One shot.
Wszedłem do pokoju przyjaciela i odłożyłem na stolik chipsy
oraz sok jabłkowy. W końcu miała być u niego impreza sylwestrowa, a on mieszka
na taki zadupiu, że ma bardzo daleko do sklepu, natomiast my (znaczy goście, ja
przyszedłem pierwszy) mogliśmy kupić i przywieść prowiant. Co prawda alkoholu
nam nie sprzedaliby, dopiero za rok mi i Oliwerowi, gdyż byliśmy najstarsi, a
reszta przynajmniej o rok młodsza, od nas.
- Specjalnie
chciałem, żebyś był pierwszy, bo chciałem ci puścić taki film. Nie zdążymy
obejrzeć całości, ale chociaż część. – Kumpel już zaczął włączać Internet.
- OK… - nie byłem
pewny co do tego pomysłu. Kto jak to, ale ten siedemnastolatek, czasami ma
takie pomysły i gusty… Nie raz zastanawiałem się za co go lubię, lecz doszedłem
do wniosku, iż za to najbardziej. – O czym będzie?
- Niespodzianka! –
Wyszczerzył się. – Nie jesteś homofobem, nie?
- Nie. – Wręcz przeciwnie… Kocham się w tobie od
kilku miesięcy, więc to by było coś bynajmniej nienormalnego… O ile to co do
ciebie czuję można nazwać czymś normalnym. – Czemu pytasz?
- Temu – wskazał na
ekran laptopa.
Wstałem z kanapy, żeby się przyjrzeć, co on zaś wymyślił.
Jeszcze nie włączył filmu, więc mogłem przeczytać te kilka zdań o czym to jest.
Z każdym słowem miałem wrażenie, że robię się bardziej czerwony.
- Film o gejach…?
Czego ty nie wymyślisz… - zaśmiałem się, chcąc ukryć zdenerwowanie.
- Już go widziałem…
No co? – spytał widząc moja niepewną minę. Uniosłem ręce w geście poddania. –
Eh… Wiec jak już wspominałem widziałem to i nie zostało nam tyle czasu, żeby
obejrzeć całość, także włączę tylko najlepsze momenty.
- Boję się pytać
jakie… Ale dlaczego ja?
- To proste –
chciałem to zobaczyć jeszcze z kimś, a ty się do tego nadajesz idealnie.
- JA???
- Tak – odparł
spokojnie. – Ty w zupełności tolerujesz moje dziwactwa. Nawet zacząłeś słuchać to co ja.
- Tylko jeden zespół…
- zaznaczyłem. – Nie spodziewałem się, że coś z japońskiej muzyki może być
fajne…
- A jednak. To
włączam – powiedział i tak też zrobił.
Tyyyle sobie obejrzeliśmy… Tak to sarkazm. Otóż, ledwo
znalazł odpowiedni moment jego pies zaczął szczekać, oznajmiając przybycie
nowego gościa. Odetchnąłem z ulgą. Niestety przyjaciel to usłyszał i posłał mi
spojrzenie jasno mówiące, że się nie wywinę. Dobrze wiedziałem o tym nawet bez
jasnego przekazu, a jeżeli by zapomniał (w co wątpię) i tak sam bym to włączył,
bo ciekawskim jestem człowiekiem. Już zdążyłem niezauważenie zapisać w
notatkach w telefonie tytuł.
- Cześć! – Oliwer
przytulił swojego przyjaciela, sąsiada i mojego rywala w jednym.
Nie mam nic przeciwko Patrykowi! Lubię go, można z nim się
pośmiać, powygłupiać, ale… Czasami mam wrażenie, że Oli woli jego ode mnie.
Może i znają się dłużej, itd. tylko… To jest silniejsze! Mnie tak nie przytula
na przywitanie, pożegnanie i w międzyczasie!
Również podszedłem do kolegi.
- Hej! Ostrzegam, że
połowa ostrych chipsów zniknęła w czyimś żołądku – zerknąłem wymownie na
przyjaciela.
- Były pyszne! –
zaczął się bronić, wpychając sobie to ust kolejne porcje. I jak on jest taki
szczupły?!
W ciągu godziny przyszła cała reszta, to znaczy jeszcze trzy
osoby, w tym dwie, które znam tylko z widzenia. Oliwer oczywiście zabawiał
gości, puszczał muzykę, szantażował (nie pytajcie), tańczył, obżerał się, skakał,
bił poduszkami, a ja znowu żałowałem, że nie jestem taki rozrywkowy i bardziej
się interesował najlepszym przyjacielem, aniżeli mną… I Adamem. O niego jakoś
nie jestem tak zazdrosny. To przypada tylko na jedną osobę – szesnastoletniego
Patryka.
O 2330 wyszliśmy z domku, w stronę łąk, pola, czy
cholera wie czego. Tam podobno świetnie widać petardy. Niestety wszystkim było
bardzo zimno i musieliśmy wracać, choć byliśmy na miejscu. Po prostu było za
wcześnie. Szliśmy w grupkach, a oczywiście Oliwer szedł z jedną osobą, kim
chyba nie muszę mówić. Żeby to chociaż nie tak daleko! Oni szli kilkanaście
metrów (jak nie więcej) przed nami! Dopiero przed domem, z pozostałą trójką
oglądaliśmy kolorowe światełka na niebie. Wreszcie weszliśmy do środka, a wspaniałej
dwójki, jak nie było, tak nie ma! Dopiero po jakiś piętnastu minutach
dowiedzieliśmy się, że Oliwera zaczął boleć brzuch. Jak już wrócił do nas, to
przez pół godziny nic nie mówił tylko siedział w kącie… z Patrykiem! Później
wszystkich przeprosił i się zachowywał jakby nigdy nic, natomiast reszta powoli
wracała do domu. Tylko ja i Adam nocowaliśmy u niego, z tym, że młodszy poszedł
spać zaraz, a my graliśmy na komputerze. Jako, iż w pokoju obok była impreza
dorosłych, kiedy i oni poszli, musieliśmy pomóc sprzątać. Oli postanowił, nie
marnować alkoholu i podpijał szampana. Dołączyłem do niego, choć wypiłem dużo
mniej niż przyjaciel. Po powrocie do pokoju okazało się, że ma słabą głowę. Nawet się zataczał, idąc na
fotel. Kontynuował grę, ale co chwilkę przerywał. W końcu odwrócił się do mnie
i palnął:
- Pocałuj mnie.
Milczałem. Byłem w szoku, niezdolny do jakiejkolwiek
reakcji.
- Proooszę… - nie
poddawał się. – Kochanie… - zachwiał się i spadłby ze stołka, gdybym go nie
chwycił - będzie fajnie, zobaczysz!
- Jesteś piany… -
stwierdziłem zrezygnowany. Niestety… -
I bądź ciszej! Adam tu śpi.
- Wojtek… Nie podobam
ci się?
Przejechałem dłonią po twarzy załamany.
- Wręcz przeciwnie.
Tylko, że ty za dużo wypiłeś, więc nie wiesz co mówisz.
Przybliżył się i polizał mnie po szyi. Wstrzymałem oddech.
Oprzytomniałem, dopiero jak zaczął robić mi malinkę, a właściwie to dopiero,
jak wyczułem alkohol. Odsunąłem go od siebie, choć najchętniej to bym spełnił
jego życzenie i nie wypuszczał, ze swoich ramion.
- Kocham cię –
powiedział, a ja przez chwilę musiałem analizować w głowie te słowa, żeby do
mnie dotarły.
- Nie wygłupiaj się.
- Naprawdę! –
Przybliżył się. Zatrzymał się dopiero, kiedy nasze twarze dzieliły centymetry.
– Zostaniesz moim chłopakiem?
- Tak, ale jeżeli to
wszystko potwierdzisz, na trzeźwo.
Pocałowałem go w policzek (no nie mogłem się powstrzymać) i
położyłem na łóżku. Sam się ułożyłem obok, ale ma chyba strasznie niewygodne
łóżko, bo nie mogłem zasnąć w przeciwieństwie do reszty.
~*~
Zasnąłem dopiero po jakiejś godzinie, ale obudziłem już po
półtorej, czyli przed siódmą. Przeciągnąłem się i odkryłem, że nie jestem
jedyny. Oliwer już o czymś rozmawiał z Adamem.
- Cześć! Wyspani?
- Tak. Kiedy
poszliśmy spać? – spytał przyjaciel.
- Ee… koło 400
- 500 nocy. Trochę wypiliśmy, ale ty bardziej odczułeś tego skutki –
zaśmiałem się, choć w duszy bałem się, czy to prawda, czy paplanie trzy po trzy
pianego człowieka.
- CO?? Co mówiłem?
- Chcesz, żebym teraz
to powtarzał? – zerknąłem sugestywnie na kolegę.
- Nie wiem… Chyba
sobie odpuszczę.
Jeszcze przez chwilkę żartowaliśmy, aż wreszcie Adam musiał
iść na autobus (Tak wcześnie??? Ale w sumie to dobrze…).
- To powiedzieć? –
spytałem, kiedy pożegnaliśmy się.
- Tak!
Swoja drogą to po pijaku
gada się i robi rzeczy, których na trzeźwo nie mielibyśmy odwagi, więc…
- Kochasz mnie? –
wypaliłem.
- CO??? Tak
powiedziałem? Na pewno nie!
Odsunąłem włosy z szyi, żeby mu pokazać ślady.
- Dopierałeś się do
mnie, swoja drogą silny jesteś – musiałem się bronić, przecież mu nie powiem,
ze nie miałem nic przeciwko! - a później, wyznałeś miłość. To jak? Szczerze.
- Nie wkręcasz mnie?
- Nie. Błagam,
powiedz! – zdenerwowałem się, tym jego przeciąganiem.
- Tak… - powiedział
bardzo cicho i spuścił głowę.
Siłą zmusiłem go do spojrzenia mi w oczy.
- Naprawdę?
Przytaknął, a ja w przypływie euforii pocałowałem go.
Oddawał pocałunek z równym zaangażowaniem. Po dłuższej chwili odsunąłem nasze usta
od siebie, kończąc to ostatnim liźnięciem dolnej wargi. Oparłem swoje czoło o
jego.
- Ja ciebie też. Od
dawna.
- Żartujesz? – cały czas
szeptaliśmy.
- Nie. Kocham cię.
Kocham, kocham, kocham! – Przytuliłem go. Moje szczęście, mojego dziwoląga, mój
skarb.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz