Rozdział 22.
Parę dni później…
No i wylądowałem w szpitalu… Lekarze
mnie badali, lecz ja czułem, że ta chemia nic nie daje. Jedynym pocieszeniem
był fakt iż ukochany ciągle ze mną siedział. Tak jak wtedy…
Adrian leżał na szpitalnym łóżku obok
mnie. Było trochę ciasno, ale tylko troszeczkę, a przez to musieliśmy być jak
najbliżej, więc mi to odpowiadało i jemu najwyraźniej też. Pielęgniarki na
początku mówiły, że powinien zejść, jednak w końcu się poddały.
Oglądaliśmy jakąś komedie dla poprawy
nastroju, na tablecie, kiedy wszedł Miłosz.
- Um.… Nie chcę przeszkadzać, ale, Daniel,
możemy porozmawiać?
Mój chłopak spojrzał na mnie
wyczekując odpowiedzi. Kiwnąłem jedynie głową.
- To ja zaraz wracam. – Pocałował mnie na
pożegnanie i wyszedł.
Poczekaliśmy, aż zniknie za drzwiami.
- Kumplu, dlaczego leżysz na onkologii???
Przecież jesteś zdrowy! Musisz! – Usiadł na stołku obok mnie.
Odwróciłem wzrok.
- Teraz kumplu,
a wcześniej pedale? Przeważnie ludzie
się odwracają od kogoś jak człowiek zachoruje, a ty przeciwnie? Nie potrzebuję
twojej litości.
- To nie tak! – Westchnął. Po chwili przerwy
kontynuował: - Zawsze byłeś, jesteś i będziesz moim najlepszym przyjacielem. Po
części to przez zazdrość, po części byłem na ciebie wściekły, bo mi nic nie
powiedziałeś, po części miałem zły dzień. To wszystko się skumulowało, a ty
akurat byłeś w pobliżu i to na tobie się wyładowałem… Przepraszam. Nie chciałem
ci nic złego zrobić, słowo!
Przyglądałem się mu przez chwilę,
szukając oznak nieszczerości. W końcu wyciągnąłem do niego rękę.
- Zgoda?
- Zgoda. – Przybił piątkę z uśmiechem na
ustach. – To co ci? Nie chcieli mi nic powiedzieć, bo nie jestem z rodziny.
- Jak widzisz mam raka. Konkretniej białaczkę.
– Ściągnąłem czapkę. – Dlatego nie chciałem. Wychowawczyni wie, więc każdą
uwagę z tego powodu mi, że tak powiem, usprawiedliwiała. – Znowu założyłem. Nie
lubiłem chodzić bez. – Nie mówiłem ci, bo po prostu nie chciałem was martwić.
Poza osobami, które muszą oraz Adrianem nikt nie wie. Przed nim najtrudniej mi
było udawać, że wszystko jest w porządku, to tylko przemęczenie i tak dalej.
- Naprawdę…? Przecież to absurd! Ty chory?
Nie… - Wstał i skierował się do wyjścia.
- Miłosz…
- Daj mi chwilę, muszę to przetrawić.
Wyszedł.
Westchnąłem i opadłem z powrotem na
łóżko.
Od razu pojawił się Adrian z kubkiem,
czegoś parującego.
- Czekolada – powiedział, najwyraźniej się
domyślając o czym myślę. – To dla niego, zapewne szok… Bo mniemam, że mu
powiedziałeś? – dodał, znowu czytając mi w myślach.
- Tak… Pogodziliśmy się no i nie miałem jak
już ukrywać choroby… Zresztą po co? Znowu go okłamywać? Tak jak z orientacją?
Pocałował mnie w czoło i uśmiechnął
się.
- Mądry chłopczyk.
Lekko zarumieniłem się od razu
przesuwając się, żeby zrobić mu miejsce. Odstawił kubeczek, a następnie szybko
ulokował się obok. Ujął moją dłoń i lekko ją ścisnął uśmiechając się przy tym nieznacznie.
Mogłem wtedy wyraźnie dostrzec jak blada jest moja skóra w porównaniu z innymi,
chociażby Adriana; pragnę dodać, że on nie był nie wiadomo jak opalony, wręcz
przeciwnie.
- Biały jak mleko – powiedziałem.
- Co?
- Ja. Ja jestem biały jak mleko.
Nic na to nie odpowiedział. Widziałem
jak przez jego twarz przemyka cień smutku, ale zaraz go schował pod maską.
- To co, kontynuujemy? Chyba zostało nam
jakieś dziesięć minut – miał na myśli film.
- Jasne.
Oparłem głowę o ramie ukochanego, a
ten włączył play. Końcówka była
najśmieszniejsza, lecz Tulip w ogóle się nie śmiał, pogrążony we własnych
myślach. Sam nie wiem co gorsze, czy jak udaje zawsze wesołego, bez problemów
nastolatka, czy kiedy wyraźnie widzę jak mu ciężko. Bardziej wtuliłem się w
jego bok.
Nagle pojawił się doktor Lazar z
moimi rodzicami.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale muszę
państwu coś powiedzieć… Daniel, niestety twoje wyniki cały czas się pogarszają.
– Poczułem jak brunet mocniej ściska moją rękę. - Jedyną szansą na wyzdrowienie
jest przeszczep. Dlatego chciałem żeby każdy z rodziny się przebadał. Im
szybciej znajdziemy dawcę tym większe szanse ma nasz pacjent… Przepraszam, że
popsułem nastrój, ale takie są fakty.
Kiwnąłem jedynie głową.
- Doktorze, gdzie można sprawdzić, czy można
być dawcą? – spytała mama, wychodząc za lekarzem z Sali.
- Trzymaj się synek. Później przyjdziemy –
powiedział tata i również podążył za żoną.
Nie mogłem wykrztusić słowa. Poczułem
jak gorące, słone potoki leją się z moich oczu. Słowo przeszczep odbijało się echem w mojej głowie.
Adrian przytulił mnie, jakby chciał
ukryć przed wszystkim co złe tego świata. Szkoda, że to nie było, nie jest i
nie będzie możliwe… Choć dzięki niemu mogłem, choć na chwilę, przestać myśleć o
chorobie…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz