariat miałem ochotę znowu
płakać. Tylko nie mogłem, przecież nie wymigałbym się od tłumaczenia co się stało.
- Jesteś bardzo zamyślony… - stwierdził.
Bo nie wiem, czy dam radę zrobić to co planuję.
- Wydaje ci się. Ty też niewiele mówisz.
- Ha, ha! W sumie fakt.
Może z dziesięć minut minęło zanim zdobyłem
się na odwagę. Poprawiłem się, żeby być bliżej jego ust, jednak nie dorwałem
się do nich od razu. Najpierw zacząłem smakować skórę na szyi i policzku,
pocałunkami. Uniósł zaskoczony brew; z resztą nie dziwię mu się, bo pod tym
względem byłem bardziej nieśmiały; i odwrócił twarz w moją stronę, co szybko
wykorzystałem przenosząc wargi na te miękkie, idealne do całowania, ukochanego.
Delikatny pocałunek zamieniał się w coraz to bardziej namiętny. W międzyczasie
ulokowałem się na jego wyprostowanych, długich nogach. Jedną ręką się
podpierał, a drugą zaczął jeździć po moich plecach wywołując cichy pomruk z
moich ust. Natomiast swoje wplotłem w jego długie włosy, przyciągając go jak
najbliżej. Jęk zawodu wyrwał mi się kiedy odsunął swoją twarz na niewielką
odległość. Wyprostowałem się nie schodząc z niego. Nagle znowu dopadł mnie
wstyd.
- Daniel, zwolnij, bo jak tak dalej będzie to
się na ciebie rzucę, zedrę spodnie, a resztę możesz sobie wyobrazić –
powiedział, próbując wyrównać oddech.
- A kto powiedział, że tego nie chcę?
Spaliłem buraka. Natomiast Adrian
wytrzeszczył oczy nie dowierzając.
- A-ale… Jesteś pewny? – Pogłaskał mnie po
policzku.
- Chciałbym jeszcze przed śmiercią, a to
ciebie kocham, więc… - wymsknęło mi się. – Ee… To znaczy…
- Ha, ha! Mamy jeszcze czas.
Uśmiechnął się w taki sposób, że
zrobiło mi się głupio. Ile mogę go okłamywać?! Przecież to bardzo ważna dla
mnie osoba, a…
- Mów za siebie. – Odwróciłem wzrok.
Zaniemówił.
- Przepraszam – kontynuowałem. – Jesteś moim
chłopakiem, kocham cię, a mimo to okłamuję. Nie jest tak pięknie i idealnie jak
może ci się wydawać.
- Właśnie widzę. Mam nadzieję, że zaraz mi to
wszystko wyjaśnisz – wtrącił się.
- Właśnie taki mam zamiar – urwałem na chwilę,
aby się nie rozbeczeć. Wziąłem głęboki wdech i spojrzałem w jego zmartwione
oczy. – Wylądowałem w szpitalu, tak jak ci mówiłem z wycieńczenia, ale… to było
bardzo męczące zadanie, a co dopiero dla kogoś tak poważnie chorego. – Ukochany
chciał coś powiedzieć, lecz postanowił pozwolić mi mówić dalej. – Robili mi
różne badania i okazało się mam białaczkę. Lekarze zachodzili w głowę, jakim
cudem jeszcze jestem w tak dobrym stanie w tak zaawansowanym stadium choroby.
Dalej nie byłem w tanie kontynuować.
Po prostu zacząłem płakać. Przytuliłem go, a łzy moczyły mu czarną bluzę.
- Daniel… - Objął mnie, a ja pierwszy raz nie
czułem się przez to lepiej. – Kochany, powiedz, że to jest idiotyczny żart,
proszę – dopiero po tych słowach zrozumiałem, iż on również płacze, a kiedy
uniosłem wzrok na jego twarz upewniłem się w tym.
- Chciałbym… - wyszeptałem, gdyż zaschło mi w
gardle.
Ujął mój podbródek w dwa palce i
przysunął bliżej siebie, aby mnie pocałować. Czule, z miłością, bólem,
smutkiem.
- Jeśli mnie kochasz to mnie nie zostawisz…? –
spytałem z nadzieją.
- Zwariowałeś??? Nigdy cię nie opuszczę!
- Obiecujesz?
- Siłą musieliby mnie od ciebie odciągnąć, a
nie wiem czy by to wystarczyło. – Puścił oczko.
- Adrian… mam prośbę – moglibyśmy na razie o
tym nie rozmawiać?
- Oczywiście. – Pocałował mnie szybko.
W sumie to zamiast zmienić temat, po
prostu milczeliśmy. Każdy zatopiony we własnych myślach. Dopiero po chwili zauważyłem,
że nadal siedzę na nim. Trochę niechętnie postanowiłem przenieść się na trawę,
ale ukochany mi to uniemożliwił.
- Gdzie się wybierasz? – spytał. – Tak mogę
cię lepiej przytulać.
Uśmiechnąłem się, ale nagle pewne pytanie
ulokowało się w mojej głowie na dobre.
- Dlaczego nie chciałeś… no wiesz…
Zaśmiał się i skradł mi całusa.
- Nie byłem pewny, czy jesteś gotowy, a nie
chciałem żebyś żałował, czy coś. Sex zmienia ludzką psychikę – wyjaśnił.
- Skąd wiesz, że to byłby mój pierwszy raz?
Wyraźnie to co powiedziałem bawiło
go.
- A to nie całowałeś się wcześniej z nikim, a
już współżyłeś? Hm…
Zmarszczyłem brwi analizując to co
powiedział.
- Ej! Tego nie powiedziałem! – Walnąłem go w
ramię.
- Przemoc rodzinna? – oburzył się.
- Rodzinna?
- Jak dla mnie to jesteś moją rodziną. Kto
wie, może kiedyś… kiedy będzie to możliwe… to będziemy dla siebie bliscy również
na papierku. Teraz musi nam wystarczyć nasze uczucie.
Obrócił nas tak, że leżałem na
trawie, a on prawie na mnie.
- Jak dla mnie to bardzo dużo. – Teraz to ja
go pocałowałem z tą różnicą, że się nie odsunąłem tylko praktycznie przykleiłem
się wargami z jego, a odkleiły się na trochę tylko po to żeby wpuścić ciekawskie
języki.
Nie wiem jakbym przetrwał to wszystko,
gdyby nie on.
Subskrybuj:
Posty (Atom)