piątek, 1 stycznia 2016

Noworoczne wyznanie - One shot

One shot.
Wszedłem do pokoju przyjaciela i odłożyłem na stolik chipsy oraz sok jabłkowy. W końcu miała być u niego impreza sylwestrowa, a on mieszka na taki zadupiu, że ma bardzo daleko do sklepu, natomiast my (znaczy goście, ja przyszedłem pierwszy) mogliśmy kupić i przywieść prowiant. Co prawda alkoholu nam nie sprzedaliby, dopiero za rok mi i Oliwerowi, gdyż byliśmy najstarsi, a reszta przynajmniej o rok młodsza, od nas.
 - Specjalnie chciałem, żebyś był pierwszy, bo chciałem ci puścić taki film. Nie zdążymy obejrzeć całości, ale chociaż część. – Kumpel już zaczął włączać Internet.
 - OK… - nie byłem pewny co do tego pomysłu. Kto jak to, ale ten siedemnastolatek, czasami ma takie pomysły i gusty… Nie raz zastanawiałem się za co go lubię, lecz doszedłem do wniosku, iż za to najbardziej. – O czym będzie?
 - Niespodzianka! – Wyszczerzył się. – Nie jesteś homofobem, nie?
 - Nie. – Wręcz przeciwnie… Kocham się w tobie od kilku miesięcy, więc to by było coś bynajmniej nienormalnego… O ile to co do ciebie czuję można nazwać czymś normalnym. – Czemu pytasz?
 - Temu – wskazał na ekran laptopa.
Wstałem z kanapy, żeby się przyjrzeć, co on zaś wymyślił. Jeszcze nie włączył filmu, więc mogłem przeczytać te kilka zdań o czym to jest. Z każdym słowem miałem wrażenie, że robię się bardziej czerwony.
 - Film o gejach…? Czego ty nie wymyślisz… - zaśmiałem się, chcąc ukryć zdenerwowanie.
 - Już go widziałem… No co? – spytał widząc moja niepewną minę. Uniosłem ręce w geście poddania. – Eh… Wiec jak już wspominałem widziałem to i nie zostało nam tyle czasu, żeby obejrzeć całość, także włączę tylko najlepsze momenty.
 - Boję się pytać jakie… Ale dlaczego ja?
 - To proste – chciałem to zobaczyć jeszcze z kimś, a ty się do tego nadajesz idealnie.
 - JA???
 - Tak – odparł spokojnie. – Ty w zupełności tolerujesz moje dziwactwa. Nawet zacząłeś słuchać to co ja.
 - Tylko jeden zespół… - zaznaczyłem. – Nie spodziewałem się, że coś z japońskiej muzyki może być fajne…
 - A jednak. To włączam – powiedział i tak też zrobił.
Tyyyle sobie obejrzeliśmy… Tak to sarkazm. Otóż, ledwo znalazł odpowiedni moment jego pies zaczął szczekać, oznajmiając przybycie nowego gościa. Odetchnąłem z ulgą. Niestety przyjaciel to usłyszał i posłał mi spojrzenie jasno mówiące, że się nie wywinę. Dobrze wiedziałem o tym nawet bez jasnego przekazu, a jeżeli by zapomniał (w co wątpię) i tak sam bym to włączył, bo ciekawskim jestem człowiekiem. Już zdążyłem niezauważenie zapisać w notatkach w telefonie tytuł.
 - Cześć! – Oliwer przytulił swojego przyjaciela, sąsiada i mojego rywala w jednym.
Nie mam nic przeciwko Patrykowi! Lubię go, można z nim się pośmiać, powygłupiać, ale… Czasami mam wrażenie, że Oli woli jego ode mnie. Może i znają się dłużej, itd. tylko… To jest silniejsze! Mnie tak nie przytula na przywitanie, pożegnanie i w międzyczasie!
Również podszedłem do kolegi.
 - Hej! Ostrzegam, że połowa ostrych chipsów zniknęła w czyimś żołądku – zerknąłem wymownie na przyjaciela.
 - Były pyszne! – zaczął się bronić, wpychając sobie to ust kolejne porcje. I jak on jest taki szczupły?!
W ciągu godziny przyszła cała reszta, to znaczy jeszcze trzy osoby, w tym dwie, które znam tylko z widzenia. Oliwer oczywiście zabawiał gości, puszczał muzykę, szantażował (nie pytajcie), tańczył, obżerał się, skakał, bił poduszkami, a ja znowu żałowałem, że nie jestem taki rozrywkowy i bardziej się interesował najlepszym przyjacielem, aniżeli mną… I Adamem. O niego jakoś nie jestem tak zazdrosny. To przypada tylko na jedną osobę – szesnastoletniego Patryka.
O 2330 wyszliśmy z domku, w stronę łąk, pola, czy cholera wie czego. Tam podobno świetnie widać petardy. Niestety wszystkim było bardzo zimno i musieliśmy wracać, choć byliśmy na miejscu. Po prostu było za wcześnie. Szliśmy w grupkach, a oczywiście Oliwer szedł z jedną osobą, kim chyba nie muszę mówić. Żeby to chociaż nie tak daleko! Oni szli kilkanaście metrów (jak nie więcej) przed nami! Dopiero przed domem, z pozostałą trójką oglądaliśmy kolorowe światełka na niebie. Wreszcie weszliśmy do środka, a wspaniałej dwójki, jak nie było, tak nie ma! Dopiero po jakiś piętnastu minutach dowiedzieliśmy się, że Oliwera zaczął boleć brzuch. Jak już wrócił do nas, to przez pół godziny nic nie mówił tylko siedział w kącie… z Patrykiem! Później wszystkich przeprosił i się zachowywał jakby nigdy nic, natomiast reszta powoli wracała do domu. Tylko ja i Adam nocowaliśmy u niego, z tym, że młodszy poszedł spać zaraz, a my graliśmy na komputerze. Jako, iż w pokoju obok była impreza dorosłych, kiedy i oni poszli, musieliśmy pomóc sprzątać. Oli postanowił, nie marnować alkoholu i podpijał szampana. Dołączyłem do niego, choć wypiłem dużo mniej niż przyjaciel. Po powrocie do pokoju okazało się, że ma słabą głowę. Nawet się zataczał, idąc na fotel. Kontynuował grę, ale co chwilkę przerywał. W końcu odwrócił się do mnie i palnął:
 - Pocałuj mnie.
Milczałem. Byłem w szoku, niezdolny do jakiejkolwiek reakcji.
 - Proooszę… - nie poddawał się. – Kochanie… - zachwiał się i spadłby ze stołka, gdybym go nie chwycił - będzie fajnie, zobaczysz!
 - Jesteś piany… - stwierdziłem zrezygnowany. Niestety… - I bądź ciszej! Adam tu śpi.
 - Wojtek… Nie podobam ci się?
Przejechałem dłonią po twarzy załamany.
 - Wręcz przeciwnie. Tylko, że ty za dużo wypiłeś, więc nie wiesz co mówisz.
Przybliżył się i polizał mnie po szyi. Wstrzymałem oddech. Oprzytomniałem, dopiero jak zaczął robić mi malinkę, a właściwie to dopiero, jak wyczułem alkohol. Odsunąłem go od siebie, choć najchętniej to bym spełnił jego życzenie i nie wypuszczał, ze swoich ramion.
 - Kocham cię – powiedział, a ja przez chwilę musiałem analizować w głowie te słowa, żeby do mnie dotarły.
 - Nie wygłupiaj się.
 - Naprawdę! – Przybliżył się. Zatrzymał się dopiero, kiedy nasze twarze dzieliły centymetry. – Zostaniesz moim chłopakiem?
 - Tak, ale jeżeli to wszystko potwierdzisz, na trzeźwo.
Pocałowałem go w policzek (no nie mogłem się powstrzymać) i położyłem na łóżku. Sam się ułożyłem obok, ale ma chyba strasznie niewygodne łóżko, bo nie mogłem zasnąć w przeciwieństwie do reszty.

~*~

Zasnąłem dopiero po jakiejś godzinie, ale obudziłem już po półtorej, czyli przed siódmą. Przeciągnąłem się i odkryłem, że nie jestem jedyny. Oliwer już o czymś rozmawiał z Adamem.
 - Cześć! Wyspani?
 - Tak. Kiedy poszliśmy spać? – spytał przyjaciel.
 - Ee… koło 400 - 500 nocy. Trochę wypiliśmy, ale ty bardziej odczułeś tego skutki – zaśmiałem się, choć w duszy bałem się, czy to prawda, czy paplanie trzy po trzy pianego człowieka.
 - CO?? Co mówiłem?
 - Chcesz, żebym teraz to powtarzał? – zerknąłem sugestywnie na kolegę.
 - Nie wiem… Chyba sobie odpuszczę.
Jeszcze przez chwilkę żartowaliśmy, aż wreszcie Adam musiał iść na autobus (Tak wcześnie??? Ale w sumie to dobrze…).
 - To powiedzieć? – spytałem, kiedy pożegnaliśmy się.
 - Tak!
Swoja drogą to po pijaku gada się i robi rzeczy, których na trzeźwo nie mielibyśmy odwagi, więc…
 - Kochasz mnie? – wypaliłem.
 - CO??? Tak powiedziałem? Na pewno nie!
Odsunąłem włosy z szyi, żeby mu pokazać ślady.
 - Dopierałeś się do mnie, swoja drogą silny jesteś – musiałem się bronić, przecież mu nie powiem, ze nie miałem nic przeciwko! - a później, wyznałeś miłość. To jak? Szczerze.
 - Nie wkręcasz mnie?
 - Nie. Błagam, powiedz! – zdenerwowałem się, tym jego przeciąganiem.
 - Tak… - powiedział bardzo cicho i spuścił głowę.
Siłą zmusiłem go do spojrzenia mi w oczy.
 - Naprawdę?
Przytaknął, a ja w przypływie euforii pocałowałem go. Oddawał pocałunek z równym zaangażowaniem. Po dłuższej chwili odsunąłem nasze usta od siebie, kończąc to ostatnim liźnięciem dolnej wargi. Oparłem swoje czoło o jego.
 - Ja ciebie też. Od dawna.
 - Żartujesz? – cały czas szeptaliśmy.
 - Nie. Kocham cię. Kocham, kocham, kocham! – Przytuliłem go. Moje szczęście, mojego dziwoląga, mój skarb.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz