One shot
Siedziałem na ławce w szkole, próbując
rozwiązać pracę domową kolegi. O rok starszego, ale byłem dobry z matmy. No i
zrobiłbym dla niego wszystko.
Wiele razy się zastanawiałem dlaczego
taki chłopak jak on przyjaźni się z takim chudym okularnikiem jak ja. Był
popularny, przystojny, grał w drużynie sportowej jako bramkarz w naszej szkole,
miał sporą grupkę wielbicieli i wielbicielek, a zadawał się między innymi ze mną.
Możliwość przebywania z ukochaną osobą jest uczuciem nie do opisania. Ta…
zakochałem się w nim. Największym problemem nie była moja orientacja, choć to
nie powiem też, ale fakt, iż on po prostu uwielbiał dziewczyny. Ciężko było mi
znosić te ciągłe komentarze na temat płci pięknej z naszej budy i nie tylko.
Eh…
- Co tak wzdychasz? – Przysiadła się moja
przyjaciółka Andżelika.
- Co? Aa… Zamyśliłem się. – Przetarłem skronie
zmęczony. Choć nieźle mi szło z tymi zadaniami to musiałem wysilić porządnie
swój mózg.
- Bartek? – domyśliła się szybko. Była jedyną
osobą, której powiedziałem o swojej orientacji i miłości.
- Mhm…
Powróciłem do zadania. Przynajmniej
całą trzecią liceum miałem z głowy.
- Igor… - jęknęła niezadowolona. – Czy ty
naprawdę nie widzisz jak on cie wykorzystuje? Robisz wszystko za niego w zamian
za jeden dzień na… dwa tygodnie spędzone dłużej z nim. Obudź się! Myślisz, że
inaczej by się z tobą zadawał?
Wstałem zły, nie wiem czy na nią, bo
wygaduje takie głupoty, czy na siebie, gdyż czułem, iż ta ruda dziewczyna może
mieć racje.
- Dzięki! – Odszedłem.
- Jejku no, przepraszam! Czekaj. – Dogoniła
mnie – Wiesz o co mi chodzi. No nie złość się. – Zaczęła mnie dźgać palcem w
żebra.
- Ej… Ha, ha, ha! Przestań! – Odskoczyłem
wpadając na jakiegoś dzieciaka, chyba z gimnazjum.
- Nie gniewasz się? – Zrobiła słodką minkę.
- Andżela! Jesteś okrutna i naiwna jeśli
sądzisz, że nie wiem, iż pod tą maska uroczej dziewczynki kryje sie sam
lucyfer.
- I tak to działa – wzruszyła ramionami.
Machnąłem tylko ręką i ruszyłem na
poszukiwania sportowca. Znalazłem go przy Sali gimnastycznej otoczonego tłumem
wielbicielek i kilkoma swoimi kumplami. Stał tyłem, więc miałem idealny widok na jego umięśnione plecy zasłonięte
zbędnym białym materiałem i nogi wraz z pośladkami opięte dżinsami. Z trudem
powstrzymałem się od westchnięcia. Popukałem go w ramię, chcąc zwrócić jego
uwagę. Odwrócił się z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Już? – zdziwił się. – Szybki jesteś.
Wziął zeszyt oraz książkę, a później…
najzwyczajniej w świecie mnie zignorował, wdając się w dyskusję z jakąś blond
paniusią chichoczącą, że aż uszy bolą.
Poczułem się strasznie niepotrzebny,
więc poszedłem poszukać przyjaciółki, żeby się jej wyżalić.
Okazała się być pod klasą
biologiczną. Rozmawiała z Igą i Oliwią, ale jak tylko mnie zobaczyła, natychmiast je przeprosiła i podbiegła.
- Co się stało?
- Aż tak widać? – Przynajmniej ona się mną interesuje…
Kiwnęła głową i zaprowadziła na
najbliższą ławeczkę.
- Jestem beznadziejny. – Oparłem głowę o jej
ramię.
- Znowu cię olał?
- Mhm…
- Eh… Mam ochotę go zamordować, tylko że następnym
celem byłabym ja, a zabójcą ty.
Zaśmiałem się.
- Jak ty mnie dobrze znasz.
Poczochrał moją blond czuprynę.
- Przyjaźnimy się od piaskownicy, a poza tym
traktuję cię jak braciszka i mam cię nie znać?
- Dobrze, że cię mam.
- A jak! Beze mnie byś zginął! – wypięła
dumnie pierś.
Pokręciłem tylko głową.
Skończyły się lekcje. Zakładałem w
szatni kurtkę, gdyż było już zimno i
chciałem wyjść, kiedy dopadła mnie Andżelika…
- Igor! Stój! - …przy okazji zwracając na
siebie uwagę każdego.
- Ciszej! Powinnaś się zatrudnić jako alarm
przeciw czemuś tam. O co chodzi?
Jak się już uspokoiła, bo
najwyraźniej pokonała duży maraton, żeby mnie zatrzymać, zaczęła:
- Jest sprawa. To pilne. Bartek…
- Cześć! – Oparł się o ścianę obok nikt inny
jak mój ukochany. – Masz czas? Mam ci coś ważnego do powiedzenia.
- Jasne! – ucieszyłem się.
- Proszę… - wtrąciła się rudowłosa. – MUSISZ
się o tym dowiedzieć TERAZ.
Naprawdę wierzy, że jest szansa, iż wybiorę ją?
- Później się zobaczymy. Zadzwonię –
uśmiechnąłem się do niej przepraszająco.
- Nie rozumiesz. To nie może czekać. Może
mogłoby, ale okazuje się, że jednak nie.
- Masz racje: nic z tego co powiedziałaś nie
zrozumiałem. Pa!
Poszedłem za szkołę z przyjacielem
cały w skowronkach. Oparłem się o mur i spojrzałem na niego wyczekująco. Kiedy
już miałem zacząć rozmowę, odezwał się:
- Nie wiem jak to odbierzesz, ale zakochałem
się.
Zmusiłem się na jak najbardziej
szczery uśmiech, choć w środku coś mnie skręcało.
- W kim? – Pewnie
jakiejś pustej lali, którą nauczyciele co chwile musza wysyłać do łazienki,
żeby zmyła tonę makijażu i ubierającej się w najdroższe ubrania, a i tak
wyglądającej tandetnie.
Coś tam mruknął pod nosem
niewyraźnie, lecz jakbym usłyszał… Nie,
to absurd.
- Tobie – powtórzył wyraźniej, a mi szczęka
opadła, aż na samą ziemię.
Chwilkę tak stałem w szoku, nie
więżąc w to co usłyszałem.
- Serio??? – Rzuciłem mu się na szyję. – Nawet
nie wiesz jak się cieszę!
Odsunąłem się odrobinę, żeby móc go
pocałować. Niestety on nic nie zrobił, jedynie po chwili najzwyczajniej w
świecie rzucił mną o ścianę. Jęknąłem z bólu nie rozumiejąc co się stało i
zastanawiając, czy właśnie nie śpię.
- Co ty odpierdalasz?! – wrzasnął starszy. –
Żartowałem, rozumiesz?! Kurwa, z kim ja się zadaje? – splunął na ziemię.
- C-co? – Z trudem ustałem na nogach. – Nie, to
nie możliwe… - Zacząłem kręcić głową nie mogąc uwierzyć w to co usłyszałem.
- A jak myślałeś?!
Nie dałem rady wykrztusić z siebie
nic więcej. Po prostu uciekłem. Ledwo co widziałem, bo łzy zasłaniały mi
wszystko. Słyszałem śmiech i swoje imię, chyba ruda mnie wołała. Nie wiem jakim
cudem trafiłem do swojej kamieniczki, a następnie pokoju. Padłem na łóżko, rycząc
jak baba. Nagle ktoś mnie przytulił. Poczułem bananowy zapach.
- Andżela? – wykrztusiłem. Wiedziałem, ze to
ona, bo to był jej ulubiony szampon do włosów.
- Cii… Nie płacz, nie płacz.
W końcu zasnąłem z wycieczenia, w jej
objęciach.
Obudziłem się na swoim łóżku
przykryty kocem. Obok leżała przyjaciółka coś robiąc na telefonie.
- Co się stało…? – spytałem.
Nagle przypomniała mi się sytuacja
sprzed kilku godzin.
A może to tylko sen…? Proszę, proszę!
- Chcesz to zobaczyć? – Podniosła na mnie
wzrok.
- Co? – Miałem złe przeczucia.
Podstawiła mi pod nos komórkę. Był
tam filmik, a na nim… to co się wydarzyło. Jakimś cudem obejrzałem wszystko do
końca. Przytuliłem ją mocno.
Leżałem tak jakieś pół godziny.
- Dlaczego? – w końcu się odezwałem.
- To ci właśnie chciałam powiedzieć. – Podniosłem na nią wzrok. – Słyszałam jak rozmawiali o jakimś zakładzie i o
tobie. Nie wiem dokładnie o co chodzi, ale… no cóż, sam rozumiesz.
- Jak mogłem uwierzyć, że naprawdę się we MNIE
zakochał. Wcześniej mówiłem, jestem
idiotą? To teraz mam pełne prawo tak sądzić.
- Nie mów tak. Byłeś zaślepiony miłością, a to
on jest idiotą, gdyż tak się zachował.
- Jasne – mruknąłem bez przekonania.
~*~
Miesiąc później…
Nie chodziłem do szkoły. Rodzice się
mną nie interesowali, a jak wychowawczyni dzwoniła to następnego dnia podrzucałem
pismo niby od staruszków, że jestem chory. Kontaktowałem się tylko z Andżeliką.
Przynosiła mi lekcje i opowiadała co w szkole. Podobno przez pierwsze dwa
tygodnie byłem tematem rozmów numer jeden, ale jak rudowłosa uderzyła Bartka w moim imieniu to nagle tamta sytuacja
stała się ciekawsza, ale wiedziałem, że wystarczyłaby chwilka, raz by mnie
zobaczyli i już powróciłbym na języki wszystkich, a co oni wymyślą to po prostu
strach się bać. Postanowiłem wrócić w ostatni tydzień pierwszego semestru i wszystko
napisać na lekcjach i po nich, natomiast przerwy spędzałbym w kiblu. Nie tylko
bałbym się wyzwisk, ale też spojrzeć w twarz ukochanemu… Niestety mi nie
przeszło. Nawet przyjaciółka potwierdziła, że jestem idiotą mogąc kochać kogoś
takiego.
- Cześć! Mogę? – Zapukała Andżela.
- Jasne! Wchodź. – Poklepałem miejsce obok
siebie na dywanie.
- Przyniosłam zeszyty – wskazała na granatową
torbę.
- Dzięki. Co u… - nie dokończyłem, bo nie
umiałem wymówić tego imienia.
Westchnęła i wyjęła notatki nic nie
mówiąc.
- No po…
- Odczep ty się od niego!! – wtrąciła się.
Skuliłem się potakując i przepisując
wszystko co było na lekcji.
- Eh… - Przetarła twarz dłonią. – Przepraszam.
Po prostu nienawidzę go i nie rozumiem co ty możesz czuć do kogoś takiego. Już
wcześniej było z nim coś nie tak, ale jak tak z ciebie zażartował…
- Daj spokój. W takim razie co w szkole?
- Mamy dyskotekę jutro, baba od fizyki
zachorowała, chodzą plotki, że Kaczmarek ma romans z Lipą…
- Bibliotekarką? No nieźle.
- Ta… Do tego nauczyciele się znowu o ciebie
pytają, mamy zawody… - urwała.
Wystarczyło na nią pojrzeć i już
wiadomo z czego one są.
- Piłka nożna? – Kiwnęła głową. – A gdybym
przyszedł…? – zacząłem myśleć na głos. – Zdziwiliby się.
- Na pewno, ale…
- Żartowałem. – Zaraz skrzywiłem się na to
słowo, najbardziej znienawidzone, zaraz po zakochałem
się w tobie. Dobra, dobra. Wiem, że to już zadnie. – Myślisz, że jestem tchórzem?
Szczerze.
- Nie! Naprawdę. Ktoś inny to mógłby nawet
popełnić samobójstwo. – Przytuliła mnie.
- Żyję jedynie dzięki marnej, nic nie wartej,
raniącej nadziei – widząc, że nie powinienem tego jej mówić, postanowiłem
zmienić temat. – A ty kiedy sobie kogoś znajdziesz?
Zaraz się ożywiła.
- Ostatnio zaprosił mnie do kina taki
przystojniak, Miłosz. Mówię ci jaki on jest boski – rozmarzyła się.
Resztę dnia nie wspominaliśmy o
Bartku, choć ja ciągle o nim myślałem.
~*~
Dwa miesiące później…
W końcu musiałem przyjść do szkoły.
Smutne.
W międzyczasie cały czas się uczyłem,
grałem na komputerze i spędzałem czas z Andżelą. Jedynym wyjątkiem było wyjście
z domu, uwaga, uwaga… NA ZAWODY! Tak, byłem tam, oglądałem mecz. Siedziałem w
kącie z kapturem na głowie, nikt nie zwrócił na mnie najmniejszej uwagi. Wygraliśmy.
Starając się wyglądać jak najpewniej wszedłem
na teren budy. Tak jak myślałem zaraz zaczęto o mnie mówić i wraz z każdą chwilą
coraz śmielej, nie kryjąc się z tym. Zaraz przybiegła ruda dziewczyna.
- Dlaczego nic nie powiedziałeś?! Ja tu się
muszę dowiadywać, że przychodzisz dzięki ploteczką. Swoja drogą szybko się rozniosły.
- Ta… Jestem tu ledwo pięć minut, a chyba
każdy wie o mojej obecności. Jestem popularniejszy od Bartka – próbowałem zażartować,
ale coś mi nie wyszło.
Całe bite siedem godzin w szkole!
Masakra. Przyzwyczaiłem się do swoich czerech kątów, a nie tyle ludzi, tyle
miejsca i każdy gada tylko o tobie. Dodatkowo na każdym przedmiocie nauczyciele
pytają cie co się stało i trzeba się wykłócać o to żeby łaskawie dali mi
napisać sprawdzian na lekcji, a nie po nich.
Chciałem wyjść i już kierowałem się do
szatni, kiedy ktoś zaciągnął mnie do kibla.
- Ej! Co się… - moje usta zostały zatkane
przez… czyjeś inne.
Smak znajomy, ale nie mogłem w to
uwierzyć. W końcu oprzytomniałem i odepchnąłem owego ktosia. A jednak był nim…
- BARTEK??? Co ty wyprawiasz???
- Musiałem… - Tym razem to ja mu przerwałem
mocnym uderzeniem. Nie takiej odpowiedzi się spodziewałem. Jak już pocałował to
mógł to zakończyć jakimś łzawym, tandetnym wyznaniem miłosnym, a nie. – Igor,
wysłuchaj mnie.
- Cały dzień cię nie widziałem, a jak już spotykam, to w taki sposób? I to musiałem.
Nic nie musiałeś!
Nie dając mu dojść do słowa po prostu
uciekłem. Zapomniałem kurtki i w mroźny zimowy dzień biegłem w trampkach dżinsach
i swetrze z plecakiem na plecach. Rzucałem się w oczy nie ma co.
Wbiegłem do mieszkania zdyszany.
Przekląłem pod nosem przypominając sobie, że nie posiadam nic zastępczego na
chociażby jeden dzień, aż do wzięcia swoich rzeczy z szatni następnego dnia.
Udałem się pod prysznic, aby się ogrzać. Założyłem najcieplejsze ubranie jakie
miałem i poszedłem do kuchni przygotować sobie ciepłą herbatę. Z kubkiem z
parującą cieczą miałem zamiar pójść do pokoju przeżywać to co się stało, ale
przerwało mi mój plan pukanie do drzwi. Nie patrząc przez wizjer otworzyłem je.
Również nie zwróciłem uwagi na gościa, cały czas będąc przekonanym, że to
Andżela.
- Cześć! Sama sobie coś przygotuj, bo mi ledwo
palce odrętwiały. Zaraz ci wszystko opowiem, ale daj mi chwilkę, sam muszę to
przetrawić.
- Fajnie, tylko że ja nie jestem dziewczyną –
odezwał się męski głos.
Prawie wypuściłem naczynie z rąk i
poparzyłem sobie ręce, słysząc Bartka.
- Co ty tu robisz?? Skąd wiesz gdzie mieszkam?
- Biegłem za Tobą, ale postanowiłem dać ci
chwilkę zanim przyjdę. Swoją drogą fajną macie tu kawiarnie za rogiem.
Odwróciłem się dalej nie wierząc uszom.
Ukochany akurat zdejmował buty.
- Wyjdź – powiedziałem niezbyt przekonująco. –
Proszę…
- To ja cię proszę: wysłuchaj mnie. – Padł na
kolana.
Odłożyłem kubek wiedząc, że jeszcze
chwilka i naprawdę wyląduje on na podłodze, a bardzo go lubiłem.
- No… - ponagliłem go, bo czułem jak serce
chce mi wyskoczyć z piersi.
- To co wtedy mówiłem… Wybacz. Kiedyś byłem
piany i założyłem się o coś z kumplami, przegrałem. Za karę miałem powiedzieć
jednej osobie, że ją kocham. Zrobiliśmy losowanie, wypadło na ciebie. Musiałem
to zrobić. Najpierw jak się na mnie rzuciłeś to byłem w szoku. Spodziewałem się
wyzwisk, czy coś. Później jak uciekłeś to przez te wszystkie tygodnie myślałem o
tobie. Już nie jako o chłopaku od prac domowych, ale kimś więcej. Kiedy
oberwałem od tej twojej przyjaciółki wiedziałem, iż ma racje. Później się
dowiedziałem, że przyszedłeś… Unikałem cię. W końcu nie wytrzymałem i… wiesz.
Miałeś rację. Nie tak to powinienem zacząć, ale… nie mam nic na swoje
usprawiedliwienie poza dwoma słowami: kocham cie.
Padłem na kolana. Za dużo wrażeń.
Zaraz do mnie podbiegł i zaczął sprawdzać, czy wszystko w porządku. Przytuliłem
go i chciałem nigdy nie wypuszczać.
~*~
Miesiąc później…
Zostaliśmy parą. Bartek był wysoko
postawiony w hierarchii uczniów, więc inni musieli to zaakceptować. Tak samo ja
jako jego chłopak byłem bezpieczny.
Andżela na początku się na mnie
obraziła, ale jeszcze tego samego dnia przestała się dąsać. Zaczęła tolerować
nasz związek dopiero po kilku dniach.
Wszystko zaliczyłem śpiewająco.
Dostałem wyróżnienie i kilka ocen celujących dzięki bramkarzowi, gdyż zdałem
część materiału ze starszej klasy.
Nigdy nie byłem bardziej szczęśliwy.
~*~
Dowiecie się ile czasu później…
Leżałem na łóżku przypatrując się spokojnej
twarzy śpiącego ukochanego. Pogłaskałem go po policzku. Po chwili poruszył się otwierając
oczy. Natychmiast się uśmiechnął.
- Cześć, kochanie! – Ziewnął. – Długo nie
śpisz?
- Trochę. Wspominam nasze początki.
- Ta… Byłem okropny... – Cmoknął mnie.
- Mhm. – Położyłem głowę na jego piersi.
Zaśmiałem się słysząc jego ciche prychnięcie.
Zaśmiałem się słysząc jego ciche prychnięcie.
- Kocham cię, wiesz? – Zaczął się bawić moimi
trochę przydługawymi już włosami.
- Wiem, bo ja ciebie też.
- Tyko dlatego? – Zamienił nasze pozycje tak,
że wylądowałem pod nim.
- Nie – musiałem się uśmiechnąć.
Nadal bardzo go kochałem choć byliśmy już razem 30 lat. Tego dnia
wypadała nasza rocznica…
KONIEC!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz