środa, 28 października 2015

Tulipan - Rozdział 1.



Rozdział 1.
Siedziałem sobie na korytarzu szkolnym i odpisywałem pracę domową z matmy od koleżanki słuchając muzyki. Nagle ktoś popukał mnie w ramię. Szybko zamknąłem zeszyty i zdjąłem słuchawki pewny, że mam kapę, gdyż to nauczyciel. Spojrzałem w górę i odetchnąłem z ulgą.
 - Hej! Nie strasz. – Uśmiechnąłem się do Ewki, rok starszej znajomej.
 - Siedemnastolatek i taki strachliwy? – wyszczerzyła się.
Prychnąłem.
Powróciłem do zadania pewny, że czerwonowłosa sobie poszła.
Z resztą nie tylko to miała inne. Nosiła glany, potargane spodnie lub czarne spódniczki i dziwne rajstopy, ciemne bluzki z dziwnymi nadrukami i mnóstwo bransoletek, kolczyki w uszach w tym tunel i już planowała kolejny tym razem w nosie oraz tatuaże.
 - Ekhem... – próbowała zwrócić na siebie moją uwagę.
 - O, przepraszam – podniosłem na nią wzrok.
Przeważnie rozmawialiśmy tylko w drodze do i ze szkoły, a w tylko cześć!
 - Doszłam do wniosku, że prawie nic o tobie nie wiem, więc może bym się czegoś dowiedziała na twój temat?
 - Serio? – zdziwiłem się. – No cóż, jak tyle gadasz o swoich dziwnych snach, piercingu, tatuażach, czy nauczycielach… Ale od razy zastrzegam, iż mi to nie przeszkadza! – przestraszyłem się, że będzie chciała żebym to ja dużo mówił. O nie, nic z tego! 
 - Ha, ha. To opowiesz mi o sobie?
 - Em… - Co? – Pytaj.
Skupiłem się na przepisywaniu, bo zostały mi tylko trzy minuty.
 - Dobra, może ci nie przeszkadzam. Ty pisz, a ja na następnej przerwie wrócę – zabrzmiało to trochę jak groźba. – Gdzie masz?
 - W dziewiętnastce polski.
 - OK. – Wstała. – To cześć!
 - Pa!
Przyśpieszyłem tempo pisania.
Zdążę, zdążę…
Dryń!!!
Kur… zdążę! Michalska zawsze się spóźnia.
W ostatniej chwili napisałem skróconą wersję zadania.

~*~

Poszedłem pod klasę zapominając o koleżance. Usiadłem na podłodze i włączyłem grę na telefonie oraz jakąś piosenkę.
Poczułem kopanie w buta. Uniosłem wzrok do góry na osobę znęcającą się nad moim nowym trampkiem.
 - Ewa! Zostaw, nie dobra Ewka! – zacząłem gadać do niej jak do psa.
 - Ha, ha! – Usiadła obok. – Gotów na przesłuchanie?
 - Ta… Co chcesz wiedzieć?
 - Romantyk, łamacz serc, a może bez?
 - Czego? – Wskazała na swoją lewą pierś. – Aa… Chyba romantyk.
Uśmiechnęła się podejrzanie (pewnie tylko w moim przekonaniu, ale mając takich znajomych trzeba być ostrożnym, bo w każdej chwili mogą planować jakieś teorie spiskowe przeciwko mnie)
 - Ulubiony kwiat?
 - Żółty tulipan. Z sentymentu – dodałem widząc jej zdziwioną minę.
 - OK… Kolor?
 - Wszystkie… - spojrzała na mnie jakby planowała morderstwo - ale niebieski bardziej.
Ta odpowiedź zdecydowanie ją udobruchała… Na razie.
Zerknęła na karteczkę koło swojej nogi myśląc, że nie widzę.
 - Jaki… Ej! – Wziąłem ją. – Oddaj.
 - Gatunek muzyki, zwierzę, kiedy się urodziłem – zacząłem czytać na głos. – Nawet w biografii jest mniej szczegółów.
 - Oj tam, oj tam. – Wyrwała mi z ręki zapewne fragment zeszytu. – Wracając do pytania…
 - Stop! – uniosłem palec WSKAZUJĄCY do góry, chcąc ją uciszyć. – Po co ci te wszystkie informacje? Moja matka tyle o mnie nie wie co ty chcesz.
Opuściła wzrok. Zaczęła bawić się tym ścinkiem.
 - Co ci szkodzi powiedzieć? – W końcu na mnie spojrzała.
 - Nie lubię jak wszystko o mnie wiedzą – powiedziałem zgodnie z prawdą. Westchnąłem widząc jej zawiedzioną minę. – Oj no dobra, dobra! Ale nie wszystko. Wybierz… Pięć – tak,  było tam tego ponad dziesięć – pytań.
  - OK – wyszczerzyła się – To może… Napiszesz mi swój plan lekcji? Z salami. – Nie wiem jak na nią spojrzałem, ale nigdy nie wyglądała na bardziej zmieszaną. – No co? Chcę wiedzieć, gdzie cię szukać.
Pokręciłem głową z politowaniem.
 - Niech ci będzie. Na następnej przerwie pójdź pod WF.
 - Nie ma sprawy. Co dalej… - zerknęła na ściągę. – Urodziny?
 - Czwarty kwietnia. Tak, wiem: cztery, cztery – wywróciłem oczami.
Po chwili zastanowienia dodała:
 - Numer w dzienniku też.
 - Tak.
Jeszcze musiałem odpowiedzieć na trzy pytania i dała mi spokój powracając do swojego ulubionego tematu – niezależnie co i tak musi być dziwne.
Jednak moje myśli spowiło jedno pytanie: dlaczego? Co ją tak zainteresowałem? Wcześniej rozmawialiśmy ze sobą, bo jestem świetnym słuchaczem i mamy ta samą trasę oraz kilka pasji (w tym tatuaże).
Dziwne…

Do czytelników.

Cześć! Wróciłam wreszcie :) 
Mam jednak złą (a zwłaszcza dla mnie, nie wiem jak dla was) wiadomość - muszę przerwać pisanie Nie przestanę cię kochać. Za bardzo zżyłam się z bohaterami tego opowiadania, a nie mam pomysłu co dalej. Tzn. mam, ale jest w tym za dużo luk żeby kontynuować. W zamian za to zacznę dodawać inne - Tulipan. Miłego czytania! :)
Milly (~_~) 

czwartek, 8 października 2015

Do czytelników.

Cześć! Niestety (no dobra, bardzo się cieszę) się przeprowadzam i nie wiem kiedy będę mogła dodawać nowe opowiadania. Trzymajcie kciuki żeby mi się udało jak najszybciej :-) 
Milly (+_+)

czwartek, 1 października 2015

Żartowałem - One shot.



One shot
Siedziałem na ławce w szkole, próbując rozwiązać pracę domową kolegi. O rok starszego, ale byłem dobry z matmy. No i zrobiłbym dla niego wszystko.
Wiele razy się zastanawiałem dlaczego taki chłopak jak on przyjaźni się z takim chudym okularnikiem jak ja. Był popularny, przystojny, grał w drużynie sportowej jako bramkarz w naszej szkole, miał sporą grupkę wielbicieli i wielbicielek, a zadawał się między innymi ze mną. Możliwość przebywania z ukochaną osobą jest uczuciem nie do opisania. Ta… zakochałem się w nim. Największym problemem nie była moja orientacja, choć to nie powiem też, ale fakt, iż on po prostu uwielbiał dziewczyny. Ciężko było mi znosić te ciągłe komentarze na temat płci pięknej z naszej budy i nie tylko. Eh…
 - Co tak wzdychasz? – Przysiadła się moja przyjaciółka Andżelika.
 - Co? Aa… Zamyśliłem się. – Przetarłem skronie zmęczony. Choć nieźle mi szło z tymi zadaniami to musiałem wysilić porządnie swój mózg.
 - Bartek? – domyśliła się szybko. Była jedyną osobą, której powiedziałem o swojej orientacji i miłości.
 - Mhm…
Powróciłem do zadania. Przynajmniej całą trzecią liceum miałem z głowy.
 - Igor… - jęknęła niezadowolona. – Czy ty naprawdę nie widzisz jak on cie wykorzystuje? Robisz wszystko za niego w zamian za jeden dzień na… dwa tygodnie spędzone dłużej z nim. Obudź się! Myślisz, że inaczej by się z tobą zadawał?
Wstałem zły, nie wiem czy na nią, bo wygaduje takie głupoty, czy na siebie, gdyż czułem, iż ta ruda dziewczyna może mieć racje.
 - Dzięki! – Odszedłem.
 - Jejku no, przepraszam! Czekaj. – Dogoniła mnie – Wiesz o co mi chodzi. No nie złość się. – Zaczęła mnie dźgać palcem w żebra.
 - Ej… Ha, ha, ha! Przestań! – Odskoczyłem wpadając na jakiegoś dzieciaka, chyba z gimnazjum.
 - Nie gniewasz się? – Zrobiła słodką minkę.
 - Andżela! Jesteś okrutna i naiwna jeśli sądzisz, że nie wiem, iż pod tą maska uroczej dziewczynki kryje sie sam lucyfer.
 - I tak to działa – wzruszyła ramionami.
Machnąłem tylko ręką i ruszyłem na poszukiwania sportowca. Znalazłem go przy Sali gimnastycznej otoczonego tłumem wielbicielek i kilkoma swoimi kumplami. Stał tyłem, więc miałem idealny widok na jego umięśnione plecy zasłonięte zbędnym białym materiałem i nogi wraz z pośladkami opięte dżinsami. Z trudem powstrzymałem się od westchnięcia. Popukałem go w ramię, chcąc zwrócić jego uwagę. Odwrócił się z szerokim uśmiechem na twarzy.
 - Już? – zdziwił się. – Szybki jesteś.
Wziął zeszyt oraz książkę, a później… najzwyczajniej w świecie mnie zignorował, wdając się w dyskusję z jakąś blond paniusią chichoczącą, że aż uszy bolą.
Poczułem się strasznie niepotrzebny, więc poszedłem poszukać przyjaciółki, żeby się jej wyżalić.
Okazała się być pod klasą biologiczną. Rozmawiała z Igą i Oliwią, ale jak tylko mnie zobaczyła, natychmiast je przeprosiła i podbiegła.
 - Co się stało?
 - Aż tak widać? – Przynajmniej ona się mną interesuje…
Kiwnęła głową i zaprowadziła na najbliższą ławeczkę.
 - Jestem beznadziejny. – Oparłem głowę o jej ramię.
 - Znowu cię olał?
 - Mhm…
 - Eh… Mam ochotę go zamordować, tylko że następnym celem byłabym ja, a zabójcą ty.
Zaśmiałem się.
 - Jak ty mnie dobrze znasz.
Poczochrał moją blond czuprynę.
 - Przyjaźnimy się od piaskownicy, a poza tym traktuję cię jak braciszka i mam cię nie znać?
 - Dobrze, że cię mam.
 - A jak! Beze mnie byś zginął! – wypięła dumnie pierś.
Pokręciłem tylko głową.

Skończyły się lekcje. Zakładałem w szatni kurtkę, gdyż było już zimno  i chciałem wyjść, kiedy dopadła mnie Andżelika…
 - Igor! Stój! - …przy okazji zwracając na siebie uwagę każdego.
 - Ciszej! Powinnaś się zatrudnić jako alarm przeciw czemuś tam. O co chodzi?
Jak się już uspokoiła, bo najwyraźniej pokonała duży maraton, żeby mnie zatrzymać, zaczęła:
 - Jest sprawa. To pilne. Bartek…
 - Cześć! – Oparł się o ścianę obok nikt inny jak mój ukochany. – Masz czas? Mam ci coś ważnego do powiedzenia.
 - Jasne! – ucieszyłem się.
 - Proszę… - wtrąciła się rudowłosa. – MUSISZ się o tym dowiedzieć TERAZ.
Naprawdę wierzy, że jest szansa, iż wybiorę ją?
 - Później się zobaczymy. Zadzwonię – uśmiechnąłem się do niej przepraszająco.
 - Nie rozumiesz. To nie może czekać. Może mogłoby, ale okazuje się, że jednak nie.
 - Masz racje: nic z tego co powiedziałaś nie zrozumiałem. Pa!
Poszedłem za szkołę z przyjacielem cały w skowronkach. Oparłem się o mur i spojrzałem na niego wyczekująco. Kiedy już miałem zacząć rozmowę, odezwał się:
 - Nie wiem jak to odbierzesz, ale zakochałem się.
Zmusiłem się na jak najbardziej szczery uśmiech, choć w środku coś mnie skręcało.
 - W kim? – Pewnie jakiejś pustej lali, którą nauczyciele co chwile musza wysyłać do łazienki, żeby zmyła tonę makijażu i ubierającej się w najdroższe ubrania, a i tak wyglądającej tandetnie.
Coś tam mruknął pod nosem niewyraźnie, lecz jakbym usłyszał… Nie, to absurd.
 - Tobie – powtórzył wyraźniej, a mi szczęka opadła, aż na samą ziemię.
Chwilkę tak stałem w szoku, nie więżąc w to co usłyszałem.
 - Serio??? – Rzuciłem mu się na szyję. – Nawet nie wiesz jak się cieszę!
Odsunąłem się odrobinę, żeby móc go pocałować. Niestety on nic nie zrobił, jedynie po chwili najzwyczajniej w świecie rzucił mną o ścianę. Jęknąłem z bólu nie rozumiejąc co się stało i zastanawiając, czy właśnie nie śpię.
 - Co ty odpierdalasz?! – wrzasnął starszy. – Żartowałem, rozumiesz?! Kurwa, z kim ja się zadaje? – splunął na ziemię. 
 - C-co? – Z trudem ustałem na nogach. – Nie, to nie możliwe… - Zacząłem kręcić głową nie mogąc uwierzyć w to co usłyszałem.
 - A jak myślałeś?!
Nie dałem rady wykrztusić z siebie nic więcej. Po prostu uciekłem. Ledwo co widziałem, bo łzy zasłaniały mi wszystko. Słyszałem śmiech i swoje imię, chyba ruda mnie wołała. Nie wiem jakim cudem trafiłem do swojej kamieniczki, a następnie pokoju. Padłem na łóżko, rycząc jak baba. Nagle ktoś mnie przytulił. Poczułem bananowy zapach.
 - Andżela? – wykrztusiłem. Wiedziałem, ze to ona, bo to był jej ulubiony szampon do włosów.
 - Cii… Nie płacz, nie płacz.
W końcu zasnąłem z wycieczenia, w jej objęciach.

Obudziłem się na swoim łóżku przykryty kocem. Obok leżała przyjaciółka coś robiąc na telefonie.
 - Co się stało…? – spytałem.
Nagle przypomniała mi się sytuacja sprzed kilku godzin.
A może to tylko sen…? Proszę, proszę!
 - Chcesz to zobaczyć? – Podniosła na mnie wzrok.
 - Co? – Miałem złe przeczucia.
Podstawiła mi pod nos komórkę. Był tam filmik, a na nim… to co się wydarzyło. Jakimś cudem obejrzałem wszystko do końca. Przytuliłem ją mocno.
Leżałem tak jakieś pół godziny.
 - Dlaczego? – w końcu się odezwałem.
 - To ci właśnie chciałam powiedzieć. – Podniosłem na nią wzrok. – Słyszałam jak rozmawiali o jakimś zakładzie i o tobie. Nie wiem dokładnie o co chodzi, ale… no cóż, sam rozumiesz.
 - Jak mogłem uwierzyć, że naprawdę się we MNIE zakochał. Wcześniej mówiłem, jestem idiotą? To teraz mam pełne prawo tak sądzić.
 - Nie mów tak. Byłeś zaślepiony miłością, a to on jest idiotą, gdyż tak się zachował.
 - Jasne – mruknąłem bez przekonania.

~*~

Miesiąc później…
Nie chodziłem do szkoły. Rodzice się mną nie interesowali, a jak wychowawczyni dzwoniła to następnego dnia podrzucałem pismo niby od staruszków, że jestem chory. Kontaktowałem się tylko z Andżeliką. Przynosiła mi lekcje i opowiadała co w szkole. Podobno przez pierwsze dwa tygodnie byłem tematem rozmów numer jeden, ale jak rudowłosa uderzyła Bartka w moim imieniu to nagle tamta sytuacja stała się ciekawsza, ale wiedziałem, że wystarczyłaby chwilka, raz by mnie zobaczyli i już powróciłbym na języki wszystkich, a co oni wymyślą to po prostu strach się bać. Postanowiłem wrócić w ostatni tydzień pierwszego semestru i wszystko napisać na lekcjach i po nich, natomiast przerwy spędzałbym w kiblu. Nie tylko bałbym się wyzwisk, ale też spojrzeć w twarz ukochanemu… Niestety mi nie przeszło. Nawet przyjaciółka potwierdziła, że jestem idiotą mogąc kochać kogoś takiego.
 - Cześć! Mogę? – Zapukała Andżela.
 - Jasne! Wchodź. – Poklepałem miejsce obok siebie na dywanie.
 - Przyniosłam zeszyty – wskazała na granatową torbę.
 - Dzięki. Co u… - nie dokończyłem, bo nie umiałem wymówić tego imienia.
Westchnęła i wyjęła notatki nic nie mówiąc.
 - No po…
 - Odczep ty się od niego!! – wtrąciła się.
Skuliłem się potakując i przepisując wszystko co było na lekcji.
 - Eh… - Przetarła twarz dłonią. – Przepraszam. Po prostu nienawidzę go i nie rozumiem co ty możesz czuć do kogoś takiego. Już wcześniej było z nim coś nie tak, ale jak tak z ciebie zażartował…
 - Daj spokój. W takim razie co w szkole?
 - Mamy dyskotekę jutro, baba od fizyki zachorowała, chodzą plotki, że Kaczmarek ma romans z Lipą…
 - Bibliotekarką? No nieźle.
 - Ta… Do tego nauczyciele się znowu o ciebie pytają, mamy zawody… - urwała.
Wystarczyło na nią pojrzeć i już wiadomo z czego one są.
 - Piłka nożna? – Kiwnęła głową. – A gdybym przyszedł…? – zacząłem myśleć na głos. – Zdziwiliby się.
 - Na pewno, ale…
 - Żartowałem. – Zaraz skrzywiłem się na to słowo, najbardziej znienawidzone, zaraz po zakochałem się w tobie. Dobra, dobra. Wiem, że to już zadnie. – Myślisz, że jestem tchórzem? Szczerze.
 - Nie! Naprawdę. Ktoś inny to mógłby nawet popełnić samobójstwo. – Przytuliła mnie.
 - Żyję jedynie dzięki marnej, nic nie wartej, raniącej nadziei – widząc, że nie powinienem tego jej mówić, postanowiłem zmienić temat. – A ty kiedy sobie kogoś znajdziesz?
Zaraz się ożywiła.
 - Ostatnio zaprosił mnie do kina taki przystojniak, Miłosz. Mówię ci jaki on jest boski – rozmarzyła się.
Resztę dnia nie wspominaliśmy o Bartku, choć ja ciągle o nim myślałem.

~*~

Dwa miesiące później…
W końcu musiałem przyjść do szkoły. Smutne.
W międzyczasie cały czas się uczyłem, grałem na komputerze i spędzałem czas z Andżelą. Jedynym wyjątkiem było wyjście z domu, uwaga, uwaga… NA ZAWODY! Tak, byłem tam, oglądałem mecz. Siedziałem w kącie z kapturem na głowie, nikt nie zwrócił na mnie najmniejszej uwagi. Wygraliśmy.
Starając się wyglądać jak najpewniej wszedłem na teren budy. Tak jak myślałem zaraz zaczęto o mnie mówić i wraz z każdą chwilą coraz śmielej, nie kryjąc się z tym. Zaraz przybiegła ruda dziewczyna.
 - Dlaczego nic nie powiedziałeś?! Ja tu się muszę dowiadywać, że przychodzisz dzięki ploteczką. Swoja drogą szybko się rozniosły.
 - Ta… Jestem tu ledwo pięć minut, a chyba każdy wie o mojej obecności. Jestem popularniejszy od Bartka – próbowałem zażartować, ale coś mi nie wyszło.

Całe bite siedem godzin w szkole! Masakra. Przyzwyczaiłem się do swoich czerech kątów, a nie tyle ludzi, tyle miejsca i każdy gada tylko o tobie. Dodatkowo na każdym przedmiocie nauczyciele pytają cie co się stało i trzeba się wykłócać o to żeby łaskawie dali mi napisać sprawdzian na lekcji, a nie po nich.
Chciałem wyjść i już kierowałem się do szatni, kiedy ktoś zaciągnął mnie do kibla.
 - Ej! Co się… - moje usta zostały zatkane przez… czyjeś inne.
Smak znajomy, ale nie mogłem w to uwierzyć. W końcu oprzytomniałem i odepchnąłem owego ktosia. A jednak był nim…
 - BARTEK??? Co ty wyprawiasz???
 - Musiałem… - Tym razem to ja mu przerwałem mocnym uderzeniem. Nie takiej odpowiedzi się spodziewałem. Jak już pocałował to mógł to zakończyć jakimś łzawym, tandetnym wyznaniem miłosnym, a nie. – Igor, wysłuchaj mnie.
 - Cały dzień cię nie widziałem, a jak już spotykam, to w taki sposób? I to musiałem. Nic nie musiałeś!
Nie dając mu dojść do słowa po prostu uciekłem. Zapomniałem kurtki i w mroźny zimowy dzień biegłem w trampkach dżinsach i swetrze z plecakiem na plecach. Rzucałem się w oczy nie ma co.
Wbiegłem do mieszkania zdyszany. Przekląłem pod nosem przypominając sobie, że nie posiadam nic zastępczego na chociażby jeden dzień, aż do wzięcia swoich rzeczy z szatni następnego dnia. Udałem się pod prysznic, aby się ogrzać. Założyłem najcieplejsze ubranie jakie miałem i poszedłem do kuchni przygotować sobie ciepłą herbatę. Z kubkiem z parującą cieczą miałem zamiar pójść do pokoju przeżywać to co się stało, ale przerwało mi mój plan pukanie do drzwi. Nie patrząc przez wizjer otworzyłem je. Również nie zwróciłem uwagi na gościa, cały czas będąc przekonanym, że to Andżela.
 - Cześć! Sama sobie coś przygotuj, bo mi ledwo palce odrętwiały. Zaraz ci wszystko opowiem, ale daj mi chwilkę, sam muszę to przetrawić.
 - Fajnie, tylko że ja nie jestem dziewczyną – odezwał się męski głos.
Prawie wypuściłem naczynie z rąk i poparzyłem sobie ręce, słysząc Bartka.
 - Co ty tu robisz?? Skąd wiesz gdzie mieszkam?
 - Biegłem za Tobą, ale postanowiłem dać ci chwilkę zanim przyjdę. Swoją drogą fajną macie tu kawiarnie za rogiem.
Odwróciłem się dalej nie wierząc uszom. Ukochany akurat zdejmował buty.
 - Wyjdź – powiedziałem niezbyt przekonująco. – Proszę…
 - To ja cię proszę: wysłuchaj mnie. – Padł na kolana.
Odłożyłem kubek wiedząc, że jeszcze chwilka i naprawdę wyląduje on na podłodze, a bardzo go lubiłem.
 - No… - ponagliłem go, bo czułem jak serce chce mi wyskoczyć z piersi.
 - To co wtedy mówiłem… Wybacz. Kiedyś byłem piany i założyłem się o coś z kumplami, przegrałem. Za karę miałem powiedzieć jednej osobie, że ją kocham. Zrobiliśmy losowanie, wypadło na ciebie. Musiałem to zrobić. Najpierw jak się na mnie rzuciłeś to byłem w szoku. Spodziewałem się wyzwisk, czy coś. Później jak uciekłeś to przez te wszystkie tygodnie myślałem o tobie. Już nie jako o chłopaku od prac domowych, ale kimś więcej. Kiedy oberwałem od tej twojej przyjaciółki wiedziałem, iż ma racje. Później się dowiedziałem, że przyszedłeś… Unikałem cię. W końcu nie wytrzymałem i… wiesz. Miałeś rację. Nie tak to powinienem zacząć, ale… nie mam nic na swoje usprawiedliwienie poza dwoma słowami: kocham cie.
Padłem na kolana. Za dużo wrażeń. Zaraz do mnie podbiegł i zaczął sprawdzać, czy wszystko w porządku. Przytuliłem go i chciałem nigdy nie wypuszczać.

~*~

Miesiąc później…
Zostaliśmy parą. Bartek był wysoko postawiony w hierarchii uczniów, więc inni musieli to zaakceptować. Tak samo ja jako jego chłopak byłem bezpieczny.
Andżela na początku się na mnie obraziła, ale jeszcze tego samego dnia przestała się dąsać. Zaczęła tolerować nasz związek dopiero po kilku dniach.
Wszystko zaliczyłem śpiewająco. Dostałem wyróżnienie i kilka ocen celujących dzięki bramkarzowi, gdyż zdałem część materiału ze starszej klasy.
Nigdy nie byłem bardziej szczęśliwy.

~*~

Dowiecie się ile czasu później…
Leżałem na łóżku przypatrując się spokojnej twarzy śpiącego ukochanego. Pogłaskałem go po policzku. Po chwili poruszył się otwierając oczy. Natychmiast się uśmiechnął.
 - Cześć, kochanie! – Ziewnął. – Długo nie śpisz?
 - Trochę. Wspominam nasze początki.
 - Ta… Byłem okropny... – Cmoknął mnie.
 - Mhm. – Położyłem głowę na jego piersi.
Zaśmiałem się słysząc jego ciche prychnięcie. 
 - Kocham cię, wiesz? – Zaczął się bawić moimi trochę przydługawymi już włosami.
 - Wiem, bo ja ciebie też.
 - Tyko dlatego? – Zamienił nasze pozycje tak, że wylądowałem pod nim.
 - Nie – musiałem się uśmiechnąć.
Nadal bardzo go kochałem choć byliśmy już razem 30 lat. Tego dnia wypadała nasza rocznica…

KONIEC!

środa, 23 września 2015

Do czytelników.

Hej! Uff... Skończyłam Przywiązanie. Chciałam to zrobić już kilka tygodni temu, ale chyba coś o tym wspominałam. Teraz pora na... Nie przestanę cię kochać!!! Wreszcie, bo stęskniłam się za Marcinem i Markiem. To będzie druga i ostatnia cześć, tylko boję się ile tych rozdziałów wyjdzie, gdyż ciągle przychodzą mi do głowy kolejne pomysły... No cóż... Akcja będzie się toczyć kiedy będą już dorośli, ale wszystkiego dowiecie się później czytając tą powieść. *podekscytowana*
Milly (O-O)

Przywiązanie - EPILOG.



EPILOG
Miesiąc później…
Nareszcie byłem kochany i kochałem tak naprawdę.
Robert z zaoszczędzonych pieniędzy i tych ze sprzedaży swojego mieszkania, kupił większe. Znajdowało się nieopodal parku i mojej pracy. Planował to już wcześniej, lecz mi zrobił taką niespodziankę.
Tak, zostałem fryzjerem. Pensji nie było z tego nie wiadomo ile, ale robiłem coś co lubię, a zawsze to dodatkowe pieniądze na koncie.
Czyniłem pierwsze kroki do pogodzenia się z ojcem. To nie było takie łatwe!
Sunia bardzo zaprzyjaźniła się z siostrzenicą mojego chłopaka, dziesięcioletnią Sarą.
Raj? Nie wierzycie? To prawda, tylko nie powiedziałem wam wszystkiego. Otóż pewnego dnia dowiedziałem się o czymś przez co znalazłem się w miejscu ze snu…
Słone łzy spływały po policzkach w tamten deszczowy (jak nastrojowo) dzień. Stałem przy lekarzu, który obejmował mnie w pasie ręką. Patrzyłem przed siebie, na drzewa. Nie mogłem spuścić wzroku trochę niżej i bardziej na prawo. Dlaczego? Bo stałem na cmentarzu. Ale czyj to pogrzeb? Płakałem jak za bynajmniej kimś z rodziny. Nie? To o kogo chodzi? Otóż wystarczyło podążyć wzrokiem według mojej instrukcji. Na nagrobku widniały złotymi literami napisane te straszne słowa i cyfry…

Śp. Jacek Zasada
Ur. 24.06.1978r.
Zm. 15.10.2015r.

Co się stało? Nie wytrzymał tego, popełnił samobójstwo. Ja nie wiem i naprawdę wolałem i wolałbym nigdy się nie dowiedzieć jak. 
Na pogrzebie nie było wiele osób, jak pewnie większość osób by zakładała. Większość ludzi, po wyroku, a niektórzy jak tylko policja przyszła do jego kancelarii aby zabrać go na posterunek, po prostu go olała. Był dla nich już nikim. Trudno mi było znieść fakt, iż prawnik z tyloma znajomościami, który zajmował się sprawami bandytów, sam trafił do więzienia oraz, że inni uważali go za najgorszego, a co dopiero jego śmierć.
 - Jak się czujesz? – spytał lekarz.
 - To moja wina… przeze mnie wylądował za kratami i… - głos mi się załamał.
 - Gdyby nic ci nie zrobił to by go to nie spotkało.
 - Nie rozumiesz? Dla mnie on nie był nikim, kolejnym człowiekiem na Ziemi. Mimo wszystko zależało mi na nim, może nie w taki sensie jak na tobie, ale sam rozumiesz…
Ucałował moją skroń.
 - Wiem, wiem. Wierzysz w Boga?
 - Kiedyś… Jak byłem mały tak, lecz z czasem, po śmierci mamy, kiedy ojciec zaczął mnie nienawidzić i jak poznałem Jacka jakoś zwątpiłem. Możesz myśleć, że wtedy, na początku naszej znajomości powinienem myśleć, iż ktoś tam na górze nade mną czuwa, ale tak nie było. Zakochałem się, jednak było w nim coś takiego, że… sam nie wiem jak to opisać. Czemu pytasz?
 - Jeśli jest tam w tobie to ziarno wiary w jakiegokolwiek Boga to pomyśl, że teraz może być w drodze do nieba, czy jak to tam nazwać.
Kiwnąłem głową.
Po wszystkim, każdy poza jedną osobą poszedł. Roberta też wygoniłem do samochodu. Chciałem zostać sam.
Przykucnąłem przy nagrobku i pogłaskałem go.
Cześć! Dawno razem nie rozmawialiśmy. Co z tego, że ty się nie odezwiesz, a ja tylko w myślach, po prostu nie chcę żeby uznali mnie za wariata gadającego do samego siebie… Nie wiem co mam powiedzieć. Byłeś… Jesteś dla mnie ważny i mam nadzieję, iż Stwórca, bo nie mogę uwierzyć, że teraz jesteś jedynie kolejną kupką szczątek, z których po czasie nic nie zostanie, wybaczy ci to wszystko. Ja tak. Już dawno. Nie będę ci prawił morałów, gdyż pamiętam, jak kiedyś zażartowałem i spytałem co byś zrobił gdybyś został skazany i trafił do więzienia. Odpowiedziałeś, że chyba byś się zabił, ale w twoim głosie była niepokojąca nutka powagi... Jeszcze kiedyś cię odwiedzę…
Wstałem i z trudem, przez łzy w oczach, dotarłem do auta. Ostatni raz się odwróciłem.
Żegnaj! Kiedyś się zobaczymy… W odległej przyszłości…
Przestało lać, a ze mnie, jedynej osoby, która uparła się, że nie chce parasola, bo zaraz przejdzie, skapywała woda na chodnik jak z gąbki. O dziwo przeszło mi. Czułem spokój…

KONIEC!