niedziela, 17 stycznia 2016

Tulipan - Rozdział 20.



Rozdział 20.
Następnego dnia nie mogłem znaleźć ukochanego. Przeszukałem całą szkołę i nic! Trochę się zaniepokoiłem. Co jeśli coś mu się stało? Dlatego odczułem niewyobrażalną ulgę, kiedy zauważyłem go wychodzącego z klasy. Dopiero po czwartej lekcji!
 - Adrian! Gdzieś ty się schował?
 - Nigdzie – odparł obojętnie, wzruszając ramionami.
To od razu zmyło uśmiech z mojej twarzy.
 - Co jest?
 - Nie wiesz? Och jakiś ty niedomyślny – westchnął teatralnie. – Jestem zajęty.
I poszedł. Obejrzałem się za nim zaskoczony.
O co mu chodzi??? Co takiego zrobiłem???
 - Daniel, pokłóciliście się? – spytała Ewa, będąca światkiem tej sytuacji.
 - Nie rozumiem, dlaczego tak się zachował.
Przez chwilę się zastanawiała.
 - Przez cały dzień był jakiś taki przybity… Nie zrobiłeś nic co mogłoby go zdenerwować? Nawet nieświadomie.
 - Nie… - I nagle sobie przypomniałem wieczór. Przecież nigdy się na mnie nie denerwował długo! Ba! W ogóle nie widziałem go złego. Ale wtedy… Miał prawo… Jak mogłem zachować się tak nieodpowiedzialnie??? Nie wiem co bym sobie zrobił na jego miejscu… Fuck… - Muszę iść, sorki.
 - OK, OK. Aha, jeszcze jedno - bardzo ci ostatnio męczy? – Puściła mi oczko.
 - Hm? O czym ty mówisz?
 - Ostatnio jesteś taki blady, wymizerowany, jakby niewyspany… Czyżbyś nie mógł spać nocami? – Zaśmiała się.
Zalałem się potężnym rumieńcem.
 - To nie tak! Ja tylko… - …jestem chory. - …sąsiedzi maja remont i… no sama rozumiesz…
 - Ta… jasne. Dobra, leć!
Zamknąłem się w toalecie, na szczęście pustej, i zadzwoniłem do mamy. Nadal czułem gorąco na moich policzkach.
 ~ Halo? Coś się stało syneczku? Źle się czujesz?
 - Nie… Ja tylko… Zgadzam się.
 ~ Na co? – Nagle rozległ się jakiś dziwny dźwięk, jakby coś spadło. – Uważaj! Wszystko mi potłuczesz! Eh… Faceta wpuścić do kuchni…
W tym czasie sprawdziłem jeszcze raz, czy nikt się nie chowa po kiblach. Pusto.
 - Na chemioterapie.
Zapadła cisza. Zakłócały ją jedynie odgłosy z korytarza.
 ~ Naprawdę? Tak się cieszę! Miło, że zmądrzałeś.
 - Ta… Muszę kończyć. Pa!
 ~ No cześć, cze… - Przerwałem połączenie.
Wychodząc wpadłem na tą jedną, jedyną osobę z całej szkoły – Adriana!
 - Uważaj jak… A to ty – powiedział.
 - Tak… - Spuściłem wzrok.
Następną moją reakcją była ucieczka. Pobiegłem pod klasę, na tyle na ile mogłem, bo miałem kondycję emeryta… leniwego emeryta. Chciałem się rozpłakać i zacząć użalać nad swoim losem, ale miejsce, w którym się znajdowałem nie pozwalało mi na to. Chciałem się chociaż wtulić w te bezpieczne ramiona… Postanowiłem to szybko zakończyć. Znaczy, nie związek! Pogodzić się. Napisałem mu SMS’a, że chcę się spotkać o 16:00. Ledwo to wysłałem, a dostałem wiadomość. Prawie że identyczną. Zaśmiałem się cicho.
Okazało się, że muszę to przełożyć, bo od razu po powrocie do domu pojechaliśmy do szpitala. To tylko dwie godziny różnicy… I tak bym nie poszedł, chcieli mnie przetrzymać tam dłużej, ale się uparłem. Powiedziałem, że albo spotkam się z Adrianem albo rezygnuję z jakiegokolwiek leczenia. Poszło szybciej niż sądziłem.
O umówionej godzinie siedziałem na schodach, pod blokiem, czekając na chłopaka. Kiedy przyjechał, nawet się przywitał. To już był dobry znak! Zajechaliśmy na naszą górkę. Okazało się, że Adrian dodatkowo miał ze sobą plecak. Zdziwiłem się, ale nic nie mówiłem. Usiedliśmy na trawi naprzeciwko siebie, a ja wziąłem głęboki wdech i zacząłem:
 - Muszę ci coś ważnego powiedzieć. Po pierwsze: przepraszam. Zachowałem się idiotycznie, nieodpowiedzialnie i w ogóle. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina – dodałem dla rozluźnienia atmosfery cytat z… coś tam w kościele chyba tak mówili. Podziałało, ukochany lekko się uśmiechnął. – Po drugie: bardzo cię kocham. – Próbował coś powiedzieć, ale zasłoniłem mu usta palcem. – Myślę o tobie poważnie, nie chcę cię stracić, nie wiem co sobie myślałem. Pewnie nie myślałem. Po trzecie: spóźniłem się, bo byłem w szpitalu. Nic mi nie jest… tak jakby. – Puściłem oczko. – Pojechałem tam dlatego, że zgodziłem się na chemioterapię. Jestem po niej osłabiony, ale jak widzisz nie jest ze mną tak źle, jak sądzili lekarze. To tyle.
W odpowiedzi mocno mnie przytulił. Jak ja za tym tęskniłem…
 - Cieszę się. W sumie to ja tak łatwo się nie poddałem. Gdyby argumenty nie podziałały, to mam plan B. Aha i przepraszam za tamto… Byłem zły na ciebie.
 - Sam bym był… Jaki plan B???
Odwrócił się i z plecaka wyjął czapkę. Widząc moja minę wyjaśnił:
 - Ona nie jest zwykła!
Okazało się, że przyszyta była do niej jest peruka. W miarę krótkie, brązowe włosy.
 - To właściwie jest mojej siostry, ale na pewno się ucieszy, że się przydała. Oryginalnie, to znaczy po jej przeróbce włosy były dłuższe, ale raczej nie będziesz miał lekkich loków, prawie do pasa, nie?
 - Dzięki… - zachwyciłem się pomysłem ukochanego. – Chwila… Ty masz siostrę???
 - Tak… Kiedyś ją poznasz.
 - Jesteś wspaniały. Tylko… To jest męska czapka.
 - Aga była chłopczycą. Ciągle się z nimi zadawała, szybko zaczęła się buntować, wiesz: wagary, alkohol, nawet tatuaż sobie zrobiła. Napis immortal zakończony małym motylkiem, na lewym nadgarstku. Ale lepszej siostry sobie wymarzyć nie umiem. – Uśmiechnął się.
 - Starsza, młodsza?
 - Starsza o pięć lat. Dobra, ale koniec o niej. Przymierz. – Siłą naciągnął mi czapkę na głowę. – Pięknie! Masz lusterko – wyciągnął je z plecaka.
Przejrzałem się w nim i faktycznie całkiem ładnie mi było.
 - Może powinienem zapuścić włosy? Jak tylko wyzdrowieje to postaram się o podobną fryzurę.
Adrian szeroko się uśmiechnął, a ja nawet nie zauważyłem, że pierwszy raz powiedziałem: kiedy wyzdrowieję to…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz